Bezsenne Noce i Niepokój w Czterech Ścianach

Halina chodziła tam i z powrotem po mieszkaniu, nie mogąc znaleźć sobie miejsca. Już któryś dzień z rzędu Marek wracał do domu późno, a wczoraj w ogóle zjawił się nad ranem. Wymyśliła mu, że mógłby zadzwonić, dać znać, żeby się nie martwiła. Pokłócili się. I teraz znowu czeka, mierzy krokami pokój, co chwilę zerka na zegarek.

„Kocha go. Ale mógłby zadzwonić. Wcześniej czy później się ożeni. Trzeba się przyzwyczaić. Nigdy nie wiadomo, jaka trafi mu się żona, zmartwień tylko przybędzie. Oj, lepiej o tym nie myśleć. On wprawdzie dorosły, ale serce i tak boli.” Halina nie potrafiła przestać nakręcać się tymi myślami.

Kiedyś śmiała się z takich matek, które nadmiernie opiekują się dorosłymi synami, a teraz sama stała się nie lepsza. Każdą dziewczynę, z którą syn się spotykał, jeśli ją przedstawiał, uważała za niegodną jego. I jak każda matka myślała, że syn powinien się z nią poradzić w tak ważnej sprawie jak wybranie żony. Przecież ona najlepiej wie, czego mu potrzeba. Myśli wdzierały się do głowy bez końca. Żeby tylko wrócił już do domu.

W drzwiach zaskoczył zamek, a Halina drgnęła, chociaż czekała i nasłuchiwała. „Nareszcie!” Rzuciła się do przedpokoju, ale w połowie drogi zatrzymała się, poszła do kuchni i usiadła przy stole, składając ręce na kolanach.

— Mamo, czemu nie śpisz? — Marek stanął w drzwiach.

— Przecież wiesz, że się martwię. Mógłbyś choć zadzwonić — powiedziała z wyrzutem.

— Mamo, jestem dorosły i nie zamierzam tłumaczyć się przed tobą z każdego kroku.

— A gdzie byłeś? — Halina spojrzała wyzywająco.

— U Kasi. — Głos Marka stał się nagle cieplejszy, przyciszony.

— Masz kolejną dziewczynę, i pewnie nie ostatnią. A matka jest tylko jedna. — Halina nie potrafiła ukryć zazdrości.

— Dlaczego kolejną? To ta jedyna, tak jak ty, mamo. — Marek podszedł, pochylił się i pocałował ją w policzek. — I nie mów o niej źle. Pokłócimy się, a potem będziesz żałować. Poza tym, jak miałbym wybrać sobie żonę, gdybym nie spotykał się z dziewczynami? Sama mówiłaś, że nie można żenić się z byle kim. Mówiłaś?

— Mówiłam — przyznała Halina. — Więc rozumiem, że już wybrałeś?

Marek przykucnął obok matki, zajrzał jej w oczy. Serce Haliny zalała czułość. Jak bardzo przypomina ojca! Ten sam wzrok, ten sam uśmiech.

— Wybrałem, mamo. — Schował twarz w jej kolanach.

— To może przedstawiłbyś mnie tej dziewczynie? — rzekła już spokojniej.

— Na pewno, tylko… — Marek podniósł głowę.

— Co? Jest z nią coś nie tak? — Halina chciała zapytać, czy przypadkiem nie zamierza przyprowadzić do domu jakiejś włóczęgi, tak jak w dzieciństwie znosił ze sobą bezdomne koty i psy.

Współczucie dla zwierząt to rzecz dobra. Ale wszystkich nie przytulisz i nie nakarmisz. Wtedy udawała, że ma alergię, zaczynała kichać. Marek zabierał znalezione zwierzaki i gdzieś je oddawał, nie porzucał na ulicy. Teraz to już nie zadziała.

Słowa wisiały jej na języku, ale złapała ostrzegawcze spojrzenie syna i zamilkła.

— Z nią wszystko w porządku, mamo. Jest piękna i dobrze gotuje. Przynajmniej mnie smakuje. Ale nie jest sama.

— Zakochałeś się w mężatce?

Widocznie na jej twarzy odbił się strach, bo Marek od razu dodał:

— Nie, oczywiście. Ale ma syna. Ma pięć lat.

— Pięć? — wykrzyknęła Halina. — To w jakim wieku go urodziła?

— Mamo, nie krzycz. Tak, jest ode mnie starsza.

— Rozumiem. — Halinie niemal zabrakło tchu z gniewu.

Jej synek, jej promyczek, którego kochała nad życie, dla którego była w stanie góry przenosić, zakochał się w starszej kobiecie, do tego z dzieckiem!

— Co rozumiesz, mamo? Kocham ją. Każdy ma prawo do błędu. Sama tak mówiłaś.

— Tak. Tylko że taki błąd to na całe życie, nie da się go naprawić. A wolne, młode dziewczyny już ci nie podobają? — warknęła Halina.

— Dlatego nie mówiłem, nie przyprowadzałem jej do ciebie. — Marek zerwał się na równe nogi. — Wiedziałem, że mnie nie zrozumiesz. Pamiętasz, jak opowiadałaś o dziewczynie z twojej pracy, którą jakiś chłopak uwiódł i porzucił? Jak bardzo jej współczułaś. Mówiłaś, że to dobra kobieta, że na pewno spotka kogoś przyzwoitego, kto zostanie ojcem jej córce. Dlaczego tym kimś miałby być ktoś inny, a nie twój własny syn?

— Synku, miłość przychodzi i odchodzi. Ja też kochałam twojego ojca do szaleństwa, a on zostawił nas i odszedł do innej.

— Właśnie, mamo. Nie ma gwarancji, że z młodą i wolną będziemy razem na zawsze. Kasię kocham. I jej syna. To wspaniały chłopak. Gdybyś go tylko zobaczyła. Nawet jeśli będziesz przeciw, nie zostawię jej. Zrozumiałaś? Na tym zakończmy.

— Marku, wychowywałam cię i marzyłam, że będziesz szczęśliwy…

— Dość. To moje życie, mamo. Jeśli będziesz w nie ingerować, odejdę. — Marek odwrócił się i poszedł do swojego pokoju.

— Synku…

Rano wyszedł do pracy, nawet nie zjadł śniadania. Nie rozmawiali. Marek wracał późno i od razu zamykał się w swoim pokoju. Halina nie wiedziała, co zrobić, jak naprawić zepsute relacje z synem.

Wydawało się, że to było wczoraj, gdy kołysała go na rękach, śpiewała kołysanki, opatrywała rozbite kolana, a teraz on żyje już własnym życiem. Nie tak łatwo to zaakceptować.

— Marku, porozmawiajmy — zaczęła pewnego dnia.

— Porozmawiamy, gdy będziesz gotowa usłyszeć i zrozumieć.

— Widocznie naprawdę ją kocha. Zobaczysz, odejdzie do niej i stracisz syna, Halinko — mówiła jej pani Kowalska, najstarsza kobieta w pracy.

Halina nie mogła dłużej dusić w sobie bólu po kłótni z synem. Podzieliła się tym w przerwie obiadowej. Potrzebowała współczucia, rady, po prostu chciała się wygadać.Halina w końcu zrozumiała, że prawdziwa miłość nie dzieli, ale łączy, i z uśmiechem na twarzy postanowiła zaakceptować wybór syna, bo w głębi serca wiedziała, że najważniejsze, by był szczęśliwy.

Rate article
Fajna Tajna
Bezsenne Noce i Niepokój w Czterech Ścianach