**Dziennik osobisty**
Każdego ranka Wojtek szedł tą samą trasą do biura, mijając starą dzielnicę miasta. Ostatnio grupa bezdomnych dzieci zbierała się przy piekarni, w której witrynie wisiały oprawione zdjęcia miejscowych ślubów. Jedno zwróciło jego uwagę fotografia jego własnego wesela sprzed dziesięciu lat, zawieszona w prawej górnej części szyby. Zrobiła ją siostra właścicielki piekarni, fotografka amatorka, a Wojtek pozwolił ją wywiesić, bo uwieczniała najszczęśliwszy dzień jego życia.
Jednak to szczęście nie przetrwało. Jego żona, Zosia, zniknęła pół roku po ślubie. Żadnego listu z żądaniem okupu. Żadnego śladu. Policja uznała sprawę za podejrzaną, ale bez dowodów sprawę umorzono. Wojtek nigdy więcej się nie ożenił. Pogrążył się w pracy, budując bezpieczne życie, lecz jego serce wciąż krwawiło od jednego pytania: *Co się stało z Zosią?*
Pewnego deszczowego czwartkowego ranka Wojtek jechał na posiedzenie zarządu, gdy ruch zwolnił przy piekarni. Spojrzał przez przyciemnioną szybę i zobaczył chłopca, może dziesięcioletniego, bosego, przemokniętego od mżawki. Dziecko wpatrywało się w jego ślubne zdjęcie w witrynie. Wojtek obserwował go obojętnie aż nagle chłopiec wskazał palcem na fotografię i powiedział stojącemu obok sprzedawcy:
*To moja mama.*
Wojtkowi zaparło dech.
Opuścił szybę do połowy. Chłopiec był chudy, z ciemnymi, splątanymi włosami, w koszuli trzy numery za dużej. Wojtek przyjrzał mu się uważnie, czując niepokojące ukłucie w żołądku. Chłopiec miał oczy Zosi piwne, z zielonymi błyskami.
Hej, chłopcze zawołał Wojtek. Co powiedziałeś?
Dziecko odwróciło się i mrugnęło. *To moja mama* powtórzył, znów wskazując zdjęcie. *Śpiewała mi na dobranoc. Pamiętam jej głos. Ale pewnego dnia po prostu zniknęła.*
Wojtek wysiadł z samochodu, ignorując protesty kierowcy. Jak się nazywasz, synu?
Kacper odparł chłopiec, drżąc.
Kacper Wojtek uklęknął, by znaleźć się na jego poziomie. Gdzie mieszkasz?
Chłopiec spuścił wzrok. *Nigdzie. Czasem pod mostem. Czasem przy torach.*
Pamiętasz coś jeszcze o swojej mamie? spytał Wojtek, starając się opanować drżenie głosu.
Lubiła róże odparł Kacper. *I miała naszyjnik z białym kamieniem. Jak perłę.*
Wojtkowi ścisnęło się serce. Zosia miała perłowy wisiorek od swojej matki unikatowy, trudny do zapomnienia.
Muszę cię o coś zapytać, Kacprze powiedział wolno Wojtek. Pamiętasz swojego tatę?
Chłopiec pokręcił głową. *Nigdy go nie poznałem.*
Właśnie wtedy wyszła właścicielka piekarni, zaciekawiona zamieszaniem. Wojtek zwrócił się do niej. Widziałaś kiedyś tego chłopca?
Skinęła głową. *Tak, czasem tu przychodzi. Ale nigdy nie prosi o pieniądze. Tylko patrzy na to zdjęcie.*
Wojtek zadzwonił do asystenta i odwołał spotkanie. Zab


