Nieograniczona bezczelność
Haniu, powiedz szczerze zacząłem marudzić jaka to właściwie różnica, komu wynajmiemy nasz domek? Swoim czy obcym? Przecież złotówki od każdego pachną tak samo.
Hania kończyła wieszać pranie na balkonie. Lepiej byłoby, żebym zamiast narzekać, to się wziął do roboty razem z nią.
Mariuszu odpowiedziała Kochany, różnica jest taka, że od rodziny tych pieniędzy potem się nie wyciągnie.
Mówisz o Piotrku? aż mi się zrobiło dziwnie Przecież Piotr to mój brat! Na pewno zapłaci, ręczę za to sto procent. Nawet o rabat nie prosił. Wynajmie domek za pełną stawkę! Na całe lato. I nie trzeba będzie szukać nowych lokatorów.
Mariusz, to domek nad morzem. Znajdę chętnych w pięć minut.
Ale wytłumacz mi, dlaczego tak ci zależy, żeby wynająć obcym ludziom?
Z obcymi prościej odpowiedziała spokojnie umowa, zaliczka, a jak nie płacą, to się ich wyprowadza i po sprawie. Z rodziną zaczyna się: Oj, Haneczko, rozumiesz, mamy dzieci, Oj, przelany później, No telewizor zbiliśmy, ale przecież nie weźmiecie kary?. Widziałam tego już dość. Nie masz pojęcia, czym się to zwykle kończy.
Hania domek dostała po rodzicach; oni też wynajmowali, mieszkając wtedy w Gdańsku, a domek nad Bałtykiem służył jako miły dodatek do pensji. Hania robiła to samo wynajmowała, ale jasno: żadnej rodziny ani znajomych. Napatrzyła się, jak rodziców własna paczka naciągała.
I czym? zapytałem.
Tym, że rodzina nie płaciła i nawet słowa przepraszam nie było! Przecież co wam szkodzi, Mariusz, wpuścić nas na parę tygodni? Domek jest biznesem, a nie darmowym sanatorium dla twojej rodziny!
Piotr niedawno postanowił, że trzy miesiące nad morzem to dokładnie to, czego jego żonie i trójce dzieci potrzeba. Lato u niego w pracy to martwy sezon można więc cieszyć się życiem. I Hania, przyznam, wcale nie wierzyła, że Piotr planuje za cokolwiek zapłacić.
Ale Piotr przecież nie prosi, żebyś im dała za darmo! naciskałem Zapłaci!
Wszyscy obiecują na początku.
Po co nam to? Zawsze jest kolejka chętnych za rynkową cenę. Ci podpiszą umowę, wpłacą zaliczkę i śpię spokojnie. Żadnej rodziny. Żadnych przyjaciół. Przyjaźń przyjaźnią, biznes biznesem.
Z pragmatyzmem Hani trudno polemizować, ale wiedziałem, jak ją przekonać.
Dobrze. Nie ufasz Piotrowi, ale przecież mnie ufasz?
Ufam, i co dalej?
Jeśli Piotr spróbuje nas wyrolować, ja sam zapłacę ci za ten domek wypaliłem, aż sam się zdziwiłem swoim bohaterstwem.
Tyle że argument średnio trafiony.
Super pomysł. Zapłacisz mi z naszego wspólnego budżetu.
No jeśli tak na to patrzysz wymamrotałem Znajdę dorywczą pracę. Po godzinach, w weekendy. Oddam ci każdą złotówkę, co zarobię. Będą twoje nie nasze. Zadowolona?
Nie spodziewałem się, że to dla mnie aż tak ważne. Skoro tak ufam bratu, może Hania też powinna zaufać…
Gadasz jak handlarz na rynku odpowiedziała. Ok. Odpowiedzialność na tobie. Zgoda.
Do lata jeszcze było sporo czasu, więc Hania ochłonęła i chyba nawet zaczęła mi wierzyć.
Czerwiec przyszedł. I od razu wyskoczyły problemy. Co dwa, trzy dni dzwoniłem do Piotra z niewinnym pytaniem, czy może zapłaci za miesiąc z góry. Za każdym razem słyszałem obiecujące wyjaśnienia:
Jasne, Mariusz! Spokojnie! Kasa? Wiesz, czekam na przelew od dużego kontrahenta, pod koniec miesiąca ma przelać. Jak tylko dostanę, wpłacam. Wybacz, przeciąga się, ale nie przeze mnie. Bez obaw!
Koniec czerwca.
Pieniędzy nie było.
Hania wytrzymała miesiąc. Nie dopytywała, nie złościła się. Zawierzyła mi, jak prosiłem. Choć widziałem po niej, że ciężko jej już patrzeć, jak znowu gawędzę z bratem.
No i? Zapłacił? zapytała.
Piotr wciąż czeka na przelew za tamten projekt…
Odpowiedź przez cały miesiąc bez zmian.
Już miałem na języku: No przecież mówiłaś, że tak będzie.
Przecież o tym mówiłam! Rodzina zawsze ma tysiąc ważnych powodów, by nie płacić na czas.
Haniu, to byłby tylko przypadek! próbowałem ratować sytuację Przecież nie specjalnie! Czasem tak jest, po prostu trzeba chwilę poczekać.
Mhm, poczekamy do września. Jak wyjadą z trzema walizkami i powiedzą: Dzięki za super wakacje, zadzwonimy za jakiś czas?
Przecież ty nic nie tracisz! Jakby co, sam pójdę na dorobek.
Ty? Zaraz, teraz?
Moment się zawahałem.
Daj mu jeszcze dwa tygodnie. Jeśli nie, to… sam ci zapłacę… Jeśli ci tak zależy.
To ty sam wziąłeś na siebie zobowiązania. Chciałeś udowodnić, że twój brat jest fair. To udowodnij!
Od tej pory atmosfera w domu siadła. Przestałem żartować z żoną, rozmowy były jakieś ciężkie.
Lipiec przyszedł gorący jak nigdy. Hania wieczorami łapała mnie na tym, że przeglądam oferty pracy, ale nie śmiałem nigdzie zadzwonić.
Widzisz, że dziś już trzydziesty? Dwie trzecie lata minęły, a u nas z czynszu pies z kulawą nogą wypomniała.
U niego dalej pusto z kasą… Ale…
Jak tylko, tak od razu.
Odda wszystko! Nawet dorzuci coś za opóźnienie!
Już nie wierzę. Poręczyłeś? Mówiłeś: Zapłacę. To płacisz. Gdzie ta twoja druga praca?
Widać było, że entuzjazm dorywki mi wyparował. Łatwiej gadać, niż robić za dwóch.
Coś znajdę Ale propozycje marne Nie będę dźwigał worków, wiesz, z moim kręgosłupem.
To namów swojego brata, by poszedł worki dźwigać. Obiecałeś. Albo idziesz szukać roboty, albo dzwonię do Piotra i mówię mu prosto: jeśli do piątku nie mam choć połowy sumy, wyprowadzają się, a ja resztę ściągnę przez sąd.
Poczułem zimny pot na karku.
Tylko nie sądź się z Piotrem! Co rodzina powie, mama? Przecież wstyd. Brata do sądu? Hania, nikt mnie nie zrozumie.
Piotr nie chce płacić, ja nie chcę dotrzymać słowa, sądzić się nie zamierzam I nagle przyszło mi do głowy obarczyć winą Hanię.
Wiesz co? Ty się tylko troszczysz o kasę! Nawet cię nie żal, że przy twoich wymaganiach mam zapieprzać na dwie zmiany, żeby zwrócić ci dług!
To nie ja cię namawiałam! Sam chciałeś!
Skąd miałem wiedzieć, że Piotr nas wykiwa?!
Ja wiedziałam odparła Hania bo to już widziałam. Nie raz, nie dwa. Ale nie chciałeś słuchać.
No już rozumiem! zacząłem się stawiać Ale i ty, Hania, jesteś nie lepsza! Zamiast troszczyć się o męża, wolisz te cholerne pieniądze! A jak mi serce walnie, to co? Wciąż będziesz gonić mnie po fuchach?
Nie każę, tylko żądam spełnienia tego, co sam obiecałeś.
Dobrze! krzyknąłem Znajdę dorywkę i oddam za Piotra, niech ci będzie! Skoro pieniądze ważniejsze ode mnie. Proszę bardzo!
Nie dotrzymałem słowa, ale Hania wywalczyła swoje. Wieczorami rozwoziłem przesyłki jako kurier i coraz mniej rozmowny wracałem do domu.
To przez ciebie burknąłem któregoś wieczoru.
Przeze mnie?
Tak!
Może zrozumiesz… powiedziała Hania Łatwo być dobrym za czyjeś pieniądze. Skoro płacisz za brata, wyciągniesz wnioski.
Chciała wierzyć, że Piotrowi ruszy sumienie i zapłaci choć pod koniec sezonu. Ledwo pomyślała Piotr zadzwonił. Do niej, nie do mnie.
Może się myliła? Może zaraz wpłaci?
Hania, sprawa jest…
Piotr, nie mam czasu. Już powinniście zapłacić za sierpień, a ja wciąż czekam za lipiec. To nie moja sprawa, tylko Mariusza, bo on poręczył.
Tak, wiem! Mariusz mi mówił! Biedny z niego facet. Tylko słuchaj, mam problem auto mi się rozkraczyło, wszystko poszło na naprawę. Muszę jakoś rodzinę zabrać do domu, a za domek… no, kiedyś ureguluję…
Tak przewidywalnie.
Hania odrzuciła połączenie.
Widziałem po niej wszystko.
No dobra przyznałem zbyt bardzo ufałem. Ale ty… ty nawet mi błędu nie darujesz! Zamiast wesprzeć, dobijasz…
A co miałam robić? Uśmiechać się, mówić: Nic się nie stało, Mariusz, niech wakacje będą za darmo, a ja to przeżyję? Sam nalegałeś, że zapłacisz!
Tak, nalegałem! zacisnąłem zęby Ale nie sądziłem, że tak łatwo pogodzisz się, żebym się zdrowiem zapłacił! Myślisz czasem o mnie?
A twój brat myśli o tobie?
On nie jest zły, no po prostu mu się nie ułożyło…
Jasne. On nie jest zły, że robi mnie w konia i ciebie wystawia, a ja bo chcę odzyskać swoje to już ta zła?
Zapadła cisza.
Chyba przed nami trudniejszy czas w małżeństwie.
Zapisuję to wszystko i na koniec przyjmuję naukę: bliższa koszula ciału. Dobroć nie polega na dawaniu się wykorzystywać, nawet swoim. Granice muszę stawiać, choćby rodzina się obraziła. Inaczej zostaje tylko żal i rozczarowanie.



