Bezczelność bez granic
No powiedz szczerze, Marto zaczął Jacek, nieco żałosnym tonem jaka to, do licha, różnica, komu wynajmiemy domek? Bliskim czy obcym? Przecież pieniądze to te same złote.
Marta kończyła rozwieszać pranie na sznurku. Lepiej by już pomógł, zamiast marudzić.
Jacku, kochany odparła różnica jest taka, że od rodziny tych pieniędzy nigdy się nie wyegzekwuje.
Mówisz o Przemku? Jacek zmarszczył czoło. Przemek to mój brat! Na pewno zapłaci, daję ci słowo. Nawet o zniżkę nie prosi! Bierze domek za pełną stawkę, na całe lato. I nie trzeba będzie szukać kolejnych wynajmujących.
Jacku, to domek nad Bałtykiem. Znajdę chętnych w pięć minut.
Ale wytłumacz mi, dlaczego zależy ci, żeby wynająć obcym?
Z obcymi wszystko jasne: umowa, zaliczka, nie płacą wyprowadzasz, po sprawie. A z rodziną zaczyna się ale Martusia, wiesz, dzieci przecież, przelejemy później, przypadkiem telewizor się zepsuł, przecież nie będziesz nas karać, nie?. Uwierzyłbyś, naoglądałam się tego u swoich. Wiesz, jak to się kończyło?
Domek odziedziczyła po rodzicach, którzy też go wynajmowali. Mieszkali wtedy w Gdańsku, a domek nad morzem był świetnym dodatkiem do pensji. Marta robiła to samo, ale z jednym warunkiem żadnych znajomych ani rodziny. Widziała, jak rodziców przyjaciele nie raz oszukiwali na pieniądze.
No i jak się to kończyło? zapytał Jacek.
Tym, że rodzina nie płaciła i nawet głupiego przepraszam potem nie usłyszałeś. Bo co, wielka sprawa, że nas przyjmiecie? Ale nie domek to biznes, Jacku, a nie darmowy wczasowisko dla twojej rodzinki.
Niedawno Przemek stwierdził, że trzy miesiące nad morzem to akurat to, czego jego żona i trójka dzieci potrzebują. W pracy sezon ciszy, więc można żyć spokojnie. Marta wcale nie wierzyła, że zamierzał płacić za pobyt.
Przecież Przemek nie prosi, żebyś ich przyjęła za darmo upierał się Jacek On zapłaci.
Wszyscy najpierw obiecują, że zapłacą.
Po co nam te kłopoty? Na ten domek zawsze jest kolejka ludzi, gotowych płacić rynkową cenę. Oni przyjeżdżają, podpisują umowę i śpię spokojnie. Nie żadnej rodziny, żadnych przyjaciół. Przyjaźń przyjaźnią, a pieniądze osobno.
Z Martą i jej pragmatyzmem ciężko dyskutować, ale Jacek miał as w rękawie.
Dobrze, nie wierzysz Przemkowi. Ale mnie wierzysz?
Czekała, co dalej.
Wierzę, i co?
Jakby co, to ja ci sam zapłacę za ten domek, jakby Przemek nie chciał się rozliczyć wypalił Jacek. Bohater, ot co.
Argument raczej słabiutki.
Świetna propozycja. Zapłacisz mi z naszych wspólnych pieniędzy.
No… Tak, jak mówisz… zmieszał się. Znajdę dodatkową pracę! Po godzinach, w weekendy, wszystko, co zarobię, oddam ci, to będą tylko twoje pieniądze. Może być?
Nie sądziła, że to dla Jacka aż tak istotne. Może powinna uwierzyć, skoro on tak wierzy w brata…
Każdego przekonasz powiedziała Odpowiedzialność jest po twojej stronie. Zgoda.
Do lata było jeszcze daleko, więc Marta się trochę uspokoiła.
Czerwiec przyniósł same problemy. Jacek, który dzwonił do Przemka co trzy dni, słyszał tylko pokrzepiające zapewnienia:
Jasne, Jasiek, zaraz wszystko przeleję! Czekam jeszcze na pieniądze od dużego klienta, miały wpłynąć na koniec miesiąca. Zaraz, jak tylko dostanę, zapłacę. Wytrzymaj!
Mijał czerwiec.
Pieniędzy nie było.
Marta wytrzymała miesiąc. Nie pytała, nie wypominała. Zaufała Jackowi, w końcu jego brat. Nie chciała go dołować, ale po kolejnej rozmowie z Przemkiem zapytała:
No i… Zapłacił?
Jeszcze nie dostał przelewu za tamten duży projekt… Jak tylko, to zaraz, obiecał!
Tak, wymówka przez miesiąc ta sama.
Marta ledwo się powstrzymała, żeby nie westchnąć złośliwie: Nie mówiłam?
O czym ja mówiłam? O tym, że rodzina zawsze ma bardzo ważne powody, żeby spóźnić się z płatnością.
Marto, po prostu zbieg okoliczności jęknął Jacek. Nie robi tego specjalnie! Po prostu tak wyszło, trzeba poczekać.
No to czekajmy do września. Aż wyjadą z trzema walizkami i powiedzą: Dzięki za fantastyczne wakacje, odezwiemy się przy okazji.
Marto, przecież ty nic nie tracisz. Jak coś, to ja znajdę dodatkową pracę.
Naprawdę? Już teraz?
Jacek zaraz się uspokoił.
Daj mu jeszcze dwa tygodnie. Jak dalej nie zapłaci… To ja ci oddam, jeśli ci to tak bardzo przeszkadza.
Przecież sama nie kazałam ci się tego podejmować. Sam chciałeś udowodnić, że twój brat jest słowny. To pokaż!
Od tej pory atmosfera w domu JacekMarta wyraźnie siadła.
Lipiec okazał się upalny, nie do wytrzymania. Marta złapała Jacka na przeglądaniu ofert pracy w internecie, ale nie zadzwonił do żadnej.
Jacku, trzydziesty dziś. 2/3 lata minęły, a z najmu zero złotych, zero groszy przypomniała.
Z tą płatnością dalej cisza… Ale…
Jak tylko, to zaraz.
Odda wszystko! Mówił, że jak tylko dostanie pieniądze, najpierw zapłaci nam! Jeszcze coś dorzuci za fatygę…
Już mu nie wierzę. To ty się za niego zaręczyłeś. Powiedziałeś mi: zapłacę ja. Gdzie ta twoja dodatkowa praca?
Oczywiste już było, że Jacek nie miał ochoty stawać na wysokości zadania, które sam sobie narzucił. Łatwo obiecywać, trudniej pracować po godzinach.
Coś znajdę. Ale tu oferty marne… Nie pójdę przecież dźwigać worków, z moimi plecami.
Niech twój brat znajdzie w sobie siłę dźwigać worki, ja cię nie zmuszałam, a ty obiecywałeś!
Albo idziesz szukać pracy, albo ja dzwonię do Przemka i mówię, że jeśli do piątku nie mam choć połowy kwoty, wyprowadzam ich zgodnie z umową, a pieniądze wyegzekwuję przez sąd.
Jackowi zrobiło się zimno.
Nie dzwoń do Przemka! Jaki sąd? A co potem powiem rodzinie? Mamie? Że podałem brata do sądu? Marta, nikt tego nie zrozumie…
Przemek nie chciał płacić, Jacek nie chciał odpowiadać za swoje obietnice, sądzić też się nie chciał, więc… znalazł winę w żonie.
Wiesz co? Ty się mną nie przejmujesz! Ani trochę cię nie obchodzi, że będę harować na dwa etaty, żeby oddać ci pieniądze!
Ja ci nie kazałam! Sam się uparłeś!
Ale przecież nie wiedziałem, że Przemek tak nas wyroluje!
Ja wiedziałam odpowiedziała Marta. Bo widziałam to już sto razy. A ty mnie nie słuchałeś.
Tak, już rozumiem! zaczął się żalić Jacek. Ale ty, Marto, też piękna z ciebie postać! Każesz mi oddać twoje pieniądze, jakbyś mnie nie kochała. Dla ciebie ważniejsze te, na litość boską, pieniądze, niż moje zdrowie! Co z tego, gdyby mnie coś się stało? I tak byś mnie pchała do tej pracy…
Ja nie każę! Wymagam dotrzymania warunków, które TY sam zaproponowałeś.
Dobrze! krzyknął Jacek. Idę tyrać i oddam, za Przemka, jeśli ci te pieniądze droższe niż ja! Tyle!
Porozumienie padło, ale Marta wyegzekwowała swoje poszedł dorabiać. Wieczorami roznosił przesyłki, a potem patrzył na nią złym wzrokiem.
To twoja wina… rzucił któregoś dnia.
Moja?
Tak!
Może przynajmniej w ten sposób zrozumiesz… powiedziała Marta. Łatwo być wspaniałym za moje, gorzej gdy trzeba zapłacić samemu.
Szczerze mówiąc, Marta jeszcze liczyła, że Przemek ruszy sumienie i zapłaci pod koniec chociaż. I właśnie wtedy zadzwonił sam, do niej, nie do Jacka.
Może jednak się myliła? Że od razu prześle pieniądze?
Marto, mam sprawę…
Przemek, nie mam czasu na twoje sprawy. Mieliście się już rozliczyć za sierpień, tymczasem my dalej czekamy za lipiec. To już nawet nie mój problem, tylko Jacka to on za ciebie poręczył.
Wiem, Jacek mi mówił! Biedak z niego. Ale słuchaj, miałem tu mały problem samochód mi się zepsuł i wszystko poszło na naprawę. Muszę jakoś wywieźć rodzinę, więc za domek zapłacę… jakoś później…
Przewidywalne.
Marta się rozłączyła.
Jacek widząc wyraz jej twarzy, już wszystko zrozumiał.
Masz rację przyznał Byłem głupi, że tak zaufałem. Ale ty… ty mi nie dajesz prawa do błędu! Zamiast mnie wesprzeć, jeszcze dobijałaś…
A miałam siedzieć, uśmiechać się i mówić: Spokojnie, Jacku, niech sobie odpoczną za darmo, ja przeżyję? Sam chciałeś być gwarantem!
Tak, chciałem! naburmuszył się. Ale nie myślałem, że łatwo zgodzisz się, żebym zdrowiem płacił! Pomyślałaś o mnie?
Twój brat o tobie pomyślał?
On nie jest zły, po prostu tak wyszło…
Oczywiście. On nie jest zły, że mnie oszukał i ciebie wpakował w kłopoty, a ja, która upomina się o swoje, jestem zła?
Jacek zamilkł.
Wydaje się, że w ich małżeństwie nastał trudny czas…



