Będziemy żyć dla siebie nawzajem Po śmierci matki, Eryk powoli dochodził do siebie. Mama ostatnio leżała w szpitalu, tam też odeszła. Wcześniej przebywała w swoim domu – on i żona Weronika opiekowali się nią na zmianę. Domy mieli tuż obok siebie, choć Eryk oferował mamie, by przeprowadziła się do nich, ta stanowczo odmawiała. – Synku, tutaj umarł twój ojciec i ja też tu odejdę. Tak jest mi łatwiej – płakała, a on nie potrafił jej odmówić. Byłoby mu dużo łatwiej, gdyby mama mieszkała z nimi, ale z drugiej strony ich córka Kasia miała trzynaście lat; nie chciał, by patrzyła, jak babcia gaśnie w oczach. Eryk pracował na zmiany, Weronika była nauczycielką w szkole podstawowej, więc babcia zawsze miała zapewnioną opiekę – nocowali u niej na zmianę. – Mamo, czy babcia niedługo umrze? – pytała Kasia. – Szkoda jej, ona jest taka dobra. – Nie wiem, kochanie, ale w końcu przyjdzie ten czas, taka jest kolej rzeczy – odpowiadała matka. Gdy babci się pogorszyło, trafiła do szpitala. Eryk miał młodszą o trzy lata siostrę, Martę, z synem Antkiem. To babcia i Weronika opiekowały się najczęściej Antkiem, bo Marta ciągle „wyjeżdżała służbowo”. Z mężem rozwiedziona, matką nie chciała się zajmować, wiedząc, że brat i jego żona biorą to na siebie. Marta była zupełnie inna niż Eryk: zimna, bezduszna, skłonna do kłótni. Po trzech dniach mama Eryka i Marty zmarła w szpitalu. Po pogrzebie rodzeństwo postanowiło sprzedać dom matki, bo trzeba by nad nim czuwać, a bez tego popadnie w ruinę. Dom zapisany był Erykowi, z Martą matka nie miała najlepszych relacji, o czym ta wiedziała i z matką się nie kontaktowała. Po sprzedaży domu Weronika nalegała: – Eryk, jak tylko dostaniesz pieniądze, podziel je po połowie z Martą. – Weronika, Marta ma własne mieszkanie, były mąż zostawił jej dobrą nieruchomość, a ona i tak wszystko roztrwoni… – Nieważne, Eryk, najważniejsze, żebyśmy mieli czyste sumienie. Lepiej, żeby nie rozpowiadała na prawo i lewo, że źle ją potraktowaliśmy. Eryk się zgodził, przekazał połowę pieniędzy siostrze, ta jednak tylko rzuciła: – I to wszystko? Gdzie reszta? Czas płynął, Kasia miała już piętnaście lat, gdy przyszło kolejne nieszczęście – Weronika zachorowała ciężko i musiała położyć się do łóżka. Odkładała wszystko na zmęczenie, trudną pracę, ale pewnego dnia zemdlała na podwórzu. Do szpitala trafiła w ostatniej chwili, niestety choroba była już zbyt zaawansowana. – Można jakoś pomóc mojej żonie? – pytał zdesperowany Eryk. Lekarz rozkładał ręce: – Robimy, co możemy, ale za późno. Gdyby wcześniej zgłosiła się do szpitala… Niedługo potem Weronikę zabrano do domu. Eryk i Kasia opiekowali się nią na zmianę, lecz z dnia na dzień Weronice było coraz gorzej. Eryk nauczył się robić zastrzyki, wziął urlop, by być z żoną. Musiał jednak wrócić do pracy – w tym czasie Kasia sama karmiła mamę, myła ją i opiekowała się, choć nie było to łatwe dla dorastającej dziewczyny. Pewnego dnia przyszła Marta. – Eryk, pralka mi się popsuła, zerkniesz? Wiesz, znasz się na tym. – Dobrze, przyjdę – obiecał i naprawił następnego dnia po pracy. Żegnając się, poprosił: – Marta, przychodź czasem do nas. Kasia nie powinna być sama z Weroniką, nie daje już rady, to zbyt trudne dla dziecka. Weronika opiekowała się twoim Antkiem, walczyła dla was o mieszkanie po rozwodzie… – Daj spokój, ile to już lat temu było. Zresztą, co to za porównanie – opiekować się zdrowym dzieckiem i doglądać umierającej? Nie, ja się nie piszę. Eryk był wstrząśnięty i postanowił więcej o siostrze nie myśleć. Weronika powoli gasła. Gdy Kasia zobaczyła ojca wracającego z pracy, wybiegła mu naprzeciw: – Tato, mamie bardzo źle, nie je, obróciła się do ściany, nie reaguje… – Nic się nie martw, poradzimy sobie, na pewno sobie poradzimy – próbował ją pocieszyć. Tego samego wieczora Weronika zmarła. Eryk i Kasia płakali – zostali tylko we dwoje. Eryk poczuł, że żonie przynajmniej już nie cierpi, i córka nie musi tego oglądać. Był zdruzgotany, brakowało mu żoninego spojrzenia, śmiechu i troski. Kasia pocieszała go jak dorosła. – Tato, zrobiliśmy wszystko, co się dało. Musimy się z tym pogodzić, mamie jest tam lepiej, nie cierpi już. Dla nas najważniejsze, że mamy siebie. – Kochanie, nie wiedziałem, że tak bardzo wydoroślałaś… – powiedział Eryk. Oboje wspierali się nawzajem. Eryk spieszył z pracy do domu, Kasia nauczyła się gotować i razem dzielili codzienne smutki oraz radości. Pewnego dnia Kasia powiedziała: – Po szkole przyszła ciocia Marta. Chciała zabrać maminy kożuch i kilka rzeczy, twierdząc, że się z tobą umawiała. Nie wydałam nic, wyszła zła. – Dobrze, Kasiu, nie pozwalaj jej więcej wchodzić. Pilnuj siebie i domu. Wkrótce Eryka zasłabło w pracy. Trafił do szpitala z silnym bólem serca. Lekarze stwierdzili stan przedzawałowy – Kasia odwiedzała ojca, gotowała mu coś do szpitala, dwoiła się i troiła, by wszystko ogarnąć. Niespodziewanie przyszła Marta z ciastem. – Kasiu, zaniosłabyś je tacie do szpitala? Sama nie pójdę, nie chce mnie widzieć. Kasię odwiedził też Antek. – To ciasto od ciebie? – spytał. – Zjesz kawałek, jestem głodny po szkole. Poczęstowała brata, a gdy szli razem odwiedzić Eryka w szpitalu, Antek nagle zbladł, osłabł i zemdlał przed wejściem. Okazało się, że w cieście było trujące substancje. – Co on jadł? – pytał lekarz. – To ciasto, które mama Antka przyniosła dla taty – wyjaśniła Kasia. Poinformowano policję. Okazało się, że Marta chciała podtruć brata, by przejąć dom i pieniądze, nie przewidując, że to jej syn może ucierpieć. Po wypisaniu Eryka, razem z Kasią i Antkiem odwiedzili Martę w areszcie. – Przepraszam, Eryk, przepraszam, Antoś, wybacz mi, Kasiu… – płakała. Eryk wycofał oskarżenia, Marta została zwolniona. Antek nie umiał wybaczyć matce, ale Eryk próbował go przekonać, by spróbował zrozumieć jej błędy. Z czasem wszystko się unormowało. Antek dostał się na studia, Kasia kończyła szkołę i też planowała studiować, choć nie chciała zostawić samotnego ojca. – Nic się nie martw, córciu, jakoś sobie poradzę. Najważniejsze, żebyś się uczyła. Będziemy żyć dla siebie nawzajem, odwiedzaj mnie w weekendy i w ferie. Mama bardzo chciała, żebyś została nauczycielką.

Będziemy żyć dla siebie

Po śmierci mamy, Jarosław powoli dochodził do siebie. Mama ostatnie tygodnie spędziła w szpitalu, tam też odeszła. Wcześniej jednak leżała w swoim domu sąsiadującym z domem syna gdzie on z żoną, Weroniką, opiekowali się nią na zmianę. Mimo próśb, żeby zamieszkała u nich, ona stanowczo odmawiała.

Synku, tu umarł twój tata, i ja też tutaj chcę odejść. Tak mi lżej płakała, a Jarosław nie potrafił jej odmówić.

Oczywiście byłoby im łatwiej, gdyby mama była u nich, ale z drugiej strony nie chcieli, żeby trzynastoletnia córka, Urszulka, patrzyła, jak babcia powoli gaśnie. Jarosław pracował w systemie zmianowym, Weronika była nauczycielką nauczania początkowego w szkole. Mama zawsze miała nadzór, na zmianę nocowali u niej w domu.

Mamo, babcia niedługo umrze? pytała Urszula. Szkoda jej, jest taka dobra.

Nie wiem, córeczko, ale każdego z nas kiedyś to spotka. Takie już jest życie.

Stanie babci się pogorszyło, zabrano ją do szpitala. Jarosław miał siostrę, Małgorzatę, trzy lata młodszą, z synem Bartoszem, którego najczęściej pilnowała babcia albo Weronika, bo Małgorzata często wyjeżdżała w delegacje. Z mężem była już od dawna po rozwodzie, matką się nie chciała opiekować wiedziała, że brat z żoną jej pomagają. Była zupełnym przeciwieństwem Jarosława szorstka, bez serca, kłótliwa.

Po trzech dniach mama zmarła w szpitalu. Po pogrzebie postanowili sprzedać jej dom nie było kto by się nim zajął. Dom był przepisany przez matkę na syna, bo relacje z córką były napięte, a Małgorzata wiedziała o tym i praktycznie się z matką nie kontaktowała.

Mimo to, kiedy dom sprzedano, Weronika namawiała męża:

Pieniądze, jak tylko dostaniesz, podziel na pół z Małgorzatą.

Weronika, Małgosia ma własne, bardzo porządne mieszkanie po mężu, a jak pieniądze dostanie, to i tak je przepuści.

Ale zobacz, sumienie będziemy mieli czyste, bo inaczej będzie nas oczerniać, mnie też.

Jarosław się zgodził, oddał połowę pieniędzy siostrze, a ta zamiast podziękować, powiedziała:

I to wszystko? A reszta?

Minął czas. Urszula miała już piętnaście lat, gdy spadło na nich kolejne nieszczęście. Weronika ciężko zachorowała. Wcześniej narzekała na stan zdrowia, ale zwalała wszystko na zmęczenie praca z dziećmi w szkole to nie lada wyzwanie. Aż straciła przytomność na podwórku. Zabrano ją do szpitala, a po badaniach okazało się, że to podstępna choroba, i praktycznie już za późno.

Da się coś zrobić dla mojej żony? błagał Jarosław lekarza.

Robimy wszystko, ale zgłosiła się bardzo późno. Praktycznie nic nie zgłaszała szkoda.

Prosiłem, żeby poszła do lekarza, ale Weronika zawsze dla innych, a siebie machnął ręką.

Niebawem wróciła do domu już nie wstawała. Jarosław i Urszula opiekowali się nią, ale z każdym dniem Weronika słabła. Zrobił sobie urlop, żeby przy niej być. Kiedy urlop się skończył, musiał wrócić do pracy wtedy Urszula po szkole dawała mamie jeść, myła ją, bardzo się męczyła.

Któregoś dnia przyszła Małgorzata.

Jarek, pralka mi się popsuła, zerkniesz? Znasz się na tym.

Dobrze, przyjdę obiecał i naprawił sprzęt po pracy następnego dnia.

Wychodząc od siostry rzucił:

Mogłabyś choć czasem do Weroniki zajść, żeby Urszula nie była z nią sama. To dziecko, ma piętnaście lat, a ciężar ogromny. Nawet dorośli nie zawsze sobie radzą, a ja w pracy. Weronika była dla ciebie jak rodzina, Bartka przez dziesięć lat praktycznie wychowała, a mieszkanie ci uratowała, kiedy twój mąż chciał dzielić.

Daj spokój, to było sto lat temu. Bartek ma już siedemnaście, a ja wyszłam za mąż wcześniej niż ty. Pomogła, bo mnie nie było. Dałam jej kiedyś za to złoty pierścionek.

Tak, dałaś, tylko ona ci go od razu oddała i byłaś zadowolona.

Skoro nie chciała, to zabrałam. Ale porównujesz: co innego pomagać zdrowemu dziecku, co innego siedzieć przy umierającej. Nie chcę.

Po tych słowach Jarosław nawet nie poczuł urazy, tylko powiedział:

Już nigdy się do mnie nie zwracaj, jesteś bezduszną osobą.

Nie wspominał o siostrze. Weronika gasła, aż w końcu Urszula, widząc z okna powracającego ojca, wybiegła mu na spotkanie.

Tato, mamie jest bardzo źle, nie je, odwróciła się do ściany i nie mówi nic. Chciałam jej dać lek i wodę, ale

Nic się nie bój, damy radę, poradzimy sobie.

Tej nocy Weronika zmarła. Oboje płakali zostali już tylko we dwójkę. Jarosław po śmierci żony poczuł dziwną ulgę Weronika już nie cierpi, Urszula też już tego nie musi oglądać. Choć kochał żonę, choroba odebrała im nie tylko ukochaną osobę, ale wyczerpała ich wszystkich psychicznie.

Po pogrzebie wszystko wydawało się puste. Brakowało jego żonie obecności, uśmiechu, troski, tych wszystkich wspomnień nie mógł zapomnieć. Urszula cierpiała, ale próbowała pocieszać ojca.

Tato, zrobiliśmy wszystko, co się dało, musimy zaakceptować, że mamy już nie ma jej tam jest lepiej, już nie cierpi. Ale mamy siebie, to jest najważniejsze.

Córeczko, widzę, że dorosłaś, ta tragedia cię dojrzała.

Urszula troszczyła się o ojca, starała się być z nim jak najczęściej, Jarosław spieszył się z pracy do domu, bo wiedział, że córka na niego czeka i nawet czasem coś ugotuje. Wieczorem przez chwilę mogli być po prostu razem, opowiadać sobie o minionym dniu.

Pewnego dnia, kiedy wrócił z pracy, córka powiedziała:

Po szkole przyszła ciocia Małgosia. Chciała zabrać maminą futrzaną kurtkę i jeszcze kilka rzeczy. Mówiła, że z tobą się umawiała. Nie oddałam, wyszła zła.

Nic jej nie pozwalałem odparł ojciec. Następnym razem zamknij drzwi, nie ma czego tu szukać.

Niedługo potem Jarosław w pracy dostał taki ból w klatce piersiowej, że aż zbladł, nie mógł złapać oddechu. Kolega natychmiast zadzwonił po pogotowie, zawieźli go do szpitala. Urszula przybiegła ze łzami w oczach, lekarz uspokajał:

Nie płacz, to był silny atak, ale będzie żył. Trzeba teraz leczenia.

Wszystko teraz spadło na Urszulę: dom, szkoła, szpital. Opanowywała dzień za dniem, biegała do ojca, coś mu gotowała. Pewnego dnia przyszła Małgorzata z ciastem:

Urszula, upiekłam placek dla twojego ojca, zanieś mu, tylko nie mów, że ode mnie nie chcę tam iść, bo mnie nie znosi.

Dziewczyna podziękowała i ciocia poszła. Kilkanaście minut później wpadł Bartek miał po lekcjach, przyszedł po swoje rzeczy.

O, placek? Sama piekłaś? spytał, a Urszula pokroiła kawałek i poczęstowała brata.

Bartek zjadł, a potem razem chcieli iść do szpitala do ojca. Nagle chłopak pobladł, zaczął się pocić i osunął się po schodach na szczęście byli przy szpitalu.

Okazało się, że wypiek był zatruty.

Co jadł? pytał lekarz.

Placek, od cioci Małgosi, miał być dla mojego taty.

Nie dawaj ojcu, muszę ten placek zabrać do badania.

Poinformowali Małgorzatę, ta przybiegła do szpitala.

Synku, co się dzieje? Jak to się stało?

Ja dałam Bartkowi kawałek placka, miał być dla taty Urszula spojrzała na ciocię, a ta zbledła.

Po czasie Małgorzatę zabrała policja okazało się, że dosypała do ciasta truciznę z myślą o bracie. Chciała przejąć jego dom, a Urszula dostałaby się na studia, zamieszkałaby w akademiku Potrzebowała pieniędzy, ale nie wzięła pod uwagę, że jej syn zje ciasto.

Kiedy Jarosław wyszedł ze szpitala, pojechał z Urszulą i Bartkiem na widzenie do Małgorzaty.

Wybaczcie mi Proszę, wybaczcie płakała.

Jarosław wycofał swoje zeznania, po jakimś czasie Małgorzata wyszła na wolność. Bartek nie mógł jej wybaczyć, relacje się rozpadły i wolił przebywać u Jarosława i Urszuli.

Wujku, ja nie potrafię wybaczyć mamie, nienawidzę jej. Jak mogła?

Bartku, rodziców się nie wybiera. Twoja mama popełniła straszny czyn, ale bardzo żałuje. Każdy ma prawo do błędu. Daj jej szansę, wybacz, ona cierpi.

Powoli wszystko się ułożyło. Bartek dostał się na studia, Urszula kończyła szkołę i też chciała dalej się uczyć, choć nie chciała zostawiać ojca samego.

Nic się nie martw, córeczko, jakoś damy sobie radę. Ty musisz się uczyć, a na weekendy i wakacje będziesz do mnie przyjeżdżać. Mama zawsze chciała, żebyś poszła na pedagogikę…

Więc tak żyli dalej dla siebie nawzajem, ucząc się, że najważniejsze to kochać i wspierać swoich bliskich, bo w trudnych chwilach tylko to naprawdę nas ocala.

Rate article
Fajna Tajna
Będziemy żyć dla siebie nawzajem Po śmierci matki, Eryk powoli dochodził do siebie. Mama ostatnio leżała w szpitalu, tam też odeszła. Wcześniej przebywała w swoim domu – on i żona Weronika opiekowali się nią na zmianę. Domy mieli tuż obok siebie, choć Eryk oferował mamie, by przeprowadziła się do nich, ta stanowczo odmawiała. – Synku, tutaj umarł twój ojciec i ja też tu odejdę. Tak jest mi łatwiej – płakała, a on nie potrafił jej odmówić. Byłoby mu dużo łatwiej, gdyby mama mieszkała z nimi, ale z drugiej strony ich córka Kasia miała trzynaście lat; nie chciał, by patrzyła, jak babcia gaśnie w oczach. Eryk pracował na zmiany, Weronika była nauczycielką w szkole podstawowej, więc babcia zawsze miała zapewnioną opiekę – nocowali u niej na zmianę. – Mamo, czy babcia niedługo umrze? – pytała Kasia. – Szkoda jej, ona jest taka dobra. – Nie wiem, kochanie, ale w końcu przyjdzie ten czas, taka jest kolej rzeczy – odpowiadała matka. Gdy babci się pogorszyło, trafiła do szpitala. Eryk miał młodszą o trzy lata siostrę, Martę, z synem Antkiem. To babcia i Weronika opiekowały się najczęściej Antkiem, bo Marta ciągle „wyjeżdżała służbowo”. Z mężem rozwiedziona, matką nie chciała się zajmować, wiedząc, że brat i jego żona biorą to na siebie. Marta była zupełnie inna niż Eryk: zimna, bezduszna, skłonna do kłótni. Po trzech dniach mama Eryka i Marty zmarła w szpitalu. Po pogrzebie rodzeństwo postanowiło sprzedać dom matki, bo trzeba by nad nim czuwać, a bez tego popadnie w ruinę. Dom zapisany był Erykowi, z Martą matka nie miała najlepszych relacji, o czym ta wiedziała i z matką się nie kontaktowała. Po sprzedaży domu Weronika nalegała: – Eryk, jak tylko dostaniesz pieniądze, podziel je po połowie z Martą. – Weronika, Marta ma własne mieszkanie, były mąż zostawił jej dobrą nieruchomość, a ona i tak wszystko roztrwoni… – Nieważne, Eryk, najważniejsze, żebyśmy mieli czyste sumienie. Lepiej, żeby nie rozpowiadała na prawo i lewo, że źle ją potraktowaliśmy. Eryk się zgodził, przekazał połowę pieniędzy siostrze, ta jednak tylko rzuciła: – I to wszystko? Gdzie reszta? Czas płynął, Kasia miała już piętnaście lat, gdy przyszło kolejne nieszczęście – Weronika zachorowała ciężko i musiała położyć się do łóżka. Odkładała wszystko na zmęczenie, trudną pracę, ale pewnego dnia zemdlała na podwórzu. Do szpitala trafiła w ostatniej chwili, niestety choroba była już zbyt zaawansowana. – Można jakoś pomóc mojej żonie? – pytał zdesperowany Eryk. Lekarz rozkładał ręce: – Robimy, co możemy, ale za późno. Gdyby wcześniej zgłosiła się do szpitala… Niedługo potem Weronikę zabrano do domu. Eryk i Kasia opiekowali się nią na zmianę, lecz z dnia na dzień Weronice było coraz gorzej. Eryk nauczył się robić zastrzyki, wziął urlop, by być z żoną. Musiał jednak wrócić do pracy – w tym czasie Kasia sama karmiła mamę, myła ją i opiekowała się, choć nie było to łatwe dla dorastającej dziewczyny. Pewnego dnia przyszła Marta. – Eryk, pralka mi się popsuła, zerkniesz? Wiesz, znasz się na tym. – Dobrze, przyjdę – obiecał i naprawił następnego dnia po pracy. Żegnając się, poprosił: – Marta, przychodź czasem do nas. Kasia nie powinna być sama z Weroniką, nie daje już rady, to zbyt trudne dla dziecka. Weronika opiekowała się twoim Antkiem, walczyła dla was o mieszkanie po rozwodzie… – Daj spokój, ile to już lat temu było. Zresztą, co to za porównanie – opiekować się zdrowym dzieckiem i doglądać umierającej? Nie, ja się nie piszę. Eryk był wstrząśnięty i postanowił więcej o siostrze nie myśleć. Weronika powoli gasła. Gdy Kasia zobaczyła ojca wracającego z pracy, wybiegła mu naprzeciw: – Tato, mamie bardzo źle, nie je, obróciła się do ściany, nie reaguje… – Nic się nie martw, poradzimy sobie, na pewno sobie poradzimy – próbował ją pocieszyć. Tego samego wieczora Weronika zmarła. Eryk i Kasia płakali – zostali tylko we dwoje. Eryk poczuł, że żonie przynajmniej już nie cierpi, i córka nie musi tego oglądać. Był zdruzgotany, brakowało mu żoninego spojrzenia, śmiechu i troski. Kasia pocieszała go jak dorosła. – Tato, zrobiliśmy wszystko, co się dało. Musimy się z tym pogodzić, mamie jest tam lepiej, nie cierpi już. Dla nas najważniejsze, że mamy siebie. – Kochanie, nie wiedziałem, że tak bardzo wydoroślałaś… – powiedział Eryk. Oboje wspierali się nawzajem. Eryk spieszył z pracy do domu, Kasia nauczyła się gotować i razem dzielili codzienne smutki oraz radości. Pewnego dnia Kasia powiedziała: – Po szkole przyszła ciocia Marta. Chciała zabrać maminy kożuch i kilka rzeczy, twierdząc, że się z tobą umawiała. Nie wydałam nic, wyszła zła. – Dobrze, Kasiu, nie pozwalaj jej więcej wchodzić. Pilnuj siebie i domu. Wkrótce Eryka zasłabło w pracy. Trafił do szpitala z silnym bólem serca. Lekarze stwierdzili stan przedzawałowy – Kasia odwiedzała ojca, gotowała mu coś do szpitala, dwoiła się i troiła, by wszystko ogarnąć. Niespodziewanie przyszła Marta z ciastem. – Kasiu, zaniosłabyś je tacie do szpitala? Sama nie pójdę, nie chce mnie widzieć. Kasię odwiedził też Antek. – To ciasto od ciebie? – spytał. – Zjesz kawałek, jestem głodny po szkole. Poczęstowała brata, a gdy szli razem odwiedzić Eryka w szpitalu, Antek nagle zbladł, osłabł i zemdlał przed wejściem. Okazało się, że w cieście było trujące substancje. – Co on jadł? – pytał lekarz. – To ciasto, które mama Antka przyniosła dla taty – wyjaśniła Kasia. Poinformowano policję. Okazało się, że Marta chciała podtruć brata, by przejąć dom i pieniądze, nie przewidując, że to jej syn może ucierpieć. Po wypisaniu Eryka, razem z Kasią i Antkiem odwiedzili Martę w areszcie. – Przepraszam, Eryk, przepraszam, Antoś, wybacz mi, Kasiu… – płakała. Eryk wycofał oskarżenia, Marta została zwolniona. Antek nie umiał wybaczyć matce, ale Eryk próbował go przekonać, by spróbował zrozumieć jej błędy. Z czasem wszystko się unormowało. Antek dostał się na studia, Kasia kończyła szkołę i też planowała studiować, choć nie chciała zostawić samotnego ojca. – Nic się nie martw, córciu, jakoś sobie poradzę. Najważniejsze, żebyś się uczyła. Będziemy żyć dla siebie nawzajem, odwiedzaj mnie w weekendy i w ferie. Mama bardzo chciała, żebyś została nauczycielką.