Będziemy żyć dla siebie
Po śmierci matki, Jerzy powoli dochodził do siebie. Mama w ostatnich miesiącach życia przebywała już tylko w szpitalu; tam odeszła. Wcześniej leżała jeszcze w swoim domu Jerzy i jego żona, Basia, opiekowali się nią na przemian. Domy mieli tuż obok, chociaż Jerzy wielokrotnie proponował matce, by zamieszkała z nimi, ale ona zawsze odmawiała.
Synku, tutaj zmarł twój ojciec i ja też tu umrę. Tak mi lżej płakała, a Jerzy nie miał serca się sprzeciwić.
Byłoby im z Basią łatwiej, gdyby mama mieszkała u nich, ale ich córka Hania miała wtedy trzynaście lat. Jerzy nie chciał, aby dziewczynka musiała patrzeć, jak babcia powoli gaśnie. Pracował na zmiany, Basia była nauczycielką w podstawówce, więc zawsze ktoś doglądał staruszki, nawet nocowali u niej na zmianę.
Mamo, babcia już niedługo umrze? dopytywała Hania. Szkoda jej, jest taka dobra.
Nie wiem, córeczko, ale kiedyś wszyscy musimy się pożegnać. Takie jest życie.
Stan babci się pogorszył, musiano ją zabrać do szpitala. Jerzy miał młodszą o trzy lata siostrę, Malwinę, która sama wychowywała syna, Tomka. W opiece nad chłopcem pomagała zarówno babcia, jak i Basia, bo Malwina ciągle była na wyjazdach służbowych, jak mówiła. Z mężem już dawno się rozeszła, matką nie zamierzała się opiekować wiedziała, że Jerzy z żoną zajmą się wszystkim. Malwina była zupełnym przeciwieństwem brata twarda, konfliktowa, bezlitosna.
Po trzech dniach mama Jerzego i Malwiny zmarła w szpitalu. Po pogrzebie postanowili sprzedać dom matki nie było komu o niego dbać, a bez opieki szybko by podupadł. Mama kilka lat temu przepisała dom na syna, bo z Malwiną nie miała najlepszych relacji, co ta doskonale wiedziała, więc zerwała kontakt.
Po sprzedaży domu Basia naciskała:
Jak tylko dostaniesz gotówkę, podziel to po równo z Malwiną.
Basiu, Malwina ma swoje mieszkanie, były mąż zostawił jej dobre lokum. I tak przepuści te pieniądze na głupoty.
Ale nam przynajmniej sumienie będzie lżejsze. Inaczej ona będzie cię obgadywać na każdym kroku, mnie zresztą też.
Jerzy w końcu się zgodził i przekazał połowę pieniędzy Malwinie. Ta jednak, zamiast podziękować, rzuciła tylko:
To wszystko? A reszta?
Czas mijał, Hania skończyła piętnaście lat, i wtedy znów nieszczęście: Basia poważnie zachorowała. Od dawna czuła się osłabiona, ale tłumaczyła to sobie pracą z dziećmi w szkole. Pewnego dnia straciła przytomność na podwórku. Natychmiast zabrano ją do szpitala, gdzie po badaniach lekarze orzekli ten najgorszy wyrok była już za późno.
Panie doktorze, nie da się Basi jakoś pomóc? błagał Jerzy.
Robimy, co w naszej mocy, ale żona zgłosiła się za późno, a raczej nie zgłosiła wcale. Dobrze panie Jerzy, że sam pan nie zignorował jej choroby.
Jak mogłem nie zauważyć… Namawiałem ją tyle razy, by poszła do lekarza, ale Basia zawsze żyła dla innych, o sobie nigdy nie myślała…
Basia szybko została wypisana do domu; leżała już tylko w łóżku. Jerzy z córką opiekowali się nią, chociaż choroba postępowała już błyskawicznie. Jerzy sam nauczył się robić zastrzyki, wziął urlop, by być przy żonie. Ale urlop się skończył, musiał wrócić do pracy, a Hania po szkole karmiła matkę, czasem ją myła wyraźnie była zmęczona.
Pewnego dnia przyszła Malwina.
Jerzy, pralka mi się zepsuła. Spojrzysz? Wiesz, że się na tym znasz.
Dobrze, przyjdę obiecał i na następny dzień po pracy naprawił sprzęt.
Przy wychodzeniu z domu siostry powiedział:
Zajrzyj czasem do nas, pomóż Hani z Basią. Ma piętnaście lat, jest zmęczona i fizycznie, i psychicznie, a ja czasem pracuję na noc. Trudno to nawet dorosłemu znieść, a ona jeszcze dziecko. No i pamiętaj, że Basia praktycznie wychowała twojego Tomka do dziesiątego roku życia, wywalczyła też mieszkanie, gdy twój mąż chciał się z tobą rozwodzić.
Nie przesadzaj, co było, to było. Tomek ma już siedemnaście lat, a ja się za mąż wyszłam wcześniej od ciebie. Basia, fakt, pomogła mi z synem, ale wtedy wiecznie wyjeżdżałam. Dałam jej wtedy w podziękowaniu złoty pierścionek.
Dałaś, ale Basia ci oddała, a ty zadowolona znów zabrałaś.
Skoro nie chciała jej sprawa. A opieka nad zdrowym dzieckiem to nie to samo, co siedzenie przy umierającej. Nie, nie zamierzam, nie chcę odcięła się ostro, nawet nie podziękowała za naprawę pralki.
Jerzy po tych słowach nie poczuł nawet żalu, powiedział tylko:
Nie zgłaszaj się do mnie już o nic. Ty nie masz serca.
Zostawił temat siostry. Basia gasła. Tego dnia Hania spojrzała przez okno i zobaczyła ojca wracającego z pracy. Wybiegła mu na spotkanie.
Tato! Tato, mama jest bardzo słaba. Nie je, leży tyłem do nas i nic nie mówi. Chciałam jej dać leki i trochę wody, ale…
Damy radę, córeczko, razem przez to przejdziemy. Damy radę.
Tej nocy Basia odeszła. Oboje mocno płakali zostali tylko we dwoje. Jerzemu po śmierci żony dziwnie ulżyło; myślał, że Basia już nie cierpi i córka też nie musi patrzeć na jej ból. Kochał ją, lecz ta podstępna choroba nie tylko odebrała mu żonę, ale i wykończyła ich oboje psychicznie.
Po pogrzebie Jerzemu zrobiło się jeszcze gorzej. Brakowało mu jej troski, śmiechu, czułego spojrzenia wspomnienia nie chciały opuścić jego myśli. Była mu tak potrzebna, a teraz już jej nie będzie. Hania też przeżywała to na swój sposób, ale starała się wspierać ojca.
Tato, zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy. Nie ma już mamy musimy się z tym pogodzić. Tam, gdzie jest, już nie cierpi. A my musimy się przyzwyczaić do nowego życia. Najważniejsze, że mamy siebie.
Jaka ty jesteś już dorosła, Hania zdziwił się Jerzy straszna tragedia z mamą zmusiła cię dorosnąć.
Hania troszczyła się o ojca; starała się być z nim jak najczęściej, a Jerzy śpieszył z pracy do domu, wiedząc, że córka na niego czeka i nawet coś ugotuje. Hania nauczyła się doglądać domu, a wieczorami opowiadali sobie o swoim dniu.
Któregoś popołudnia Hania przywitała ojca słowami:
Tato, wróciłam dziś ze szkoły, a zaraz za mną weszła ciocia Malwina.
Co ona tu chciała? Jerzy zirytowany aż zaciągnął się powietrzem. Nie wpuszczaj jej więcej.
Sama weszła, nie zdążyłam zamknąć drzwi. Powiedziała, że musi zabrać mamine futro i jeszcze jakieś rzeczy. Powiedziała, że ty wyraziłeś zgodę.
Nie oddałam, wyszła zła.
Niczego jej nie pozwalałem wynosić. Następnym razem miej się na baczności, zamykaj się od razu, jak wracasz. Ona tu nie ma czego szukać.
Pewnego dnia w pracy Jerzemu zaczęło ściskać serce. Nagle zrobiło mu się ciężko oddychać, zbladł, zasłabł. Kolega szybko zawiadomił pogotowie, Jerzego zabrano do szpitala. Hania wpadła tam zapłakana, a lekarz powiedział uspokajająco:
Spokojnie, tata żyje. Przedzawałowe, trzeba go leczyć, daje radę.
Cały dom i cały ciężar obowiązków spadł teraz na Hanię. Ojciec w szpitalu, ona musiała ogarnąć szkołę, dom, doglądać wszystkiego na czas. Po lekcjach biegała do taty, czasem mu coś gotowała choć było ciężko, nie poddawała się.
Któregoś dnia przyszła Malwina z ciastem.
Haniu, zrobiłam twojemu tacie szarlotkę, jak się czuje? Nie chcę iść do niego, bo on już mnie nie znosi, a ty zaniosłabyś ją ode mnie? I nie mów, że to ja upiekłam.
Dobrze, dziękuję, ciociu odpowiedziała Hania, która zrobiła, jak prosiła Malwina.
Kilka minut później przyszedł Tomek. Często pomagał Hani, był już w klasie maturalnej, przygotowywał się na studia.
Zostawiłem klucze w domu, wpadłem na chwilę powiedział i zauważył ciasto. O, Ty upiekłaś szarlotkę?
Nie, nie umiem, to twoja mama przyniosła, dla taty do szpitala. Pokroję ci kawałek, a tacie i tak zostanie.
Tomek nie odmówił, napił się jeszcze herbaty. Potem razem ruszyli do szpitala. Nagle Hania zobaczyła, że Tomek robi się blady, spocił się, chwycił za poręcz przy wejściu do szpitala i nagle upadł. Dobrze, że stali już w budynku.
Okazało się, że w krwi Tomka wykryto trującą substancję.
Co jadł? dopytywał lekarz.
To ciasto. Przyniosłyśmy dla ojca do szpitala. Mama Tomka je upiekła.
Nie dawaj go ojcu. Musimy je zbadać, coś tu nie gra.
Wezwano Malwinę, przybiegła do szpitala błyskawicznie:
Boże, synku, coś ty zjadł? Jak mogłeś się tak zatruć?
Zjadł twoją szarlotkę, ciociu Malwino, bo zaoferowałaś ją dla taty spokojnie wyjaśniła Hania, a Malwina nagle pobladła.
Po kilku dniach policja zabrała Malwinę na przesłuchanie. Okazało się, że dodała truciznę do ciasta, chcąc otruć brata. Chciała sprzedać dom Jerzego, a Hanię wysłać na studia do akademika wszystko obliczyła, liczyły się tylko pieniądze. Nie przypuszczała jednak, że ciasto zje jej własny syn.
Po wypisaniu Jerzego, razem z córką i Tomkiem, pojechali odwiedzić Malwinę.
Przepraszam cię, Jerzy, przebacz Tomku, proszę i ciebie Haniu… Zrozumiałam, co zrobiłam. Przebaczcie mi, na miłość boską… płakała gorzko.
Jerzy w końcu wycofał zeznania, po jakimś czasie Malwina wyszła. Tomek jednak nie potrafił jej wybaczyć i przebywał więcej u Jerzego i Hani.
Wujku Jerzy, nigdy jej nie wybaczę, nienawidzę, jak mogła mi to zrobić?
Tomku, rodziny się nie wybiera. To, co zrobiła twoja mama, jest nie do wybaczenia, ale ona naprawdę żałuje. Każdy może popełnić ogromny błąd. Wybacz jej, zasługuje na drugą szansę, bo przecież cierpi.
Z czasem wszystko wróciło do względnej normalności. Tomek rozpoczął studia, Hania kończyła liceum i planowała pójść w ślady matki. Ale nie chciała zostawiać ojca samego.
Nic się nie martw, córciu, dam sobie radę. Ty musisz się uczyć. Będziemy żyć dla siebie będziesz przyjeżdżać na weekendy, w wakacje. Mama bardzo chciała, żebyś poszła na pedagogikę.



