Barcik czy Oleg? O tym, jak Krysia wybrała serce zamiast wygody, czyli historia kobiety, która dla p…

Krystyna siedziała przed lustrem i malowała usta tą właśnie szminką Wiśniowy zagajnik. Kiedyś Janek powiedział, że bardzo jej w niej do twarzy.

W jej wieku nie spodziewa się już cudów. A jednak spotkała. Na przystanku autobusowym, wyobraźcie sobie! Ustąpił jej miejsca, podziękowała, zaczęli rozmawiać.

To było trzy miesiące temu. Zdawało się, że minęło całe życie.

Puszek, co o tym myślisz? zwróciła się do kota leżącego na parapecie, pilnie obserwującego wróble. Ładnie wyglądam?

Kot zamruczał przytakująco, z powagą godną gospodarza.

Puszek towarzyszył jej już pięć lat. Od dnia, w którym pochowała męża. Przyniosła wtedy maleńkiego kota z ulicy i powiedziała: Będziemy razem tęsknić. A wyszło na to, że nauczyli się znowu żyć razem.

Mądry kot. Współczujący. Kiedy była smutna przychodził, mruczał. Gdy było jej dobrze cieszył się razem z nią, biegał po mieszkaniu. Zawsze budził ją rano, delikatnie klepał łapą po policzku.

Zadzwonił telefon.

Krystynko, już jadę! głos Janka był radosny, podekscytowany. Dzisiaj wszystko ustalimy.

Dobrze, czekam! zaśmiała się.

Tego dnia Janek miał jej przywieźć klucze od swojego mieszkania. Postanowili zamieszkać razem! W jego dwupokojowym lokum nad Motławą. Przestronniej, jaśniej, i powietrze inne.

Krystyna wyobrażała sobie już śniadania na balkonie, widok na Zatokę, Janka czytającego gazetę.

Pusiu, powiedziała do kota, przeprowadzamy się! Będzie ci się podobać, dużo większe okna, zobaczysz więcej ptaków.

Kot przeciągnął się, zeskoczył z parapetu i przyszedł otarć się o jej nogi.

Tak, tak, i ty idziesz ze mną. Jakżebym mogła zostawić ciebie!

Zadzwonił dzwonek do drzwi.

Janek stał z bukietem kwiatów i szerokim uśmiechem. Wypięty, pachnący wodą kolońską, w garniturze, czym podkreślał swoją pozycję nie byle kto, poważny przedsiębiorca.

Moja śliczna! pocałował ją w policzek. Gotowa na nowe życie?

Gotowa! rozpromieniła się Krystyna. Chodź, zrobię herbatę.

Usiedli w kuchni. Janek z powagą położył pęk kluczy na stole.

Proszę bardzo. Klucze do naszego wspólnego gniazda.

Tymczasem Puszek wszedł do kuchni. Zbliżył się do gościa i obwąchał mu nogawki.

Znów ten zwierz skrzywił się Janek. Krystyna, chciałem o czymś porozmawiać.

O czym? zesztywniała. W jego głosie pojawił się chłód.

Rozumiesz, moje mieszkanie jest nowe. Świeżo po remoncie. A koty to ciągle sierść, zapach, zniszczenia. Poza tym, prawdę mówiąc, mam na nie alergię.

Krystyna znieruchomiała z filiżanką w dłoni.

To znaczy…?

To znaczy: nie zamierzam mieszkać z kotem. Ty zdecydujesz, co z nim dalej.

Te słowa spadły na nią jak lodowata woda.

Puszek siedział u jej nóg i patrzył złotymi oczami to na nią, to na Janka.

Patrzył tak, jakby wszystko rozumiał.

Po chwili Janek wyszedł, zostawiwszy klucze na stole. Krystyna długo siedziała nad chłodną herbatą, wpatrując się w te przeklęte klucze.

Puszek wskoczył jej na kolana, zamruczał cichutko i kojąco.

Co mam zrobić, Pusiu? wyszeptała, głaszcząc miękką sierść. Co mam zrobić?

W głowie nieustannie brzmiały słowa Janka: Zdecyduj sama.

Jak to zdecyduj? Przez pięć lat Puszek był dla niej rodziną, pocieszeniem, sensem. Kiedy odszedł Andrzej, ten kociak ją uratował, powtarzała to w myślach.

Pamiętała, jak przyniosła go do domu malutkiego, piszczącego. Jak karmiła z pipetki, leczyła, doglądała. Jak pierwszy raz zamruczał na jej rękach.

Potem przez te lata wspólne śniadania, wieczory przy telewizorze. Kiedy była chora nie odstępował jej na krok. Gdy smutna przynosił swoją myszkę i kładł obok, jakby mówił: Pobaw się, poczujesz się lepiej.

Puszek podniósł głowę, spojrzał jej prosto w oczy. Było w tym spojrzeniu coś aż ludzkiego.

Krystyna obeszła kuchnię. Sięgnęła po telefon, chciała zadzwonić do przyjaciółki Zofii, ale się zawahała. Co ona jej powie? Krystyna, dla mężczyzny można kotka oddać

Czy można?

Podeszła do okna. Na podwórku padał pierwszy śnieg. Grudzień. Już niedługo Nowy Rok. Tak bardzo marzyła, by nie być w ten czas sama.

No dobrze postanowiła w końcu. Pójdę do weterynarza. Może pomoże znaleźć dobre ręce. Znajdziemy mu kochający dom.

Ale nawet wypowiadając te słowa czuła, że coś w niej się buntuje. Nie zgadza się.

Następnego dnia odwiedziła sąsiadkę, panią Halinę ta zawsze dokarmiała podwórkowe koty.

Pani Halino, wie pani może, kto mógłby przygarnąć kota? Mądrego i łagodnego?

Chodzi o Puszka? zdziwiła się sąsiadka. Co się stało?

Przeprowadzam się i tam niestety nie można mieć zwierząt.

Pani Halina przyjrzała jej się uważnie:

Krystynko, ale przecież on dla ciebie jak rodzina! Pamiętam, jak go ratowałaś, takie maleństwo.

To okoliczności westchnęła Krystyna.

Jakie okoliczności są ważniejsze od wiernego przyjaciela? pokręciła głową starsza kobieta. Nie znam nikogo, co by chciał. I znać nie chcę. To by było zdradą, Krystyno.

Słowo zdrada boleśnie ją ugodziło. Pożegnała się szybko i wróciła do domu.

Puszek przywitał ją jak zwykle w drzwiach. Otarł się, zamruczał. I Krystyna nagle zrozumiała on wszystko czuje. Zwierzęta mają szósty zmysł.

Przepraszam cię szepnęła, przytulając go mocno. Przepraszam.

Wieczorem zadzwonił Janek:

No i co, sprawa kota załatwiona?

Jeszcze nie. Szukam gospodarzy.

Krystyna jego głos stwardniał. Bez sentymentów. Chcesz być ze mną, czy nie? Jestem poważnym mężczyzną, potrzebuję poważnej kobiety, a nie takiej, co przez kota rezygnuje z własnego szczęścia.

Daj mi jeszcze trochę czasu.

Nie mamy czasu. Chcę, byś na Nowy Rok była już u mnie.

Po rozmowie Krystyna długo siedziała w ciszy. Puszek leżał obok, czasem na nią zerkał.

Przecież ma rację powiedziała do kota. Jesteś po prostu zwierzęciem. A Janek to człowiek. Mężczyzna. Gdzie znajdę drugiego takiego?

Ale te słowa brzmiały fałszywie. Nawet ona sama w nie nie wierzyła.

Trzeciego dnia zadzwoniła Zofia:

Krystyna, jakoś taka jesteś smutna. Co się stało?

I Krystyna opowiedziała. Wszystko. O ultimatum, o szukaniu domu dla kota, o rozterkach.

Czyli powiedział wprost Ja albo kot?

Tak.

A co potem? przerwała Zofia. Potem powie: Nie lubię, że chodzisz w dżinsach, albo: Nie spotykaj się z tą koleżanką. Jeśli facet stawia warunki od samego początku…

Ale ja zostanę sama! niemal krzyknęła Krystyna. Całkiem sama!

A Puszek to co? Nie liczy się?

Krystyna umilkła.

Po rozmowie z przyjaciółką usiadła w fotelu. Puszek natychmiast wdrapał się obok.

Powiedz mi szczerze, Pusiu. Jak oddam cię komuś obcemu, będziesz tęsknił?

Kot zamruczał znów swoje.

A ja? pogłaskała go po głowie. Czy będę szczęśliwa wiedząc, że cię zdradziłam?

Puszek spojrzał jej w oczy. Było tam tyle ufności i miłości.

Boże wyszeptała. Co ja robię?

Zadzwonił telefon. Janek.

Krystyna, jutro sobota. Przyjadę po ciebie. Mam nadzieję, że kot już poza domem?

Spojrzała na Puszka. Leżał zwinięty w kłębek, mruczał cicho i spokojnie.

Janek. Muszę się jeszcze zastanowić.

Nad czym?! zirytował się. Przez kota zmarnujesz sobie życie? Zastanów się do jutra. To ostatni raz.

Odkładając słuchawkę, Krystyna długo siedziała w ciszy. Tylko mruczenie kota rozpraszało ją.

No tak powiedziała. Ostatni raz. Pięknie.

I nagle poczuła lęk. Nie przed samotnością. Przed tym, że była już bliska zdradzenia najwierniejszego przyjaciela dla człowieka, który stawia warunki.

Sobota przyszła ponura i szara. Krystyna obudziła się wcześnie, choć słabo spała całą noc przewracała się w łóżku, a nad ranem przyśnił jej się dziwny sen. Szła korytarzem, na końcu którego stali Janek i Puszek. Musiała zdecydować, do kogo podejść. Obudziła się z ciężkim sercem.

Puszek leżał jak zwykle przy nogach. Widząc, że pani wstała, przeciągnął się i wskoczył na poduszkę.

Dzień dobry, mój kochany wyszeptała, wtulając twarz w jego puszyste futerko.

Poszła do kuchni, nastawiła czajnik. Nasypała Puszkowi karmę, wymieniła wodę. Wszystko jak zawsze, tylko ręce jej drżały.

Co ja mam zrobić? mówiła do kota spokojnie jedzącego w misce. No co mam zrobić?

Kot podniósł głowę i długo na nią patrzył. W tych bursztynowych oczach było takie zrozumienie, że Krystynę ogarnął niepokój.

Może on ma rację? myślała głośno. Może nie jestem gotowa na poważny związek? Może za bardzo trzymam się przeszłości?

Ale to nie były jej słowa. Obce, narzucone.

O jedenastej zadzwoniła Zofia:

Krystyna, jak się czujesz? Podjęłaś decyzję?

Nie wiem, Zośka. Rozum mówi jedno, serce drugie.

A co mówi serce?

Krystyna zawahała się. Spojrzała na Puszka myjącego łapki na parapecie.

Serce mówi, że nie mogę go zdradzić.

No i masz odpowiedź! wykrzyknęła Zofia. Mężczyzna, który każe wybierać między sobą a przyjacielem, nie jest dobrym człowiekiem.

Po tej rozmowie Krystyna usiadła w fotelu. Wzięła Puszka na kolana.

Wiesz, powiedziała, Zośka ma rację. Nie jestem sama. Jestem z tobą. I dobrze mi z tym. Naprawdę dobrze.

Kot zamruczał, rozłożył się wygodnie.

A jeśli ten Janek to nie mój człowiek? Może ten prawdziwy będzie potrafił pokochać mnie i ciebie?

Po południu o czternastej ktoś zadzwonił do drzwi. Krystyna zadrżała. Serce biło jej jak młotem.

Janek stał w progu z małą torbą. Twarz poważna, chłodna.

Gotowa? rzucił bez powitania. Spakowana?

Wejdź, musimy porozmawiać powiedziała.

O czym? przeszedł do przedpokoju. Gdzie kot? Mam nadzieję, że znalazłaś mu dom?

W tej chwili z kuchni wyszedł Puszek. Zatrzymał się, spojrzał.

No proszę, skrzywił się Janek. Krystyna, prosiłem…

Podjęłam decyzję powiedziała cicho.

I…?

I nie mogę go zostawić.

Janek osłupiał. Powoli zwrócił się do niej.

Jak to nie możesz?

Po prostu nie mogę. Jest moim przyjacielem. Od pięciu lat.

A ja? Kim ja dla ciebie jestem?

Krystyna spojrzała na niego. I nagle zobaczyła nie tego mężczyznę, w którym się zakochała. Zobaczyła człowieka wymagającego podporządkowania, dla którego jej uczucia są przeszkodą.

Jesteś mi bliski powiedziała. Ale Puszek nigdy nie stawiał mi warunków.

Co?! Ty mnie porównujesz do kota?!

Nie porównuję. Po prostu on kocha mnie bezwarunkowo.

Krystyno, ty wiesz, co robisz? Przez zwierzę niszczysz nam życie?

Nie niszczę. Po prostu wybieram to, co dla mnie najważniejsze.

Puszek podszedł do Krystyny, otarł się o jej nogi. Pochyliła się i wzięła go na ręce.

Wiesz co, powiedział Janek lodowato. Przemyśl jeszcze raz. Jestem poważnym człowiekiem. Mam firmę, pozycję. Mógłbym ci dać życie jak z bajki. A ty dla jakiegoś kota…

To nie jakiś kot przerwała. To Puszek. Mój Puszek.

Cóż w nim takiego szczególnego?! wybuchnął.

I wtedy Krystyna zrozumiała wszystko ostatecznie.

Wiesz, Janek odezwała się spokojnie w nim nie ma nic niezwykłego. Poza jednym: nigdy nie kazał mi wybierać między nim a kimkolwiek innym.

Janek stał, nie dowierzając.

Więc wybierasz kota, tak?

Jeszcze chwilę tkwił w korytarzu. W końcu odwrócił się gwałtownie.

Jesteś głupia, Krystyna. Stracisz szansę na szczęście! Drugiej takiej okazji nie znajdziesz!

Możliwe zgodziła się. Ale i takich jak on przytuliła kota też nie.

Janek zatrzasnął drzwi.

Krystyna została sama. Cisza aż dzwoniła w uszach.

Weszła do kuchni, usiadła przy stole. Puszek ułożył się na jej kolanach.

No cóż powiedziała mu znów jesteśmy we dwójkę.

Kot spojrzał na nią, pomruczał i otrzepał pyszczkiem jej dłoń.

I wtedy właśnie poczuła ulgę. Autentyczną ulgę jakby z ramion zdjęto jej ciężki kamień.

Wiesz co, Pusiu? uśmiechnęła się przez łzy. Chyba dobrze zrobiłam.

Serce miała znów lekkie po raz pierwszy od tych trudnych dni.

Marzec. Za oknem śnieg topniał, spod śniegu wychodziła pierwsza trawa. Wróble darły się, ile sił. Krystyna podlewała fiołki na parapecie całą zimę zamieniła okna w małą oranżerię.

Puszek, zobacz, jaki piękny kwiatek pokazała mu świeżo rozkwitłego fiołka.

Puszek z powagą obwąchał doniczkę, zamruczał z aprobatą.

Minęły trzy miesiące od tamtego dnia. Na początku było trudno nie z samotności, lecz z niepewności: A może się myliłam? Może Janek był ostatnią szansą?

Z czasem coś się odmieniło. Dom jakby ożył.

Krystyna zaczęła znów udzielać lekcji przyjęła dwoje uczniów. Małą Marysię i nastolatka Bartka. W mieszkaniu znów zabrzmiała muzyka, słychać było śmiech, rozmowy, życie.

Pani Krystyno, a co to za kotek? spytała raz Marysia, widząc Puszka.

To Puszek. Mój przyjaciel.

Mogę pogłaskać?

Oczywiście.

Puszek łaskawie pozwolił się pogłaskać, a nawet zamruczał, jakby chciał powiedzieć, że mała uczennica mu się podoba.

Niedawno zdarzyło się coś miłego. Krystyna spotkała na klatce sąsiada z piątego piętra pana Stefana. Emerytowanego nauczyciela, wdowca. Zagadnęli się.

Ładny kot powiedział, zauważając Puszka w oknie.

Dziękuję. Lubi pan zwierzęta?

Bardzo. Miałem kiedyś owczarka, Dinę. Odeszła dwa lata temu. Często myślę, czy by znów kogoś nie przygarnąć. Samotność doskwiera.

Rozmowa przeciągnęła się na godzinę, potem jeszcze dłużej. Okazało się, że pan Stefan jest nie tylko bystrym rozmówcą, ale i serdecznym człowiekiem.

A kot nie boi się obcych? zapytał kiedyś.

Puszek? To świetny sędzia charakterów. Kiepskich ludzi nie lubi.

Pan Stefan się roześmiał:

No to mam nadzieję, że przejdę test.

Przeszedł od razu.

Teraz Krystyna patrzyła, jak Puszek wygrzewa się na słońcu, i uśmiechała się. Życie powoli wracało do normy. Może inne, niż sobie wyobrażała. Ale dobre.

Krystyna zaparzyła herbatę i usiadła w fotelu. Puszek od razu wskoczył na jej kolana.

Dziękuję ci wyszeptała głaszcząc miękkie futerko za to, że nauczyłeś mnie, iż prawdziwa miłość nigdy nie żąda zdrady.

Puszek zamruczał cicho, błogo, rodzinnie.

Krystyna już nie bała się samotności. Bo zrozumiała w końcu z tymi, którzy kochają cię bez żadnych warunków, nigdy nie jesteś sama.

Rate article
Fajna Tajna
Barcik czy Oleg? O tym, jak Krysia wybrała serce zamiast wygody, czyli historia kobiety, która dla p…