Bałagan w szafie, sterty niewyprasowanych ubrań i kwaśna zupa w lodówce to nie takiej żony sobie wyobrażałem, ale właśnie taką dostałem z czasem.
Bałagan w szafie, góry niewyprasowanych ubrań i kwaśna zupa w lodówce postanowiłem delikatnie zwrócić uwagę mojej żonie, a w efekcie wyszło na to, że jestem winny.
Zakochałem się w Marcie od pierwszego wejrzenia. Takiej urody trudno było nie zauważyć. Przez długi czas byłem przekonany, że miałem wyjątkowe szczęście, że zdobyłem taką dziewczynę: inteligentną, atrakcyjną, czystą i pedantyczną. Nie zwlekałem długo i oświadczyłem się jej.
Potem wspólnie postanowiliśmy się wprowadzić. Marta od razu uprzedziła, że nie przepada za pracami domowymi i jest gotowa pracować zawodowo, o ile będziemy dzielić obowiązki po równo. Nie jestem z tych dumnych, więc przystałem na to. Wtedy to wydawało mi się rozsądnym i słusznym rozwiązaniem, ale z czasem przyszło rozczarowanie.
Podzieliliśmy się obowiązkami. Żona zapewniała, że nie będzie jej trudno połączyć odpowiedzialności domowe z karierą, o której marzyła. Nie oponowałem, bo wierzyłem, że tak można.
Po pół roku małżeństwa zobaczyłem, że coś poszło nie tak. Życie samo dokonało korekty naszych ustaleń. Moja Marta nigdy nie została spełnioną zawodowo kobietą. Pracowała dorywczo w jakiejś mało znanej firmie w Warszawie ze zmiennymi godzinami i wypłatą. Zarobione złotówki wydawała wyłącznie na swoje zachcianki. Ja musiałem pracować od świtu do zmierzchu. Ale ukochana nie zapominała o podziale obowiązków. Doskonale wiedziała, co należy do mnie, a czasem przymykała oko na to, co sama powinna zrobić.
Na początku Marta wykonywała swoje zadania z zaangażowaniem, ale z czasem jej entuzjazm gasł. Nie robiłem jej wyrzutów, dopóki jej lekkomyślność nie stała się widoczna na każdym kroku. Bałagan w domu raził już w oczy.
Sterty ubrań na krzesłach, stosy niewyprasowanych koszul w szafie, a żona potrafiła zrzucać winę na mnie. Przecież też pracujesz, przynosisz pieniądze, czy naprawdę tak trudno pomóc? tak się tłumaczyła. Było mi przykro. Nie tylko musiałem pracować za dwóch, ale także dbać o cały dom? Przecież od początku uczciwie podzieliliśmy obowiązki.
Wczoraj znalazłem w lodówce kwaśny barszcz, którego zapach odstraszał domowników. Wierzyłem, że po narodzinach dziecka Marta stanie się bardziej odpowiedzialna. Przejdzie na urlop macierzyński, będzie miała więcej czasu na obowiązki domowe. Okazało się jednak, że jest tylko gorzej. Czuję, że byłoby łatwiej, gdybym nie miał żony wcale. Do tego doszły jeszcze nieustanne kłótnie. Muszę rozumieć swoją żonę, postawić się w jej sytuacji. Ale kto rozumie mnie? Nie chodzę codziennie do uzdrowiska, tylko do pracy. Pracuję w biurze, potem zdalnie w domu i muszę doglądać wszystkiego. Tak bardzo chciałbym znaleźć choć chwilę na odpoczynek.
Nie pojmuję, co żona robi cały dzień na urlopie, skoro nie jest w stanie ugotować obiadu? Albo chociaż uprzątnąć dom. Czy to faktycznie takie trudne? Maluch ma dopiero siedem miesięcy, niemal cały dzień śpi. W tym czasie można chociaż przetrzeć kurz. Co będzie, jak pojawi się kolejne dziecko? Nadal jestem zwolennikiem równości i wzajemnej pomocy. Jestem gotów zaakceptować różne rzeczy i wspierać, ale potrzebuję tego samego w zamian. Marta, niestety, nie potrafi tego zrozumieć.
Nie chcę niszczyć rodziny, bo bardzo kocham nasze dziecko. Sam nie wiem, jak długo wytrzymam ten teatrzyk. Moja cierpliwość jest na wyczerpaniu.
Po czyjej stronie Ty jesteś w tej opowieści?



