Babcia zawsze wyróżniała tylko jednego wnuka — A mi, babciu? — szeptała cicho Kasia. — Ty, Kasiu,…

Babcia zawsze wyróżniała jednego wnuka

A dla mnie, babciu? szeptała cicho ona.

A ty, Bogusia, jesteś taka zaradna. Spójrz tylko, jakie masz pulchne policzki, najadłaś się już życia. Orzechy są dla rozumu, Staszkowi do nauki potrzeba, on mężczyzna, podpora domu. A ty idź, posprzątaj kurz na półkach. Dziewczyna powinna oswajać się z pracą.

Boguś, poważnie? Przecież ona odchodzi. Lekarze dali jej dwa dni, może nawet godziny

Staszek stał w progu kuchni, ściskając nerwowo w dłoni kluczyki do samochodu. Wyglądał, jakby go ubodło coś najbardziej w człowieczeństwie.

Mówię jak najbardziej poważnie, Stasiek. Chcesz herbaty? Bogusia nie odwracając się, kroiła dalej jabłko dla córki. Usiądź, zaparzę świeżej.

Jaką herbatę, Boguś? Brat wszedł bardziej do środka. Ona tam leży, wszędzie jakieś rurki, ledwo oddycha…

Rano cię wołała. Boguśka pytam gdzie Boguśka?. Aż mi serce stawało. Naprawdę nie przyjdziesz?

To przecież babcia! Ostatnia szansa, rozumiesz?

Bogusia ułożyła cicho cząstki jabłka na talerzyk i dopiero wtedy spojrzała na brata.

Dla ciebie babcia. Dla niej ty Stasieńku, oczko w głowie, jedyny dziedzic i nadzieja rodu.

A ja… dla niej nigdy nie istniałam.

Naprawdę sądzisz, że potrzebuję jakiegoś pożegnania?

O czym miałybyśmy rozmawiać, Staś? Co mam jej wybaczyć? Albo ona mnie?

Daj spokój z dziecięcymi żalami! Stanisław rzucił kluczykami o stół. Tak, kochała cię mniej niż mnie. I co z tego?

Jest… starą kobietą, miała swój charakter. Umiera, Boguś. Nie można być aż tak… surową.

Nie jestem surowa, Stasiek. Ja po prostu nic do niej nie czuję. Idź sam. Posiedź z nią, trzymaj za rękę, jej twoja obecność jest stokroć ważniejsza niż moja.

Ty jesteś jej słoneczkiem, brylantem. To świeć jej do końca!

Stanisław popatrzył długo na siostrę, po czym bez słowa odwrócił się i wyszedł, głośno zamykając drzwi.

Bogusia westchnęła, wzięła talerzyk z jabłkami i poszła do pokoju córki.

***

W ich rodzinie wszystko było zawsze jasno podzielone. Rodzice kochali ich równo i Bogusię, i Staszka.

W domu ciągle było gwarno, wesoło, pachniało ciastem drożdżowym i planami na różne wycieczki.

Ale Waleria Mauryczyna, babcia, była z innej gliny.

Stasiu, chodź do babci, skarbeczku szeleściła powoli babcia, gdy przyjeżdżali na weekendy do jej mieszkania na Pradze. Patrz, co dla ciebie zachowałam.

Orzechy włoskie, sama rozłupałam! I krówki świeżutkie!

Bogusia, wtedy siedmioletnia, stała obok i patrzyła jak babcia wyjmuje z zabytkowego kredensu ten cenny woreczek.

A dla mnie, babciu? wtórowała cicho.

Waleria Mauryczyna rzucała jej krótkie, ostre spojrzenie.

Ty, Bogusiu, sobie radzisz. Masz policzki okrągłe, dorosła z ciebie. Orzechy dla mądrości, Staszkowi do nauki trzeba, on mężczyzna, podpora domu.

A ty idź, kurz na półkach zetrzyj. Kobieta powinna przyzwyczaić się do pracy.

Staszek, rumieniąc się ze wstydu, zabierał woreczek i cichcem wychodził na korytarz, a Bogusia szła ścierać kurz.

Nie było jej przykro. Dziwne, ale mała Bogusia traktowała to jak pogodę.

Cóż, raz pada deszcz, innym razem babcia kocha Staszka bardziej. Tak bywa

W korytarzu czekał na nią brat.

Weź wciskał jej do ręki połowę krówek i garść orzechów. Tylko nie jedz przy niej, bo znowu będzie narzekać.

Tobie bardziej potrzeba, uśmiechała się Bogusia. Dla rozumu.

Tam z tym rozumem krzywił się Staszek. Babcia to jednak ma swoje brzmienie… Jedz szybko.

Siedzieli razem na schodach na strych i chrupali zakazane owoce. Staszek dzielił się zawsze, bez wyjątku.

Nawet gdy babcia wciskała mu banknoty na lody po cichu przed mamą, on od razu pędził do Boguśki:

Ej, na dwa Lody Bambino wystarczy jeszcze na gumę do żucia z obrazkiem. Idziemy?

Brat był dla niej ostoją, jego miłość kompensowała babcin chłód tak skutecznie, że Bogusia nie czuła braku.

Lata płynęły. Waleria Mauryczyna się starzała. Gdy Staszek skończył osiemnaście lat, z namaszczeniem ogłosiła, że przepisuje na niego swoje drugie, dwupokojowe mieszkanie w centrum Warszawy.

Podpora rodu musi mieć swój kąt stwierdziła podczas rodzinnej narady. By sprowadził do swojego domu gospodynię, nie tułał się po kątach.

Mama tylko westchnęła. Znała twardy charakter swojej matki i nie próbowała się spierać, lecz wieczorem, gdy wszyscy się rozeszli, weszła do pokoju Bogusi.

Córeczko, nie martw się. My z tatą widzimy wszystko. Zdecydowaliśmy się oddać ci pieniądze, które odkładaliśmy na auto i powiększenie mieszkania.

To będzie twój wkład własny na lokum. Dla uczciwości.

Mamo, daj spokój Bogusia przytuliła ją mocno. Staszkowi mieszkanie bardziej potrzebne, z Elżbietą już się ożenić chce. A ja na razie pomieszkam w akademiku.

Nie, Boguś, tak nie może być. Babcia ma swoje dziwactwa, ale my rodzice. Nie możemy jednego faworyzować, a drugiego pominąć. Bierz i nie dyskutuj.

Bogusia nie wzięła.

Staszek wyprowadził się do mieszkania od babci zaraz po ślubie i w rodzinnym M3 zrobiło się przestronniej.

Bogusia zajęła dawny pokój brata, ustawiła tam swoje książki, sztalugę, i po raz pierwszy poczuła, jak to dobrze gdy nikt nie odmierza miłości na lepszą i gorszą.

Relacje z bratem ani trochę nie ucierpiały po tej spuściźnie. Wręcz odwrotnie Staszek czuł się nie do końca wygodnie.

Boguś, wpadaj do nas zagadywał podczas odwiedzin. Ela upiekła szarlotkę. A babcia… sama wiesz, znów pytała przez telefon, czy jej pieniędzy nie wydałem czasem na twoje zachcianki.

I co jej powiedziałeś?

Że wszystko poszło na automaty do gry i whisky z importu zaśmiał się Staszek. Trzy minuty sapiąc milczała, a potem: To Boguśka cię tego nauczyła!

Oczywiście, Bogusia uśmiechała się. Kto by inny?

***

Kiedy Bogusia wyszła za Pawła i na świecie pojawiła się ich córka, sprawa mieszkania wróciła na nowo. Wtedy mama znów stanęła na wysokości zadania.

Posłuchajcie, dzieci, zaczęła. Nasze M3 jest duże. Staszek ma dwupokojowe od babci, a wy z Pawłem na wynajmie.

Proponuję: zamienimy nasze mieszkanie na jedno dwupokojowe i jeden pokój. Z tatą pójdziemy do jedynki, ty z Pawłem do dwójki.

Mamo, przerwał Staszek. Rezygnuję z udziału w mieszkaniu. Mam po babci, wystarczy mi z naddatkiem.

Niech Bogusia bierze resztę, rozwijają się, powiększają. Mają córkę, im bardziej potrzebne.

Staszek, co ty? Paweł aż zaniemówił. Przecież to wielkie pieniądze. Pewny jesteś?

Jasne. Z Bogusią dzieliliśmy się zawsze po połowie. Przez babcię już i tak dostała za mało uwagi. Więc nie dyskutujcie. Tak ma być.

Bogusia wtedy rozpłakała się. Nie z radości z metrów kwadratowych, ale dlatego, że miała najlepszego brata na świecie.

Mieszkanie rodziców zamienili i każdy został ze swoim.

Mama często wpadała, żeby pobawić się z wnuczką. Staszek z żoną i synami przyjeżdżali w co drugi weekend.

A Waleria Mauryczyna żyła sama. Staszek woził jej zakupy, naprawiał krany, wysłuchiwał narzekań na zdrowie i niewdzięczną Boguśkę.

Zadzwoniła choć raz? oskarżała babcia, zaciągając usta. Zapytała choć, jak ciśnienie?

Babciu, sama jej nie chciałaś znać, odpowiadał łagodnie Staszek. Przez dwadzieścia lat ani jednego dobrego słowa. Skąd miałaby dzwonić?

Chciałam ją wychować! kwitowała staruszka. Kobieta powinna znać swoje miejsce! A ona Zabrała mieszkanie, matkę z domu wygoniła.

Staszek tylko wzdychał. Tłumaczenie nic nie dawało.

***

Bogusia siedziała w kuchni, a wspomnienia wracały.

Babcia odsuwa jej rękę od słoika z konfiturą. Chwali bazgroły Staszka i ignoruje dyplom Bogusi za konkurs matematyczny.

Na ślubie Staszka siedzi jak królowa. Na ślub Bogusi nie przyszła, bo chora.

Mamo, czemu nie jedziemy do babci Walerii? spytała córeczka. Wujek Staszek mówił, że ciężko chora.

Babcia Waleria chce widzieć głównie wujka Staszka, kochanie pogłaskała dziewczynkę po głowie. Tak jej spokojniej.

Zła jest? córka spogląda z podejrzliwością.

Nie, długo myślała Bogusia. Ona po prostu nie potrafiła kochać wszystkich naraz. W jej sercu było miejsce tylko dla jednego człowieka. Tak bywa.

Wieczorem znów zadzwonił brat.

To już, Boguś. Godzinę temu.

Współczuję, Stasiek. Trudno ci, wiem.

Do ostatniej chwili na ciebie czekała skłamał brat. Bogusia znała, że to kłamstwo z dobroci serca, chcąc ich pogodzić choćby w tej jednej chwili. Powiedziała: Niech Boguśce się poukłada.

Dzięki, Stasiu. Przyjedź jutro do nas. Zrobimy kawę, upiekę placek.

Będę Boguś, nie żałujesz, że nie poszłaś się pożegnać?

Bogusia nie kłamała.

Nie żałuję. Po co udawać? Ani ja jej, ani ona mnie nie chciała widzieć.

Brat zamilkł chwilę.

Widać masz rację, westchnął. Zawsze byłaś najbardziej rozsądna z nas. No, do jutra.

Pogrzeb był skromny. Bogusia była dla mamy i brata. Stała trochę z boku, w czarnym płaszczu, patrząc na szare niebo, które zawsze jakoś tak szczególnie smutnie zalega nad cmentarzem.

Gdy trumna schodziła do grobu, nie płakała.

Brat podszedł, objął ją za ramiona.

Jak się trzymasz?

Dobrze, Stasiek, naprawdę.

Wiesz Przeglądałem rzeczy w jej mieszkaniu Znalazłem szkatułkę. Były tam twoje zdjęcia. Dużo. Wszystkie wycięte z rodzinnych ujęć, trzymała oddzielnie.

Bogusia uniosła ze zdziwieniem brwi.

Po co?

Nie wiem. Może jednak coś czuła, nie umiała tylko pokazać? Może się bała, że jak przyzna, że cię kocha, to mnie będzie mniej? Starość jest dziwna.

Może, wzruszyła ramionami Bogusia. Ale teraz to już bez znaczenia.

Szli razem pod jednym parasolem do wyjścia wysoki, silny Staszek i drobna Bogusia.

Słuchaj, powiedział Staszek pod samochodami. Pomyślałem Sprzedam tamto mieszkanie. Kupię sobie trzypokojowe, dzieciakom po kawalerce na przyszłość, a resztę Może założymy fundację? Albo pomożemy szpitalowi dziecięcemu? Żeby te babcine pieniądze komuś radość dały, ot tak.

Bogusia spojrzała na brata i po raz pierwszy od tych wszystkich dni uśmiechnęła się naprawdę szczerze.

Wiesz, Stasiek To by była najlepsza zemsta na Walerii Mauryczynie. Najpiękniejsza zemsta na świecie.

Umowa stoi?

Stoi.

Rozjechali się każdy w swoją stronę. Bogusia jechała przez miasto, słuchała radia i czuła, jak w niej pojawia się zupełny spokój.

Może brat ma rację. Niech część tych pieniędzy pójdzie na pomoc dla jakiegoś dziecka. Tak będzie sprawiedliwie.

Rate article
Fajna Tajna
Babcia zawsze wyróżniała tylko jednego wnuka — A mi, babciu? — szeptała cicho Kasia. — Ty, Kasiu,…