Babcia zawsze faworyzowała jednego wnuka — A ja, babciu? — cicho pytała Katia. — A ty, Kasiu, je…

Babcia zawsze wyróżniała jednego wnuka

A ja, babciu? szeptała cicho ona, czując na policzkach powietrze tak gęste jak kompot śliwkowy.

Ty, Rozalka, i bez tego radzisz sobie doskonale. Zobacz, jakie masz pyzate lica. Babcia klaskała w dłonie, a z sufitu sypały się łupiny orzechów.

Orzechy są dla rozumu, przekładała z dłoni do dłoni. Tymkowi trzeba się kształcić, chłopak, podpora rodu, mężczyzna. Ty idź, kurz z półek zetrzyj. Dziewczyna powinna się do pracy przyzwyczajać, a nie tylko za bratem biegać.

Jeszcze echo tego zdania krążyło pod sufitem, gdy tymczasem obok kuchennej framugi stał Tymek, klucze od samochodu gniotąc w dłoni. Jego twarz była jak nieprana poduszka szara i zmęczona.

Ja mówię całkiem serio, Tymek. Herbaty chcesz? rzuciła Rozalia, nawet nie patrząc na brata, tylko kroiła jabłko dla córki. Usiądź, zaparzę świeżą.

Rozalka, jaka herbata? przeszedł kilka kroków w głąb kuchni. Tam leży, te rurki wszędzie, świszcze i syczy…

Wołała cię rano. Rozalka, mówiła, gdzie Rozalka?. Moje serce aż się ścisnęło. Naprawdę nie pójdziesz?

To przecież babcia! Ostatnia szansa, rozumiesz?

Rozalka poskładała plastry jabłka na talerzyku i dopiero wtedy spojrzała na brata.

Dla ciebie to babcia. Dla niej ty jesteś Tymuś, złoty kluczyk, jedyny dziedzic i nadzieja.

A ja? Ja dla niej nigdy nie istniałam.

Myślisz, że potrzebuję jakiegoś pożegnania? O czym miałybyśmy mówić, Tymek? Co mam jej wybaczyć? Albo ona mi?

Rozalka, daj spokój z tym dziecięcym żalem! klucze zadźwięczały na stole. Tak, nie kochała cię jak mnie. I co z tego?

Stara już była, miała swoje przekręty. Ale umiera! Naprawdę musisz być taka… chłodna?

Nie jestem chłodna, Tymek. Nic do niej nie czuję. Idź sam, usiądź, potrzymaj ją za rękę twoje towarzystwo znaczy dla niej sto razy więcej niż moje.

Jesteś jej oczkiem w głowie, świeć jej do końca.

Tymek patrzył na siostrę jeszcze chwilę, po czym wyszedł, trzaskając drzwiami.

Rozalia westchnęła, ostrożnie wzięła talerz z jabłkami i przeszła do pokoju córki.

***

W ich rodzinie wszystko było zawsze jasno podzielone. Rodzice kochali ich równo i Rozalkę, i Tymka.

W mieszkaniu zawsze unosił się gwar, zapach drożdżowych bułek i echo ciągłych wyjść na spacery.

Ale Urszula Janina Zawiśla, babcia, była z zupełnie innego ciasta.

Tymuś, chodź tu, skarbeczku mój szeptała, gdy przyjeżdżali do niej na weekendy. Zobacz, co schowałam specjalnie dla ciebie.

Włoskie orzechy, sama rozłupane! I krówki z Milanówka, takie świeże!

Rozalka, mająca wtedy siedem lat, stała obok i patrzyła, jak babcia wyciąga z kredensu cenny papierek.

Babciu, a ja? szepnęła.

Urszula Janina rzucała na nią krótkie, ostre spojrzenie.

Ty, Rozalka, i tak masz się dobrze. Widzisz, jakie pyzy masz.

Orzechy są dla rozumu, Tymek musi się uczyć, on facet, podpora.

A ty idź, kurz zetrzyj z regału. Dziewczynka musi się do pracy przyzwyczaić.

Tymek, rumiany ze wstydu, chował słodycze i boczkiem znikał w przedpokoju, a Rozalka szła po ścierkę.

Nie była jej żal. To dziwne, ale mała Rozalka odbierała wszystko jak pogodę.

No pada deszcz, a babcia woli Tymka. Tak już jest…

W przedpokoju czekał na nią brat.

Proszę, wciskał jej w dłoń połowę krówek i garść orzechów. Tylko nie jedz przy niej, bo znowu będzie narzekać.

Tobie bardziej potrzeba, śmiała się Rozalka. Na rozum.

A niech to, z tym rozumem, mruczał Tymek. Babcia trochę szalona. Szybko jedz.

Siedzieli razem na schodach na strych i chrupali zakazane słodycze. Tymek zawsze się dzielił. Zawsze.

Nawet gdy babcia wciskała mu cicho pięćdziesiąt złotych na loda za mamą, biegł zaraz do Rozalki.

Słuchaj, wystarczy nam na dwa Big Milki i jeszcze na gumę z obrazkiem! Lecimy?

Brat był jej ostoją. Jego czułość tak skutecznie łatała babciny chłód, że Rozalka nie czuła żadnego braku.

Lata płynęły. Urszula Janina starzała się. Gdy Tymek kończył osiemnaście, dumnie oznajmiła całej rodzinie, że przepisuje na niego swoje drugie, śródmiejskie M2.

Głowa rodziny musi mieć swój kąt, rzekła na zebraniu. Niech żonę do własnego domu przyprowadzi, niech się po kątach nie tuła.

Mama tylko westchnęła. Znała upór matki i nie wchodziła w spór, ale wieczorem, gdy już wszyscy się rozeszli, weszła do pokoju Rozalki.

Córeczko, nie myśl sobie… Z ojcem wszystko widzimy. Tak postanowiliśmy: pieniądze, które odkładaliśmy na samochód, oddamy tobie.

To będą twoje pierwsze pieniądze na własne mieszkanie. Sprawiedliwie tak będzie.

Mamo, daj spokój, Rozalka uściskała ją. Tymkowi mieszkanie bardziej potrzebne. Przecież już z Iwonką się hajtają. Ja mogę jeszcze pomieszkać na stancji.

Nie, Rozalko, tak być nie może. Babcia ma swoje dziwactwa, ale my jesteśmy rodzicami i nie możemy jednego wywyższyć, a drugiego skrzywdzić. Bierz, kochana, i nie mów nic więcej.

Rozalka nie wzięła.

Tymek przeprowadził się do babcinego mieszkania zaraz po ślubie, a w rodzinnym M4 zrobiło się luźniej.

Rozalka zajęła pokój brata, ustawiła tam farby, książki i po raz pierwszy poczuła frajdę nikt nie rozdziela uczuć na właściwe i niewłaściwe.

Relacja z bratem nie ucierpiała przez podziały dziedzictwa. Tymek czuł nawet coś w rodzaju winy.

Wpadaj do nas, Rozalka, namawiał. Iwonka piecze szarlotkę co niedziela. A babcia… Ech, sama wiesz. Wczoraj znowu dzwoniła, pytała, czy nie przepuściłem jej pieniędzy na twoje zachcianki.

I co powiedziałeś?

Że przegrałem wszystko na zdrapki i piwo regionalne, zachichotał Tymek. Zamilkła na chwilę, potem dodała: To przez tę Rozalkę!.

Oczywiście, Rozalka się uśmiechnęła. Kto jak nie ja.

***

Gdy Rozalka wyszła za Michała i urodziło się dziecko, sprawa mieszkania nabrzmiała. Mama znów wykazała się dyplomacją.

Dzieci, nasza trójka duża. Tymek ma swoje dwa pokoje. Wy, Rozalka i Michał, wynajmujecie.

Zróbmy tak: zamieńmy naszą na dwa mniejsze mieszkania. My z ojcem do kawalerki, wy z Michałem do dwupokojowego.

Mama, przerwał Tymek. Ja zrzekam się tego, co dostanę po naszym wspólnym. Babcia mi mieszkanie zapisała, więcej nie potrzebuję.

Bierz Rozalka resztę macie dziecko, przyda się.

Tymek, żartujesz? Przecież to kupa pieniędzy. Jesteś pewien?

Tak. Całe życie wszystkiego dzieliliśmy po równo. Przez babcię i tak więcej ci się należało. Nie dyskutujcie. Tak mówię.

Rozalka się popłakała. Nie z radości, ale dlatego, że jej brat był najwspanialszym człowiekiem pod słońcem.

Udało się mieszkania zamienić, wszyscy byli u siebie.

Mama przyjeżdżała pomagać przy wnuczce, Tymek z rodziną wpadali co tydzień.

A Urszula Janina została sama. Tymek przywoził jej zakupy, naprawiał cieknący kran, wysłuchiwał lamentów o zdrowiu i niewdzięcznej Rozalce.

Zadzwoniła ona kiedy? sapnęła babcia, usta zwężając w cienką kreskę. Spytała, jak ciśnienie?

Babciu, sama nie chciałaś jej znać, mówił łagodnie Tymek. Przez dwadzieścia lat nie powiedziałaś jej dobrego słowa. Czemu miałaby dzwonić?

Wychować chciałam! dumnie odpowiadała staruszka. Kobieta musi znać swoje miejsce! A ona… Mieszkanie odebrała, matkę z domu wypchnęła.

Tymek wzdychał. Tłumaczyć nie było sensu.

***

Rozalka siedziała w kuchni. Pamięć podsuwała obrazy jakby śnione zza mgły.

Babcia odsuwa jej rękę od słoika konfitur, wychwala krzywy rysunek Tymka, mijając dyplom Rozalki za konkurs matematyczny. Na weselu Tymka bryluje jak królowa, a na ślub Rozalki nie przyszła, tłumacząc się chorobą.

Mamo, a czemu do babci Uli nie jeździmy? zajrzała córka. Wujek Tymek mówił, że bardzo chora.

Bo babcia Ula chce widzieć tylko wujka Tymka, kociaku, głaskała ją Rozalka po włosach. Tak jej jest spokojniej.

Jest zła? zmrużyła oczy córka.

Nie, Rozalka zamyśliła się. Po prostu nie umiała kochać wszystkich. Miała w sercu miejsce tylko dla jednej osoby. Bywa i tak.

Wieczorem znów zadzwonił brat.

Skończyło się, Rozalka. Godzinę temu.

Współczuję ci, Tymku. Ciężko ci pewnie bardzo.

Do końca na ciebie czekała, skłamał brat, a Rozalka wiedziała, że z dobroci, by choć tu ich pogodzić. Mówiła: Niech Rozalce się powiedzie.

Dzięki, Tymek… Przyjedź jutro do nas. Usiądziemy, wspomnimy. Upiekę sernik.

Przyjadę… Rozalka, nie żałujesz? Że nie poszłaś?

Nie kłamała.

Nie, Tymku. Nie żałuję. Po co ten teatr? Ani ja jej, ani ona mnie nie chciała widzieć…

Brat zamilkł.

Może masz rację, westchnął. Zawsze byłaś tą rozsądniejszą. Do jutra.

Pogrzeb był cichy. Rozalka przyszła głównie dla mamy i brata. Stała z boku, w czarnym płaszczu, patrząc na senne, wyprane niebo, które na każdym cmentarzu jest jednakowe jak cerata na śląskich stołach. Nie płakała, gdy opuszczali trumnę.

Brat objął ją za ramiona.

Jak się trzymasz?

Dobrze, Tymek. Naprawdę.

Wiesz co… Rozpakowywałem jej rzeczy. Znalazłem szkatułkę. Są tam zdjęcia. Twoje też. Sporo. Wszystkie powycinane z rodzinnych fotek, schowane osobno.

Rozalka uniosła brwi.

Po co?

Nie wiem. Może jednak coś czuła, tylko nie umiała pokazać? Albo bała się, że jeśli cię pokocha, to mi mniej zostanie? Starość jest dziwna.

Może, Rozalka wzruszyła ramionami. Ale to już nie ma znaczenia.

Szli razem przez bramę, pod jednym parasolem stały, szeroki Tymek i drobna Rozalka.

Słuchaj, powiedział Tymek przy samochodach. Sprzedam tę jej kawalerkę.

Sobie kupię trzypokojowe, chłopakom po kawalerce na przyszłość, a reszta… Może fundację założymy albo dzieciakom w szpitalu pomożemy? Żeby te babcine pieniądze komuś przyniosły po prostu radość.

Rozalka spojrzała na brata i uśmiechnęła się po raz pierwszy od śmierci babci naprawdę ciepło.

Wiesz co, Tymku… To byłaby najlepsza zemsta na Urszuli Janinie. Najżyczliwsza zemsta świata.

Masz to jak w banku?

Mam.

Pojechali każdy w inną stronę. Rozalka jechała przez zamglone miasto, słuchała radia i czuła w sobie wielki spokój.

Może brat miał rację. Niech część pieniędzy pójdzie na leczenie jakiegoś dziecka. Tak będzie po prostu sprawiedliwie.

Rate article
Fajna Tajna
Babcia zawsze faworyzowała jednego wnuka — A ja, babciu? — cicho pytała Katia. — A ty, Kasiu, je…