Awans
No to wiadomo, że awans można dostać na różne sposoby. Jedni zapracują na niego ciężką harówą, inni podkładają szefowi świnię, a jeszcze inni jadą z nim w delegację.
Wieść, że na miejsce emerytowanego Piotra Kazimierza w końcu mianowano nowego dyrektora, i to z zewnątrz, rozwaliła wszystkich w proch. Nadzieje, że następcą Piotra Kazimierza zostanie Jerzy Wojciechowicz, który od dwóch tygodni pełnił obowiązki dyrektora, spełzły na niczym. Każdy przekazywał nowinę, dodając swoje trzy grosze: podobno młoda kobieta, ładna laska, zimna sztuka, kochanka tego… Nazwiska wysokiego stopniem szefa nikt nie wymieniał. Jak to mówią, nie wywołuj wilka z lasu…
O dziesiątej rano cały zespół zebrał się w sali konferencyjnej, żeby poznać nową szefową. Damian wszedł ostatni. Jak na komendę wszystkie głowy odwróciły się w jego stronę.
Przed salą stała młoda kobieta z gładko zaczesanymi do tyłu włosami. Garnitur leżał na niej idealnie, jak druga skóra. Smukłe nogi, wysokie szpilki, jaskrawa szminka i lodowate spojrzenie dopełniały obrazu.
– Pańskie nazwisko? – W ciszy sali jej głos brzmiał jak pęknięta struna.
– Nowakowski Damian Tomasz – przedstawił się Damian zuchwale, ale spokojnie, lekko pochylając głowę. Można by pomyśleć, że zaraz zaszura nogą. Ale się pohamował.
– Spóźnił się pan, Damianie Tomaszu, a właśnie mówiłam, że spóźnienia są niedopuszczalne. Tym razem daruję. Niech pan siada. – Metaliczny ton jej głosu sprawił, że niejednemu w sali zgrzytnęły zęby.
Damian usiadł obok swojego przyjaciela i kolegi z pracy, Krzysztofa.
– No co, wściekły? – spytał półgłosem.
– To mało powiedziane – odparł Krzysztof. – To nie kobieta, tylko maszyna, i chce z nas zrobić takie same roboty.
Wszyscy przedstawiali się po kolei, krótko mówiąc, czym się zajmują. Po uwagach i pytaniach nowej dyrektor stało się jasne, że doskonale zna działalność firmy. Gdy przyszła kolej na Damiana, nagle podziękowała wszystkim i pozwoliła wrócić do pracy.
– Oho – zaśmiał się Krzysztof. – Nie zazdroszczę ci.
– Daj spokój, chodźmy, zanim nas nie wyrzucą – odparł Damian.
Wszyscy wychodzili z sali, gadając o tym, jakie zmiany ich czekają.
Przez dwa tygodnie wszyscy przychodzili na czas, kawę pili tylko w przerwie obiadowej, palili szybko i bez przyjemności. Ale jak to mówią, nawyków latami wyrobionych nie zmienisz w dwa tygodnie. Wkrótce wszystko wróciło do normy: spóźnienia, papierosy, bieganie po kawę. Tylko bez przesady.
Pod koniec trzeciego tygodnia sekretarka podeszła do biurka Damiana i powiedziała, że Joanna Mariola wzywa go do swojego gabinetu.
– Niech pan siada – wskazała krzesło przed sobą. – Podoba mi się, jak pan pracuje. Skutecznie, bez zamieszania. Dlaczego wciąż jest pan zwykłym pracownikiem? Miał pan zatargi z moim poprzednikiem?
– Nie – Damian nie miał pojęcia, do czego zmierza.
– Kierowniczka pańskiego działu odchodzi za rok na emeryturę. Myślę, że czas przygotować następcę. – Joanna wpatrywała się w niego. Wytrzymał jej wzrok.
– Poradziłby pan sobie nie gorzej niż ona – ciągnęła, kręcąc w palcach długopisem. – W piątek w Warszawie jest wystawa nowoczesnego sprzętu. Pojedzie pan, rozezna się. Czekam na raport. Diety i bilety dostanie pan w księgowości.
– Ale piątek to już jutro – Damian wyglądał na zawiedzionego.
– Wiem. Wrócicie w niedzielę. Ma pan zastrzeżenia?
Damian wzruszył ramionami. Nie powie jej przecież, że obiecał synowi wyjść w weekend do wesołego miasteczka. Szymon czekał na to dwa tygodnie. Że żona pewnie nie uwierzy, że jedzie na wystawę, a nie na imprezę. Ale co tam…
***
– Tato, przecież obiecałeś – jęczał Szymon.
– Myślisz, że ja chcę jechać? Ale praca to praca. Na pewno pójdziemy w następny weekend. W niedzielę wrócę, przywiozę ci… A właściwie, co ci przywieźć?
– Transformersa – powiedział Szymon już weselszym tonem.
– Umówione – Damian poklepał go po głowie.
– A co, nikogo innego nie można wysłać? Dziwna ta delegacja. W weekend. – Ania składała mu do walizki koszule.
– Tak jest lepiej, więcej osób może obejrzeć wystawę bez przeszkód dla pracy. Nowa dyrektor pytała, dlaczego wciąż jestem szeregowym pracownikiem. Może po delegacji zaproponuje awans – dodał nie bez dumy.
– Najwyższy czas. A ona ładna? – niespodziewanie spytała Ania.
Damian nie dał się nabrać na obojętny ton żony, pod którym kryła się zazdrość.
– Kto? – Udawał, że nie wie, o kogo chodzi.
– Twoja nowa szefowa. – Żona gwałtownie zamknęła walizkę.
– Ładna i zimna jak lód. Wielu mówi na nią robot – odparł Damian, ale w duchu pomyślał, że ta podróż faktycznie wygląda podejrzanie, jakby szykował się na randkę: szczoteczka, koszule, maszynka.
W samolocie pasażerowie wcisnęli kurtki i torby na półki. Damian odwrócił się do okna. Przypomniał mu się tekst piosenki. Pomyślał, że samoloty rzeczywiście wyglądają jak śpiące ptaki.
Rozluźnił się. Nieźle tak polecieć do Warszawy zamiast siedzieć w nudnym biurze. Tym bardziej że dawno nigdzie nie latał, a już na pewno nie sam. „Więc korzystaj i ciesz się wolnością” – rozkazał sobie i przymknął oczy.
– Witam, Damianie Tomaszu. – Obok odezwał się znajomy głos z metalicznym brzmieniem.
Damian otworzył oczy i spojrzał na sąsiednie miejsce. Siedziała tam sama Joanna Mariola.
„Ciekawe. Bała się wysłać mnie samego czy od początku planowała lecieć razem? W co ona gra? Pewnie w księgowości wiedzą, że ma bilety na ten sam lot. Plotki polecą…”
– Niech pan się nie gryzie. Wygląda pan, jakby zobaczył pan żonę. – Kąciki jej ust drgnęły w coś w rodzaju uśmiechu.
Damian nie docenił żartu. Zauważył, że ubrana jest mniej oficjalnie i wygląda rewelacyjnie. Gdy pasażerowie się rozlokowali, wymienili kilka nic nieznaczących zdań.
Po roku, gdy Damian wraz z rodziną wyjeżdżał na wakacje, uśmiechnął się na widok samolotu, przypominając sobie, że czasem warto odpuścić karierę, by nie stracić tego, co naprawdę ważne.



