„Anna jest młoda, jeszcze urodzi dzieci!” – tak obiecywała. Ostatecznie nikt nie potrzebował tego dziecka.

8 czerwca 2024

Dzisiaj znów długo myślałam o swoim życiu i o tym, jak szybko potrafi się ono zmienić. Często powtarzam sobie, że Ola jest jeszcze młoda, jeszcze urodzi dzieci! tak zapewniałam się, gdy wszystko wydawało się walić. Na końcu okazało się jednak, że nikomu nie było potrzebne moje dziecko.

Dorastaliśmy z Robertem w niewielkim miasteczku na Mazurach. Chodziliśmy razem do jednej klasy w szkole. Po maturze pojechaliśmy razem do Warszawy na studia. Wynajęliśmy kawalerkę, każde z nas znalazło jakąś pracę, żyliśmy bez ślubu, po prostu razem. Wydawało mi się, że jesteśmy szczęśliwi. Gdy jednak zaszłam w ciążę, Robert po prostu odszedł. Powiedział, że nie planował żadnego dziecka i zniknął z mojego życia.

Zostałam sama i nie miałam dokąd pójść. Wróciłam więc do rodzinnego miasta, do mamy, z nadzieją, że dam radę wychować moje dziecko. Mama Roberta była w moim mieście kimś ważnym zajmowała ważne stanowisko w urzędzie miasta. Rozniosła szybko plotkę, że jestem w ciąży z kimś innym i że jej rodzina nie ma z tym dzieckiem nic wspólnego. To była okropna sytuacja, szczególnie, że nasze rodziny mieszkały niedaleko siebie i wszyscy wszystko wiedzieli. Taki to już jest mały świat.

Wielu znajomych słyszało, jak wygląda cała sprawa. W końcu urodziłam cudowną córeczkę. Nigdy nie miałam żalu do rodziny Roberta liczyło się dla mnie tylko dziecko. Ale mama Roberta powtarzała wszystkim, że to nie jej wnuczka. Wypominała wszystkim: Spójrzcie na nie! Dziecko ma blond włosy, a u nas wszyscy są brunetami. Ma zupełnie inny nos! My jesteśmy ładni, a tu się urodziła brzydka dziewczynka. Chce tylko dostać się do naszej rodziny. Taka to z nich uczciwość!

Miałam tego wszystkiego dosyć, zaproponowałam więc test DNA, by udowodnić, że ojcem jest Robert. Po otrzymaniu wyniku mama Roberta natychmiast zaprosiła mnie na herbatę i chciała poznać wnuczkę. Dostałyśmy wtedy dla małej mnóstwo ładnych i drogich rzeczy, a ja żyjąc tylko z renty mamy poczułam ogromną ulgę.

Po pewnym czasie babcia zaczęła się domagać, by wnuczka spędziła u niej kilka dni. Mówiłam, że dziewczynka ma dopiero roczek i to za wcześnie na rozłąkę z mamą. W końcu babcia się obraziła i zagroziła, że pójdzie do sądu, by wywalczyć prawo do kontaktów z wnuczką. Według niej, Ani byłoby o wiele lepiej z nią, bo ona ma pieniądze, duży dom i warunki do wychowania dziecka, a ja nie mam nic. Twierdziła, że sąd i tak stanie po ich stronie, bo zna wszystkich sędziów, a ja jestem bez pracy i sama. Sugerowała, żebym oddała jej dziecko z własnej woli, bo przecież jestem młoda i jeszcze mogę urodzić sobie inne.

Nie chciałam się poddać i zaczęła się długa walka przed sądem. Trwało to kilka lat. Dziecko, którego się wypierali i nim gardzili, nagle stało się dla nich najważniejsze. Dochodziło do przesłuchiwania świadków, zbierania zdjęć, obserwowania mnie na każdym kroku. W końcu nie wytrzymałam i musiałam się przeprowadzić, żeby mieć trochę spokoju. Życie było pełne napięć i niespodzianek, ale nadszedł czas, kiedy wszystko się uciszyło.

Robert założył nową rodzinę, miał syna, więc uwaga jego matki skupiła się na kolejnym wnuku. Moja córka poszła do szkoły podstawowej. Znowu wróciłam do Warszawy, ale często musiałam przyjeżdżać do mamy i córki. W Warszawie poznałam nowego chłopaka. Mama przekonała mnie, żebym zaczęła układać sobie życie od nowa obiecała, że zajmie się wnuczką, dopóki się nie ogarnę.

Wyszłam ponownie za mąż. Wynajęliśmy z mężem mieszkanie w Warszawie i czekamy teraz na dziecko. Wydawałoby się, że wszystko jest w porządku. Ale nie paliło mi się, by zabrać Anię do siebie. Nie mieliśmy nawet jej gdzie ulokować, a mój mąż nie był zainteresowany wychowywaniem dziecka, które nie jest jego. Uważałam, że Ania najlepiej czuje się z babcią, tam miała szkołę, koleżanki. Gdy urodzi się nasze dziecko, nie miałby kto się nią zająć, więc u mamy było jej lepiej.

Niestety mama zaczęła często chorować. Było kilka razy potrzebne pogotowie, a później szpital. W tych momentach Anią opiekowali się sąsiedzi-emeryci. Babcia ze strony ojca zupełnie przestała się interesować dziewczynką. Spotkawszy moją mamę, tylko ironicznie się uśmiechała: Powinna mnie pani posłuchać! Gdybym dostała Anię od razu, wychowałabym ją najlepiej już by chodziła do szkoły językowej, mówiła po niemiecku i po angielsku, grała na pianinie. Teraz ma wszystko mój wnuk, a pani córka porzuciła dziecko. Ciekawe, kim ona zostanie. Mojemu wnukowi dam najlepszą szkołę i zajęcia!

Robert nigdy nie interesował się Anią. Tak naprawdę cała ta walka o dziecko skończyła się tym, że nie była potrzebna nikomu. I do dziś nikt nie wie, jak dalej potoczy się jej życie. Czasami mam wrażenie, że to ja najbardziej chcę dla niej dobrze, chociaż nie zawsze umiem jej to dać…

Rate article
Fajna Tajna
„Anna jest młoda, jeszcze urodzi dzieci!” – tak obiecywała. Ostatecznie nikt nie potrzebował tego dziecka.