14 czerwca
Czasem naprawdę zastanawiam się, czy pieniądze rzeczywiście mogą zmienić ludzi jak wszyscy wokół tak chętnie powtarzają. Dziś znów usłyszałam od Teresy, że podobno ta wyniosła Agnieszka bardzo się zmieniła, pieniądze jej przewróciły w głowie! i choć z początku nie do końca rozumiałam, skąd te zarzuty, to jednak dotknęło mnie to bardzo.
Kiedyś moje życie wyglądało zupełnie inaczej. Byłam szczęśliwą żoną, miałam dwóch cudownych synów Bartka i Michała. Aż któregoś dnia wszystko się rozpadło. Mój ukochany wracał z pracy w Warszawie i wydarzył się tragiczny wypadek samochodowy. Myślałam, że nie zdołam się podnieść po tej stracie, ale mama dodała mi sił i namówiła, żebym nie rezygnowała z siebie, bo przecież dzieci mnie potrzebują. Zacisnęłam zęby i zabrałam się do pracy. Gdy chłopcy podrośli, zdecydowałam się wyjechać na zarobek do Poznania, potem była Irlandia. Musiałam zadbać o przyszłość moich dzieci, bo nikt mi nie pomagał.
Zmieniałam pracę raz po razie, zanim w końcu odnalazłam swoje miejsce i zaczęłam lepiej zarabiać. Co miesiąc przelewałam synom pieniądze, później sprawiłam każdemu porządne mieszkanie w Krakowie, a u siebie w Łodzi zrobiłam generalny remont. Byłam z siebie dumna. Myślałam już nawet o powrocie do Polski na stałe. Los jednak postanowił inaczej rok temu poznałam Piotra. Polak, choć od dwudziestu lat mieszka w Anglii. Zaczęliśmy się spotykać i poczułam, że przy nim mogłabym zacząć nowe życie.
Ale miałam mnóstwo wątpliwości. Piotr nie miał możliwości powrotu do Polski, mnie zaś ciągnęło do domu. Kilka dni temu wróciłam. Spotkałam się najpierw z Bartkiem i Michałem, potem odwiedziłam rodziców. Ale do teściów jakoś nie mogłam się wybrać. Czasu nie starczało, tyle spraw się nagromadziło od papierów po sprawy urzędowe.
Wczoraj przyszła do mnie Janina, koleżanka, która pracuje jako ekspedientka w miejscowym sklepie i zaczęła rozmowę:
Agnieszka, twoja teściowa bardzo się na ciebie obraziła!
Skąd wiesz?
Słyszałam, jak rozmawiała z sąsiadką. Twierdziła, że stałaś się wyniosła, a pieniądze cię zmieniły. Że im nic nie pomagasz finansowo.
Zrobiło mi się przykro, bo przecież wychowałam dwóch synów bez żadnej pomocy. Musiałam odłożyć coś dla siebie, nie miałam z czego jeszcze wspierać teściów. Czy nikt tego nie rozumie?
Nie miałam już ochoty ich odwiedzać, ale przemogłam się. Kupiłam w Biedronce duże zakupy, przygotowałam kosz z jedzeniem i poszłam w odwiedziny. Atmosfera była początkowo przyjemna, ale wciąż myślałam o tej rozmowie Janiny. W końcu nie wytrzymałam i powiedziałam:
Wiecie, że wcale nie było mi łatwo przez te wszystkie lata. Pracowałam ciężko, wszystko dla dzieci, bo nie miałam żadnego wsparcia.
Ale my też nie mamy nikogo, kto by nam pomagał odezwała się teściowa. Każdy ma dzieci, które wspierają rodziców, a my jesteśmy sami. Powinnaś wrócić do Polski i nam pomagać, w końcu jesteśmy jak sieroty!
Czułam się strasznie zawstydzona. Nie miałam odwagi powiedzieć im o Piotrze z Anglii. Wyszłam od nich bardzo przygnębiona… Czy rzeczywiście powinnam teraz wspierać rodziców mojego zmarłego męża? Nie wiem, jak dalej żyć. Czuję, że już nie daję rady.



