Adam zjadł obiad, wypił herbatę i kawę przez nas kupione, ale nie słyszeliśmy, co powiedział o nas wszystkich na firmowej imprezie

Słuchaj, muszę Ci opowiedzieć o jednym facecie z mojej poprzedniej pracy. Nazywał się Adam Nowak typowy szef jednego z naszych zespołów w biurze w Warszawie. Wiesz, zarabiał całkiem nieźle, więc nie był biedakiem. Zawsze podjeżdżał pod biuro wypasionym audi, ubierał się w same markowe ciuchy z ekskluzywnych sklepów na Mokotowie i ogólnie wyglądał na bardzo zadbanego gościa. Ale miał jedną wadę, która przewyższała wszystkie zalety: był totalnym sknerą, zwłaszcza jeśli chodzi o jedzenie.

Przy każdej przerwie na kawę Adam spacerował niemal ceremonialnie po całym open space, a jak tylko zobaczył gdzieś coś do jedzenia, przypadkiem się dosiadał, zaczynał zagadywać i wcinał obiad jakby był u siebie, nawet jeśli nikt go nie zapraszał. Charakterystyczne było to, że przy takiej okazji rzucał teksty w stylu: O, jak tu pachnie, czym częstujecie? albo O, widzę, że są skrzydełka! Daj spróbować! No i oczywiście jego klasyk: Co tu mamy dobrego? i zanim się obejrzałeś, już sięgał po jedzenie.

Urodzinowe zrzutki w pracy też nie omijał, zawsze udawał, że nie zdążył się dorzucić, ale gdy się świętowało i były ciasta czy przekąski, był pierwszy przy stole i najgłośniej śpiewał Sto lat. Wszyscy też zauważyli, że Adam nigdy nie ładuje telefonu w domu. Podpinał go zawsze w biurze, bo szkoda mu było prądu z własnego gniazdka. Zresztą nie wychodził z firmy, dopóki nie skorzystał z wody do woli przecież po co ma zużywać własną wodę, skoro w pracy leci za darmo? W skrócie typowy dusigrosz, który całe to swoje zachowanie tłumaczył oszczędnością.

A największy hit był na ostatniej firmowej imprezie świątecznej. Jak się już trochę wstawił, kolega zapytał go, czy zamierza się kiedyś ożenić. I Adam wtedy palnął: Po co mi żona? Ona by tylko chciała pieniądze na jedzenie i ciuchy. Jakby jeszcze dziecko się pojawiło, to już w ogóle by mnie zrujnowało! Po co mi takie wydatki, lepiej żyć samemu. Na to kolega z uśmiechem: No pewnie, Adam, ty to żyjesz jak król… tylko na nasz koszt. Adam się wtedy strasznie wkurzył i odpowiedział: No i? Ale żyję sprytnie! Mam fajne auto, mieszkanko urządzone jak z katalogu, a wy wszystko przepuszczacie na żarcie!.

I wiesz co? Po tej imprezie cały nasz zespół postanowił z nim nie rozmawiać i nie współpracować. Atmosfera była już nie do zniesienia, więc Adam musiał ostatecznie przejść do innej firmy. No taki typ wszędzie znajdzie sposób, żeby coś przyoszczędzić, nawet kosztem kolegów!

Rate article
Fajna Tajna
Adam zjadł obiad, wypił herbatę i kawę przez nas kupione, ale nie słyszeliśmy, co powiedział o nas wszystkich na firmowej imprezie