Był sobie taki typek w naszej firmie. Nazywał się Adrian Nowak. Kierował jednym z działów w naszym biurze w Warszawie i, nie powiem, zarabiał całkiem nieźle ale taki już był. Miał wypasione auto, ubierał się tylko w markowe ubrania z butików na Mokotowie, zawsze ogolony, włosy ułożone jak spod linijki. Ale była jedna wada, ogromna jak Pałac Kultury: oszczędzał na wszystkim. A najbardziej na jedzeniu.
Gdy przychodziła pora przerwy, Adrian sunął powoli przez open space, zaglądał do każdego pokoju i łypał oczami tam, gdzie było widać chociaż okruszek. Przysiadał się “przypadkiem”, zaczynał pałaszować cudze serniki albo pierogi, zanim ktoś zdążył zaprotestować. Kiedy dostrzegał na czyimś biurku paczkę skrzydełek z KFC, z rozbrajającą szczerością rzucał teksty w stylu: “O! Ale tu pachnie! Dobra, spróbuję tylko jedno!” albo jego klasyk: “A co my tu mamy?”. I już dłoń leciała po kotlecika.
Na urodziny kolegów nie wkładał się ani złotówką, ale za to przy stole świętował jakby przyniósł pół tortu. Koledzy zauważyli też, że zawsze ładował telefon w biurze, żeby nie płacić za prąd w domu, i nigdy nie opuszczał pracy zanim nie wyraził “potrzeb fizjologicznych” wiadome, woda z baniaków jest za darmo.
Generalnie: sknera jak się patrzy. Oczywiście, cały czas tłumaczył, że to “zaradność i troska o budżet”. No i na ostatniej imprezie firmowej Adrian, już po kilku kieliszkach Żubrówki został zapytany przez Karolinę (bo przecież nie może tu być żadnej Ani z zagranicznym imieniem), czy zamierza się kiedyś ożenić. A Adrian na to, bez cienia żartu:
“A po co mi żona? Będzie tylko prosić o kasę na jedzenie i buty. A jak urodzi dziecko, to z torbami pójdę. Wolę inwestować w siebie, nie w jakieś fanaberie!” Karolina na to: “No jasne, żyjesz nieźle, ale nasz kosztem.” W tym momencie Adrian się zagotował i wystartował: “Tak, żyję sprytnie! Mam super auto, mieszkanie jak z katalogu IKEA, a wy rozdajecie wypłaty na schabowe i lunchboxy!”.
Od tej pory cały dział odciął się od niego jak od starego karpeta z PRL-u. Adrian musiał więc zmienić robotę może tam znajdzie ekipę, która lubi dzielić się śniadaniem i prądem.



