Ciekawe, że pomyślałam właśnie teraz, że chyba jesteśmy jakąś nienormalną rodziną powiedziała Elżbieta, patrząc na męża.
Jak dobrze, że mam ciebie odparł Tadeusz, obejmując żonę.
A ja jestem szczęśliwa, że jesteś ze mną! uśmiechnęła się Elżbieta.
No a z kim niby miałbym być? roześmiał się mężczyzna. Oczywiście tylko z tobą. Bo ty jesteś moim przeznaczeniem. Najwspanialszą kobietą na świecie.
Elżbieta nie odpowiedziała, tylko pocałowała go w policzek i pośpieszyła do kuchni, by wyjąć z piekarnika upieczone ciasto.
Tego dnia małżeństwo Nowaków obchodziło srebrne wesele. Postanowili świętować skromnie, w gronie najbliższych tylko oni i ich dzieci. Mieli dwoje: syna Bartosza, ucznia drugiej klasy liceum, i córkę Kingę.
Dziewczyna niedawno skończyła studia, znalazła pracę i wyprowadziła się od rodziców. Wynajmowała mieszkanie niedaleko swojego biura. Choć Elżbieta przekonywała córkę, że w domu jest miejsce dla wszystkich, Kinga upierała się przy samodzielności.
Po co wydawać pieniądze na wynajem? pytała Elżbieta. Masz tu swój pokój, żyjemy w zgodzie, po co się od nas odseparowywać? Jak wyjdziesz za mąż, wtedy się wyprowadzisz.
Mamo, bardzo was kocham i wiem, że mnie nie wyrzucacie, ale chcę spróbować żyć na własną rękę. I nie gniewaj się, ale gotujesz tak pysznie i pieczesz takie ciasta, że boję się zamienić w słonika. Ty jesteś taka szczupła, jesz i nie tyjesz, a ja, niestety, nie odziedziczyłam twojej sylwetki! Muszę uważać, a jak mam to robić, mieszkając z wami? Nie sposób odmówić twoim smakołykom!
Elżbieta uśmiechnęła się, patrząc na córkę. Kinga wcale nie była do niej podobna. Elżbieta była drobna i szczupła, wręcz wątła. Często mylono ją z nastolatką. Wyglądała zwyczajnie, nie starała się nawet jakoś szczególnie upiększać rzadko używała makijażu, włosy zwykle zbierała w kucyk, ubierała się skromnie. Kinga zaś była prawdziwą pięknością wyszła w ojca.
Tadeusz był przystojnym mężczyzną. Wysoki, o atletycznej sylwetce. Z wiekiem trochę przytył, co nie było dziwne, biorąc pod uwagę, jak Elżbieta gotowała. W młodości był niezwykle urodziwy, i nawet teraz, w wieku czterdziestu ośmiu lat, wciąż robił wrażenie.
Elżbieta wiedziała, że przy nim wypadała blado. Przywykła już do szeptów za swoimi plecami i nie zwracała na nie uwagi, bo była pewna dla męża była najpiękniejszą kobietą świata. Najbardziej pożądaną.
***
Gdy Elżbieta poznała Tadeusza, miała dwadzieścia lat, on dwadzieścia dwa.
Tego wrześniowego dnia studentka Ela szła na urodziny swojej koleżanki z roku, przyjaciółki Weroniki. Prezent przygotowała wcześniej, ale idąc do solenizantki, wstąpiła jeszcze po bukiet kwiatów.
W kwiaciarni, do której weszła, był tylko jeden młody mężczyzna. Wybierał kwiaty. Sprzedawczyni, miła dziewczyna, proponowała mu różne warianty, patrząc na niego z wyraźnym zainteresowaniem. Elżbieta też na niego spojrzała i zrozumiała zachwyt kwiaciarki. Chłopak był wyjątkowo przystojny.
Z taką urodą powinien grać w filmach pomyślała wtedy Ela. Może i jest aktorem? Ależ piękny.
Tymczasem młody mężczyzna też ją zauważył i zwrócił się do niej:
Dziewczyno, który bukiet bardziej ci się podoba? Ten z czerwonymi różami, czy ten z piwoniami?
Ela zmieszała się. Nie spodziewała się, że ten przystojniak do niej zagada, ale mimo to odpowiedziała:
Wybrałabym piwonie, chociaż większość dziewczyn woli róże.
A twojej dziewczynie jakie się podobają? spytała sprzedawczyni.
Mojej dziewczynie? powtórzył chłopak. Nie, nie kupuję kwiatów dla dziewczyny, w ogóle nie znam tej, dla której mam je kupić.
Jak to? zdziwiła się sprzedawczyni, wymieniając spojrzenie z Elżbietą.
Kolega idzie na urodziny swojej kuzynki i namówił mnie, żebym poszedł z nim wyjaśnił młody człowiek, widząc ich zdziwienie. Nie mogę przecież przyjść z pustymi rękami, więc kupuję kwiaty. Ale jest tyle opcji, że się pogubiłem.
Jeśli weźmiesz róże, na pewno nie pomylisz się, wszystkie dziewczyny je lubią powiedziała Elżbieta.
A ty też? zapytał nagle chłopak.
Ela poczuła, że się rumieni. Spuściła wzrok i odparła:
Ja najbardziej lubię polne kwiaty, ale róże też. Chyba wszyscy je lubią.
Ciekawe powiedział ja też lubię polne kwiaty. Moja mama zawsze, gdy jedzie na działkę, przywozi bukiecik. Mamy tam niedaleko łąkę, na której rośnie wszystko. W tych kwiatach jest jakaś szczególna uroda. Z pozoru niepozorne, ale jeśli się przyjrzeć, widać, jakie są cudowne.
Młody mężczyzna kupił bukiet róż i wyszedł z kwiaciarni, uśmiechając się do Elżbiety.
Jaki przystojny, prawda? powiedziała sprzedawczyni. Sam uśmiech jest wart zachodu! Wygląda jak aktor.
Też mi się tak wydawało przyznała Ela.
Kupiła niewielki bukiet chryzantem i pożegnawszy się z kwiaciarką, ruszyła do Weroniki.
Jakież było jej zdziwienie, gdy na przyjęciu u przyjaciółki zobaczyła tego uśmiechniętego przystojniaka z kwiaciarni. Okazało się, że nazywa się Tadeusz i przyszedł w towarzystwie kolegi Jacka, kuzyna solenizantki.
Tadeusz też był zaskoczony, widząc dziewczynę, z którą przed chwilą radził się co do wyboru kwiatów. Co chwilę na nią spoglądał i uśmiechał się. Ela też nieśmiało odwzajemniała uśmiechy i odwracała wzrok. W pewnym momencie chłopak przysiadł się do niej i zaczęli rozmawiać.
O czym wtedy rozmawiali, teraz, po tylu latach, Elżbieta już nie pamiętała. Tadeusz o coś pytał, ona odpowiadała, on coś opowiadał, a ona słuchała
I nie rozumiała, po co on tu siedzi, po co się do niej uśmiecha i poświę



