No to leć stąd, nigdy cię nie kochałem! zawołał Mikołaj, podążając za swoją młodą żoną, która wychodziła z mieszkania z maleńkim synkiem.
W końcu miałeś odwagę przyznać się do tego. Chociaż i tak sam to świetnie rozumiałem, nie musiałem tego mówić odparła Jadwiga.
Jadwiga spojrzała na mężczyznę, który rozluźniony siedział w fotelu i trzymał w dłoni butelkę. W tym momencie wyraźnie pojęła, jaki właściwy krok ma teraz podjąć. Gdyby w jej sercu pozostały choćby najdrobniejsze wątpliwości, zniknęły one natychmiast. Spojrzała na małego Sławka, uśmiechnęła się do niego i pewnym krokiem ruszyła w stronę drzwi wejściowych.
Wtedy Jadwiga nie wiedziała jeszcze, dokąd poprowadzą ją te drzwi. Nie można powiedzieć, że życie po odejściu od męża było szczególnie szczęśliwe. Wynajmowane mieszkania, niekończące się drobne zajęcia, mały syn w ramionach i brak pomocy z zewnątrz. Matka zmarła, ojca widziała tylko w dzieciństwie i nie wiedziała nic o jego losie. Nie zamierzała tego rozgryzać.
Gdyby chciał, znalazłby sposób, by spotkać się z córką; a jeśli nie rozmawiał, to po prostu nie chciał rozmyślała Jadwiga.
Ale opowieść nie o nim, lecz o samej Jadwidze.
Mikołaj i Jadwiga poznali się na dyskotece w Krakowie. Przystojny chłopak, elegancko ubrany, rzucał komplementy, choć nieco zarozumiały. Jadwiga nie zwróciła wtedy uwagi na tę wadę, co później okazało się niepotrzebne.
Mikołaj dorastał bez ojca, ale miał wystarczająco opiekunów babcię, matkę i ciotkę. Wszystko kręciło się wokół niego i dla niego. Tak było od dzieciństwa, przez młodość, aż po małżeństwo z Jadwidą i wprowadzenie jej do swojego mieszkania. Nic się nie zmieniło wciąż wszystko obracało się wokół niego, a on rozkoszował się tym.
Życie rodzinne rozpadło się bardzo szybko. Dlaczego? Bo Jadwiga nie chciała stać się kolejną nianią. Żyli rok przed narodzinami dziecka i dwa lata po. W końcu nie wytrzymała, spakowała rzeczy i odeszła.
Od ostatniego spotkania w dniu rozwodu minęło dwadzieścia lat. Syn, Sławek, już wyrośnie, zdobędzie wyższe wykształcenie. Ojciec nigdy nie szukał kontaktu z synem, nie interesował się jego losem, a Jadwiga nie nalegała. Syn wychowywała sama.
Pewnego poranka Jadwiga, jak zwykle, szła do pracy. Nastroje nie były najlepsze lato już minęło, a złote liście ustąpiły miejsca szarym chodom jesieni, które powoli przechodziły w zimę. Pierwszy śnieg padał rano, nie spiesząc się z topnieniem, skrzypiał pod butami. Jadwiga szła powoli, nie pośpiesznie. Kiedyś biegła od pracy do pracy, a teraz jej życie ułożyło się, wszystko znalazło swoje miejsce.
Syn nie tylko uczył się, ale i dorabiał. Jadwiga od dawna była szefową działu i otrzymywała przyzwoite wynagrodzenie w złotych.
Grażyno, po co ta pośpiech? Jeszcze wcześnie zawołała, widząc młodą podwładną.
Ojej, Pani Anno, dzień dobry dziewczyna przywitała się nieśmiało i odwróciła wzrok.
Grażyna zauważyła, że wyciera łzy z policzka, a pod oczami widać niebieską plamę zakrytą tanim korektorem.
Grażyno, co znowu? Dlaczego nie lubisz siebie i wciąż trwasz w tym?
Pani Anno, nie wiem dziewczyna rozpłakała się, bo dalsze ukrywanie łez stało się bez sensu, a szefowa wszystko już rozumiała.
Jadwiga spojrzała na podwładną i przywołała własne wspomnienia.
Grażyno, spójrz na ławkę powiedziała i wskazała na ławeczkę mocno posypaną śniegiem.
Dokąd? nie zrozumiała dziewczyna, rozglądając się, zapominając o łzach i małym Sławku.
Zobacz, siedzą wróbelki, wyglądają na zmrożone, zimno im. Lato jest dla nich lepsze, jedzenia łatwiej znajdą.
I co? nie pojęła.
Za trzycztery miesiące przyjdzie wiosna i znów będą śpiewać, radować się słońcem wyjaśniła Jadwiga.
Tak zgodziła się Grażyna.
To samo czeka i ciebie. Przetrwaj ciężkie chwile, ale nie siedź bezczynnie. Musisz wziąć się w garść, naprawdę chcieć zmiany, znaleźć w sobie siłę, rozumiesz?
Grażyna przyjrzała się szefowej i odparła:
Pani jest taka silna, zadbana i piękna. A ja
Nie, proszę! Jesteś piękna i mądra, widać to. Zrobisz to, co trzeba, nie bój się.
Grażyna spojrzała jeszcze raz:
Zróbmy tak: najpierw pójdziemy do pracy, a wieczorem przemyślimy, co zrobić w twojej sytuacji.
Idźmy
Dzień w biurze minął szybko. Wieczorem Jadwiga podeszła do Grażyny.
Jak się czujesz?
Tak sobie Szczerze mówiąc, nie chcę już wracać do domu.
Nie chodź więc. Zabierz córkę z przedszkola i przyjedź do mnie. Przespimy razem, a potem zobaczymy, co dalej. Rano jest mądrzejsze niż wieczór.
To niewygodne
Nie ma sprawy. Idziemy po Katię do przedszkola, a potem do mnie. Wczoraj upiekłam sernik ze truskawkami, popijemy herbatę.
Synemu dam rozkładaną sofę w kuchni, a wy spędzicie noc w jego pokoju. Ma rozkładaną kanapę.
Grażyna zgodziła się. To był jej pierwszy spokojny wieczór od dawna. Jadwiga zauważyła, że Grażyna stała się mniej niezdarna.
Następnego ranka pomogła jej wynająć mieszkanie i przeprowadzić się. I w Grażynie, jak kiedyś w samej Jadwidze, zaczęło się nowe życie.
Trzy miesiące później Grażyna poprosiła Jadwię o opiekę nad córką, bo miał miejsce termin rozprawy rozwodowej. Rozwód został zakończony, mąż zobowiązany do alimentów. Dziewczyna była szczęśliwa najgorszy okres w jej życiu wreszcie się skończył.
W piątek w pracy Grażyna podeszła do Jadwigi:
Jadwigo, przyjdź w sobotę na herbatę, udekorowaliśmy już choinkę.
Dobrze, przyjdę.
Następnego dnia Jadwiga, jak obiecała, pojechała w gości. Po drodze wpadła do sklepu po paczkę ciastek i czekoladkę dla małej Kasi.
Jadwigo, jestem wam bardzo wdzięczna. Dosłownie uratowała mi życie podziękowała Grażyna.
Nie ja, pani, to pani sama chciała zmiany, a one nadeszły. Ja kiedyś byłam taka, jak pani.
Jadwiga opowiedziała Grażynie swoją historię. Dziewczyna słuchała uważnie, a jej los wydawał się niesamowicie niezwykły. W biurze patrzyli na zadbaną i zadowoloną Jadwię i zawsze myśleli, jakiego szczęścia ma. Pod jej pięknem i dobrocią krył się ogromny ból, który musiała przeżyć.
Jadwiga pokazała jej album ze zdjęciami. Nawet mała Kasia na chwilę odłożyła lalki i przyglądała się zdjęciom razem z dorosłymi. Jadwiga opowiadała, gdzie wypoczywały z synem, dokąd jeździli, mnóstwo ciekawych historii, a Grażyna z córką słuchały z uwagą.
A czy wy wciąż nie wyszliście za mąż? spytała Grażyna szefową, trochę się zawstydzając.
Nie, Grażyno. Z mężczyznami nie układało mi się najlepiej, ale jestem pewna, że znajdziesz swoje prawdziwe szczęście!
Dziękuję bardzo. Również życzę, by spotkała pani prawdziwą miłość. odparła Grażyna i przytuliła przełożoną.
Pożegnali się serdecznie. Mała Kasia wybiegła do przedpokoju.
Ciociu Jadwigo, wrócisz jeszcze?
Oczywiście, przyjdę, jak tylko zaprosisz! odpowiedziała Jadwiga, obejmując dziewczynkę.
Do widzenia.
Do widzenia, do poniedziałku odparła Jadwiga i ruszyła do klatki.
Na ulicy rozpętała się przednoworoczna burza śnieżna. Jadwiga szła po zaśnieżonym chodniku, mijając pięknie przystrojone witryny.
Proszę, chwilę poczekać! za jej plecami rozległ się nieznajomy głos mężczyzny.
Jadwiga nie odwróciła się od razu, myśląc, że to nie jej.
Proszę, poczekaj! krzyknął ponownie ten sam głos.
Zatrzymała się i odwróciła. Ku jej zdziwieniu podbiegł mężczyzna średniego wieku.
Po co tak uciekasz przede mną? spytał, odchodząc.
Czego chcesz? zapytała Jadwiga.
Zgubiłaś rękawiczki, zauważyłem je, kiedy wychodziłam z sklepu podał jej rękawiczki.
Och, naprawdę. Dziękuję bardzo!
Nazywam się Edward! wykrzyknął nieznajomy.
A ja Jadwiga! odparła tonem wesołym.
Ciekawe imię! Może odprowadzę cię?
Nie, nie mam daleko do domu.
Nie odmawiaj. Ta burza
Dobrze.
Edward okazał się miłym rozmówcą. Pojechali razem, rozmawiając wesoło. Samochód zatrzymał się przy przejściu, by przepuścić przechodzącego wysokiego, szczupłego mężczyznę, który wyglądał na niezbyt trzeźwego. Spojrzał na światła i nagle jego twarz rozświetliła się Jadwiga nagle rozpoznała w nim dawnego męża. Odwrócił się i odszedł dalej.
Jadwigo, gdzie spędzisz Sylwestra? zapytał Edward.
Jeszcze nie wiem odpowiedziała.
Może spotkamy się razem? Zapraszam do restauracji, zapewniam, że będzie wesoło.
Jadwiga uśmiechnęła się.
Zgoda, nie zawiodę cię.
Dobrze, czemu nie? odparł uśmiechnięty Edward.
Dlaczego miałaby odmawiać? Zasłużyła na szczęście. Kto wie, może w noc sylwestrową spotka prawdziwą miłość, a przypadkowe spotkanie odmieni jej los. Kto wie



