A Ty byłeś moim ulubieńcem…

W tamtych czasach, gdy jeszcze lubiłaś mnie…

Krystyna wyszła z biura i podeszła do samochodu zaparkowanego na placu przed blokiem. Maska i przednia szyba były pokryte cienką warstwą śniegu. Wsiadła, od razu włączając ogrzewanie, by rozgrzać zmarznięte wnętrze. Potem wycieraczkami zmiotła śnieżny pył z szyby.

Ruszyła, włączając się do ruchu ulicznego, ale samochody ledwo się sunęły, ciągle stając na światłach i w korkach. Wydawało się, że wszystkie pojazdy w mieście zebrały się w jednym miejscu. Gdy mijała centrum handlowe, postanowiła skręcić, przeczekać godzinę szczytu w sklepie i rozejrzeć się za prezentami świątecznymi.

Jednak i na parkingu samochody stały ściśnięte jak sardynki, ani jednego wolnego miejsca. Krystyna już żałowała decyzji – lepiej byłoby tkwić w korku, choć wolniej, ale przynajmniej z postępem. Widocznie nie tylko ona wpadła na ten pomysł.

Nagle w lusterku zabłysły reflektory – suv wycofywał się, jakby ustępując jej miejsce.

W centrum panował tłok, gorąco i gwar. Krystyna rozpięła płaszcz, opuściła szalik z szyi i ruszyła między półkami. Migoczące lampki, kolorowe bombki i tłum ludzi aż raziły w oczy. Włożyła do koszyka kilka błyszczących ozdób, parę srebrnych reniferów na choinkę, ręczniki z Mikołajem w ozdobnym opakowaniu, zestaw kieliszków do szampana z życzeniami szczęścia…

W domu zastanowi się, co komu wręczyć. Dla mamy i męża wybierze coś bardziej wartościowego, ale znajomym wystarczą te drobiazgi. Stanęła w kolejce do kasy, zmęczona hałasem i tłokiem. Szkoda, że wpadła tu w piątkowy wieczór – jutro rano byłoby spokojniej.

Wreszcie przyszła jej kolej. Przy kasie z przerażeniem zdała sobie sprawę, że nabrała za dużo. No cóż, może się przyda.

Odeszła od kasy, poprawiła płaszcz i z ciężką torbą ruszyła do wyjścia, uważając, by nikt nie uderzył w zakupy.

– Krystyna!

Nie od razu zareagowała, kontynuując drogę.

– Nowak!
Dopiero usłyszawszy swoje panieńskie nazwisko, zatrzymała się. Ludzie przepychający się obok potrącali ją, więc odsunęła się na bok, rozglądając za znajomym.

– Cześć, Krystyna – usłyszała tuż obok.

Odwróciła głowę i ujrzała brodatego mężczyznę w zniszczonej czapce naciągniętej na same brwi. Uśmiechał się, ukazując brak jednego przedniego zęba. Ubrany był byle jak, kompleksowo zaniedbany. Już żałowała, że się zatrzymała. Ten włóczęga nie mógł być kimś, kogo znała.

– Nie poznajesz? – zapytał. – A ja cię od razu zauważyłem. Wyglądasz jak milion dolarów – zaśmiał się chrapliwie.

Coś w jego głosie wydało jej się znajome, ale nie potrafiła go przypomnieć.

– Chodziliśmy do jednej klasy – podpowiedział.

– Mariusz?! – wykrzyknęła, zaskoczona. Chciała zapytać, co go doprowadziło do takiego stanu, ale się zawahała.

– Tak właśnie – odparł, znów pokazując szczerbę. – Zmieniłem się?

– Trochę – skinęła głową. – Co się z tobą stało? – i tak w końcu spytała.

– Długa historia. Może usiądziemy gdzieś? Tu jest kawiarnia. – Patrzył na nią z nadzieją.

Nie mogła przywyknąć do jego wyglądu. Jak mogła go nie poznać? Pewnie przez tę brodę i głupią czapkę. To przecież Mariusz, w którym była zakochana w szkole, przez którego wylała morze łez. Teraz wstydziła się stać z nim na widoku.

– Przepraszam, muszę iść – powiedziała, odwracając wzrok, jakby szukając pomocy u przechodniów. Ale nikt nie zwracał na nich uwagi.

Mariusz czekał, wciąż pełen nadziei.

– No dobrze, ale krótko – zgodziła się w końcu, bardziej z ciekawości niż z chęci rozmowy.

On jednak się ucieszył i niemal podskakując, poprowadził ją do kawiarni.

– Chodź. Tyle lat minęło. Kto wie, kiedy znów się zobaczymy.

Krystyna nerwowo zerkała na ludzi, by przypadkiem nie natknąć się na znajomych. Mariusz co chwila wyprzedzał ją, zaglądając w twarz i coś mamrocząc.

W kawiarni większość stolików była zajęta.

– Tam w kącie wolne – wskazał.

*„Przynajmniej będzie ciemno, nikt nie zauważy”* – pomyślała, pragnąc jak najszybciej zniknąć z oczu.

Zanim zdążyli usiąść, podszedł kelner, kładąc przed nimi menu. Mariusz od razu je otworzył, wpatrując się w zdjęcia. Krystyna zauważyła, jak przełknął ślinę. Spojrzał na nią pytająco – ona nawet nie dotknęła karty dań.

– Tylko kawa – powiedziała.

Kelner wrócił po chwili.

– Gotowi zamówić? – zwrócił się do Krystyny, ignorując jej towarzystwo. *„Co taka kobieta robi z takim typem?”* – mówił jego wzrok.

– Kawa z cytryną… – spojrzała na Mariusza.

Ten szybko wymienił kilka dań. Kelner spojrzał na Krystynę pytająco. Zamknęła oczy, dając znak, że zgadza się na wszystko.

– Tutaj dobra kawa – powiedział Mariusz. – Często tu jadam.

– Pracujesz tu?

Skinął głową. Wstyd było widoczny. Pewnie nie jako dyrektor, nawet nie sprzedawca, raczej sprzątacz albo magazynier. Nie pytała dalej.

– Zostałaś lekarzem, jak marzyłaś? – zapytał.

– Pamiętasz? – zdziwiła się. – Tak, endokrynologiem.

Znowu skinął, jakby nigdy nie wątpił w jej możliwości.

– Prezenty dla męża i dzieci kupiłaś? – rzucił okiem na torbę.

– Co? – Spojrzała na zakupy.

– A ty, żonaty jesteś? – spytała, unikając odpowiedzi.

– Byłem. Z Jadwigą. Pamiętasz ją? Okazała się suką. To przez nią skończyłem tak… – poprawił się – w tym stanie.

– Głupi byłem, a ona nie dawała mi spokoju. Wszystko potoczyło się tak szybko, że zanim się obejrzałem, byliśmy w Urzędzie Stanu Cywilnego. A ty mi się podobałaś – dodał cicho.

*„I ty mi”* – pomyślała w duchu.

Kelner przyniósł zamówienie: kawę dla niej, dwieKilka lat później Krystyna, przejeżdżając przez miasto, przypadkiem zobaczyła ogłoszenie o nowym warsztacie samochodowym – na szyldzie widniało nazwisko “Mariusz Nowak”, a przez otwarte drzwi garażu dostrzegła jego uśmiechniętą twarz, gdy pomagał klientowi, i wtedy zrozumiała, że każdy, nawet po najgłębszym upadku, może znaleźć w sobie siłę, by się podnieść.

Rate article
Fajna Tajna
A Ty byłeś moim ulubieńcem…