A wiesz co, muszę Ci opowiedzieć, co się ostatnio u mnie wydarzyło.
Basieńka, my do Ciebie w odwiedziny się wybieramy! Już nawet bilety kupiliśmy! tak się właśnie zaczęła rozmowa z moją, jak się okazało, bardzo-daleko spokrewnioną ciotką. Tak daleko, że na początku w ogóle nie mogłam sobie przypomnieć, kto ona!
Zatkało mnie totalnie, wpatruję się w telefon i próbuję sobie przypomnieć, kim jest, czemu dzwoni i po co jej moje dane.
Halo, a kto mówi? Jacy goście?
Basieńka zachichotał kobiecy głos no jak to, przecież to ja, twoja ciocia Elżbieta!
No nijak nie mogłam jej skojarzyć, ale z grzeczności dopytuję:
A w jakiej sprawie dzwonisz?
Bo chcemy Cię odwiedzić! Ty przecież nad morzem mieszkasz, nie? Jesteśmy tylko na dwa dni wiesz, mojemu synowi Jędrkowi lekarz kazał na morski klimat
Po krótkiej rozmowie wyszło, że Jędrek, syn cioci Elżbiety, niby to potrzebuje zdrowotnego powietrza i dostali zalecenie lekarza, że nad Bałtyk najlepiej. Przynajmniej tak mówiła ciocia. Zapewniała, że nie będzie kłopotu, będą sprzątać i pomagać. Ostatecznie się zgodziłam, choć miałam złe przeczucia.
Dzięki, Basieńko! usłyszałam jeszcze wesoły pisk i zanim zdążyłam się pozbierać, już się rozłączyła.
Patrzę na mojego dwunastoletniego syna, Kacpra.
Co się dzieje, mamo? Ktoś znów się wprasza?
Jakaś ciocia Elżbieta wzruszyłam ramionami.
Zadzwoń do babci, zapytaj, kim ona w ogóle jest! Kacper już po kilku dziwnych wizytach był nastawiony sceptycznie zwłaszcza że goście często co innego obiecywali, a co innego robili.
Ostatnio wszystkim odmawiałam, ale tu sprawa dziecka więc pomyślałam, że dobra, niech będzie. Przecież to tylko dwa dni.
Słuchaj, kupiłam ten domek w Rewalu przy samej plaży, trzy lata temu po rozwodzie. Przyjechaliśmy tu z Kacprem i nagle okazało się, że mam całą armię kuzynów, ciotek i pociotków, o których istnieniu wcześniej nie miałam pojęcia.
Na początku się cieszyłam fajnie, że odwiedzają, ale szybko wyszło, że ci rodzinni głównie przyjeżdżają na gotowe i nawet swojego talerza nie ruszą, tylko czekają na obsługę. Jeszcze potrafili wydawać mi polecenia, na przykład że mam sprzątać albo gotować, bo to mój dom.
Ale szybko się przejechałam powiedziałam sobie dosyć, to nie hotel. Jeszcze zdarzały się miłe wyjątki, ale naprawdę rzadko.
No i przypomniałam sobie radę Kacpra dzwonię do mamy, która nadal mieszka w Poznaniu, chociaż bywa u nas latem.
Cześć, Basieńka odbiera mama.
Hej, mamo, co tam u ciebie?
Pogadałyśmy chwilę o bieżących sprawach i delikatnie przeszłam do tematu o cioci Elżbiecie i Jędrku.
Wiesz, nic mi to nie mówi mama była wyraźnie zaskoczona. Może to od strony twojego ojca? Zapytałabym go, ale coś czuję, że też nie będzie wiedział.
Krótko mówiąc, nic się nie wyjaśniło, więc musiałam czekać na wizytę tych krewnych.
Przyjechali po dwóch dniach, jak obiecali. Elżbieta kobieta w słusznym rozmiarze z przebiegłymi oczami, a jej syn Jędrek okazał się nie dzieciakiem, tylko rosłym piętnastolatkiem. Tak się później dowiedziałam, żadne leczenie nie było zalecane, Elżbiecie po prostu chciało się za darmo wakacji. Nic nowego!
A czemu nas na dworcu nie przywitałaś? to były pierwsze jej słowa. Nawet mój tata nie przypomniał sobie tej kobiety.
Mama nie jest taksówką odburknął Kacper.
Elżbieta udała, że nie słyszy, rzuciła tylko groźne spojrzenie.
Basia, gdzie możemy zostawić rzeczy? Gdzie są nasze pokoje?
Macie jedną sypialnię. Nie mam tyle pokoi, by każdemu dawać osobny odpowiedziałam stanowczo.
Naprawdę? A mówiono nam, że masz wielki dom z widokiem na morze!
Ciekawe, kto wam tak powiedział. Jak wam nie pasuje, możecie pójść do pensjonatu. Nie mam ochoty na kłótnie.
Natychmiast zmieniła ton na przymilny:
Oj Basieńko, czemu od razu tak ostro? Wiesz, zmęczona podróżą jestem, chodźmy już do środka, kochana kuzynko!
Weszliśmy do domu, Elżbieta pierwsza, za nią Jędrek targał torby, a Kacper tylko spojrzał na mnie:
Mamo, pożałujesz, zobaczysz
Spokojnie, tylko dwa dni próbowałam uspokoić i jego, i siebie.
Na szczęście reszta dnia minęła nawet spokojnie; ciotka i syn szybko poszli spać, w międzyczasie tylko pomarudzili, że są przyzwyczajeni spać osobno. Miałam jeszcze dwa pokoje wolne, ale tam trwał remont. Proponowałam im rozkładane łóżko na dole, nie chcieli ich sprawa.
Noc spokojna, ale rano obudził mnie straszny rumor. Spojrzałam na zegarek była dopiero szósta. Ja jestem typową nocną sową i bardzo tego nie lubię, gdy ktoś wcześnie rano robi zamieszanie. Kacper wie i zawsze był cicho, wychodził nawet do kolegów, tylko zostawiał mi kartkę, gdzie go szukać.
Co tu się dzieje? zapytałam, ziewając, wychodząc do salonu.
Nic się nie dzieje, Basieńka. Elżbieta rozrzucała ubrania po całym salonie. Nie mogę znaleźć kostiumu kąpielowego!
Naprawdę nie można tego robić w swoim pokoju? I trochę ciszej?
Tam za mało miejsca! Zresztą, cicho jestem.
Rumor dochodził ze dworu Jędrek walił jakimś kijkiem w metalowe wiadro. Tak czekał na matkę, a ta się nie spieszyła.
Powiedz mu, żeby przestał hałasować, bo sąsiedzi mnie zamordują rzuciłam Elżbiecie.
Niemrawo coś warknęła i wrzasnęła na syna. Na szczęście przeniósł się pod drzewko.
Już wiedziałam, że nie pośpię, idę więc do kuchni.
Gdzie leziesz?
Kawa. rzuciłam.
O, kawa to dobry pomysł! Ja poproszę dużą z mlekiem, trzy cukry!
Zatrzymałam się i spojrzałam na nią.
Elżbieta, nie wiem nawet, jakie masz drugie imię, ale to jest mój dom. Od rana narzekasz, robisz hałas, a teraz rozkazujesz mi zrobić kawę?
Przecież to już nie taka wczesna godzina wzruszyła ramionami. Elżbieta Stanisławówna, jakby co. No, kawa?
Tu zasada jest prosta samoobsługa!
Byłam już zirytowana i próbowałam się uspokoić przy mojej kawie. Wszedł Kacper, tylko mnie poklepał i westchnął:
Mówiłem Ci mamo. Po nich widać, że roszczeniowi. Jeszcze możesz ich pożegnać!
Jeszcze tylko dzień. Przetrwamy
Ten dzień się dopiero zaczął! Nawet mnie obudzili.
Do kuchni wparowała Elżbieta, niezadowolona.
Kawy nie zrobiłaś?
Mama nie musi Ci robić kawy, sami sobie zróbcie! odezwał się Kacper.
Basia, nie uczyłaś syna, żeby nie wtrącał się, jak starsi rozmawiają?
Niech się Pani do mojego syna nie odzywa! już mnie zdenerwowała.
Nie jestem dzieckiem prychnął Kacper.
Elżbieta w milczeniu sama sobie zrobiła kawę, po czym z rozbrajającym uśmiechem pyta:
Basiu, może pokażesz nam, gdzie na plażę? Zaprowadzisz?
Idziecie prosto ścieżką, morze zobaczycie od razu, proste.
Zeszła na ty, więc ja już też się nie szczypałam.
A Ty nie idziesz?
Kacper spojrzał na mnie z błaganiem w oczach nie miał ochoty iść z nimi na plażę.
My pójdziemy dopiero po południu, więc idźcie sami.
A co dziś na obiad?
Gotuję tylko dla siebie i Kacpra i dla gości, jeśli wynoszą się na zakupy lub dokładają na jedzenie. Nie jestem milionerką, żeby wszystkich stawiać. Więc mówię:
My z Kacprem jemy u siebie, Wy możecie zjeść w barze obok.
Ale proszę, ugotuj dla nas, nie znoszę stołówek Elżbieta błagalnie patrzyła mi w oczy.
Mogę, ale za określoną stawkę. Sama ledwo wiążę koniec z końcem mówię szczerze.
Usłyszałam tylko burknięcie i obrażone podniesione czoło.
To już lepiej do stołówki, tam przynajmniej smacznie!
Kacper tylko wzruszył ramionami.
I tak, w wiecznych przepychankach i nerwach zleciały te dwa dni. Tylko że pod koniec drugiego dnia okazało się, że Elżbieta ani myśli wracać do siebie. Mówię jej, że czas się zbierać przypominam, że umawiałyśmy się na dwa dni, a ona z ironią:
Basieńka, no proszę Cię! Wyganiasz własną rodzinę? Przecież mamy urlop na tydzień! Co Ci zależy, pomieszkamy jeszcze…
No bardzo mi zależało. Byłam wykończona ich obecnością już po tym krótkim czasie, a do tego okazało się, że Jędrek cały czas robi jakieś drobne złośliwości Kacprowi (np. podrzucał mu śmieci do pokoju czy hałasował na podwórku). Sąsiedzi już zwrócili mi uwagę.
Bardzo mi zależy. To mój dom i wkrótce przyjadą moi znajomi, więc proszę, żebyście jutro rano się wyprowadzili. Umawialiśmy się na dwa dni i tyle było.
Mówiłam spokojnie i stanowczo. Elżbieta aż się zagotowała, oczy wytrzeszczyła, niemal w histerii:
Jak Ty możesz! Rodzinę na ulicę wyganiać! Gdzie my pójdziemy, do PKP?
Jędrek stał niepewnie, cały zakłopotany.
Cóż, nikt z mojej rodziny was nie pamięta. Macie czas do rana! Jeżeli coś zginie albo zniszczycie, wzywam policję.
Po tym wyszłam z ich pokoju i, serio, poczułam ulgę. Rano Elżbieta z Jędrkiem się spakowali, narzekając i złorzecząc, ale wynieśli się. A ja przysięgłam sobie: żadnych dalekich kuzynów w moim domu. Nawet na dwa dni!



