Kasia, co to jest? Wyrzuciłaś ogórki mojej mamy?
No pewnie, Wacek westchnęła Katarzyna. Już dawno zaczęły fermentować… Są miękkie, nie da się ich zjeść.
Ależ nic wielkiego się nie stało. Gdybyś wyrzuciła tylko te z wierzchu, całą resztę można było przepłukać i gotowe. Wiesz, z mamą jedliśmy ogórki nawet z wydętych słoików i żyjemy. Te tylko trochę postały. Nie wolno tak marnować jedzenia, Kasiu, przecież to kosztuje pieniądze!
Wacław z wysoko uniesioną brodą i karcącym wzrokiem przeszedł obok żony, mamrocząc coś pod nosem.
Kasia westchnęła. Kiedyś wydawało jej się to urocze. Mimowolnie znów przypomniała sobie ich pierwsze randki…
…Po alejce w parku, z szerokim uśmiechem, szedł wysoki chłopak w białej koszuli. W ręce trzymał bukiet kwiatów. Polnych. Takich, jakie Kasia lubiła najbardziej.
Wacek! zdziwiła się dziewczyna. Naprawdę sam zbierałeś?
Tak skinął chłopak. Cóż z tych róż? Oklepane, do tego drogie. Lepiej pójdziemy na karuzele, zabawimy się.
Kasia uśmiechnęła się, idąc za nim…
Katarzyna z teraźniejszości potrząsnęła głową i wsłuchała się: Wacław naprawdę myje ogórki. Już dawno przestała się dziwić. Kiedyś myślała, że nie chodzą do kawiarni, bo Wacek lubi spacery, a nie z powodu braku chęci wydawania. Że na diabelski młyn nie poszli z uwagi na ceny, tylko by o nią zadbać, żeby nie roztrzęsło.
Ale dziś, po latach, ślubie i dwójce dzieci, Katarzyna już wszystko rozumie. Zostało jej tylko się pogodzić lub zbuntować. Wybrała milczenie.
Katarzyna weszła do kuchni i zaczęła nakładać jedzenie dzieciom i sobie z Wacławem. Kasza gryczana, kotlety, sałata zawsze skromnie, bez udziwnień.
Wacek, co robisz? zapytała ze zmęczeniem w głosie. Jej mąż kroił kotlety na talerzach dzieci.
Mają tylko pięć lat, połowa kotleta im wystarczy.
Wacław ze śmiertelną powagą przeciął kotlet na talerzu, z drugiego zabrał cały i wrzucił z powrotem na patelnię.
Przesadzasz już.
Naprawdę?
Tak, Wacek.
I dobrze rzekł i zaczął kroić kotlet Katarzyny. To wołowina, droga. Dlaczego tak patrzysz? Poza tym za dużo mięsa jest niezdrowe, szczególnie smażone. Następnym razem rób na parze, bo przy smażeniu przyklejają się resztki do patelni. No i olej drogi, podrożał ostatnio.
Dzieci nie lubią z pary.
Polubią. To zdrowsze uciął Wacław, kończąc krojenie i wychodząc z kuchni. Katarzyna spojrzała na talerze z pociętymi kotletami i poczuła, że jej cierpliwość nie jest nieskończona…
…Pod koniec tygodnia wróciła Jadwiga teściowa. Przy niej Wacław był wręcz wzorem hojności.
Kasiu, kochanie, popatrz, przywiozłam dzieciom nowe rzeczy! Macie szczęście z babcią, nigdy nie przychodzę z pustymi rękami!
Katarzyna, która dopiero co wróciła z pracy, westchnęła, przeklęła w myślach i poszła przywitać teściową.
Jadwiga podała jej torbę.
Jadwigo, to rzeczy dla dziewczynki zajrzała do środka Kasia. My z Wackiem mamy chłopców.
Oj, co za różnica machnęła ręką teściowa i wyjęła różową koszulkę z kotkiem. No, różowy kotek, i co? Leszkowi się podobają koty. Poza tym dzieci są małe, kolor nie ma znaczenia różowy, czerwony, niebieski…
Dobrze, Jadwigo, dziękuję, porozmawiam z chłopcami, później wszystko przejrzymy…
Uśmiechnęła się do teściowej i odłożyła torbę. Później ją wyrzuci. Rzeczy były dla dziewczynek i tak zniszczone, że wstyd byłoby wyjść w nich na ogródek.
Wacek, kiedy w końcu się wyprowadzimy? Nie mam już siły żyć z twoją mamą powiedziała cicho Katarzyna za zamkniętymi drzwiami.
Co za pytanie? Jak uzbieramy na mieszkanie.
Wacek, weźmy kredyt hipoteczny, bo w innym razie będziemy odkładać do starości.
Już o tym gadaliśmy. Kredyt to niewola. Ile się przepłaci! Z mamą mieszkać praktycznie. Gotuje, sprząta, robi przetwory na zimę
Świadom jesteś, co mówisz? zawołała Katarzyna, po czym ściszyła głos. Dzieci śpią z twoją matką w jednym pokoju! Dobrze, mają pięć lat. A co jak podrosną? Co będą robić? My nawet sekundy prywatności nie mamy, bo nie można założyć zamków Jadwiga zabrania, bo to niepraktyczne!
Uspokój się i zgaś światło. Na koniec miesiąca przyjdzie rachunek, padniemy z wrażenia.
Katarzyna jęknęła i wtuliła twarz w poduszkę. Miała dosyć.
…
Awantura wybuchła następnego dnia. Wacław nie pozwolił dzieciom oglądać Dobranocki. Uzasadnił to tym, że to fanaberia i za dużo prądu To przelało czarę goryczy Kasi.
Dość! zapłakana Katarzyna chwyciła walizkę i wolną ręką popchnęła synów ku wyjściu. Zabieram dzieci! Jedziemy do mojej mamy, tam będą mieli własny pokój.
Leszek, Szymon, chodźcie!
K.. Kasiu dokąd idziesz? zamarł Wacław. A nasza rodzina? Co z nami? Myślałem, że jesteśmy szczęśliwi, nigdy nie narzekałaś
Sześć lat wytrzymałam. Ciebie i twoją mamę. Kupujemy szampony w baniakach, najtańszy papier toaletowy. Zamiast zabawek dzieci mają twoje stare graty! Nie chcę tego. Chcę normalnego życia dla chłopców, będę wolała być rozrzutna niż taka jak wy.
Jadwiga teatralnie chwyciła się za serce i nie pozwoliła synowi ruszyć za żoną.
Oj, Wacuś, serce mnie boli Poczekaj, wróci. Z dziećmi wróci. Komu ona potrzebna z dwójką dzieci…
I Wacław wierzył, że żona do niego wróci.
…
Kasiu, co ty robisz? zapytała Lidia mama Katarzyny. Wyrzuć już tę torebkę i zaparz świeżą herbatę.
Katarzyna wyrwana z zamyślenia spojrzała na ręce. Z przyzwyczajenia parzyła trzecią herbatę z tej samej torebki.
Jak wy tam w ogóle żyliście? Mówiłam ci od dawna, że trzeba stamtąd uciekać. To nie życie, to przetrwanie. Chora sytuacja, patologiczna…
Tak przytaknęła Katarzyna i znieruchomiała przy otwartej lodówce. W środku był ser prawdziwy, nie topiony! Kiełbasa, mięso, jogurty Muszę schować cukierki, bo dzieci wszystkie zjedzą.
Niech jedzą. Po to je kupuję!
Lepiej schowaj. One nieprzyzwyczajone, że słodycze są w zasięgu, dostaną wysypki.
Lidia pokiwała głową i z troską pogłaskała córkę po ramieniu.
Nocą Katarzyna wstała do kuchni. Nie mogła zasnąć. Łóżko było za miękkie, nic nie skrzypiało. Tamto wspólne z Wacławem stare i niewygodne.
Podeszła do lodówki, otworzyła ją i przez chwilę z zachwytem wpatrywała się w jedzenie. Mąż zawsze kupował najtańsze mleko, jogurt praktycznie zakazany, zamiast niego kefir. Twaróg robiło się z kwaśnego mleka.
Kasia odkroiła pajdę chleba, nałożyła grubo kiełbasy i sera. Kanapka była tak wielka, że ledwo zmieściła się jej w ustach ale jakże pyszna Nikt nie patrzy nad głową, nie pilnuje grubości plasterka. Nikt nie mówi, że ser tylko raz dziennie do śniadania Sięgnęła po jogurt i napiła się prosto z butelki. Jakie to dobre!
Boże, jaka ja byłam głupia Jak dobrze nie skąpić…
Jak mogła wytrzymać prawie sześć lat? Jak żyła według jego zasad? Nie jadła, na co miała ochotę. Nie zrobiła w domu remontu. Nosiła rzeczy po teściowej, jedne buty przez pięć lat. Jak?
…
Kilka tygodni później zadzwonił dzwonek do drzwi. Katarzyna dopiero co wstała, był weekend. Mama zabrała chłopców do parku, pozwoliła jej pospać dłużej.
Kto tam? Wacek?! Co tu robisz?
Na progu stał mąż.
Kasia, wróć. My z mamą nie będziemy tak oszczędzać. Wiem, rozrzutność to grzech, ale będę cię więcej słuchał i Kocham cię, Kasiu. Wróć, mamy przecież dzieci
Nie! Nie! I jeszcze raz nie! Nie wrócę. Moje dzieci mają własny pokój, ja też. Oglądają bajki dłużej niż kwadrans, a ja nie pół godziny. Jedzą całe kotlety, sami biorą słodycze. I nie piorę już cholernych torebek. Wreszcie kupiłam sobie porządny szlafrok. Słyszysz? Chcę normalnego życia. To moje pieniądze, wydaję je, jak chcę. Koniec! O rozwodzie dowiesz się wkrótce!
Katarzyna zamknęła drzwi i się rozpłakała. Sama nie wiedziała, czemu płacze. Może żal jej samej siebie. Tak, teraz będzie musiała więcej pracować, żeby utrzymać chłopców, ale była gotowa. Na wszystko, byle nie wrócić do dawnego życia. To nie było jej życie.



