— Krzysiek, skręciłeś nie tam, gdzie trzeba — wykrzyknęła Ola. — Powinniśmy jechać dalej!
— Skręciłem dobrze — spokojnie odparł Krzysiek, wjeżdżając głębiej w las wąską polną drogą.
— Zaraz powinna być mała polana. A tu jej nie ma — powiedziała Ola, rozglądając się. — Zawróćmy i przejedźmy kawałek dalej. Krzysiek, słyszysz? Zatrzymaj się!
Chłopak jechał dalej, nie zamierzając się zatrzymać. Ola widziała, że już sam zrozumiał, że zabłądził. Droga stawała się coraz węższa, w niektórych miejscach w koleinach rosła trawa. Gdyby jechali do domków letniskowych, droga byłaby wydeptana, szeroka. A oni zapuszczali się coraz głębiej w las.
— Zatrzymaj się! — powtórzyła Ola, już zirytowana. — Słyszysz mnie?
— Gdzie mam się zatrzymać? Nawet się nie da zawrócić. Spróbuję znaleźć prześwit między drzewami…
— Bo od początku powinieneś był zawrócić. Zawsze mnie ignorujesz. Uparty jak osioł. — Ola założyła ręce na piersi i wbiła wzrok w przód. *Nigdy nie przyzna się do błędu. Co w tym takiego trudnego?* — wściekała się w duchu na przyjaciela.
Gałęzie drzew drapały po karoserii samochodu, na maskę spadały pożółkłe liście. W końcu Krzysiek zatrzymał auto. W środku zapanowała ciężka cisza.
— Od razu nie mogłeś się zatrzymać? Przez twoje upieranie się zapędziliśmy się jak ślepy w las. Dobrze, że nie wjechaliśmy w bagno.
— Ile razy ci mówiłem, żebyś nie mówiła mi pod rękę — warknął Krzysiek.
Ola się nadąsała. Krzysiek przekręcił kluczyk i zaczął ostrożnie cofać. Wstrzymując oddech, patrzyła w lusterko boczne, bojąc się, że auto uderzy w drzewo. Wycofywali się powoli, kilka razy niemal utknęli. W końcu wrócili na główną drogę.
— Od razu nie mogłeś zawrócić? — burknęła Ola, ale już spokojniej. Złość minęła, gdy tylko wyjechali z lasu.
— A ty zawsze musisz mieć rację, co? Nawet nie zauważasz, jak ciągle mnie pouczasz, komenderujesz. Myślisz, że mi to pasuje? — teraz w głosie Krzyśka słychać było irytację.
— O co ci chodzi, Krzysiek? Więc dlatego się nie zatrzymałeś? Z przekory? I co, lżej ci? Tylko że się pomyliłeś. I po co stoimy? Jedziemy dalej, czy nie? Tyle czasu zmarnowaliśmy przez twoje upieranie się. — Nastrój popsuł się na dobre. Od nerwów rozbolała ją głowa.
W ostatnim czasie coraz częściej się kłócili, czepiali się nawzajem. Co to było — okres próbny, czy uczucia wygasały? Różowe okulary spadły i zobaczyli się bez upiększeń. Kłótnie wybuchały o byle co. Ale, jak to mówią, życie składa się z drobiazgów. I nie można ich ignorować.
— Znowu mi rozkazujesz. Nawet tego nie widzisz — skarcił ją Krzysiek.
— Nie rozkazuję. No dobra, to będziemy tu stać. Już nie chcę nigOla westchnęła ciężko, odwróciła głowę w stronę okna i pomyślała, że może warto jednak spróbować jeszcze raz.



