No i co w nim znalazłaś?
Jagoda wyszła ze sklepu i schodziła po schodach, gdy przed nią zatrzymał się czerwony mercedes, z którego wysiadła elegancka kobieta. Nagły podmuch wiatru uniósł falbankę jej sukienki, a kosmyk włosów zasłonił twarz. Kobieta odgarnęła je nerwowym ruchem głowy, przycisnęła materiał dłońmi i minęła Jagodę.
— Ania?! Anka! — zawołała za nią Jagoda.
Ania odwróciła się, rozejrzała, i zatrzymała wzrok na Jagodzie. Przez chwilę stały tak, mierząc się wzrokiem.
— Nie poznajesz mnie? — Jagoda wróciła pod drzwi sklepu. — Jestem Jagoda, Jagoda Nowak.
— Jagoda. Racja, nie poznałam. Będziesz żyła wiecznie — odparła Ania z kamienną twarzą.
— Widzę, że gdzieś pędzisz… — Jagoda pociągnęła ją na bok. — Odejdźmy, przeszkadzamy. Ależ ty się zmieniłaś!
Ania uśmiechnęła się pobłażliwie.
— Mieszkasz tu? — zapytała.
— Nie, pracuję. Wyszłam w przerwie po zakupy. A ty? — odparła Jagoda.
— Słuchaj, po co stoimy? Masz czas? Wpadnijmy na kawę, pogadamy. Kiedy indziej się nie zobaczymy.
— Dobra — skinęła Jagoda.
Weszły do małej, półpustej knajpki w sąsiednim budynku — typowego „zapychacza”. Usiadły przy oknie. Ania skinęła na kelnerkę. Ta, żując gumę, podeszła niechętnie i rzuciła przed nie menu z brzegami zabrudzonymi sosem.
— Nie trzeba — Ania odsunęła laminowane kartki. — Dwa sałatki, dwa serniki i herbatę. I żeby szybko.
Przesunęła wzrokiem po Jagodzie i uśmiechnęła się. Kelnerka odpłynęła, kołysząc wąskimi biodrami.
— No to jak tam życie? — Ania wygodniej rozsiadła się na plastikowym krześle.
— Normalnie. Byłam zamężna, choć krótko. Dzieci nie mam. Widzę, że u ciebie wszystko super — odparła Jagoda.
— Nie narzekam — Ania parsknęła śmiechem i pokazała prawą dłoń z obrączką na serdecznym palcu.
— A dzieci? — dopytała Jagoda.
Kelnerka wróciła z tacą, stawiając przed nimi talerzyki z mikroskopijnymi kawałkami ciasta, filiżanki i malutki porcelanowy dzbanek.
— Słuchaj, twoi rodzice żyją? — spytała nagle Ania, gdy kelnerka odeszła.
— Tata zmarł parę lat temu, a mama… Mama jeszcze żyje, ale po jego śmierci zupełnie się poddała — Jagoda pokręciła filiżanką na spodku.
Ania nalała herbatę. Zapach mięty rozniósł się po stole.
— Szkoda. Zawsze lubiłam twoich rodziców. Nie to co moja matka. Wiecznie niezadowolona, nigdy dobrego słowa. Nic dziwnego, że ojciec od niej odszedł. A u was w domu było tak… cicho i spokojnie. — Jej oczy zamgliły się wspomnieniami.
Jagoda westchnęła…
***
Mieszkały z Tomkiem w jednej klatce — Jagoda na czwartym piętrze, on na trzecim. Najpierw razem chodzili do przedszkola, potem trafili do tej samej klasy. Tomek uciekał do Jagody, gdy ojciec znowu się upił i urządzał awantury.
W drugiej klasie liceum przyszła nowa — Ania. Po rozwodzie rodziców wyprowadziła się z matką do bloku obok. Jasna, pewna siebie, od razu zwróciła uwagę Tomka. Jagoda zazdrościła i martwiła się. Dotąd chodzili razem do szkoły i z powrotem. A teraz…
— Co, zapomniałeś czegoś? — spytała, gdy Tomek zatrzymał się na środku podwórka.
— Zaczekamy chwilę.
— Na co? — Jagoda już traciła cierpliwość.
W tej chwili drzwi sąsiedniego bloku otworzyły się i wybiegła Ania. Podbiegła do nich, uśmiechając się tylko do Tomka. Przy niej stawał się rozmowny, dowcipny — Jagoda nie poznawała go. Opowiadał coś żartobliwie, Ania śmiała się głośno, a Jagoda szła obok, przygnębiona.
Po lekcjach Tomek pędził do szatni i czekał pod drzwiami z kurtką Ani. Szli razem do domu, zapominając o Jagodzie. A na przerwach Ania gadała z nią, jakby nigdy nic.
Raz poszli we trójkę do kina. Gdy zapalono światło, Jagoda zauważyła, że trzymają się za ręce. Tak szli przez całą drogę. Jagoda została z tyłu, a oni nawet tego nie dostrzegli. Więcej już z nimi nie chodziła.
Po maturze poszli w różne strony — Jagoda na ekonomię, Tomek do technikum mechanicznego, Ania do szkoły krawieckiej.
Zimą Jagoda zachorowała. Leżała w domu, za oknem sypał śnieg. Nagle zobaczyła Anię, idącą szybko w stronę jej bloku. Otworzyła drzwi i czekała na progu. Lepsze kroki zatrzymały się piętro niżej. „Nareszcie…” — usłyszała głos Tomka. Drzwi zatrzasnęły się…
Jagodę oblał gorąc. Usiadła na szafce pod wieszakiem i rozpłakała się. Więc Ania przychodziła do niego, gdy rodziców nie było? Myśl, co tam robili, bolała nie do zniesienia.
Pewnego dnia matka wróciła ze sklepu i opowiedziała, że spotkała matkę Tomka. Narzekała, że mój pije jeszcze więcej, a syn wyprowadził się — wynajął kawalerkę i żyje z Anią.
Na ostatnim roku Jagoda wyszła za mąż za kolegę z roku. Mieszkali z jego matką. Teściowa wtrącała się w wszystko, ucząc Jagodę, jak dbać o męża. A Krzysiek okazał się maminsynkiem.
— Po co się ze mną ożeniłeś? — spytała raz. — Żadna żona nie zastąpi ci matki.
Wzruszył tylko ramionami.
— Mama chce dobrze. Przyzwyczaisz się.
— Nie chcę. Zostań z mamą — spakowała rzeczy.
Rozwód był szybki. Dzieci nie było, majątku też. Tak skończyło się jej krótkie małżeństwo.
Tylko raz widziała Tomka — na pogrzebie jego ojca. Nie zdążyli nawet porozmawiać.
***
Teraz Ania siedziała naprzeciw, piękna i zadowolona. Kelnerka w końcu przyniosła sałatki. Ania jadła z apetytem, Jagoda gryzła sernik i popijała zimną herbatę.
— A Tomek? — spytała.
— Tomek? — Ania opuściła widelec. — Serio wciąż go kochasz? — Odrzuciła się na oparcie krzesła.
— Zawsze ci zazdrościłam. Miałaś fajną rodzinę, kochających rodziców.Jagoda uśmiechnęła się lekko, wstała od stolika i wyszła z kawiarni, postanawiając, że tym razem posłucha własnego serca zamiast słów Ani.



