A co na to tata? Stylowe ubrania dla ojców!

Marek wszedł do mieszkania i od razu poczuł, że coś jest nie tak cisza była nienaturalna. Czyżby wszyscy już spali?. Z kuchni wyłoniły się blade żona Zofia i ich córka Jadwiga, a w rękach dziewczynki siedział malutki kociak.

W ciemności kociak już nie bał się mroku; przyzwyczaił się do niego, bo wiedział, że wkrótce wróci jego mama, nakarmi go, oblizze od czubka ogonka po brzuszek i położy się obok, nucąc kołysankę. Tym razem mama jednak się spóźniała to nie było w jej zwyczaju.

W piwnicy panował półmrok, ale kotkowi udało się wyrobić w sobie wewnętrzny zegar. Zazwyczaj, gdy matka wychodziła, zwijał się w kulkę, zakrywał nosem łapkę i słodko drzemał. Gdy się budził, mama już stała obok albo przychodziła, zanim poczuł głód. Dziś jednak minęły już dwie godziny od przebudzenia, a matki wciąż nie było.

Zgubiła się? Porzuciła?. Takie myśli nie przyszłyby nawet do małego kota. Coś się pewnie stało. Gdyby miał rację, oznaczało to jedno: nie zostanie ze mną długo.

W piwnicy woda ciągle szła rurka pękła dzień po jego narodzinach, pod nią zawsze stała świeża kałuża. Jedzenia w zamkniętej przestrzeni nie było, więc mama musiała codziennie iść na polowanie.

Kotek wstał z ciepłego kartonowego pudełka, podszedł do ściany i spojrzał w górę. Jedyny otwór, przez który wpadało światło, był mały i ledwo rozświetlał wnętrze. Dookoła krzewy zasłaniały go całkowicie, więc w środku panował mroczny półmrok, który przyprawiał o dreszcze.

Kotek przycisnął tylne łapki i próbował doskoczyć do otworu, ale był jeszcze za mały. Próby powtarzał dziesięć razy, a każda skończyła się niepowodzeniem. Gdy po raz kolejny nie udało mu się przeskoczyć, drzwi piwnicy otworzyły się z przerażającym skrzypnięciem. Nie zdążył się schować, tylko zamroził się w nadziei, że go nie zauważą. Został zauważony. Najpierw weszła stara pani, mieszkanka kamienicy, potem w wąskim przejściu wciśnęło dwóch mężczyzn.

Patrzcie, jakie tu łobuziaki! krzyknęła w piwnicy kotka z kociętami. Łapcie je i wypuśćcie na dwór!

On jest sam, wtrącił się jeden z pracowników zarządu.

Za pół roku będzie ich dwadzieścia! Nie przychodzicie tu dyskutować, tylko łapcie i wynoście!

Mężczyźni biegali po piwnicy, próbując złapać malucha, dwa razy wychodząc na chwilę na papierosa. Dopiero gdy dołączyła do nich staruszka, udało się schwytać kociaka.

Bez Walentyny Staszkiewicz nic nie możecie! gderała staruszka, która jednocześnie była ich mamą.

Kociaka wyrzucili z piwnicy, zamknięli drzwi na klucz i szczelnie zakleili otwór w ścianie, żeby nie mógł już przez niego wyjść.

Odpocznij, nie wracaj tu więcej! warknęła na niego staruszka. Kotek musiał uciec na bezpieczną odległość, spojrzeć z żalem na swój dom i zapłakać. Nie miał już gdzie mieszkać. A jego matka zniknęła.

Co teraz zrobić? Dokąd iść? W tych myślach kotek otworzył oczy szeroko i dostrzegł nowy, nieznany świat.

Jego dotychczasowy kąt to była ciemna piwnica z czterema rogami, cieknącą rurą i małym otworem w ścianie. Teraz zobaczył inny świat: pełen światła, woni trawy, ludzi, ptaków i jakichś dziwnych stworzeń z okrągłymi łapami i płonącymi oczami.

Wśród nich dostrzegał koty przypominające jego mamę, ale samej mamy nie widział. Miał nadzieję, że usłyszy ją, więc wydał z siebie ciche miauczenie, które stopniowo przerodziło się w krzyk. Czy mama go usłyszy?

Koty odwracały się, patrząc ze współczuciem, po czym odwracały wzrok. W pewnym momencie podbiegła do niego Walentyna Staszkiewicz, od dzieciaka nie przepadająca za kotami.

Jeszcze tu? Mówiłam, rzuć się w drogę! krzyknęła, szukając wymówki, by wyładować swoją frustrację.

Kotek nie miał wyboru musiał uciekać, nie wiedząc, gdzie. Przebiegł przez zarośla, drzewa, ludzkie twarze i samochody. W pewnym momencie zmęczony zwolnił i zatrzymał się, bo wirujący świat sprawił, że poczuł zawroty.

Dorośli patrzyli i uśmiechali się, dzieci wskazywały palcami i błagano rodziców, by go zabrali do domu, ale ich prośby ginęły w powietrzu. Jedna mama zapytała swojego syna:

Czy zrezygnujesz z gry na tablecie? Jeśli tak, zabierzemy go do domu!

Nie odparł chłopiec, oblizując lody na patyku.

Kotek spojrzał na niego, poczuł głód i węszył w stronę pachnącego jedzenia. Zapach doprowadził go do pięciogwiazdkowej restauracji U Babci. Drzwi w kuchnię były lekko uchylone, więc kotek wślizgnął się w szczelinę.

W kuchni zobaczył góry kartonowych pudełek; jedno stało się jego tymczasowym schronieniem. Wtedy weszli dwaj mężczyźni właściciel restauracji, pan Andrzej Kowalski, i jego pomocnik, pan Roman Szczepański.

Marku, gotujesz cudownie, ale kuchnia potrzebuje porządku! ryknął Andrzej, patrząc po bałaganie.

Brakuje mi czasu, nie nadążam sam odparł Roman.

Pomoc już w drodze, ale najpierw posprzątaj, bo w razie kontroli nie chcemy problemów.

Marek podniósł ostatnie pudełko i wyrzucił je przy koszu na śmieci. Wtedy usłyszał ciche miauczenie. Co za nieprzyjemność?. Otworzył karton i zobaczył w środku małego kociaka.

Co tu robisz? zapytał, nie wiedząc, co odpowiedzieć.

Kotek jedynie mruknął, ale Marek domyślił się, że jest głodny. Nie był zwolennikiem zwierząt w lokalu, ale nie zostawił stworzonka głodnego.

Przyniósł mu kawałek duszonej indyka w sosie własnego przepisu. Kotek zjadł go błyskawicznie, po czym właściciel wrócił po dziesięciu minutach, by sprawdzić porządek.

Co to za karton? zapytał, kopnąwszy pudełko. W środku rozległ się protestujący Miau!.

Kotek w mojej kuchni? Załatwię cię! To rażące naruszenie higieny! wrzasnął Andrzej.

Marek nie chciał zostawić kotka na głodówce, więc wziął go i ruszył w stronę kosza na śmieci, sprawdzając, czy nie ucierpiał. Położył karton na bok i wrócił do gotowania, serwując innym gościom to samo danie, które kosztowało 25 zł.

Myśl o kociaku nie dawała mu spokoju. Może schować go w szafce, aż wróci właściciel? rozważał, ale nie chciał ryzykować. Praca mu się podobała, płacono dobrze, a nie chciał stracić wszystkiego w jednej chwili.

Nagle przy koszu pojawił się mały mężczyzna w podniszczonych spodniach, wyciągnął resztki jedzenia i niechcący wrzucił je do kartonu, w którym był kotek. Nie zauważył go, więc wrócił do swojego składu.

Wtedy staruszka Walentyna Staszkiewicz wróciła, machając laską i krzycząc:

Ty nieproszeni! Nie wracaj już tutaj!

Kotek, przerażony, chwycił się za karton i pobiegł w stronę śmietnika, gdzie spotkała go dziewczynka Ania córka sąsiada, której mama wysłała ją wyrzucić śmieci. Ania, widząc staruszkę, podeszła i zapytała:

Czy możesz wziąć ze sobą ten karton?

Dziewczynka, choć nie lubiła starej pani, zgodziła się pomóc, by nie słuchać dalszych narzekań. Gdy wróciła do kosza, usłyszała szelest wewnątrz.

Co to? zajrzała. W kartonie siedział kociak. Ania rozpromieniała się jak dziecko, które właśnie odnalazło wymarzoną zabawkę. Zabrawszy go, pobiegła do domu.

Tam czekała na nią matka i zapytała:

Co powiedziałby tata?

Ania nie słyszała już ojca, bo była zakochana w kotku i nie zamierzała go oddać.

Marek, po skończonej zmianie, przebrał się i wybiegł na noc. Cienie kartonów przy koszach wciąż były widoczne. Przeszukał je wszystkie, ale kociaka już nie było. Włączył latarkę w telefonie i wywołał:

Miau, miau!

W odpowiedzi dobiegły dwa koty, które pilnowały śmietnika, ale kociaka nie było. Zrezygnowany, Marek wrócił do domu, myśląc:

Co za człowiek, że tak się stało? Moja córka już trzy lata pyta o kociaka, żona nie ma nic przeciwko, a ja go wyrzuciłem na ulicę

Wiedząc, że nie wypije nic mocniejszego rodzice tak go wychowali poczuł gorzki smak własnego sumienia.

Zanim dotarł do mieszkania, wysłał SMS do żony Zofii:

Zaraz wracam, musimy poważnie porozmawiać.

Wrócił do mieszkania, gdzie cisza była już przerywana jedynie dźwiękiem płytkiego oddechu. Z kuchni wyłoniły się blada żona i bladą Jadwiga, a w ramionach dziewczynki siedział ten sam mały kociak, którego Marek karmił delikatną duszoną indykiem pod swym sekretnym sosem.

Marek podbiegł do córki, wziął kotka i przytulił go, a łzy spłynęły po policzkach. Żona i dziecko patrzyły zdumione, nie spodziewając się takiej reakcji ojca, który wcześniej ostrzegał ich smsem o poważnej rozmowie.

Co chciałeś powiedzieć? ostrożnie zapytała Zofia.

Nic, naprawdę mruknął Marek, niosąc kociaka do kuchni, gdzie zaraz przygotował mu kolację.

Tak w rodzinie Kowalskich powstał domowy kociak, który w ciągu dnia był Ankiem, a w szkole Jadwigą po prostu kochany przez wszystkich. Teraz miał nie tylko jedzenie i dach nad głową, ale i serca, które go otuliły.

Rate article
Fajna Tajna
A co na to tata? Stylowe ubrania dla ojców!