A co na to tata? Moda dla ojców

Hej, kochana, słuchaj, co się stało u mnie w małym mieszkaniu na Pradze. Wszedłem do domu i od razu poczułem, że coś jest nie tak cisza jak w kościele. Nie śpią chyba? pomyślałem. Z kuchni wyszła blada żona, Kasia, i nasza dziewczynka, Dobromiła, trzymająca w ramionach małego kociaka. Wyglądały, jakby właśnie zobaczyły ducha.

Wtedy zrobiło się ciemno, ale kociak już prawie nie bał się mroku. Przyzwyczaił się do tego, bo wiedział, że mama zaraz wróci, nakarmi go, wytrze od czubka ogonka po całej brzuszku, położy się obok i zamruczy kołysankę. Wtedy nic go nie przerażało.

Tym razem jednak mama się spóźniła to nie było w jej naturze. Choć w piwnicy zwykle panuje półmrok, kociak nauczył się wyczuwać czas. Kiedy Kasia odchodziła, zwijał się w kłębek, zakrywał nos łapką i słodko spał. Gdy się budził, mama już była w pobliżu albo przychodziła, zanim miał ochotę na jedzenie. Dziś jednak coś poszło nie tak: od momentu przebudzenia minęły już dwie godziny, a mamy wciąż nie było.

Zapomniała? Zostawiła? Nie, takie myśli nie przychodzą małemu kotkowi do głowy. Pewnie coś się stało. Jeśli miałby rację, to oznaczało jedno nie zostało mu wiele czasu na życie.

Woda w piwnicy była pod dostatkiem: rura wodociągowa pękła dzień po jego narodzinach, więc pod nią zawsze stała świeża kałuża. Jedzenia jednak w zamkniętym pomieszczeniu brak. Dlatego mama musiała codziennie wychodzić na polowanie. Kociak wstał z ciepłego kartonowego pudełka, podszedł do ściany i spojrzał w górę. Jedyny otwór, przez który wpadało światło, był mały, a wokół krzewy sprawiały, że praktycznie nie było żadnego światła tylko przytłaczający półmrok.

Zwinął tyłki pod siebie i próbował podskoczyć do otworu, przez który przychodziła i odchodziła mama, ale nie udało się był jeszcze za mały. Próbował dziesięć razy, lecz każda próba kończyła się niepowodzeniem. Gdy po kolejnej nieudanej skocie wylądował na wszystkich łapach, drzwi piwnicy otworzyły się z przerażającym skrzypnięciem. Nie zdążył się schować, po prostu zamarł, licząc, że go nie zauważą. Niestety, zauważyli. Najpierw weszła staruszka, mieszkanka tego bloku, a za nią wąski korytarz wcisnęli dwaj mężczyźni.

Patrzcie, łobuziaki! Mówiłem, że w piwnicy kotka urodziła kociaki. Łapcie je i wyprowadzajcie na ulicę! krzyczała staruszka. Jeden z pracowników firmy zarządzającej budynkiem wtrącił: On jest sam! a ona: Teraz sam, a za pół roku będzie dwudziestu! Dlaczego przybyliście, żeby się kłócić? Łapcie go!

Mężczyźni biegali po całej piwnicy, próbując złapać kociaka, ale nie było to łatwe. Dwa razy wychodzili na papierosa. Dopiero gdy dołączyła staruszka, udało się go schwytać. Nic nie zrobicie bez Valentyny Stępień! zadrwiła, bo była ich mamą z drugiej roboty. Kociaka wyrzucili na zewnątrz, zamknęli drzwi na klucz i stamtąd szczelnie zaklepili otwór w ścianie, tak mocno, że nawet mucha nie przeleci.

Rzuć się, rzuć! krzyczała wściekle. I już nigdy nie wracaj!

Kociak musiał odskoczyć na bezpieczną odległość, spojrzał ze smutkiem na swój dom, w którym się urodził, i popłakał. Nie miał już gdzie żyć a mama zniknęła. Co robić? Dokąd iść?

Jednak ciężkie myśli zeszły na dalszy plan. Rozszerzyły się oczy, patrzył na otaczający go świat, o którym nie miał pojęcia. Dotąd jego świat ograniczał się do ponurej piwnicy z czterema rogami, cieknącej rury i małego otworu w ścianie. Teraz okazało się, że istnieje jeszcze inny świat, pełen ciekawostek.

W tym świecie było jasno, pachniało trawą, ludzie chodzili, ptaki latały, a jakieś dziwne stworzenia z okrągłymi nogami i płonącymi oczami ryczały. Kotek widział tam kotki, które przypominały jego mamę, ale samej mamy nie znajdował nie było jej wśród nich.

Zaczynał cicho miauczeć, najpierw ledwo słyszalnie, potem głośniej, aż w końcu ryczał. Może mama usłyszy? Niestety, na nic się to nie zdało. Kotki odwracały się, patrzyły współczująco i odwracały się z powrotem.

Wciąż tu jesteś? krzyczała Valentina Stępień, od lat nie lubiąca kotów. Nikt nie wiedział, skąd wzięła się jej niechęć po prostu nie lubiła ich, może wyładowywała na nich swoją złość, bo w jej wieku nie brakowało problemów z głową.

Kotek nie miał wyboru musiał uciekać. Dokąd? Nie wiedział, ale najważniejsze było oddalić się stąd. Droga powrotna już nie istniała, wylot został zakorkowany. Pobiegł więc, jak najszybciej potrafił, małymi łapkami, pędząc przez drzewa, krzaki, ludzi, samochody i budynki. Zmęczony, w końcu musiał się zatrzymać.

Dorośli patrzyli na niego i się uśmiechali. Dzieci wskazywały palcami, błagając rodziców, by go wrócili do domu, ale ich prośby nie były słyszane. Jedna mama zapytała syna:

Czy zrezygnujesz z gry na tablecie? Jeśli tak, zabierzemy go do domu!

Nie odparł chłopiec, noskiem dmuchając, i dalej chrupał czekoladowe lody na patyku.

Kotek spojrzał na niego i sam poczuł głód. Gdzie w tym świecie mógłby coś zjeść? Podeszła go przyjemny zapach z pięciogwiazdkowej restauracji o nazwie U Babci. Pachniało tam smażonym mięsem, gotowaną rybą, ostrymi małżami i krewetkami. Czegoś takiego mały nie jadł nigdy, ale bardzo chciał spróbować.

Stanął przy czarnych drzwiach prowadzących prosto do kuchni, które były lekko uchylone i zdawały się zapraszać go do środka. Szybko wślizgnął się w wąską szczelinę. Wewnątrz zobaczył góry kartonowych pudełek, a jedno stało się jego tymczasowym schronieniem.

Właśnie wtedy do kuchni weszli dwaj mężczyźni. Jeden z nich, właściciel restauracji, rzekł:

Feliks, gotujesz pysznie, ale trzeba tu porządek utrzymać.

Arkadiusz Wiktor, po prostu nie mam czasu. Bez pomocnika nic nie zdążę.

Pomocnika będziemy szukać, ogłoszenia już w gazetach. A póki co, posprzątaj, bo niechcący nie przyjdzie inspekcja. Daj mi dziesięć minut, potem przyjdę i wszystko sprawdzę. I pamiętaj, nie spieraj się ze mną, bo wiesz, co się stało ostatnio

Rysowaty, łysy pomocnik wyszedł z kuchni, a Feliks spojrzał na stos kartonów i ruszył do roboty. Rzucił ostatnie pudełko na asfalt przy koszach na śmieci, a wtedy usłyszał dziwny dźwięk, coś jak miauczenie. Coś w pudełku?.

Podniósł właśnie wyrzucone kartonowe opakowanie i zobaczył w środku małego kociaka. Mam nadzieję, że to nie szczur. Od małego bał się gryzoni, nie lubił ich widoku. Gdy Feliks zobaczył kociaka, był zdumiony i długo się na niego patrzył, nie wiedząc, skąd się wziął.

Hej, skąd się wziąłeś? zapytał, choć odpowiedzi nie spodziewał się.

Feliks nigdy nie marzył, że zostanie zatrudniony w jednej z najbardziej prestiżowych restauracji w Warszawie, a już tu był. Nie spodziewał się jednak takiego zwrotu akcji.

Kotek tylko zamruczał, a Feliks nie zrozumiał, co chce powiedzieć. Pomyślał jednak, że skoro jest w kuchni, może chętnie coś zje. Feliks nigdy nie był zwolennikiem hodowli zwierząt w mieszkaniu jego córka Kasia wielokrotnie prosiła o psa albo kota, ale on zawsze odmawiał. Jednak nie widział w tym nic złego, by nakarmić głodnego.

Przyniósł kociakowi porcję duszonej indyka w domowym sosie, drobno posiekanego. Mały przyjął jedzenie z wdzięcznością i pożarł je w mig. Wtedy właściciel restauracji wrócił po dziesięciu minutach, by sprawdzić porządek w kartonach.

Brawo, Feliks! Dobrze wypełniłeś zadanie. Co to za pudełko? Zapomniałeś je wywieźć? krzyknął, stukając krótkim kijem w kartonik, w którym był kotek. Feliks nie zdążył nic zrobić. Miau! usłyszał z wnętrza zaniepokojony głos.

Co to? Kot na mojej kuchni? Wyrzucę cię teraz! krzyknął właściciel, podnosząc podniesiony ton. To rażące naruszenie sanitarnych norm!.

Feliks wiedział, że nie może zostawić kociaka głodnego, ale nie chciał naruszyć przepisów. Właściciel kazał natychmiast wyrzucić go na śmietnik. Feliks wziął pudełko, po drodze sprawdził, czy kotek niczego nie doznał, postawił je przy koszu, żeby nie przeszkadzało przechodniom, i wrócił do kuchni, by dalej gotować dla gości, którym serwował tę samą duszoną indyka za pieniądze.

Myśli o kociaku nie dawały mu spokoju. Może schować go w spiżarni i zostawić do wieczora? A co jeśli właściciel się tam zjawi albo kotek ucieknie i zostanie zauważony? Nie chciał ryzykować. Praca dobrze mu się płaciła, nie chciał stracić wszystkiego w jednej chwili. Ale i kota nie chciało mu zostawić na pastwę losu.

W pewnym momencie podszedł do koszy śmieci mężczyzna, zajrzał do środka, wyciągnął resztki jedzenia i wrzucił je do kartonu, w którym był kociak. Nie zauważył go, po prostu wrzucił zdobycze i zaniósł je do miejsca, które okazało się przy tym samym piwnicznym otworze, z którego kotek został wywieziony.

Tam, przy szarej ścianie, podniósł się chudy mężczyzna w zniszczonych butach, usiadł na kartonie i próbował wyciągnąć jedzenie, kiedy dostał w twarz laskę od staruszki.

Ty śmieciu! wykrzyknęła Valentina Stępień. Mówiłam, żebyś już tutaj nie przychodził! Nie rozumiesz? krzyczała, machając laską, a dźwięk jej krzyku niósł się po całej okolicy.

Mężczyzna wpadł w szał, chwycił karton i pobiegł w stronę śmietnika, krzycząc, że nie dają mu normalnie zjeść. Valentina schwyciła karton i zaniosła go na wysypisko, twierdząc, że tam ma swoje miejsce. Po drodze jednak zahaczyła się o krzywiznę pleców i wypadła z ręki, zostając w półskurczeniu.

Wtedy z klatki schodowej wyszła mała dziewczynka Ania, którą mama posłała wyrzucić śmieci. Gdy minęła staruszkę, ta złapała ją za rękę i z żałosnym głosem poprosiła:

Dziewczynko, idziesz na wysypisko? Czy nie mogłabyś jeszcze wziąć ze sobą ten karton?

Ania znała tę kaprysną staruszkę, choć nikt jej w podwórku nie lubił, ale zgodziła się pomóc, żeby nie słuchać kolejnych narzekań. Ania wyrzuciła worek na śmieci, ale wtedy usłyszała drapanie wewnątrz kartonu. Otworzyła go i zobaczyła kociaka. O rany, jak się ucieszyła! To był jej wymarzony przyjaciel. Złapała go, podskoczyła i pobiegła do domu. Mama przy drzwiach spojrzała na nią i powiedziała: A co powie tata?. Ale Ania już była zakochana w kotku i nie zamierzała go oddać nie pozwoli nikomu go skrzywdzić.

Feliks skończył swoją zmianę, przebrał się i wybiegł na zewnątrz. Wieczór zapadał, ale kształty kartonów przy koszach wciąż były widoczne. Przeszukiwał je po kolei, ale nigdzie nie było kociaka.Na koniec Ania przytuliła kociaka, a dom wypełnił się ciepłem i radością, gdy wszyscy razem zasnęli w spokoju.

Rate article
Fajna Tajna
A co na to tata? Moda dla ojców