Siedź! Udawaj, że nas nie ma! powiedziałem spokojnie do Magdy.
Ależ dzwonią! Magda zamarła pół wstając z kanapy.
Niech dzwonią odparłem.
A jeśli to ktoś ważny? zapytała szeptem. Albo z czymś pilnym?
Sobota, dwunasta w południe stwierdziłem. Ty nikogo nie zapraszałaś, ja też nikogo się nie spodziewam. Wniosek?
Tylko zerknę przez wizjer! wyszeptała Magda.
Siedź! głos miałem twardy jak stal. Nas po prostu nie ma! Ktokolwiek tam jest, niech wraca skąd przyszedł.
Skąd wiesz kto to? zapytała niepewnie.
Domyślam się, dlatego mówię, żebyś nie chodziła przy oknie!
Jeżeli to, co myślę, to oni się tak łatwo nie odczepią mruknęła Magda.
Zależy ile będziemy udawać, że nas naprawdę nie ma odpowiedziałem spokojnie. W końcu odejdą. Przecież spać na klatce schodowej nie będą. A nam się nigdzie nie spieszy. Bierz słuchawki, telefon i oglądaj film.
Paweł, mama do mnie dzwoni powiedziała, pokazując mi ekran telefonu.
No to już wiadomo stwierdziłem. Za drzwiami stoi twoja ciotka z tym swoim niezdarnym synem.
Skąd wiesz? Magda była wyraźnie zaskoczona.
Jakby to był mój kuzyn przeciągnąłem złośliwie to dzwoniłaby moja mama. To zawsze ten schemat.
A jeśli jednak kogoś innego się nie spodziewamy? dopytała, zerkając w moją stronę.
Z sąsiadami mi nie po drodze, a nasi przyjaciele by się zapowiedzieli albo zadzwonili wcześniej. Tylko natrętna rodzina potrafi tak bez opamiętania dobijać się do drzwi przez pół godziny bez żadnych skrupułów.
Paweł, mama napisała SMS powiedziała z rezygnacją Magda. Ciotka Ela przyszła i zostaje kilka dni, bo ma sprawy w mieście.
Napisz, że w Warszawie pełno hoteli uśmiechnąłem się z przekąsem.
Paweł! zrugała mnie Magda. Przecież nie mogę tak jej odpisać!
To napisz, że nas nie ma, bo w mieszkaniu robiliśmy dezynsekcję na karaluchy i śpimy w hotelu podsunąłem, zadowolony z własnej pomysłowości.
Świetny pomysł! napisała i zaraz dostała odpowiedź.
Ona pyta, czy nie wynajmiemy cioci dwóch pokoi dla niej i Wojtka wyjęczała.
Odpisz, że nie mamy pieniędzy. Dodaj, że wynajęliśmy dwa łóżka w hostelu z piętnastoma pracownikami z Ukrainy w jednym pokoju zaśmiałem się.
Mama pyta, kiedy wrócimy Magda spojrzała na mnie pytająco.
Napisz, że za tydzień albo dwa machnąłem ręką.
Po chwili cisza. Od strony drzwi znów zapanował spokój. Odetchnęliśmy z ulgą.
Mama napisała, że ciotka przyjedzie za tydzień szepnęła przygaszona Magda.
To świetnie westchnąłem ironicznie. Bo znowu nas nie będzie.
Paweł, przecież to nie jest rozwiązanie. Nie możemy wiecznie przed nimi uciekać! A jeśli przyjadą w tygodniu albo pod drzwiami po pracy zaczną czatować? Ty dobrze znasz swojego kuzyna i moją ciotkę oni są do wszystkiego zdolni!
No wiem zmarkotniałem. Czymśmy sobie zasłużyli na takie rodzinne loterie?
Przecież tę dużą trójkę kupiliśmy, bo myśleliśmy o dzieciach przypomniała spokojnie Magda.
Musimy w końcu mieć dziecko! Nawet najlepiej od razu dwoje! powiedziałem poważnie.
Przecież nie jestem przeciwna! oburzyła się Magda. Ale najpierw trzeba się przebadać, sam wiesz, że nie wychodzi!
Trzeba odciąć się od stresu, a będzie dobrze przekonywałem. Bo przez nich tylko męczymy się nawzajem raz twoja rodzina, raz moja.
Magda milczała. Wiedziała, że mam rację.
***
Przed ślubem przeszliśmy wnikliwe badania na zgodność genetyczną i płodność wszystko było w najlepszym porządku. Ale zaraz po weselu temat dzieci musiał poczekać zbieraliśmy na własne mieszkanie w Warszawie.
Na spadek nie mogliśmy liczyć. Przed ślubem każde z nas mieszkało z mamą w blokowej kawalerce. Liczyć mogliśmy tylko na siebie.
Po pięciu latach ciężkiej pracy i żelaznych oszczędności udało nam się kupić większe M3. Stare budownictwo, generalny remont, całe wyposażenie od zera. Radość przeogromna!
Jeszcze słyszałem w głowie melodię starej piosenki o warszawskich blokach.
Nie minął tydzień po parapetówce, a już za próg wpadła ciotka Ela z Wojtkiem. Żebyśmy nie stawiali oporu, przyprowadziła ze sobą mamę Magdy.
Tu was nikt nie będzie cisnął, miejsca masa! Nie to co myśmy z Magdą gnieździły się w jednym pokoiku!
Idealnie przyklasnęła ciotka Ela O, Wojtek dostanie osobny pokój!
W salonie się nie śpi powiedziałem grzecznie. To pokój gościnny i do odpoczynku.
Ale ja tu nie zamierzam pracować roześmiała się ciotka. Magda, wytłumacz mężowi, że ja z synem trudno będę miała, bo Wojtek chrapie!
Poza tym goście są w domu, a wy nawet stołu nie nakryliście!
My się was nie spodziewaliśmy tłumaczyła zawstydzona Magda.
I lodówka pusta dodałem z ulgą.
No dobrze, łaskawie odpuściła ciotka Ela. Paweł, leć do sklepu, a Magda na kuchnię!
No co stoicie?!
zagrzmiała teściowa. Tak to witacie gości?
A wy nie warknąłem, ale Magda zaciągnęła mnie do sypialni.
Jak już uwolniła mi rękę z ust, rzuciłem:
Magda, nikt nie zgubił adresu? Bo zaraz wyrzucę ich z mieszkania, i ciebie z mamą razem!
Przyjechali w gości, to niech się zachowują jak goście! Co to w ogóle jest?!
Pawełku, ona prosta kobieta, wiejska! U nich tak jest!
Wieś znam, ale takiego chamstwa nigdzie nie uczą!
Kochany, proszę, nie kłóć się z mamą ani ciocią. Potem mi do końca życia będą to wypominać A wtedy tobie zostanie tytuł wroga numer jeden. Chcesz tego?
Szczerze mówiąc nie zależy mi. Jak mnie tak traktują, nie będę ich nawet zauważał!
Pamiętaj, błagam Przecież jak wyprosimy ciotkę, to mama mnie przeklnie! A ja mam tylko ją!
Ten argument zadziałał. Zacisnąłem zęby i poszedłem do sklepu.
Ciotka Ela zamiast planowanych trzech dni gościła u nas dwa tygodnie. Pod koniec drugiego dnia już kupiłem sobie ziołowe tabletki na uspokojenie.
Odstawienie ciotki na dworzec świętowaliśmy z Magdą z mopem i szczotą w ręku. Trzy dni sprzątaliśmy mieszkanie.
Ale potem historia zatoczyła koło z mojej strony.
Bracie, wpadam na chwilę, załatwić sprawy wszedł Michał, ściskając mnie jak w dzieciństwie. Załatwię i wracamy!
A nie możesz sam załatwić? zapytałem.
Jak to? Przecież mam rodzinę! Jak ich zostawię w miasteczku? Co za pomysły! zaśmiał się Michał.
Dlatego dzieci też zabrałeś?
No jasne! Z kim by zostały? Poza tym, przyda im się rozrywka! Wiesz, rozkręćmy ten blok jak dawniej!
Michał! wydarła się jego żona Kinga. Zaraz cię tak rozkręcę, że już nie zbierzesz swoich rzeczy!
Już po półtorej godzinie Kinga leżała z migreną. Dzieci biegały jak opętane, Kinga wrzeszczała bez opamiętania. Michał szukał okazji, by się wymknąć, co wywoływało jeszcze większą histerię.
Paweł, ty chyba jesteś jedynakiem wtuliła się w poduszkę Magda.
To kuzyn ze strony mamy wymamrotałem. Tak go nazywam.
Może da się go jakoś wyprosić?
Chętnie bym to zrobił. Ale tak samo, jak było z twoją ciotką mama by mi tego nie wybaczyła. Jeszcze by mi zrobiła z tego sprawę życia.
Nie zdążyliśmy dobrze odetchnąć po jednej wizycie, a już pojawiały się nowe. Ciotka Ela z Wojtkiem wiecznie mieli coś do załatwienia w stolicy. Michał z rodziną regularnie wpadał, by połatwić swoje sprawy. A matki pilnowały, żeby nie zapomnieć o swoich dzieciach.
Przewlekły stres rujnował nasze nerwy i psychikę.
O dzieciach na tej karuzeli wizyt nawet nie było co marzyć. Ciągłe napięcie, zero spokoju.
***
Może zamienimy mieszkanie? zaproponowała Magda.
Na jakieś z wyściełanymi ścianami? żartowałem. W sumie za chwilę nam takie przyznają!
Nie, na inne, w tym samym standardzie, tylko w innej dzielnicy. Są tacy, co się wymieniają. Przeniesiemy się, nikomu nie powiemy gdzie śmiała się Magda.
Przecież ci wszyscy nasi znajdą następnych lokatorów i wyciągną informacje. Znów nas dorwą, a potem rozszarpią za oszustwo!
Może zdążymy w tym czasie choć zająć się sobą? zapytała z nadzieją.
Nam nie tylko trzeba zająć się sobą, ale do porodu dotrwać! pokręciłem głową. I tak cię nie zostawią w spokoju!
Może się wynieśmy do znajomych na jakiś czas? Uciekniemy! rzuciła nagle.
Masz na myśli Marcina i Kasię?
Taaaak. Mają pokój wolny.
Tam mieszka Tara przypomniałem. Zapomniałaś?
Wolę mieszkać z niemieckim owczarkiem niż z własną rodziną! wybuchnęła Magda i opadła bezsilnie.
Czekaj! krzyknąłem i sięgnąłem po telefon. Marcin, pożyczysz psa?
O stary, jesteś moim wybawicielem! Lecimy z Kasią na urlop, a Tara nie lubi obcych, was zna i szanuje! Marcin był zachwycony. Zawiozę karmę, posłanie, zabawki, miski. Nawet ci coś za to dorzucę!
Przywoź!
Odwróciłem się do Magdy z miną zwycięzcy.
Dzwoń do mamy, niech ciotka jutro przyjeżdża! Dzwonię do Michała niech też się szykuje!
Jesteś pewien?
Jasne! Będziemy ich gościć z radością! Skoro nasz pupil im się nie spodoba, to przecież nie nasza wina?
Michał z rodziną po jednym hau Tary woleli wynająć apartament hotelowy.
Zamknijcie tego psa! piszczała Kinga, chowając się za dziećmi.
Ciociu Ela, pani chyba żartuje! uśmiechałem się lekko. Czterdzieści pięć kilo czystych mięśni. To nie kanapowiec, tylko owczarek niemiecki. Drzwi rozwali jednym skokiem!
A czemu na mnie szczerzy zęby? ciotce głos drżał.
Nie lubi obcych wzruszyła ramionami Magda.
Pozbądźcie się jej! Nie mogę tu mieszkać z takim psiskiem!
Jak to pozbyć się? oburzyłem się. To nasz pupil! Dzieci jeszcze nie mamy, a trzeba coś kochać! Tara to nasza rodzina!
Nigdy jej nie oddamy! dodała Magda stanowczo.
Potem dzwoniły mamy z pretensjami, że odmówiliśmy przyjęcia własnej rodziny pod dach.
Nikogo nie wyrzucaliśmy odpowiadaliśmy obojgu. Sami nie chcieli zostać! Zapraszamy, jesteśmy otwarci!
A pies?
Mamo, przecież nikomu nie odmawiamy!
Wizyty się skończyły. Po miesiącu Tara wróciła do siebie, choć była gotowa przyjechać na każde wezwanie.
Już nie trzeba było. Magda była w ciąży z bliźniakami.
Najważniejsze, żeby potrafić postawić granice, nawet rodzinie bez tego szczęście nie zapuka do naszych drzwi.



