— Nie jesteś już moją córką.

Nie jesteś już moją córką. Kto on jest i skąd się wziął, nie wiadomo. Czuję wstyd za ciebie. Przeprowadź się do babci i żyj jak dorosła, poczuj odpowiedzialność za swoje czyny.

Zuzia, słyszałaś? Do nas przyjechali goście w delegacji, żeby pomóc. Chcesz wieczorem iść do klubu? zadowolona Małgosia rozłożyła się w fotelu.

Małgo, co? A co z Władkiem? Zostawię go? Czy zabiorę ze sobą? zaśmiała się Zuzia.

A może poprosić ciocię Lidzię? zapytała ostrożnie Małgosia.

Zuzia machnęła bezradnie ręką.

Co ty! Ciocia wciąż nie potrafi wybaczyć mi położenia syna. Chciała mnie wydać za Andrzeja, a ja wyjechałam na studia. Nie skończyłam studiów, tylko wróciłam z brzuchem w brzuchu. Przez cały rok była na mnie wkurzona, dopiero po dwóch miesiącach zaczęła rozmawiać. No to chodź z kimś, może ci się uda, znajdziesz kogoś.

Małgosia westchnęła.

Dobra, pójdę z Tusią. Jutro wszystko ci opowiem.

Zuzanna położyła synka spać, a sama wyszła na werandę. Dźwięk muzyki płynął w stronę domu. Owinęła się szalem i wyobraziła sobie, jak wszyscy tańczą i bawią się w klubie. Małgosia pewnie znów założyła swoją tygrysiczą sukienkę. Zuzia uśmiechnęła się cicho, wyglądając w niej jak tygrysia gąsienica. Westchnęła z żalem i poszła spać.

Rano, przy świcie, przybiegła Małgosia. Na dodatek przyszła w gości matka Zuzanny. Zuzia położyła palec na usta, ale nie zatrzymała Małgosi.

Szkoda, że wczoraj cię nie było. Było tam kilku chłopców. Jeden nawet mnie oprowadzał, nazywa się Wojtek. Rozmowny, dowcipny. A dzisiaj idę na randkę wypaliła Małgosia jednym tchem.

Matka Zuzanny zapytała z dezaprobatą:

Pewnie już zamężna?

Małgosia wzruszyła ramionami.

Nie wiem, nie zaglądałam do paszportu. A jeśli tak, to przynajmniej będzie o czym pogadać.

Ech, dziewczyny, co wy robicie? Andrzejek to przecież nie żaden kawaler. Moja szansa już przeszła, ale ty, Małgo, jeszcze możesz mu zamieszać w głowie podjęła inicjatywę ciotka Lidia.

No dobra, ciociu Lidio, co ty tak krzyczysz? Kto go potrzebuje? A matka mu jeszcze w dodatku. Boże, niech ci szczęścia nie braknie! wykrzyknęła Małgosia.

Odwróciła się do Zuzanny:

Był taki chłopak, nie mogłam od niego oderwać oczu. Wszystkie nasze dziewczyny były zniewolone. On stał z kumplami, potem odszedł sam. Nikt nawet nie zaprosił go do tańca.

Wtedy stało się coś niewiarygodnego. Ciotka Lidia pomyślała:

Zuzia, ty też powinnaś iść do klubu. Ja zostanę przy Władku. Może spotkasz kogoś poważnego, solidnego. Władek potrzebuje ojca. Nie szukaj już mężów, bo pachną, że kobieta jest samotna. Rozumiesz?

Zuzia, nie mogąc uwierzyć w szczęście, skinęła głową i nie powstrzymała się od całowania matki. Potem mruknęła:

Idź już, drań.

Zuzia w najładniejszej sukni stała z przyjaciółkami i wesoło paplała. Jak tęskniła za beztroskimi chwilami.

Patrzcie, to on. Znowu przyjechał szepnęły dziewczyny.

Zuzia spojrzała ciekawie w jego stronę, a nogi jej zadrżały. Obróciła się gwałtownie i wyszeptała do Małgosi:

Chyba wracam do domu. Władek pewnie płacze bez mnie.

Nagle zaskoczyła się:

Zuzia, co się stało? Pierwszy raz wybierasz się na taniec, a już uciekasz do domu? Nie zatańczyłaś ani razu.

Ale Zuzia zdecydowanie odpowiedziała:

Idę. A on pewnie idzie już do twojego Wojtka. Bez mnie nie będziesz się nudzić i ruszyła w stronę wyjścia.

Tuż przy drzwiach ktoś chwycił jej rękę:

Tańczmy, dziewczyno?

Zuzia nie patrząc, próbowała zdjąć rękę:

Nie tańczę.

Lecz kawaler nie odpuszczał.

Podaruj mi przynajmniej jeden taniec, proszę.

W końcu odwróciła się, a serce jej zabiło mocniej. To był on, ten sam chłopak, którego przypadkowe spotkanie miało zmienić jej życie na zawsze. Nie rozpoznał jej, a ona poczuła lekki dreszcz i uśmiechnęła się:

Dobra, ale tylko raz, bo się spieszę.

On zawinął ją w wirze tańca.

Rozumiem, chyba pan męża się obawia?

Zuzia odpowiedziała sucho:

Nie jestem zamężna.

On mrugnął, tak znajomo, że aż wzięło ją za gardło.

To mam szansę? zapytał z figlarnym uśmiechem.

Zuzia odsunęła się.

Nie licz na to, i wybiegła z klubu.

Idąc do domu płakała. Zapamiętała go na całe życie, można powiedzieć, że od razu się w nim zakochała, a on jej nie rozpoznał.

Spotkali się później w pociągu. Ona wracała smutna po niezdanych egzaminach, a on jechał w odwiedziny do rodziców. Widząc, że Zuzia jest przygnębiona, postanowił ją rozweselić.

Mam na imię Maksymilian. Mama woła mnie Max, a mój brat to Misiek. Wybierz, co ci się podoba.

Zuzia uśmiechnęła się.

Masia brzmi ciekawiej.

On wyciągnął rękę:

Już prawie się poznaliśmy. A jak masz na imię, piękna istoto?

Odpowiedziała:

Zuzanna.

Maksymilian skinął poważnie:

Myślałem tak od razu. Królewskie imię.

Po kolei opowiedziała mu o niezdanych egzaminach na studiach i o tym, że mama będzie mu to przypominać przez lata.

Przygotuj się na zimę i spróbuj jeszcze raz doradził Maksymilian.

Zuzanna rozpromieniła się:

Naprawdę? Nie pomyślałam. Dzięki.

On spojrzał na nią zamyślony:

Nie ma sprawy. A czy ktoś ci nie mówił, że jesteś bardzo piękna?

Zuzanna zrobiła się czerwona.

Jestem zwykła, nie przesadzaj. Ale dzięki za komplement.

Maksymilian podszedł bliżej.

To prawda i nagle ją pocałował. W głowie Zuzanny zrobiło się zawrotnie, później było i wstyd, i słodycz. Maks wyjechał szybciej.

Na pewno cię znajdę.

Dopiero potem Zuzanna z przykrością zrozumiała, że nie zapytał nawet, gdzie mieszka.

Po jakimś czasie dowiedziała się, że spodziewa się dziecka, a mama z żalem powiedziała:

Nie jesteś już moją córką. Kto on i skąd się wziął, nie wiem. Wstydzę się za ciebie. Przeprowadź się do babci i żyj jak dorosła, poczuj odpowiedzialność za swoje czyny.

Zuzanna przed porodem podjęła pracę w bibliotece, pracowała do urlopu macierzyńskiego. Z domu przywitała ją Małgosia. Mama nawet nie przyszła. Gdy Władkowi skończyło się pięć miesięcy, jej serce nie wytrzymało i w końcu przyjechała.

Nie nasz typ, oceniła go.

Ale przychodziła częściej, przynosząc wnukowi zabawki.

Dlaczego tak wcześnie? spytała mama. Nic tu się nie działo. A jak Władek?

Mama uśmiechnęła się:

Twój synek śpi. No więc jeśli już tu jesteś, zostaję.

Zuzanna zamknęła za nią drzwi i próbowała zasnąć. Udało się dopiero o świcie. Zaspana karmiła syna, a Władek buntował się i nie chciał jeść kaszy.

Nie zjesz kaszy nie urośniesz jak tata. A on jest taki silny i przystojny.

To o mnie mówisz? Miło słyszeć. A to mój syn? rozległ się głos zza drzwi.

Zuzanna podniosła łyżkę.

Ty? Skąd? uśmiechnął się Maksymilian.

Mówiłem, że cię znajdę. Nie wiedziałem, że w tym czasie urodziłam syna. Byłam wtedy pod wrażeniem i kompletnie zapomniałam zapytać, gdzie mieszkasz. Ale chyba los sam postanowił, że mamy być razem powiedział i zrobił minę do Władka.

Władek roześmiał się głośno.

Rano mama zastała szczęśliwą Zuzannę i nieznajomego mężczyznę, który dumnie niósł na ramionach zadowolonego synka.

To on? zapytała mama.

Tak odpowiedziała Zuzanna, szeroko się uśmiechając.

Mama podeszła do Maksymiliana i wyciągnęła rękę:

Nazywam się miłość, a więc będę pilnować tego mężczyzny i ojca.

Maksymilian uścisnął jej dłoń mocno i skinął:

Zrozumiałem.

Dajcie lajka i napiszcie w komentarzach, co o tym myślicie!

Rate article
Fajna Tajna
— Nie jesteś już moją córką.