Zuzanna i mama siedziały na starym łóżku pod pachnącą pierzyną. Obie ciepło ubrane, bo mróz za oknem ścisnął, a dopiero co rozpalili w kaflowym piecu. Biel śniegu odbijała się w szybach, a powietrze w pokoju pachniało dymem i wspomnieniem starego, mazowieckiego domu.
Nic się nie martw, mamusiu. Wszystko się ułoży. Jakoś damy radę. Zaraz dam ci lekarstwa.
Zuzanna próbowała jak mogła uspokoić mamę, ale w istocie to nie była jej biologiczna matka raczej teściowa, a i to prawie już była. Prawie, bo jednak coś jeszcze łączyło je w tej dziwnej, sennej rzeczywistości.
Tak się złożyło, że mieszkały razem w trójkę: matka, syn i jego żona Zuzanna.
Zuzanna wyszła za mąż późno, bo dopiero po trzydziestce. Była już drugą żoną Bartosza. Zuzanna wcale nie zburzyła tamtego związku; Bartosz już dawno się rozwiódł. Od razu spodobała się teściowej Danucie a ta była jej serdeczna, ciepła, otwarta. Przytuliła ją do serca, rozmawiała godzinami i rozumiała jak własną córkę. Zuzanna wcześnie straciła rodziców i pośród szaroburych wspomnień odnalazła rodzinę właśnie w Danucie.
Zmówiły się! żartował Bartosz.
Pięć lat minęło jak z bicza strzelił, niczym śnieg na wiosennym wietrze. Ale potem Bartosz zrobił się opryskliwy, wybuchowy. Wrzeszczał na Zuzannę, na matkę. Wszystko przez kochankę. Zaczął wracać późno i coraz częściej w stanie lekkiego upojenia.
Aż pewnego ranka oświadczył, że się rozwodzi. Dał dwa dni na spakowanie. Nawet nie zdążyły jeszcze wyjść, gdy nowa wybranka Bartosza rozczapierzona, malowana blondyna imieniem Pola, z ogromnymi rzęsami i lekko przerysowanymi ustami zjawiła się z walizką.
Może przyjechała specjalnie, żeby zobaczyć, kogo przegoniła, a przy okazji powiedzieć kilka przykrych słów. Jednak jej się nie udało. Zuzanna parsknęła śmiechem.
Zamieniłeś mnie na na to, co? Strzyga z rzęsami jak u krówki? No to gratulacje, nie żałuję ani trochę.
Za to ona jest zabawna! A wy z matką jesteście stare jak świat. Dwie kwoki!
Mnie, to mnie, ale po co matkę obrażasz?
Kochanie, a mama to z nami zostaje? pisnęła Pola, trzepocząc rzęsami Niech ją zabierze ta twoja była, po co nam twoja matka? Kochanie
No dobra, mamo, czas się wyprowadzić. Zbyt długo tu siedzisz.
A dokąd ja pójdę? Wszystkie pieniądze oddałam ci po sprzedaży mieszkania, żeby ten dom zbudować szepnęła Danuta, chwytając się za serce.
Bez przedstawień mi tu! Okej, możesz jeszcze zostać, ale nie wychodź ze swojego pokoju. Teraz Pola tu gospodarzy.
Koteczku, niech obie się wyniosą zaskomlała Pola.
Przecież to moja matka!
Twoja? Chcesz mi powiedzieć, że będę miała taką teściową? O nie, nigdy
Zuzanna nie chciała tego już słuchać.
Mamo, jedziesz ze mną na wieś?
Lepiej na wieś niż z takim synem i tą kukłą.
Posiedź tu chwilę. Szybko spakuję twoje rzeczy.
Nie zapomnij leków i mojej szkatułki. I torebki!
Zuzanna wrzucała wszystko do starej walizki: szkatułka, lekarstwa, dokumenty, bielizna, swetry Co się jeszcze zmieści.
Zabierajcie się, nic nie chcemy cudzych! rzuciła Pola, prawda, mój Bartusiu?
Bartosz stał milczący. Wiedział, że matka nigdy mu tego nie wybaczy. Ale matka to matka.
Po pół godzinie Zuzanna stała przy przemarzniętym fiacie. Danuta już siedziała z tyłu i łkała tak cicho, że ledwie było słychać. Nawet nie spojrzała na syna, tylko ciężko westchnęła.
Trudno uwierzyć, że można dać wszystko i pozostać nikomu niepotrzebną.
Co my teraz zrobimy, dziecko moje
Damy radę. Mam trochę oszczędności. Do czasu, aż nie znajdę pracy, wystarczy nam. Masz emeryturę. Przeżyjemy. Na chleb z masełkiem będzie.
Przyjechały do dawnego, mazowieckiego domu Zuzanny. Dobrze, że był jeszcze dzień. Lodowate powietrze i pustka, tylko echa dawnych rozmów. Zuzanna szybko napaliła w piecu, przyniosła wodę, postawiła czajnik.
Ty wszystko potrafisz, Zuzanno. Jakbyś tu mieszkała od zawsze.
Dziadek mnie uczył. Dobrze, że kupiłyśmy jedzenie, bo nie chciałabym teraz iść do sklepu. Wieś gadać lubi.
Dom się wygrzewał.
Jutro sprzątnę wszystko do błysku.
Ktoś zapukał do drzwi.
Sąsiadka wróciła? Dawno cię tu nie było. Widzę, że stoi twój samochód. Co cię przygnało zimą? Kłopoty jakieś? zapytał pan Stefan, sąsiad z naprzeciwka.
Dziękuję, już lepiej. Może kiedyś opowiem. Usiądź z nami na herbatę.
Ja raczej chciałem cię zaprosić. Ale widzę, że nie jesteś sama?
To pani Danuta, moja teściowa. Pan Stefan.
Mów, jakby trzeba było pomóc.
Wszystko w porządku. Dziękuję.
Minął tydzień. W domu zapanował porządek i ciepło.
Wiesz, Zuzanno, ja też ze wsi. Za mężczyznę z miasta wyszłam. On umarł, gdy Bartosz miał dwadzieścia trzy lata, a ja sprzedałam mieszkanie. Syn obiecał, że zawsze będziemy razem. Popatrz, jak się świat śmieje.
Nie płacz, mamo. Mi też ciężko. Może w końcu wnuki się pojawią?
Od tej Polki? O Matko jedyna! A pan Stefan? Z kim on mieszka?
Sam jest. Żona utonęła, ratując dziecko z sąsiedztwa. Dawno temu. Dzieci nie było, tak został sam. Przyjaźnił się z moim dziadkiem. Jest w twoim wieku.
Myśli Zuzanny przerwał telefon. Numer nieznany.
Halo, Zuzanna?
Tak.
Pani mąż zginął.
To chyba pomyłka.
Nie, Bartosz miał wypadek samochodowy po pijanemu. Jechał z kobietą. Ona żyje, nawet zadrapań nie ma. Proszę przyjechać na identyfikację.
O Boże. Co powiedzieć Danucie? Może Stefan pomoże.
Zuziu, co się dzieje? Blada jesteś!
Usiądź, mamo. Bartosza już nie ma.
Och! Danuta zawyła To moja wina, odeszłam od niego!
To on cię wyrzucił!
Ale ja matka O Boże, kara go dopadła.
Jadę na rozpoznanie. Pan Stefan z tobą zostanie, dobrze?
Ja z tobą!
Pojadę z wami powiedział Stefan. Moim autem, koniec dyskusji.
Pogrzeb się odbył. Zuzanna i Danuta postanowiły wejść do domu Bartosza. Teraz, wedle prawa, stał się ich wspólnością. Bartosz nie zdążył złożyć papierów rozwodowych wieczne święto, wieczne zakochanie.
Stefan szedł z nimi.
Z kobietami nie wiadomo, co się wydarzy. Pomogę wam.
Dom był nie do poznania. Brudne ubrania, talerze na podłodze. Czuć było zapach alkoholu i coś zgniłego, prawie jak w starym śnie.
I to mój syn zrobił! Nigdy taki nie był!
Co tu robicie?! To mój dom, spadać! wyłoniła się Pola z sypialni, jej rzęsy trzepotały jak skrzydła nietoperza. Za nią wybiegł obdarty, zarośnięty mężczyzna.
Pokaż papiery na dom! wszedł Stefan.
Jakie papiery? Przecież byliśmy po ślubie!
Ale rozwodu nie było!
Ślub tylko zarezerwowany, więc to mój dom!
Przestań bredzić! Wynosić się!
Mężczyzna cicho ulotnił się do ogrodu. Stefan dopilnował, żeby dziewczyna nic nie ukradła.
Teraz tylko sprawdzić dokumenty. Może testament, może już jest nowy właściciel. Tu wszystko możliwe. I zamki wymienić trzeba. Ta Pola może mieć klucze.
Z dokumentami wszystko było w porządku. Zamki wymieniono.
Wiele rzeczy trzeba było wyrzucić. Stefan wszędzie towarzyszył Zuzannie i Danucie.
Przykro mi, że wracacie tu na nowo. Tak się do was przywiązałem.
Będziemy cię odwiedzać. I ty do nas przyjeżdżaj, panie Stefanie.
Odmłodniałem przez was. Danuta przypomina mi moją zmarłą żonę.
Ja widzę, panie Stefanie, jak na mamę patrzysz. Ona też na pana. Czyżbyście się zakochali?
Eee tam skrępowany Stefan tylko machnął ręką.
Ale po roku wzięli ślub. Im było dobrze razem, dobrze też z Zuzanną. Była dla nich jak własna córka. I to nie był jeszcze koniec tej dziwacznej, sennej rodziny.
Stefan i Danuta zostali dziadkami! Zuzanna wreszcie została matką. Za mąż już nie wyszła. Opiekowała się dwójką rodzeństwa z domu dziecka. Chciała zaopiekować się jednym, a wyszło, że bierze dwójkę nie można przecież rozdzielać brata i siostry.
Rodziny nie zawsze dostaje się na starcie ani w dzieciństwie. Czasem los dziwny jak sen splata ją nam z innych ludzi, kiedy najmniej się tego spodziewamy.



