Nieatrakcyjna żona

Biuro brzmiało zwyczajnymi rozmowami. Weszła kierowniczka z jakąś niepozorną dziewczyną.

Poznajcie się dziewczyny, to Lucyna, będzie teraz z wami pracować zamiast Kostka. Dostał awans. Myślę, że się dogadacie powiedziała pani Tamara Nowicka i wyszła.

Lucyna usiadła przy wskazanym biurku Kostka. Wyjęła z torebki ładny kubek i małą ramkę ze zdjęciem mężczyzny. Od razu zabrała się do pracy, jakby przyszła tu już kilka lat temu.

Zadzwonił dzwonek na przerwę, wszyscy jak na komendę wstali i ruszyli na biznesowy lunch. Została tylko Marzena. Ciekawość zżerała ją od środka: kim był mężczyzna na zdjęciu, które nowa postawiła na biurku?

Ze zdjęcia patrzył na nią przystojny mężczyzna z ujmującym uśmiechem i równymi, białymi zębami.

Kto to mógł być? myślała Marzena. Aktor? Piosenkarz?

Pstryknęła zdjęcie telefonem i poszła na lunch. Dziewczyny usiadły razem i słuchały nowej koleżanki.

Poznałam się z Piotrem trzy lata temu, w tak dziwnych okolicznościach, że nie uwierzycie, że to możliwe.

Opowiadaj, opowiadaj! nalegały dziewczyny.

Wspomnienie cofnęło ją do tamtego czasu, kiedy pracowała w dużej firmie. Ktoś w logistyce się pomylił, wysłali nie ten towar do firmy jej przyszłego męża. Wysłali właśnie ją, żeby to wyjaśnić.

Lucyna była mądra, potrafiła prowadzić negocjacje. Wszyscy mylili się przez jej wygląd niepozorna, bez makijażu, taka szara myszka. Ale w trakcie rozmów przemieniała się w mistrza, otulała rozmówcę łagodnie, a i tak podążał za jej wolą.

Szef, znając jej sposoby, wysłał właśnie ją.

Recepcjonistka poinformowała:

Pokój 312, Piotr Egert.

Weszła bez pukania, przedstawiła się.

Lucyna, wysłaliśmy Państwu towar, logistycy się pomylili.

Podjęła wyjaśnienia. Piotr patrzył na nią z niedowierzaniem.

Przecież to ona… On widział ją we śnie lata temu.

Jej rude włosy lekko się bujały, zielone oczy patrzyły wprost, bez żadnych podstępów. Mówiła spokojnie.

Przygotowała się na trudne negocjacje, a nagle Piotr powiedział:

Lucyno, nie będziemy pisać żadnych reklamacji, mam nadzieję, że to się więcej nie powtórzy.

Odstąpiła i podziękowała. Po dwóch dniach czekał na nią przy wyjściu z biurowca. Wyszła ostatnia.

Lucynko! zawołał, machając ręką rozmawialiśmy dwa dni temu.

Dobry wieczór, Piotrze. Pamiętam odpowiedziała bez żadnego kokietowania.

Mam dwa bilety do teatru. Pójdziesz ze mną? Mama się rozchorowała skłamał Piotr.

Mogę pójść, a na co ten spektakl, Piotrze?

Za dwie godziny, zdążysz spokojnie, jeśli musisz się przebrać, podwiozę cię.

Przebiegły pomyślała Lucyna, ale się zgodziła.

Czekał na nią pod blokiem. Gdy wyszła, zobaczył zupełnie inną Lucynę. Czarne, dopasowane do jej szczupłej figury sukienka i buty na średnim obcasie.

Początkowo jej nie poznał, tak go zaskoczyła ta metamorfoza. Makijaż był wieczorowy, ale delikatny. Siedział obok podczas spektaklu i podglądał Lucynę. Widać było, że zna się na teatrze i pewnie czytała już tę sztukę.

Po spektaklu zaproponował restaurację, lecz Lucyna grzecznie odmówiła, tłumacząc, że czekają ją trudne rozmowy w pracy. Odwiózł ją pod dom i odjechał. W końcu tygodnia znów na nią czekał i zabrał na spacer.

Po dwóch miesiącach, tradycyjnie, czekał na nią po pracy.

Mama chce cię poznać, nie masz nic przeciwko?

Też marzyłam, by ją spotkać.

Mama przyjęła ich ciepło, piłyśmy herbatę z konfiturą z rajskich jabłuszek, ciastem z morelami i innymi smakołykami. Rozmowa była swobodna. Lucyna opowiadała Weronice, mamie Piotra, o przepisie babci na dżem z rajskich jabłek, o tacie, który zginął na próbach w pracy, o mamie, która była nauczycielką historii w szkole.

Piotr odwiózł Lucynę do domu.

Bardzo spodobałaś się mojej mamie, cieszę się.

Tak zaczęli się spotykać niemal codziennie. Rok później wzięli ślub.

Lucyna zamilkła. Dziewczyny słuchały jej i po cichu zazdrościły. Tylko Marzena rozmyślała:

Co on w niej widzi, w tej szarej myszce? Ani urody, ani figury. Dlaczego takim się powodzi? Ja jestem ładna, nogi do nieba, a i tak albo trafiam na nieudaczników, albo po tygodniu wychodzi, że żonaci…

Zadzwonił dzwonek, dziewczyny wszystkie wstały i wróciły do biura. Marzena podeszła do Sylwii.

Spójrz, to jej mąż! Wierzysz w to? Bo ja nie. Wymyśla sobie wszystko. Czy taki facet mógłby się nią zainteresować?

Wieczorem po pracy wszyscy wychodzili z firmy, gdy Lucyna się pojawiła, zatrąbił samochód. Wysiadł mężczyzna.

Lucynko, tu jestem! pomachał jej Piotr.

To był ten sam mężczyzna ze zdjęcia.

Naprawdę jest jej mężem? myślała Marzena Czemu nie moim? Przecież jestem lepsza…

Dziewczyny patrzyły na nich, każda myśląc swoje.

Często widząc taką parę, rodzi się pytanie: co on w niej widzi? Widocznie znalazł to, czego szukał. Nie zawsze mężczyźni wybierają na żony najpiękniejsze. Flirtują owszem, ale ślub biorą z innymi. Dlaczego? Chyba sam muszę kiedyś zapytać… I nauczyłem się, że to nie piękno przesądza o szczęściu, lecz coś znacznie głębszego.

Rate article
Fajna Tajna
Nieatrakcyjna żona