**Dziennik Jadwigi**
Żartujesz? wymamrotałam, patrząc na Jana Kowalskiego z szeroko otwartymi oczami.
Machnął głową.
Nie, naprawdę. Dam ci tydzień, żeby przemyślałaś wszystko. To nie jest typowa propozycja. Już teraz wiem, co myślisz rozważ wszystko, przemyśl to dokładnie, a ja wrócę za tydzień.
Patrzyłam, jak odchodzi, a jego słowa wciąż wirowały w głowie, nie potrafiąc się ułożyć w logiczną całość.
Znałam Jana od trzech lat. Prowadził sieć stacji benzynowych w Poznaniu oraz kilka mniejszych firm. Pracowałam tam dorywczo jako sprzątaczka. Jan zawsze witał personel uprzejmie, rozmawiał z nami ciepło. Był, jakby, człowiekiem prawym.
Wynagrodzenie w stacji było przyzwoite, więc nie brakowało chętnych do pracy. Dwa miesiące temu, po zakończeniu zmiany, usiadłam na zewnątrz przy wejściu, bo miałam chwilę wolnego czasu.
Nagle otworzyły się drzwi serwisowe i pojawił się Jan.
Mogę się dosiąść?
Podskoczyłam.
Oczywiście, po co pytać?
Czemu już wstajesz? Usiądź, nie gryzę. Piękny dzień, co nie?
Uśmiechnęłam się i usiadłam znowu.
Wiosna rzeczywiście ma taki urok.
Bo wszyscy mieli dość zimy.
Może masz rację.
Wiesz, zastanawiam się, czemu nadal sprzątasz. Lidia zaproponowała ci stanowisko operatora, lepsze wynagrodzenie, łatwiejsza praca.
Chciałabym, ale grafik mi nie pozwala mam małą córkę, Zosię, i często choruje. Gdy jest zdrowa, sąsiadka może się z nią zająć, ale w razie zaostrzenia muszę być przy niej. Dlatego z Lidią zamieniamy zmiany, kiedy trzeba. Ona zawsze pomaga.
Rozumiem Co się dzieje z dziewczynką?
Nie pytaj Lekarze nie potrafią wytłumaczyć. Ma ataki nie może oddychać, wpada w panikę, wiele innych objawów. Najważniejsze badania są prywatne, a publiczne mówią, że poczekamy, może samo przeminie. Ja nie mogę po prostu czekać
Trzymaj się. Wszystko będzie dobrze.
Podziękowałam Janowi i tego wieczoru otrzymałam od niego nieoczekiwany bonus parę złotych wrzucone do koperty, bez żadnego wyjaśnienia.
Po tym nie spotkałam go już ani razu, aż do dziś, kiedy stanął w drzwiach mojego domu. Gdy mnie zobaczył, serce przestało bić. Jego kolejna oferta była jeszcze gorsza.
Jan miał syna Stasia, prawie trzydziestoletniego. Po wypadku siedem lat spędził w wózku. Lekarze zrobili, co mogli, ale nie wrócił na nogi. Depresja, wycofanie, prawie całkowita niechęć do rozmowy nawet z ojcem.
Jan postanowił: wydać syna za mąż naprawdę. Chciał dać mu cel, powód do życia, by znów poczuł chęć walki. Nie był pewien, czy to zadziała, ale spróbował. Wydawało mu się, że ja będę idealna do tej roli.
Jadwigo, zapewnię ci wszelką opiekę. Twoja córka dostanie wszystkie niezbędne badania i leczenie. Proponuję roczną umowę. Po roku możesz odejść, nieważne co się stanie. Jeśli Stas się poprawi wspaniale. Jeśli nie wynagrodzę cię hojnie.
Mój gniew wypełnił mnie do granic wytrzymałości. Jan, jakby czytał w myślach:
Proszę, pomóż mi. To korzyść obu stron. Nie wiem nawet, czy mój syn dotknie cię. A ty zyskasz szacunek, legalny ślub. Wyobraź sobie, że łączysz się nie z miłości, a z okoliczności. Proszę, nie mów nikomu o tej rozmowie.
Stas się na to zgadza? spytałam ostrożnie.
Uśmiechnął się smutno.
Mówi, że nie obchodzi go to. Powiem mu, że mam kłopoty w firmie, zdrowotne Najważniejsze, że jest żonaty, formalnie. Zawsze mi ufał. To więc kłamstwo dla większego dobra.
Jan odszedł, a ja siedziałam długo, ogłuszona. Złość kipiała, lecz jego szczere słowa trochę złagodziły całą propozycję.
Gdy pomyślałam o Zosi Co bym nie zrobiła dla małej dziewczynki? Wszystko.
Jego syn był też ojcem. Kochał syna, mimo wszystko.
Moja zmiana jeszcze nie skończyła się, gdy zadzwonił telefon:
Jadź, Zosi ma kolejny atak! Szybko wezwij karetkę!
Już jedźmy!
Wjechałam wprost, gdy karetka zaparkowała przy bramie.
Gdzie byłaś, mamo? zapytał lekarz surowo.
W pracy
Atak był poważny.
Może powinniśmy pojechać do szpitala? zapytałam nieśmiało.
Lekarz, który stał przy nas po raz pierwszy, wzruszył ramieniem.
Po co? Tam nic nie pomogą. Tylko podrażnią dziecko. Lepiej pojechać do Warszawy, do dobrej kliniki, do prawdziwych specjalistów.
Czterdzieści minut później lekarze odjechali. Zadzwoniłam do Jana.
Zgadzam się. Zosia znowu miała atak.
Następnego dnia ruszyliśmy. Jan przyjechał osobiście, z młodym, ogolonym facetem.
Zabierz tylko najpotrzebniejsze. Resztę kupimy.
Zosia patrzyła na samochód z ciekawością duży i błyszczący. Jan ukląkł przed nią.
Podoba ci się?
Bardzo!
Chcesz usiąść z przodu? Będziesz widziała wszystko.
Mogę? Naprawdę chcę!
Zosia spojrzała na mnie.
Jeśli policja zobaczy, dostaniemy mandat, dodałam surowo.
Jan roześmiał się, otworzył drzwi.
Wskakuj, Zosiu! A jeśli ktoś napisze mandat, my im wystawimy karę!
Im bliżej domu, tym bardziej nerwowa była moja głowa.
Boże, po co się zgodziłam? Co jeśli będzie dziwny, agresywny?
Jan zauważył mój niepokój.
Jadwigo, spokojnie. Mamy tydzień przed ślubem, możesz zmienić zdanie w każdej chwili. Stas to dobry chłopak, mądry, ale coś w nim się zepsuło. Zobaczysz sam.
Wysiadłam z auta, pomogłam córce wyjść, i nagle zamarłam, patrząc na rezydencję. To nie był zwykły dom to prawdziwy dwór. Zosia, nie mogąc powstrzymać emocji, krzyknęła:
Mamo, czy naprawdę będziemy mieszkać jak w bajce?
Jan zaśmiał się i podniósł dziewczynkę w ramiona.
Podoba ci się?
Bardzo!
Do ślubu Jadwiga i Stas spotykali się jedynie przy kolacjach. Młody prawie nic nie jadł i nie mówił. Siedział przy stole, obecny ciałem, ale umysł daleko. Obserwowałam go uważnie. Był przystojny, choć bladej skóry, jakby nie widział słońca od lat. Czułam, że podobnie jak ja, nosi w sobie ból. Byłam wdzięczna, że nie poruszał tematu nadchodzącego małżeństwa.
W dniu ślubu tłumy ludzi krążyły wokół mnie. Sukienka dotarła dopiero wczoraj gdy ją zobaczyłam, upadłam na krzesło.
Ile to kosztowało? zapytałam.
Jan uśmiechnął się.
Jadwigo, nie musisz wiedzieć. Patrz, co jeszcze mam.
Wyciągnął miniaturową wersję sukienki.
Zosiu, przymierzymy?
Zosia wydała taki okrzyk, że musieliśmy zakryć uszy. Następnie przymierzanie mała księżniczka kroczyła po pokoju z dumą i blaskiem.
W pewnym momencie odwróciłam się i zobaczyłam Stasia w drzwiach swojego pokoju, patrzącego na Zosię. W jego oczach cień uśmiechu.
Zosia zamieszkała w pokoju obok naszej sypialni. Nasza sypialnia nie mogłam sobie wyobrazić, że kiedyś znajdę się w takim miejscu.
Jan zaproponował wyjazd na wieś, ale Stasiowi nie podobało się.
Dzięki, tato. Zostaniemy w domu.
Łóżko w naszej sypialni było ogromne. Stasiu trzymał się na dystans, nie ruszał się. Ja, planując czuwanie całą noc, nagle zasnęłam.
Minął tydzień, zaczęliśmy rozmawiać po zmierzchu. Stas okazał się niesamowicie inteligentny, dowcipny, zainteresowany książkami i nauką. Nie próbował się do mnie zbliżać. Stopniowo zaczęłam się rozluźniać.
Pewnej nocy obudziłam się z gwałtownym bicie serca.
Coś jest nie tak
Pospiesznie pobiegłam do pokoju córki. To, czego się bałam, stało się rzeczywistością Zosia była w trakcie ataku.
Stasiu, pomóż! Zadzwoń po karetkę!
W sekundę stał przy drzwiach i chwycił telefon. Minutę później wszedł senny Jan.
Sam zadzwonię do Aleksandra.
Karetka przyjechała szybko. Lekarze ubrani w nowoczesne kombinezony, przyrządy najnowszej generacji. Po chwili przybył lekarz rodzinny. Rozmawialiśmy długo po ustaniu ataku. Siedziałam przy Zosi, a Stas trzymał jej małą rękę.
Jadwigo, rzekł cicho czy to od urodzenia?
Tak Były setki wizyt w szpitalach, wszystkie badania, a nic nie pomogło. Dlatego moja była żona kazała mi nie wtrącać się w jego życie.
Kochałaś go?
Może kiedyś. To już przeszłość.
Więc zgodziłaś się na propozycję twojego ojca
Uniosłam brwi.
Tak.
Stas uśmiechnął się.
Ojciec myśli, że nic nie wiem. Ja zawsze czytałem go jak otwartą książkę. Bałem się, kogo znajdzie dla mnie. Gdy zobaczyłem ciebie, byłem zaskoczony. Nie jesteś typem, który podjąłby się czegoś za pieniądze. Teraz wszystko wydaje się pasować.
Spojrzał na mnie.
Jadwigo, nie płacz. Wyleczymy Zosię. Jest wojowniczką. Nie złamała się w przeciwieństwie do mnie.
Dlaczego ty się złamałeś? Jesteś mądry, przystojny, dobry
Uśmiechnął się ironicznie.
Powiedz szczerze: czy poślubiłabyś mnie, gdyby wszystko było inaczej?
Pomyślałam chwilę i skinęłam głową.
Tak. Myślę, że kochanie cię byłoby łatwiejsze niż kochanie tych facetów, co udają bohaterów. Ale to nie o to chodzi. Nie potrafię tego wytłumaczyć.
Stas się uśmiechnął.
Nie musisz. Z jakiegoś powodu wierzę ci.
Kilka dni później przyłapałam Stasia na dziwnej czynności. Składał skomplikowane urządzenie, próbując je uruchomić.
To trener, wyjaśnił. Po wypadku miałbym go używać trzy godziny dziennie, ale przestałem. Teraz wstyd mi przed Zosią, przed tobą.
Usłyszałam pukanie. Jan pojawił się w drzwiach.
Proszę?
Wejdź, tato.
Jan zamarł, widząc co Stasiu robi. Przełknął i zwrócił się do mnie.
Czy twoje porody były trudne?
Dlaczego pytasz?
Lekarz twierdzi, że przy porodzie mogło przytrafić się nagłe pociągnięcie kości skroniowej. Zewnętrznie wszystko się zagoiło, ale wewnątrz uciska nerw.
Usiadłam ciężko.
Czego teraz zrobić?
Łzy spłynęły po policzkach.
Cicho, nie płacz, odparł Jan. Lekarz mówi, że to nie wyrok. Potrzebna operacja. Usuńmy to, co naciska, a Zosia będzie zdrowa.
Ale to jej głowa To niebezpieczne
Stas położył dłoń na mojej i przycisnął ją.
Posłuchaj taty. Zosia będzie mogła żyć bez ataków.
Ile to będzie kosztować?
Jan spojrzał na mnie z niedowierzaniem.
To już nie twoja sprawa. Jesteś już rodziną.
Zostałam w szpitalu przy Zosi. Operacja zakończyła się sukcesem. Po dwa tygodnie mieliśmy wrócić do domu.
Dom Ale nie wiedziałam już, który jest prawdziwym domem.
Stas dzwonił codziennie. Rozmawialiśmy długo o Zosi, o nas, o drobnych rzeczach. Czułam, jakbyśmy znali się całe życie.
CWiedząc, że nasza nowa rodzina w końcu znalazła spokój, otworzyłam okno, wypuściłam śpiew ptaków i pozwoliłam, by przyszłość niosła nas ku razem, pełnemu miłości i nadziei.



