Wędrując wzdłuż drogi, **Wojciech** dostrzegł leżącego przy brzegu rzeki psa i od razu podbiegł do niego. W jego ręce wpadł także pasek, który **Grażyna** niechcący upuściła. **Burek** patrzył na swojego właściciela smutnym, rozmarzonym wzrokiem
Z bratem **Jadwiga** nie rozmawiali prawie dwa lata. **Jadwiga** wciąż nie mogła pojąć, jak z drobnego nieporozumienia wyrosła tak gwałtowna kłótnia.
**Jadwiga** i **Wojciech Rumianiec** różnili się rokiem. Od najmłodszych lat byli nierozłączni, zawsze bronili się nawzajem. Niezależnie od popełnionych błędów, dzielili się winą po równo i nigdy nie zostawali w tyle drugiego.
Ich rodzinna wioska, **Krasne**, co roku rosła i kwitła. Mieli szczęście, że wójt wsi **Paweł Kowalski**, urodzony tam sam, okazał się wybitnym specjalistą od rolnictwa.
Po studiach rolniczych **Paweł** wrócił do domu i od razu włączył się w lokalne prace. Jego zaangażowanie szybko zostało docenione, a po dziesięciu latach został wójtem **Krasnego**.
W życiu prywatnym sprawy również układały się pomyślnie. **Jadwiga**, po ukończeniu technikum medycznego, podjęła pracę w przychodni wsi jako pielęgniarka. **Paweł** nie mógł przejść obojętnie obok takiej urody. **Jadwiga** odwzajemniła zainteresowanie. Wzięli ślub, a cała wioska świętowała ich wesele. **Wojciech** szczerze cieszył się z szczęścia siostry, choć jego własne małżeństwo z **Grażyną** nie było tak bezchmurne.
Kiedy **Jadwiga** była jeszcze panną, **Grażyna** od czasu do czasu drwiła z niej, nazywając ją bezużyteczną i zarozumiałą. Po ślubie zazdrość przysłoniła jej słowa. **Grażyna** zaczęła żądać od męża coraz więcej nowego domu, lepszego samochodu, wygodniejszego życia
Często rzucała **Wojciechowi** zdanie: Inni mają wszystko, my nic nie mamy!. Mężczyzna dawał radę, jak mógł, lecz nie potrafił sprostać rosnącym oczekiwaniom **Grażyny** ani w pieniądzach, ani w sile.
Część winy leżała też po stronie **Grażyny**, której brakowało macierzyńskiego szczęścia. Tymczasem **Jadwiga** pomyślnie wyszła za mąż, urodziła syna, potem córkę, wybudowała przestronny dom, a jej mąż awansował na szanowany urząd.
Spotkania rodzinne coraz częściej kończyły się sprzeczkami. Za każdym razem, gdy **Wojciech** odwiedzał **Jadwigę**, **Grażyna** od razu zaczynała go krytykować.
Ostatni dramat rozegrał się w dniu urodzin **Wojciecha**. **Jadwiga** przyniosła mu z miasta szczeniaka labradora od dawna marzył o takim psie. **Paweł** podarował mu nowy skuter.
Wszystko szło gładko, dopóki **Grażyna**, pod wpływem alkoholu, nie wybuchła i nie wylała na **Jadwigę** całą zgromadzoną złość:
No i co, **Lenuś**? Ten pies to jakaś kpina? Gdy już nie ma dzieci, to przynajmniej weźmy psa, co?!
**Lena** próbowała załagodzić atmosferę:
**Grażyno**, uspokój się. Później i tak to pożałujesz
Słowa nie pomogły. Wybuchła głośna kłótnia, goście podzielili się na dwa obozy. **Paweł** szepnął ciche: Zabierzmy się stąd, i po pożegnaniu opuścili przyjęcie.
Minęły dwa lata. Tej samej nocy **Wojciech** zaczął unikać siostry; ich kontakt ograniczył się do kilku rzadkich spotkań. Między nim a **Grażyną** napięcie rosło.
Wieczorami **Wojciech** coraz częściej szedł nad rzekę z **Burek**. Troje wydawali się szczęśliwi: **Wojciech** rzucał patyk, **Burek** biegł za nim, po czym siadł przy nodze i słuchał cichych opowieści właściciela.
**Jadwiga** wiedziała o tym od sąsiadów, lecz nie wtrącała się **Wojciech** pozostał niewzruszony.
Po kolejnej nieudanej kłótni **Grażyna** zaczęła nienawidzić **Jadwigę** i nawet **Burek**. Gdy **Wojciech** nie był w domu, wyrzucała psa na korytarz, przepychała go, a czasem go biła.
Ciekawskie sąsiadki podsycały ogień:
Słyszałam, **Grażyno**, twój mąż znów spaceruje nad rzeką z psem
Wczoraj spotkali **Jadwigę**, jego żonę i dzieci Śmiali się i cieszyli!
Zazdrość całkowicie pochłonęła **Grażynę**. Pewnego dnia **Wojciech** zapytał:
**Grażyno**, nie krzywdzisz **Burka**?
Czy naprawdę potrzebuję twojego psa?! wykrzyknęła, po czym wyszła z pokoju.
**Burek** coraz częściej unikał **Grażyny**, drżąc, gdy ta się zbliżała.
Wszystko skończyło się, gdy pewnego poranka **Wojciech**, rozgniewany, krzyknął:
Mam dość tego wiecznego zazdrości!
Samotna i wściekła, **Grażyna** wyciągnęła **Burka**, przywiązała go do ławeczki przy podjeździe i chwyciła za smycz. Pies jęczał z bólu. Po wyładowaniu gniewu, **Grażyna** odrzuciła smycz, spakowała rzeczy i wyjechała na zawsze.
Wieczorem **Wojciech** wrócił do domu, lecz nie znalazł **Burka** przy bramie. Wewnątrz panował bałagan. Przy podłodze, przy ławce, leżał **Burek**, jego łapa przyciśnięta w szpon. **Wojciech** szybko go uwolnił i zaniósł do przychodni.
**Jadwiga** właśnie szykowała się do wyjścia, gdy zobaczyła brata trzymającego krwawiącego psa:
**Lenuś**, pomóż błagał drżącym głosem **Wojciech**.
Zabrali **Burka** do gabinetu. **Jadwiga** dokładnie obejrzała zwierzę:
Kto to zrobił?
**Grażyna** spuścił wzrok **Wojciech**.
**Jadwiga** skinęła głową, zszyła rany, przemyła oczy i podała wodę. Później na korytarzu **Wojciech** szepnął z żalem:
Przepraszam, **Leno**
No już… uśmiechnęła się zmęczona siostra. A co z **Grażyną**?
Nie, **Leno**. To już koniec.
**Jadwiga** zadzwoniła do **Pawełka**:
**Paweł**, przyjdź proszę.
Gdy tylko usłyszała wyczerpaną w jego głosie, **Paweł** ruszył natychmiast. Po pół godzinie stał już w korytarzu. Gdy zobaczył rodzeństwo skulone razem, a **Burka** cichecący, uśmiechnął się:
No, moi bohaterowie.
Zabrali **Wojciecha** do domu i udzielili rad, jak dbać o psa.
Gdy **Jadwiga** opowiedziała o wszystkim matce, ta westchnęła:
Powinniście już dawno się rozstać.
Uśmiechnęła się, wzięła syna i poszła pomóc w sprzątaniu domu.
Na podwórku **Wojciech** głaskał **Burka**. Matka podeszła, pogłaskała oboje:
Żyjecie jeszcze?
Żyjecie odpowiedział **Wojciech**.
Z domu unosił się zapach gotowanego mięsa i świeżych warzyw. **Burek** potrząsnął ogonem, podrapał nos i uśmiechnął się. **Wojciech** uśmiechnął się, wstał i powiedział:
Życie toczy się dalej.
**Morał**: gdy nie dajemy sobie nawzajem wsparcia i pozwalamy, by zazdrość i gniew rosły, tracimy to, co najcenniejsze rodzinę i przyjaźń. Dlatego warto słuchać serca i dbać o bliskich, zanim zgubi się ich obecność.



