Przecież to mama!

To przecież mama

Jaki zaległy przelew? Coś się Państwu pomyliło, my nie mamy żadnych kredytów… Tak, Jankowscy, tak, nasz adres, ale… Ile? To niemożliwe. Na czyje imię jest ten kredyt? dziwiła się Justyna.

Na Antoniego Jankowskiego odpowiedziała kobieta po drugiej stronie.

Tak, to mój mąż, ale jak mógł? I po co? Justyna była kompletnie zbita z tropu.

Przykro mi, głos stał się łagodniejszy ale zasady są te same dla wszystkich: termin minął, dziś jest przypomnienie, potem będą inne działania.

Justyna nie pamiętała, jak przeszła do pokoju, jak znalazła się przed komputerem: szok dał o sobie znać. Nie, najpierw musi sama zrozumieć, skąd ten dług.

Nigdy nie widziała u męża karty kredytowej, więc nie wziął tych pieniędzy na rodzinę. Co się tu dzieje? O pracy zapomniała myśli krążyły tylko wokół tej dziwnej rozmowy. Z trudem doczekała powrotu Antoniego z pracy:

Dla kogo te pieniądze? Kto cię prosił o ten kredyt?!

Nie zdążyłem, zdążyli zadzwonić mruknął z niechęcią mąż. A widząc, że się wygadał, warknął A co się tak gapisz? Dla mamy, dla mamy! Prosiła o pomoc, sama mieszka…

Na co jej taka suma? My sobie radzimy za mniej, choć oboje pracujemy!

Na wakacje, oczywiście.

Gdzie się wybiera? Do Egiptu czy na Majorkę?

Mama mnie wychowała sama, ma prawo. A od ciebie tego się nie spodziewałem…

Obrażony wszedł do pokoju i z rozmachem rzucił się na fotel, odwracając się do ściany, stosując swój ulubiony foch na żonę. Ale teraz ten teatrzyk nie zrobił na Justynie żadnego wrażenia.

Justyna nawet nie próbowała już rozmawiać. Teściowa była w jej małżeństwie obecna aż nadto. Helena Jankowska uwielbiała żądać. Zaczęła już od pierwszego spotkania z narzeczoną syna. Na widok kolczyków w uszach Justyny od razu spytała z zachwytem, czy kamienie są prawdziwe, czy tylko sztuczne.

Kiedy usłyszała, że Justyna nie nosi podróbek, z miejsca westchnęła:

Po co wydawać takie pieniądze? Lepiej by było coś pożytecznego do domu kupić…

To prezent Justyna poczuła się niezręcznie po takiej uwadze.

A, no to co innego uspokoiła się wtedy przyszła teściowa.

Tydzień później Antoni poprosił Justynę, by nie zakładała tych kolczyków, kiedy idą do mamy, bo ją to denerwuje, że sama takich nie ma, a syn nie może jej takich sprawić.

Już wtedy Justyna uznała, że coś jest nie w porządku. Ale zakochana dziewczyna odsunęła te myśli na bok. Potem był ślub. Helena Jankowska olśniewała gości: elegancka kreacja, super prezent. Dopiero po miesiącu przypadkiem dowiedziała się, że wszystko kupił Antoni. Bez tego Helena nie chciała nawet pojawić się na ślubie syna.

Potem zaczęło się: nowy telewizor jak u koleżanki, suszarka do włosów bo siostra też ma, pokrycie kosztów kosmetyczki, zabiegów… Wszystko natychmiast, już. Inaczej mama natychmiast zaczynała płakać i narzekać na zdrowie. Antoni nie mógł znieść maminego płaczu i spełniał każdą jej zachciankę:

To przecież mama… Jak mogę odmówić?

Ale miał już własną rodzinę. A na ich utrzymanie pieniędzy wiecznie brakowało. Justyna była w szoku: oboje dobrze zarabiali, a jednak nie starczało na podstawowe potrzeby. Na każde pytanie męża słyszała tylko:

Widzisz, Justynko, po prostu nie potrafisz gospodarować. Mogłabyś się od mojej mamy nauczyć…

Ale Justyna nie miała zamiaru się uczyć od teściowej: od razu zorientowała się, jaki typ osoby przed nią stoi. A do takich typów wolała trzymać się jak najdalej.

I potem ta ostatnia kropla: mama zażądała opłaty wczasów. Kwota, jaką wziął syn specjalnie dla niej, oszołomiła Justynę. Mogliby za to spłacić trzy raty kredytu hipotecznego, umeblować nowe mieszkanie i jeszcze wystarczyłoby na świętowanie w najlepszej restauracji w Warszawie.

Antoni nie zamierzał zmieniać przyzwyczajeń: dla mamy wszystko i zawsze. Z tym Justyna byłaby w stanie się pogodzić przecież to mama, sama dla swojej wiele by zrobiła. Ale żeby tak, bez słowa… A gdyby stało się coś złego? To na nią spadłby ten dług! Helena, jak zawsze, wyszłaby z tego czysto.

Justyna zrozumiała, że pora poważnie porozmawiać z mężem. Trzeba ustalić, kto jest dla niego ważniejszy. Albo niech wytłumaczy mamie, że jej potrzeby przekraczają ich możliwości. Niestety do rozmowy nie doszło: Antoni wpadł w złość i oskarżał ją o chłód i interesowność:

Przecież już spłaciłem tamten dług, wszystko zapłacę! Mama nie chce tanich pensjonatów, ona zasługuje na najlepszy standard! Ona dała mi życie i dołożyła wszelkich starań! A ja jej nie mogę zafundować wypoczynku?

Jeśli jej zachcianki są ponad nasze siły? Może czas jej to przekazać?

Lepiej ja tobie coś wyjaśnię: mama jest świętością…

Justyna wiedziała już: Antoni nie zamierza nic zmieniać. Tej zazdrości Heleny o syna doświadczyła nie raz codzienne telefony i prośby Ileczku, odwiedź mnie, tak cię potrzebuję…. Syn rzucał wszystko i jechał na drugi koniec miasta, bo mama prosi!

Po wczorajszej kłótni poszli do pracy, nie godząc się ze sobą. W południe Justyna poczuła się bardzo źle.

Zaniepokojeni jej wyglądem koledzy zaprowadzili ją do lekarza. Tam dowiedziała się, że jest w ciąży. Myślała z radością o przekazaniu tej wiadomości przyszłemu ojcu. I przy okazji pretekst do poważnej rozmowy o finansach.

Niestety cieszyła się przedwcześnie. Antoni jęczał, że na to nie był gotowy, błagał o odłożenie macierzyństwa, domagał się… usunięcia. Zaraz po tym zadzwoniła i teściowa. Ale inaczej niż on nie błagała, a rozkazywała:

Nie chcę być babcią! Co ty kombinujesz? Chcesz związać Antoniego dzieckiem? I tak ci się nie uda, on odejdzie, nie zatrzymasz go…

Skąd ten pomysł? Co Pani mówi?

Wiem, jestem matką, znam syna. Od dawna już szuka, żeby uciec od takiej jak ty. Posłuchaj go i rób, co każe, bo alimentów i tak się nie doczekasz.

Justyna poczuła, jak świat jej ciemnieje przed oczami. Ocknęła się już w szpitalu.

Justynko, wreszcie się obudziłaś rozpoznała głos. Otworzyła oczy i zobaczyła znajomą twarz lekarkę, sąsiadkę teściowej.

Pani Anno, wyszeptała nie wiedziałam, że tu pani pracuje…

I dobrze by było nie wiedzieć zaśmiała się Myśleli, że będą musieli decydować: ty albo dziecko.

Co?!

Spokojnie, wszystko w porządku. Powiedz, co się własciwie stało, czemu cię tak złapało?

Po wysłuchaniu historii Anna marszczyła brwi. Potem udzieliła Justynie rady:

Rzuć tę rodzinę. Antoniego nie zmienisz, a jego mama wszystkich swoich synowych zagoni na skraj rozpaczy. Jest przekonana, że syn jest jej wszystko winien. Helenie męża wykończyła: żądała i żądała, aż zapracował się na śmierć. A syn cały w ojca matce nigdy się nie sprzeciwi.

Ale on się ożenił…

Szczerze mówiąc, sama się dziwię, że się zdecydował. Wiele dziewczyn uciekło po pierwszej wizycie u Heleny! Decyduj sama. A co on mówi na wieść o ojcostwie?

Słysząc odpowiedź Justyny, Anna pod nosem wymamrotała coś bardzo niepochlebnego o chłopcu mamusi. I tak, jakby to było magiczne zaklęcie, Justyna podjęła decyzję da sobie radę sama. Antoni już dokonał wyboru, nawet o tym nie wiedząc.

Pozew rozwodowy złożyła tuż po powrocie do pracy. Antoni nie namawiał ją na ratowanie małżeństwa. O tym, że udało się utrzymać ciążę, już mu nie mówiła.

… Minął rok od odzyskania wolności. Justyna z córeczką spokojnie spacerowały po skwerze obok bloku.

Niespodzianka! usłyszała dobrze zapamiętany głos Czemu nie pozwalasz mi widywać wnuczki?

Bo to nie pańska wnuczka odpowiedziała spokojnie Justyna. Tamto dziecko… Tak jak pani i Antoni radziliście, nie narodziło się. A to moja córka. Tylko moja. Babci już ma.

Jak śmiesz…

Owszem. Potrzebuje pani tytułu babci? To niech sobie pani znajdzie synowi odpowiednią kandydatkę.

Justyna odchodziła z uśmiechem, nie zważała na wyzwiska za plecami. Wiedziała, że zostawiła w przeszłości męża uwięzionego pod skrzydłami mamusi i teściową, która nie zna umiaru. I nie mogła być z siebie bardziej dumna.

Rate article
Fajna Tajna
Przecież to mama!