Jadziu, widzimy się za trzy dni! I nie zapomnij upiec swojego popisowego pasztetu mięsnego. On taki pyszny świergotała w słuchawkę teściowa, Krystyna Pawłowska.
Jadwiga jednak nie miała powodów do radości. Po skończonej rozmowie z osłabieniem opadła na krzesło. Za kilka dni zbliżała się Wielkanoc, a cała rodzina od strony męża, Piotra, jak zwykle miała pojawić się u nich.
Macie tak przestronne mieszkanie, dla wszystkich wystarczy miejsca. Kiedyś gnieździliśmy się po tych naszych klitkach, a teraz jest wreszcie gdzie się zgromadzić! Idealne miejsce na nasze rodzinne spotkania. orzekła już dwa lata temu teściowa.
Od tamtej pory Jadwiga zaczęła szczerze nie znosić swojej dużej, trzypokojowej M, na którą jeszcze latami mieli spłacać kredyt. To właśnie przez to mieszkanie cała armia krewnych zjeżdżała do niej, zostawiała po sobie chaos i przeszkadzała spać.
Piotr wszedł do kuchni i pocałował żonę w czubek głowy.
Wszystko ustaliłaś z mamą? zapytał.
Tak, znowu Święta będą u nas. Piotrze, zaczęła błagalnym tonem może byś Ty pogadał z mamą?
Piotr zmarszczył brwi.
Przecież już to przerabialiśmy. Bardzo Cię lubi, wręcz uwielbia Twoją kuchnię! Jak mogę jej powiedzieć, żeby nie przyjeżdżała? Jest już na emeryturze. Nie każesz jej przecież gotować na wszystkich nie ma już tej siły. Cztery dzieci wychowała, należy jej się odpoczynek.
I jak co roku Jadwiga ulegała argumentom męża, choć w myślach powtarzała: A kto pomyśli o mnie? Dlaczego to ja mam w święta obsługiwać cały tłum ludzi?
Ale skarżenie się nie miało sensu. Nie chciała kłócić się z Piotrem i niszczyć rodzinnej atmosfery. Następnego dnia ruszyła więc na zakupy. A w przeddzień Wielkanocy zabrała się za gotowanie.
Do późnej nocy krzątała się w kuchni. W gości miały przyjść wszystkie dzieci Krystyny Pawłowskiej z rodzinami, razem ponad dziesięć osób!
Czemu wszystko robię sama? Czy żadna bratowa nie może przyjść pomóc? Albo chociaż kuzynka Cała rodzina na zasłużonym odpoczynku? mruknęła pod nosem, ugniatając ciasto na pasztet.
Piotr patrzył na nią zaskoczony.
Wiesz przecież, że moi bracia i ja nie umiemy gotować. A szwagierki Jedne mają maluchy, inne ciągle w pracy. Nie wyrwę ich tak po prostu, Jadziu. To byłoby nie w porządku.
A co ze mną? Przecież ja też mam pracę. Fakt, z domu, ale to nie znaczy, że mniej się męczę!
Nie złość się, kochanie Piotr objął ją w pasie. Wszystko będzie dobrze, przekonasz się. Usiądziemy razem, zjesz pochwały, a humor Ci się poprawi.
I Jadwiga zgodziła się po raz kolejny. Padła do łóżka późną nocą, ale przez zmęczenie długo nie mogła zasnąć. Roztrząsała wszystko na nowo.
I na co mi te pochwały? Też chciałabym raz przyjść na gotowe, nie marnować czasu, pieniędzy i sił
Rankiem, gdy tylko zaczęła twardszym snem spać, zadzwonił telefon. Krystyna Pawłowska, nie tracąc zapału, zadzwoniła z pierwszymi życzeniami dla najstarszego syna, po czym oznajmiła:
Za godzinę wszyscy będziemy u Was! Dałam znać wszystkim dzieciom już wczoraj, szykuj więc stół głos teściowej był aż za energiczny.
Jadwidze zabrakło sił, żeby wstać z łóżka. W myślach widziała już, jak krząta się między kuchnią a stołem, jak po raz setny zbiera talerze i podaje nowe, a potem wszystko sprząta.
Nie chcę jęknęła w poduszkę.
Jadzia, czemu jeszcze leżysz? Zaraz przyjedzie mama i goście! niewesoło z progu obserwował ją Piotr.
Już idę… odpowiedziała niechętnie i podniosła się. Dasz radę, wytrzymasz jeszcze raz szepnęła do siebie i ruszyła zmywać twarz.
Cały czas próbowała się podtrzymywać na duchu. Udało się: postawiła wszystko na stole i zdążyła podgrzać jedzenie.
…Przy stole panował rwetes. Każdy chciał się czymś pochwalić, wspominał, planował, opowiadał historie. Obok Jadwigi siedziała teściowa i nie szczędziła jej pochwał:
Jaka nasza Jadzia gospodarna! Wszystko takie smaczne, kochanie. Sama w życiu bym takiej uczty nie zrobiła Krystyna Pawłowska szeroko się uśmiechała, ściskała ją za rękę i spoglądała w oczy z uznaniem.
A Jadwiga z trudem przyjmowała komplementy, stale uciekając do kuchni albo na balkon, by zniknąć choć na moment od hałasu i pytań o dzieci. Z Piotrem postanowili jeszcze poczekać, ale rodzinie to zupełnie nie przeszkadzało.
Jadziu! rozległ się głos teściowej. Czas podać deser, gdzie się schowałaś?
Drzwi na balkon otworzyły się i weszła Krystyna Pawłowska.
Ty palisz? zapytała zszokowana.
Co? Skąd! niemal podskoczyła Jadzia. Wyszłam po prostu złapać świeże powietrze Duszno trochę w mieszkaniu.
Tak, tak, dzieci w środku, nie można okien otwierać. Już myślałam Nie żartuj nawet, bo jeszcze wnuków się doczekam od Ciebie! zaśmiała się i pogroziła palcem.
Jadwiga wymusiła uśmiech. Ale teściowa tego nie zauważyła.
No chodź, trzeba sprzątnąć ze stołu i podać deser.
Idę
Gdy wróciły do salonu, Krystyna natychmiast usiadła z powrotem. Jadzia została sama. Zebrała brudne naczynia, zaniosła je do kuchni, wróciła z ciastem i rozłożyła przed gośćmi nowe sztućce bez niczyjej pomocy.
Twój sernik bije wszystko! ponownie pochwaliła teściowa.
Jadwiga szybciutko wycofała się do kuchni i zaczęła zmywać naczynia, żeby jak najszybciej zająć się czymkolwiek i nie musieć rozmawiać. W tamtej chwili żałowała, że dalej nie kupili jeszcze zmywarki. Czekała z tym i czekała.
Po dwóch godzinach goście zaczęli się zbierać.
Piotrusiu, odwieź mnie do domu? zapytała Krystyna.
Oczywiście, mamusiu, tylko skoczę po klucze.
Gdy Jadwiga została sama, przeszła do salonu i ciężko opadła na kanapę. Całe mieszkanie zatopione było w bałaganie goście i dzieci zrobili swoje. Po wczorajszej sterylnej czystości nie było śladu.
Trzeba wstać i dokończyć sprzątanie Bo jutro będę tylko bardziej zła na siebie. Ech
Westchnęła cicho, podniosła się i zabrała za porządki. Brudne naczynia, obrusy i ścierki wyniosła do prania, stół odstawiła do kąta, wszystko powymywała, a resztki pochowała do lodówki. Potem odkurzyła i umyła podłogi cały dom znowu był na jej głowie.
Należy mi się coś dobrego za tę orkę
Zapełniła wannę gorącą wodą, wrzuciła ulubioną sól do kąpieli, puściła muzykę. Rozmasowywała zmęczone mięśnie. Dopiero po raz pierwszy tego dnia sięgnęła po telefon. Zastała wiadomość od męża:
Mama zaproponowała, żebym został na noc. Wracam jutro.
Cóż, niczego innego się nie spodziewałam Znowu wszystko na mnie.
Piotr doskonale wiedział, że właśnie dziś będzie sprzątać po całej rodzinie. Jednak zgodził się zostać u mamy, zamiast pomóc żonie.
Jak oni mnie traktują, tak i ja zacznę ich traktować. Dość tego!
Miesiąc przeleciał niepostrzeżenie. Zbliżał się kolejny rodzinny zjazd. Telefon od teściowej nie kazał na siebie długo czekać:
Jadziu, szykuj stół! Wpadniemy w piątek świętować urodziny młodszego brata Piotra.
Oczywiście, stół będzie stał. Ale gotować będzie musiał ktoś inny. Mam zawalony grafik muszę do biura iść, nie wiem, kiedy wrócę Może nawet nie zdążę na imprezę westchnęła smutno Jadwiga.
Ale jak to?…
Praca, nic nie poradzę.
Coś wymyślimy, szkoda westchnęła teściowa.
Wszystkiego dobrego powiedziała Jadwiga i z uśmiechem rozłączyła się.
Wieczór spędziła u przyjaciółki. Rano za to zmusiła Piotra do sprzątania w końcu to urodziny jego brata.
Gdy zbliżał się jubileusz teściowej, Jadwiga wzięła urlop i pojechała do rodziców do sąsiedniego miasta. Prezent wręczyła z wyprzedzeniem i przy okazji przekazała wiadomość:
Ale gdzie tu będziemy świętować?
Piotr Was wpuści, ale mnie nie będzie w domu.
A kto ugotuje?
Zamówcie coś, albo inne synowe coś przygotują. Dacie radę!
Na następne święta była już w domu, ale na stole pojawiła się tylko wędlina i kupny tort. Za każdym razem mówiła to samo:
Nie miałam kiedy gotować, zawalona jestem pracą. Jeśli chcecie, zamówcie coś sobie.
Nikt nie chciał jednak wyciągać portfela i wydawać pieniędzy. A na Nowy Rok krewni zorientowali się, że Jadwiść już nie będzie służbą w swoje własne święta I chęć do wspólnego świętowania natychmiast stopniała.
Ten Sylwester Jadwiga i Piotr spędzili tylko we dwoje, co Jadwidze bardzo odpowiadało. Wiedziała, że wywalczyła swoje. Uniosła kieliszek szampana i w duchu pogratulowała sobie odwagi i wytrwałości miała za co wznieść toast.



