Wolność szczęścia
Radek, poczekaj! No, zatrzymaj się…
Radek trochę zwolnił kroku, odwrócił się.
Za nim, wydeptaną ścieżką do dwupiętrowego, ceglanego domu, szła szybko Jolka, szesnastoletnia dziewczyna w wysokich kozakach, spódniczce, białym, krótkim futerku i chustce przewiązanej na głowie. Spod ciepłej, wełnianej chustki wyłaniały się ciemne, kasztanowe loczki. Ten kolor doskonale pasował do oczu Jolki, zielono-brązowych, błyszczących, jakby zaraz miała się rozpłakać. Przez to wydawała się trochę bezbronna, delikatna chciało się jej bronić i troszczyć się o nią.
Dziewczyna co i rusz ślizgała się, wzdrygała, lecz brnęła dalej.
Jolku, nie biegnij! Jest ślisko! zawołał radząc Radek. I w ogóle lepiej nie biegać. Chociaż… Tobie w sumie pasuje być biegnącą! Policzki ci się nawet zarumieniły! Dawno taka nie byłaś. Zdrowiejesz!
Jolka uśmiechnęła się, podeszła bliżej, Radek wyciągnął do niej rękę, ona mocno ją ujęła i mrugnęła porozumiewawczo.
O co chodziło? spytał, całując ją szybko w policzek. Przecież twoja mama zabroniła nam się spotykać, obiecała mi nawet lanie dodał, udając zmartwienie.
Jolka na moment posmutniała, spuściła oczy, zaczęła ugniatać rączkę torby, lecz zaraz znów się uśmiechnęła.
Radek, oni z tatą tylko straszą! Nic ci nie zrobią! Pójdziesz dziś ze mną do kina, co? wyszeptała prosząco. Kupiłam już bilety. Zobacz!
Zsunęła rękawiczkę z ręki, rozłożyła dłoń były tam dwie papierowe wejściówki.
Radek ujął jej gorącą dłoń w swoje, pogładził długie, piękne palce.
Do kina? No Sam nie wiem Mam robotę marszczył czoło, udając opór. Jolka szybciutko schowała rękę do rękawiczki. Ale skoro zapraszasz, to chodźmy skinął, burcząc.
Na co w ogóle ten film? Znów o miłości?
Nie, wojenny. Michał był, mówi, że super! zaprzeczyła żywo Jolka. Ale sama się boję, a koleżanki nie chcą.
Michał? No tak, nagadać to on potrafi To idź z nim, on grzeczny chłopak. Jak go słuchasz, to z nim się spotkaj!
Michał Borowiecki był kolegą Jolki ze szkoły, zahartowanym w nauce chłopakiem, który nie grał w piłkę, nie łobuzował, a wolał się uczyć, brać udział w konkursach, zdobywać stypendia. No i, co najważniejsze, zwracał uwagę na Jolkę. Radka to trochę drażniło, ale nie traktował Michała jak rywala. Za miękki był. Jolka wolała żywych, ciekawych chłopaków takich jak Radek.
Problem w tym, że do domu Jolki Radek miał teraz zamkniętą drogę, a Michał wręcz przeciwnie. Pani Bożena, mama Jolki, była mu zawsze przychylna, wsadzała w rękę ciastko, zawsze uśmiechnięta…
Nikogo nie słucham! naburmuszyła się Jolka. Skoro ciebie proszę, to znaczy, że inni się nie liczą. Idziesz czy nie?
Radka zalała fala ciepła, kiwnął głową.
No dobra. Chodźmy. Boisz się burknął. A ja? Mam się bać razem z tobą?! Przez was nie wyśpię się w nocy babcia Mania się wystraszy!
Radek mrugnął do dziewczyny; zaśmiała się, machnęła ręką:
Oj, ty się niczego nie boisz! Czekam cię pod kinem o 18:50. Muszę lecieć, mama zabrała się za szatkowanie kapusty, cała kuchnia w miskach. Lecę.
Ostrożnie zawróciła i pomaszerowała do domu.
Mieszkała z rodzicami dwa domy dalej od Radka, wychowywali się razem, rozganiali wróble po krzakach, wdrapywali się na czereśnie, a potem wbrew zakazom mamy zjadali granatowo-czarne kuleczki, żeby poczuć to charakterystyczne ściąganie w ustach i wypluwać pestki na odległość. Razem chodzili do szkoły, choć Radek był dwa lata starszy. Dziewczyny jej zazdrościły, że taki fajny, wysoki chłopak nosi ją niemal na rękach, a Jolka nie widziała w tym nic szczególnego. Dla niej Radek był w życiu od zawsze, oczywiste było, że na nią zwraca uwagę. A to noszenie na rękach
Dwa lata temu podczas zjeżdżania na sankach Jolka nagle poczuła się źle, zakręciło jej się w głowie, przed oczyma pojawiły się czarne plamki. Źle upadła, złamała nogę. Leżąc w zaspie, jęczała z bólu, po plecach polał się pot, a ból wybuchał jednocześnie w nodze i w piersi, jakby ktoś ścisnął ją pasem. Jolka zawsze bała się bólu. Nawet drzazgę trudno jej było wyjąć z palca. A tu cała noga…
Radek znów był tuż obok. Był zawsze tam, gdzie jej coś się działo. Przyniósł ją do domu, jej noga tak spuchła, że musieli ciąć but. Ściskała mu ramię tak mocno, że zostały ślady paznokci, ale Radek wytrzymał cicho.
Przyjechała karetka, zabrali Jolkę do szpitala. Powiedzieli, że z nogą sobie poradzą, ale wykryli chore serce, wypisali w karcie całą listę łacińskich terminów. Przetrzymali w szpitalu, wreszcie odesłali do domu.
Śnieg za oknem dawno stopniał, a Jolka dopiero zaczęła wracać do życia.
Noga długo się zrastała, swędziała pod gipsem. Wkurzała się, płakała, kłóciła z mamą, ale Radek zawsze ją czymś zajął: przyniósł mapę świata wyciągniętą z encyklopedii, po której przesuwał papierowy stateczek, drewnianą ciężarówkę, razem podróżowali wyobraźnią po egzotycznych krajach, potem na krę, a pięć minut później pili herbatę w chatce za lasem. Raz przyniósł klocki, kiedy indziej rysowali gazetki ścienne.
Jak ci zdejmą tę nogę z gipsu machał głową Radek pojedziemy gdzieś razem. Gdzie chcesz?
Jolka wzruszała ramionami.
Chciałabym po prostu na podwórko, ale mama nie pozwala. Muszę odpoczywać, żeby coś z sercem się nie stało. A ja chyba już nie pamiętam, jak się chodzi
Bajki! machał ręką Radek. Trzeba rozruszać się! Mój dziadek, Marian, z Fedorowa, wrócił z wojny prawie inwalidą, ale jak tylko trafił do nich na wieś jakiś profesor gwiazda medycyny to kazał mu się ruszać, robić różne ćwiczenia. I nic dziadek stanął na nogi. Nauka nie stoi w miejscu! Dla ciebie też na pewno coś znajdą, zobaczysz. Tylko nie zniechęcaj się. Ruszaj się, żółwiku! Ru-szaj się!
Przekomarzając się, zabierał jej lalkę, zostawiał ją przy łóżku, a Jolka tłukła kulami, żeby oddał zabawkę.
Jolku, w twoim wieku zabawki? teatralnie oburzał się Radek. Siedzisz jak stara panna, narzekasz. Zupełnie jak babka Zosia z warzywniaka narzeka na bóle reumatyczne, zmartwienia Głowa do góry, Jolka! Jeszcze potańczymy!
Jolka! Wracaj do łóżka! Radek, na litość boską, co ty robisz?! wpadała do pokoju Bożena. Przecież ona nie może się denerwować! Wynocha! Żeby mi cię tu nie było!
Pani Bożeno! bronił się chłopak. Ona u was marszczy się jak podwędzona flądra! Przecież trzeba ją ruszać, nie więzić w łóżku! Jakby maraton biegła, a ona chce normalnie żyć!…
Ale to nie twoja sprawa. Idź do domu, Radek! O tym, jak mamy żyć zdecydujemy sami. Ty jesteś nieodpowiedzialny, nie myślisz o konsekwencjach. Idź, Michał pomoże Joli z lekcjami. Już tyle zaległości…
Radek, wychodząc na ganek, nagle usłyszał szept. Bożena, łapiąc go za kaptur kurtki, przycisnęła do ściany.
A wiesz! Lepiej nie wystawiaj się z twoimi radami, domorosły doktorze! Jola ma ciężką chorobę, nic jej nie wolno. Nawet dzieci mieć nie może lekarze powiedzieli, że nie przeżyje porodu! A ja chcę mieć żywą córkę, zrozumiałeś? Nie śmiej mówić jej prawdy, ona marzy o rodzinie. Rozumiesz?
Wywichrowane myśli rozrywały Radkowi głowę nawet, gdy wrócił do siebie. Jolka niepełnosprawna? Prawdziwa? Tak chora, że może umrzeć w każdej chwili?
Na ganku czekała babcia Mania, patrzyła jak wnuk zrzuca kurtkę i polewa się zimną wodą z wiadra.
Radek! Co ty, zmarzniesz! zawołała, podając ręcznik.
Radek ochłonął nieco.
Nie… Przecież ona musi żyć! I będzie żyła! I będzie szczęśliwa! Obiecuję! tupał nogami.
Babcia słuchała, lecz nie rozumiała szeptów wnuka.
Radziu, po co hałasujesz, spać nie dasz. Idź już, późno, zmęczony jesteś! mruknęła.
Już, babciu. Zaraz idę. Napiję się herbaty i do łóżka.
Żyli we dwoje. O rodzicach Radek wiedział niewiele, babcia mówiła niechętnie. Chciała ukryć, że matka go zostawiła, o ojcu nikt nie słyszał…
Jolkę co jakiś czas wożono do lekarzy. Mama przynosiła im na stół to, co miała z ogródka byle tylko powiedzieli, że jej dziecko da się wyleczyć. Cudu jednak nie było.
Dziś tego nie umiemy leczyć rozkładał ręce lekarz. Może kiedyś, z postępem nauki. Ale na razie, tylko spokój, żadnych emocji. Po co płakać?! upominał Bożenę. Setki, tysiące ludzi tak żyją!
Tak… Jasne Spokój… powtarzała Bożena. Michał, kolega Jolki, też mówił, żeby się oszczędzać. Nauczył ją czytać, pilnuje spacerów.
Mamo! czerwona jak burak Jolka nie lubiła, gdy matka paplała lekarzowi.
No co mamo?! uśmiechnął się lekarz. Dobry chłopak przy tobie, ciesz się nim! To i dobry mąż z niego będzie No, do widzenia.
Lekarz odpiął kołnierzyk, patrzył jak Jolka i jej mama idą przez podwórze, a potem zadzwonił do żony, poprosił, by usmażyła naleśniki. Zachciało mu się czegoś tłustego, ciepłego, słodkiego…
Tak żyła teraz Jolka bała się wykonać byle krok, a mama czuwała, by nie przemarzła, nie zgrzała się, nie biegała, nie skakała…
W kinie było duszno, czuć dym papierosowy. Jolka, ściskając dłoń Radka, oglądała film, płacząc cicho w jego ramię.
Jolka, nie płacz! Wszystko będzie dobrze! szeptał Radek, głaszcząc ją po głowie.
Ale zaraz ludzie zaczęli na nich syczeć, prosząc o ciszę.
Radek, źle mi. Wyjdźmy poprosiła Jolka.
No to chodź!
Czarny cień przesunął się w stronę wyjścia. Strumień światła z hallu rozlał się na salę, potem drzwi zamknęły się i nastał półmrok.
A Jolka i Radek mrużyli oczy w świetle lamp.
Usiądź, przyniosę ci wody! zarządził Radek.
Bileterka patrzyła na nich krzywo:
Taka młoda mruknęła. Jesteście po ślubie? Co za czasy
Pewnie pomyślała, że Jolka jest w ciąży, stąd jej słabo.
Jeszcze nie jesteśmy małżeństwem, ale niedługo będziemy! pojawił się nagle Radek.
Co? Jolka zdumiała się. Strach i zamęt przeszył ją do cna. Żartujesz?
Chwyciła go za rękę, odwróciła w swoją stronę.
Takimi rzeczami nie żartuję! powiedział poważnie Radek. Chciałem ci to wyznać później, ale Jolu, idę do wojska. A jak wrócę pobierzemy się. Obiecałem ci, że zobaczysz świat? Może nie od razu, nie cały, ale na pewno pingwiny pamiętasz?
Pokiwała głową.
I wyzdrowiejesz! Zrobimy wszystko, co w naszej mocy! Pojedziemy do lekarzy, znajdziemy najlepszych. Powiedzą, co robić zrobimy, urodzisz nam dziecko! mówił z zapałem, chciał ją pocałować, tam, w jaskrawo oświetlonym foyer, ale bileterka patrzyła na nich jak sędzia
Wypij wodę, wyjdziemy na dwór! powiedział, pociągnął ją delikatnie, lecz ona wyswobodziła się z objęć.
Nie mogę mieć dzieci? Zupełnie nie mogę? spojrzała mu w oczy.
Radek się zmieszał. Mama Jolki prosiła, by nic nie mówić…
Teraz o tym nie myślmy! Zobaczymy, co będzie Chodźmy, przejdziemy się.
Jolka przytaknęła i pozwoliła pomóc sobie założyć płaszcz. Na dworze oddychała głęboko, ale w środku czuła się pusta. Jest niedokobieta Czy to w ogóle możliwe stworzyć rodzinę? Jak żyć dalej?!
Radek, chcąc ją rozerwać, zabrał ją do Kostka Zieleńskiego na motocykl. Włożyli kask Jolce, posadził ją przed sobą, obiecał nie szaleć.
Motocykl sunął spokojnie, Jolka czuła ramiona Radka wokół siebie, jego czuły dotyk I zrobiło się gorąco, zapomniała o tym, co straszne. Liczyła się tylko ta droga, Radek, jego ręce, oddech i dudnienie silnika
W nocy do Jolki wezwano lekarza, zrobił zastrzyk.
Musicie dbać o to dziecko! powiedział. Egzaminy za pasem, a ona na nerwach!
Jolka tłumaczyła, że tylko film oglądała, że minie, że
Byłaś z Radkiem? zapytała surowo mama, gdy lekarz pojechał.
Tak. Radek zawsze mówi mi prawdę! O wszystkim! Nawet o tym, że że dzieci nie będę miała
Jolka znów się rozpłakała.
No, ja mu pokażę! zacisnął pięści Tadeusz, ojciec.
Nie rusz go, tato! On najlepszy! Michał mu nie dorasta do pięt!
Spać! zawołał ojciec, zgasił światło.
Bożena Radka na próg więcej nie wpuściła, we wszystkim jego obwiniała.
A i tak będę z nią rzucił Radek, przychodząc się pożegnać tuż przed wyjazdem do wojska. Chcecie, to mnie wywalcie, mogę wejść przez okno!
Na ganek wyszedł Tadeusz z dubeltówką.
Będzie pan strzelał, panie Tadeuszu? stanął przed nim odważnie Radek. Nikomu nie jestem potrzebny poza babcią Manią. A Joli powiedzcie, że pojechałem. Nie będzie się martwić, OK?
Lufa dotknęła jego piersi, Bożena zapłakała, zatykała usta.
Tadeusz popatrzył chwilę, po czym opuścił broń.
Głupi jesteś, Radek. Może w wojsku zmądrzejesz. Idź. Jolka śpi. Dla babci, idź.
Oboje z żoną uznali, że wszystkiemu winien jest Radek przez niego Jolka złamała nogę, przez niego zjechała na sankach
Nie martw się, Bożena. Może mu się spodoba wojsko, zostanie tam na zawsze. Jolkę zapomni
Nie zauważyli jak Jolka, stojąc boso przy oknie, patrzyła na znikające plecy Radka.
Odwróć się! No, odwróć się! krzyczała w myślach.
I odwrócił się niby poprawiając czapkę, ale w rzeczywistości pomachał jej, ledwo widocznie. I Jolka zrozumiała…
Radek wrócił po czterech latach. Rodzice Joli jej nie powiedzieli, ale wysłali go do Afganistanu, tam zaginął. Babcia Mania zmarła, nie doczekawszy jego powrotu. Joli nie pozwolili iść na pogrzeb. Wszystkie listy, które wysyłała na adres jednostki Radka przepadały.
Nie odpisuje? pytała ze współczuciem pani Aniela z poczty. Może ma inne sprawy na głowie Albo już nie chce Oj, a tam idzie Michał! Jaki elegancki, prawie jak profesor! Chyba cię szuka, Jolko. Leć do niego!
Wrócił jesienią. Ponury, ciemny dom przywitał go ciszą i zapachem wilgotnych szmat. Przeciekający dach zalał piętro, po ścianach rozlazły się brzydkie, rude zacieki. Na tapczanie leżał szalik babci, w kącie na szafce przy łóżku przyciemnione święte obrazki.
Radek usiadł do stołu, zamknął oczy. Wszystko jakby takie samo, ale nie Zmienił się dom? Czy to on? Radek?
Przewrócił się niespokojnie przez noc, rano ruszył do domu Jolki. W ogrodzie bieliznę wieszała pani Bożena.
Ciociu Bożeno! zawołał, rzucając petem. Wciąż taka sama!
Miał wrażenie, że minęła wieczność, odkąd stąd odjechał.
Kto tam? zmrużyła oczy Bożena.
To ja, Radek. Mogę wejść?
Nie czekając dłużej, wszedł przez furtkę, szedł ścieżką, spoglądając na okno pokoju Jolki. Zasłony szczelnie zaciągnięte, kwiatków w doniczkach brak.
Wyjechała, Radek. No i żyjesz? poprawiając chustkę, powiedziała Bożena ze smutkiem. Wróciłeś Wiesz, jak to się wszystko potoczyło?
Dokąd wyjechała? spytał ponuro, sięgnął po papierosa, ale rozmyślił się.
Do Lublina. Michał dostał się tam na studia, więc pojechali razem.
Ale co Michał ma do rzeczy?
Są małżeństwem. Jola nie chciała tu zostać, mówiła, że ty poległeś. Michał ma tam rodzinę, załatwili mieszkanie. Niedawno przyszło pismo dają sobie radę, Jola też studiuje. Całe życie Michał jej pomagał, gdy… gdy czekała na ciebie. Po pogrzebie babci Mani całkiem się załamała, znów wzywaliśmy lekarza Ale Michał był przy niej. Daj im spróbować być szczęśliwymi, Radek…
Popatrzyła błagalnie. Starzała się. Widać było smutek na jej twarzy.
Jolka nigdy nie kochała tego kujona mruknął Radek z goryczą.
Kiedyś może tak było Teraz jej z nim spokojnie. On ją chroni. Proszę, nie wkraczaj do ich życia.
Radek bez słowa się odwrócił, odszedł. Bożena westchnęła, weszła do domu. Jej mąż siedział za stołem, czytał gazetę. Michał zaraził go książkami
Radek poszukał na cmentarzu grób babci Mani, postawił na nim swój krzyżyk i pożegnał się.
I wyjechał
Radek stał się ostry, nieustępliwy, nie znał słowa nie. Kłócił się, dążył do celu, nie zawsze uczciwie, miał pieniądze, nie zawsze czyste. I szukał, cały czas szukał.
Nie, odnaleźć Jolkę to chwila Lublin, studia, Michał takich łatwo odszukać. Jednak on szukał możliwości.
Osiem lat kariery (najpierw części w warsztacie, później antyki, potem sklepy spożywcze) doprowadziło Radka do producentów sprzętu medycznego, przez nich nawiązał kontakty z najlepszymi lekarzami świata.
Czemu cię interesują sprawy kardiologiczne? spytał Rączka, kardiolog. Mamy świetnych lekarzy, co się stało?
Chcę pomóc pewnej osobie żeby żyła lepiej.
Jaki wiek? Bliska ci osoba?
Nie, znajoma. Dwa lata młodsza, od szesnastu lat chore serce, nie wiem, jaki dokładnie diagnoz.
Potrzebna dokumentacja, co my tu będziemy filozofować? Da się leczyć, są przypadki skomplikowane rzucił Rączka. Jak przyjdą nasze urządzenia, pogadamy o wszystkim, dobra?
Są na cle poprawił Radek marynarkę. Załatwię dokumentację, jak ją przywlokę, to pomożesz?
Potrzebna nowa karta, świeże wyniki. skinął głową lekarz.
Radek wziął torbę, zamknął za sobą drzwi.
Gdzie idziesz? Irenka stała w przedpokoju, ciasno związana szlafrokiem. W mieszkaniu lodowato, Radek ciągle wietrzył. Piąta rano, a ty znowu wychodzisz?
Zawahał się, wzruszył ramionami.
Przepraszam, nie chciałem cię budzić. Jadę na parę dni interesy. Nie zanudzij się. Jak ktoś zadzwoni, udawaj, że nie wiesz, kiedy wrócę. Tak naprawdę nie wiesz. Przyciągnął ją do siebie, objął mocno, pocałował szybko. Nie wprowadzaj nikogo do domu.
Irenka podniosła ręce w geście poddania, rzuciła mu buziaka.
Rozkaz, panie dyrektorze. Zjesz śniadanie?
Nie mam czasu. Przepraszam.
Po cichu zamknął drzwi. Irenka słyszała jego kroki na schodach…
Wiedziała, że jej nie kocha. Nigdy tego nie ukrywał, ale razem było im dobrze. Ona była przy nim solidny tył, on przy niej zamożny, pewny siebie mężczyzna. Czego więcej potrzeba?
Panie Andrzeju, bardzo cenimy współpracę, ale dokumentacja pacjentów to inna bajka! w restauracji naprzeciw Radka siedział niewysoki, chudy człowieczek, z trzęsącymi się dłońmi, obgryzał paznokcie. To kontrola, tak? Skąd pan jest? Z jakiego wydziału? Ja nic nie ujawniam, broń Boże! Jolka… to znaczy… nie przypominam sobie. Co do naszych dostaw kierownik do spraw sprzętu, on decyduje, ja, ja…
Radek uśmiechnął się:
Spokojnie, Panie Jurku. Ile pan chce za informację? Jolka to dawna przyjaciółka, od dziecka Ma chore serce, mąż ją trzyma jak w klatce, szprycuje lekarstwami i surowo pilnuje badań. Poza tym, na pokaz ją do pracy puści, ale urlop w domu, teatry i kino nie, bo emocje szkodzą. A jak tak żyć? On się dorobił na jej chorobie dostał mieszkanie, samochód. A ona do pracy jeździ autobusem, na urlop nie jeździ, bo on twierdzi, że podróży nie zniesie. Mają syna. Teoretycznie nie miała rodzić, ale dziedzica trzeba było zrobić. No i Michał teraz katuje małego nauką. Chłopak zdrowy, ale już wygląda jak staruszek, za to Michał jest świeży i zadowolony. A wszystko dzięki Joli. Dostali mleko wodzone, które sam pije uwielbia kawę z mlekiem.
Radek mówił spokojnie, długo, z trudem powstrzymując się od krzyku.
Pan jest niebezpieczny, panie Andrzeju! wyszeptał Jurek. Wtrąca się pan w życie innych, chce pan burzyć cudzy świat… To przestępstwo!
Przestępstwo to wykorzystać chorą żonę dla własnej wygody! warknął Radek. Ja tylko proszę o kartę medyczną. Kupuję informację. Ty ratujesz człowieka i swoją rodzinę, bo syn niedługo na studia. Zrobimy interes. Dogadamy się. Na ulicy, chodź.
Wyszli. Wietrzysko zerwało czapki, smagało szaliki, ciągnęło za uszy.
Ile? spytał wreszcie Jurek.
Radek podał sumę. Jurek wyjął teczkę z dokumentami, oddał plik papierów. Chunkę pieniędzy Radek schował w jego aktówkę.
Dziękuję rzucił. Dokumenty już są przekazane, sprzęt przyjedzie za tydzień.
Radek poklepał lekarza po ramieniu i odszedł.
Jolka szła powoli boczną uliczką, nie myślała o niczym, po prostu szła.
Jutro znowu lekarz Michał zapisał ją w nieprzyjemnej porze, musiała zwalniać się z pracy. Wieczorem zebranie w szkole u syna, Michał nie może przyjść Za tydzień przyjadą teściowie, trzeba przygotować pokój Dużo spraw, ale teraz tylko oddychała. Było dobrze.
Przejechał motocykl, dziewczyna na ramionach chłopaka. Jolka uśmiechnęła się, przypomniała sobie z Radkiem jak wiatr zrywał liście, mijały domki sąsiadów…
Jolko! usłyszała znajomy głos, zastygła. Jolko, hej!
Odwróciła się. Radek…
Musimy pogadać. W bardzo ważnej sprawie! pociągnął ją do ławki. Usiądźmy, pogadajmy.
Radek… Radku… Radek! szepcze, gładząc go po ramionach, po twarzy. A babcia Mania nie wierzyła…
Jolka rozpłakała się, Radek ujął ją w mocne ramiona czułe, bezpieczne. Zawsze był przy niej teraz wiedziała to na pewno.
To gdzie pogadamy? Może do kawiarni? spytał.
Po co? Wpadnij do mnie. Michał i syn już w domu. Waldek to nasz syn. Poznasz go.
Nie mogę. Tu chodzi o ciebie.
No dobrze. Tam za rogiem jest bar, chodźmy.
Zasiedli. Radek chwilę nie mógł znaleźć słów.
Jolka, masz pojechać ze mną. Trzeba uporządkować kilka spraw, załatwić papierkowo.
Gdzie? zaskoczona.
Znalazłem świetnego lekarza, profesora Romanowskiego. On leczy takie serce jak twoje. Masz szansę na operację! Po wszystkim wrócisz do normalnego życia, bez zamykania w domu Znów będziesz wolna i zdrowa.
Michał mnie nie więzi. On po prostu troszczy się
Doskonale wiem… I że jeździ twoim autem, i wszystko wiem. Jolko, już zapłaciłem, pojedziesz ze mną. Lekarze nasi będą asystować.
Zaczekaj, Radek, a ty co u ciebie? Masz żonę? Czym się zajmujesz? Tak się zmieniłeś Ale to ci pasuje
Jak? spytał ochryple.
No, taki… niezłomny, twardy, może trochę groźny. Ty chyba nie jesteś gangsterem?
Całe życie różnie bywało. Zaczynałem byle jak, potem się wybiłem, zajmuję się dostawami, języka się nauczyłem…
Waldek też się uczy, Michał mu załatwił korepetytora dwa razy w tygodniu. Byłeś pod swoim domem? Co tam teraz jest?
Nic nie wiem, nie o tym! Jolko, wszystko już załatwiłem, czekają tylko na twoje papiery. Możesz wziąć urlop, resztę wezmę na siebie.
Radek jakby się spieszył, jakby przeczuwał, że wkrótce im przerwą.
Jolka? Waldku czeka z kolacją, a ty tutaj? pojawił się Michał. Widziałem cię przez okno. A to… Radek? To niespodzianka…
Michał spoważniał, chwycił żonę za rękę.
Zaczekaj, Michał. Radek miał mi coś ważnego powiedzieć
Jolka poczuła, że zaraz wydarzy się coś złego, przestraszyła się.
Na powietrze, Jolka! Weź tabletkę! Michał spanikował, Radek pokręcił głową, podążył za nimi.
W domu pachniało zupą. Waldek w szlafroku patrzył ciekawie na gościa.
Radek podał mu dłoń.
Chłopiec kliknął rękę, spojrzał pytająco na ojca.
Waldku, zjedz w swoim pokoju. Z panem Radkiem musimy pogadać przykazał Michał.
Jolka zaniosła chłopcu talerz i odeszła do kuchni.
…
No więc co u ciebie? Skąd się wziąłeś, czym się zajmujesz? Michał, jak pan domu, chodził po kuchni. Podłóż mu schabowy, Jolko. Masz żonę?
Nie. Znalazłem dla Jolki klinikę w Niemczech. Tam mogą zrobić nowatorską operację serca. To szansa, żeby w końcu żyć normalnie, zdrowo! oczy Radka błyszczały.
Jolko, idź, zanieś Waldkowi herbatę.
Poczekał, aż żona zniknie i mówił dalej:
Co ona może powiedzieć? Ty nagle wpadasz, ciągniesz ją za granicę, nie wiadomo za jakie pieniądze, na nieznaną operację. A my z Waldkiem co? A jak umrze? My tu zostaniemy, a ona tam, w obcym świecie. U nas jest dobrze, nie potrzebujemy pomocy. Ty się wtrącasz. A byłeś, jak nocami trzeba było przy niej czuwać? Gdy po porodzie była ledwo żywa? Ona jest moja, wiem, co dla niej dobre.
Ty wyliczasz swoje zasługi? wzburzył się Radek. Ona nie jest rzecz! Trzeba dać jej szansę na życie, nie tylko żeby przetrwała. Wolisz, żeby była twoją przychylnością? Stanie się innym człowiekiem, zobaczysz!
Ja nie pojadę, Radek. Zostaję tu. To moje życie. Boję się, Radku A jak nie przeżyję? Waldek jest mały, nie zniósłby tego. Żyje mi się tutaj dobrze.
Jolka objęła go, położyła głowę na jego plecach.
Napijemy się herbaty, dobrze? Mam ciastka. Potem wrócisz do siebie, dobrze?
Nie chciał. Wstał, chwycił kurtkę, wyszedł nawet nie pożegnał się.
Idąc przez miasto, potrącając barkiem przechodniów, Radek nie mógł pojąć, jak można nie chcieć lepszego życia? Tyle już zrobił Na darmo
Przebijał się przez instytucje, negocjował na próżno.
Chciałeś tylko udowodnić Michałowi, że jesteś lepszy, że ona i tak będzie twoja. Ale się myliłeś. Przegrałeś! błysnęło, potem została tylko gorycz…
Irenka czekała na niego bez snu.
Cześć powiedziała cicho w przedpokoju, w tym samym szlafroku. Ugotowałam zupę… Zjesz? Wyszła naprawdę smaczna…
Podeszła nieśmiało, przytuliła się do niego.
Co jest? Radek był zaskoczony.
Bałam się, że nie wrócisz. Że zostaniesz tam
Przytuliła się mocniej i cicho zaszlochała.
Skarbie! Jak mógłbym cię zostawić? Głupstwa! Radkowi zrobiło się nagle lekko, jakby zrzucił z siebie wielki ciężar. Nic już nie musi ani sobie, ani nikomu. Może po prostu żyć, pokochać Irenę, ożenić się z nią, mieć dzieci, wychować je… To będzie ich życie, rodzina. A inni niech żyją, jak chcą.
To naprawdę takie proste pozwolić sobie na szczęście!
Irenka patrzyła, jak Radek z apetytem je jej zupę. Uśmiechała się, bo wiedziała, że w ich domu mieszka teraz mała rodzina. Była tego pewna.



