Upał. Katarzyna

Upalne lato. Katarzyna

Piotr i Zuzanna wzięli ślub dopiero dwa lata po tym, jak się poznali.

Ostrożnie szli ku szczęściu, niemal stąpając na palcach, uważnie dobierając każde słowo i krok. Nic dziwnego życie pokazało im nie raz, że uczucia potrafią być złudne, a miłość nie zawsze przychodzi od razu, ani nie zostaje na zawsze. Musieli się przekonać, czy uczucie, które pojawiło się po przeżytych rozczarowaniach i bólu, to naprawdę ich nagroda, czy warto mu zaufać.

Maria Zielińska, mama Piotra, milczała, by nie spłoszyć szczęścia syna, który tak bardzo się zmienił. Znów miał rozprostowane ramiona, błysk w oku, a na spotkania z Zuzanną szykował się tak, jakby w każdej chwili gotów był iść z nią prosto do urzędu stanu cywilnego.

Zuzannę Piotr przedstawił mamie niemal od razu. Maria Zielińska przyglądała jej się z niepokojem, szukając w niej śladów swojej dawnej synowej, Angeliki, ale nic podobnego nie znalazła. Nawet przeprowadzić się do Piotra Zuzanna nie chciała.

Nie, Piotrze, upierała się. Nie zrozumie tego pani Halina, a bardzo ją cenię. Zrobiła dla mnie wiele i jest cudowną kobietą. Zresztą jej zdrowie nie pozwala jej być samą, trzeba jej pomóc. Nie spieszmy się, zostawmy wszystko, jak jest. Mamy czas.

Piotr zgodził się niechętnie, ale to nie przeszkodziło ich wielkiemu uczuciu. Wręcz przeciwnie ten dłuższy czas narzeczeński był im bardzo potrzebny, mogli lepiej się poznać.

Do Marii Zielińskiej Zuzanna przeprowadziła się tuż przed ślubem. Stało się to jednak z powodu smutnego wydarzenia zmarła pani Halina.

Od dawna skarżyła się na serce. Zuzanna prowadzała ją po lekarzach, wyręczała w domowych obowiązkach, ale los był nieubłagany. Któregoś wieczora wracając z pracy, Zuzanna zobaczyła Halinę siedzącą w ogrodzie, w swojej ulubionej altance, z listem od wnuka w ręku. Nie od razu zauważyła, że Halina już nie żyje.

Zuzanna zadzwoniła po karetkę, lecz na ratunek było za późno.

Wspominając związek z Haliną, wspólne wieczory nad Wisłą i gotowanie konfitur w małej letniej kuchni, Zuzanna długo płakała. Najbardziej w sercu została jej wdzięczność Halina przyjęła ją bez pytań i okazała serce w najtrudniejszym okresie życia.

Dziękuję szeptała Zuzanna, oddając cześć tej, która pierwsza wyciągnęła do niej rękę.

Synowie Haliny przyjechali nazajutrz z rodzinami. Po załatwieniu wszystkich formalności, starszy syn poprosił Zuzannę na rozmowę.

Mama chciała, by część domu została dla ciebie. Zamieszkaj tu i dbaj o niego. My z bratem nie planujemy się tu wprowadzać, a jesteśmy ci wdzięczni za opiekę nad mamą. Jest testament, zgodzamy się na wszystko.

Nie przyjmę tego, głową pokręciła Zuzanna. To wasz dom. Pomogę przy gospodarstwie, ale spadek powinien należeć do was. Wasza mama bardzo was kochała.

Na tym stanęło. Zuzanna z czasem znalazła lokatorów na dom, a kontakt z rodziną Haliny utrzymywała podczas ich wakacyjnych odwiedzin.

Gdy pół roku po ślubie Zuzanna trafiła do szpitala, pomogła jej właśnie jedna z tych krewnych.

Ciąża pozamaciczna. Musicie zadbać o siebie! pokiwał palcem lekarz. Dobrze, że była przy was mama! Inaczej mogłoby to się źle skończyć!

To teściowa, ale i mama poprawiła go Zuzanna.

Rozumiem. Byłyście wcześniej problemy?

Tak.

Jeśli chcecie dzieci, musicie się poważnie przebadać. Inaczej zostanie wam tylko in vitro.

Rozumiem

Zuzanna nie płakała, odkładała łzy na później. Najważniejsze było zrozumieć, co zrobić dalej. Bardzo pragnęła dzieci z Piotrem i ta myśl zawładnęła jej życiem.

W końcu interweniowała Maria Zielińska.

Zuzanno, możemy porozmawiać? spytała teściowa, gdy Piotr wyjechał służbowo do Warszawy.

Piotr z Zuzanną mieszkali już osobno po ślubie kupili małe mieszkanie, bo Piotra było już stać na taki krok. Wszystko dobrze się układało i Maria zaczęła nawet rozważać, czy nie założyć pensjonatu.

Rodzice Zuzanny też chcieli dołożyć się do mieszkania, ale Piotr stanowczo odmówił.

Zosiu, dam sobie radę! Twoi rodzice są u mnie zawsze mile widziani, ale mieszkanie chcę zapewnić żonie samodzielnie.

Zuzanna nie nalegała, a jej ojciec z szacunkiem uścisnął Piotrowi dłoń.

Brawo, chłopaku! Jest się czym pochwalić.

Maria poparła decyzję syna oraz fakt, że postanowili nie zwlekać z potomstwem.

Ale widząc, jak Zuzanna biega po klinikach, a na czole Piotra znowu marszczy się znajoma bruzda, postanowiła zainterweniować.

Zosieńko, proszę cię, nie miej mi za złe Wiem, że coś jest nie tak. Powiedz mi, co cię trapi.

Nic się nie układa, mamo. A jeśli nie będę mogła dzieci mieć? Musiałabym odejść od Piotra! Nie chcę skazywać go na smutny związek bez sensu!

Mylisz się, Zuzanno! Nawet sobie nie zdajesz sprawy, jak wiele dałaś Piotrowi. Ożył dzięki tobie! Dzieci to cud, ale nie wszystko w życiu. Zapamiętaj to. Zanim Piotr się urodził, długo nie mogliśmy z mężem mieć dzieci, aż prawie się rozeszliśmy. Bałam się, że to przez mnie, a mąż zostanie tylko dla dziedzica Przez rok żyliśmy osobno. W końcu zrozumieliśmy, jak bardzo jesteśmy sobie potrzebni. I wtedy zaszłam w ciążę.

Oby i mnie los taki prezent zrobił westchnęła Zuzanna.

A może zadzwoń do tamtej rodziny Haliny? Jedna z krewnych przecież pracuje jako lekarz. Może pomoże?

Zuzanna aż się uderzyła w czoło.

O matko! Zapomniałam o tym! Jasne!

Tydzień później poleciała do Gdańska na badania. Tam już czekano.

Rok później urodziły się bliźniaki.

Szczęście zawitało do ich mieszkania i nie zamierzało go opuszczać.

Po bliźniakach Zuzanna i Piotr adoptowali jeszcze uroczą dziewczynkę byli już pewni, że nie będą mieć więcej własnych dzieci. Decyzja dojrzewała, ale okazja pojawiła się niespodziewanie. Dawna koleżanka Piotra, niedawno upieczona mama, zachorowała poważnie. O wieści powiadomił ich przyjaciel Artur.

Biedna Ewelina… Zbieramy zrzutkę, żeby wysłać ją na leczenie do Warszawy.

Jasne, zaraz coś przeleję

Piotr przekazał sporo złotych i Ewelina wyjechała do stolicy, gdzie Marię poprosiła o opiekę, bo miała tylko starą babcię, a dziecko wymagało pomocy.

Mimo starań lekarze nie mogli już pomóc. Ewelina zdołała tylko przygotować przyszłość córki.

Matką chrzestną została Maria, zaś Zuzanna i Piotr zgodzili się przyjąć dziewczynkę do domu.

Ich rodzina powiększyła się o córkę.

Mieszkanie zaczęło być ciasne. Dzieci rosły, myśleli już o czymś większym.

I znów Maria przyszła z pomocą.

Piotrze, przecież mamy pieniądze, które zbieraliśmy na pensjonat! Kupcie coś większego!

Mamo, a twoje marzenie? Nie mogę

To jest moje marzenie! pocałowała w czubek głowy rozchichotaną wnuczkę i wskazała na bliźniaków. Chcę być z wami, patrzeć jak dzieci rosną. Szukajcie mieszkania, ale żeby każdy miał swój pokój!

I znaleźli duże, jasne, przestronne. Dzieciaki szalały po pokojach, grając w echo. Zuzanna śmiała się, patrząc, jak synowie próbują nauczyć adoptowaną siostrę wołać hej.

Bierzemy! zdecydował Piotr.

Jedynym zgrzytem okazała się Katarzyna starsza na klatce, która uznała, że duże rodziny zawsze wymagają kontroli. Mówiła, że warto mieć na nich oko.

Ludzie im się kręcą! Dzieci boso latają! A najmłodsza córka ciągle śpi, jak Zuzanna ją na spacer wyciąga. Dziwne to!

Może przesadzasz, Kasiu? Upalnie, dzieci lubią chodzić boso. A ludzie im nie dokuczają. Co, nie wolno już do nikogo w gości chodzić? przekonywały ją sąsiadki, spoglądając jak promieniejący synowie Zuzanny opowiadają o futbolu na nowym boisku. Zmyślać można, a prawdy się nie dowiesz.

A właśnie! Jak wy będziecie się domyślać, to dzieci wpadną w kłopoty! Pewnie coś ukrywają! Zbyt idealnie tu wszystko wygląda!

Katarzyna była wychowana w domu, gdzie panowała żelazna dyscyplina. Ojciec i matka aktywiści partyjni, trzymali ją i dwóch braci twardą ręką. Kolana nocami na grochu to była norma. Na zewnątrz rodzina świeciła przykładem. Katarzyna nigdy nie powiedziała nikomu, ile wycierpiała z powodu matki. Jej bracia zerwali kontakt po pierwszej okazji.

Tak się złożyło, że Katarzyna nie założyła własnej rodziny. Człowiek, z którym próbowała ułożyć życie, zraził ją, kiedy pogroził kapciem chorej suczce, która załatwiła się w pokoju.

Nie bij jej! wrzasnęła wtedy, zabrała psa i wyprowadziła się z mieszkania, dziedzicząc potem po babci własne.

Babcia Katarzyny, ze strony matki, była równie surowa. Kiedy zmarła, Katarzyna poczuła ulgę.

Nie miała nikogo bliskiego, nie lubiła ludzi pamiętała, że kiedyś wszyscy w jej dzieciństwie widzieli, jak jest źle, a nikt nie pomógł. Dziś próbowała wynagrodzić tę obojętność, w głębi ducha była pewna, że świat jest zimny, a ona może choć trochę go naprawić. Rodzina Piotra i Zuzanny stała się dla niej tą szansą.

Któregoś dnia Zuzanna, zbierając dzieci z placu zabaw, spojrzała na zegarek. Córka zaraz miała się obudzić, chłopaków trzeba było szykować na zajęcia na razie chodziła z nimi do centrum dla dzieci i na treningi.

Pod klatką czekała Katarzyna.

Znów twoje dzieci na bosaka biegały! Nie macie na porządne buty?

Zuzanna uśmiechnęła się pod nosem buty kosztowały więcej niż najlepsze adidasy Piotra, ale mąż zawsze twierdził, że na dobrej sportowej obuwni nie można oszczędzać.

Uśmiechasz się?! Tu o dzieci chodzi! Trzeba je karmić, ubierać, dbać! A ty?!

Katarzyna aż poczerwieniała ze złości na opanowanie Zuzanny.

Mamo, daj pani Kasi wodę!

Bliźniaki podały butelkę i wtedy Katarzyna zasłabła. Zuzanna złapała ją w ostatniej chwili.

Karetka przyjechała szybko i zabrała Katarzynę. Gdy się obudziła, Zuzanna siedziała przy łóżku.

Co się stało? jęknęła Katarzyna, przerażona.

Spokojnie. Miała pani udar, ale lekarze już pomogli. To wszystko przez upał Niech się pani nie boi, będę tu z panią.

I Zuzanna dotrzymała słowa. Zajęła się Katarzyną, wiedząc doskonale od sąsiadów, że jest ostatnią osobą na świecie tej starszej, samotnej kobiety.

Dlaczego? szepnęła Katarzyna.

Bo tak trzeba. Nikomu nie jest dobrze być samemu. Wiem to dobrze.

Skąd?

Doświadczyłam samotności. Fatalna to kompania. Ale pani już to nie grozi.

Jak?

Myśli pani, że panią zostawię? Nie ma mowy. Pani pilnowała mnie kiedyś, teraz ja pomogę!

Zuzanna udawała, że nie widzi łez Katarzyny. Najważniejsze, że nie było już w jej oczach tamtej złości. Widziała tylko samotną, starszą sąsiadkę, rówieśniczkę jej mamy i teściowej. Żal jej było Katarzyny mogła mieć wszystko: rodzinę, wnuki, a została jej tylko własność nad palisadką róż przed domem. Bo skoro potrafiła wyhodować takie kwiaty, nie mogła być zła.

Dwa lata później.

No, Zuzanno, jak ty to robisz? Córa jak aniołek, chłopaki urwisy nad urwisami! Katarzyna na ławce na placu zabaw przypatrywała się swojej ulubienicy.

Och, to jeszcze nic! A Artur ma ich czworo! Kiedy wszyscy są razem, chcę uciec z domu! Jego żona modli się, żeby piąte było dziewczynką

Już wiedzą?

Jeszcze nie, ukrywa się! roześmiała się Zuzanna. Artur jest gotów na wszystko.

Jezu, jaki upał! wzdychała Katarzyna, mrużąc oczy. Powiedz mi szczerze, jesteś szczęśliwa?

Zuzanna zamyśliła się.

Czego potrzeba do szczęścia? Bliskich? Ma ich. Zdrowie? Jest. Szczęścia dzieci? Starają się z Piotrem jak mogą. Więc tak, jest szczęśliwa.

Tak!

Uśmiech Zuzanny rozjaśnił wszystko dookoła, a nawet warszawskie gorące lato zdawało się mniej dokuczliwe, jakby wiatr przyniósł trochę orzeźwienia.

Rate article
Fajna Tajna
Upał. Katarzyna