– Pani Weroniko, można? – w progu gabinetu dyrektora zakładów spożywczych zatrzymał się jeden z jej zastępców.

Pani Dyrektor, mogę wejść? w progu gabinetu stanął jeden z jej zastępców.

Proszę, panie Janie, niech pan siada dyrektorka skinęła głową z urzędową powagą. I co słychać u nas dzisiaj?

Co słychać? W sensie gdzie?

Na wydziale.

A, na wydziale… Wszystko w porządku westchnął zastępca. Dlaczego pani pyta?

Jak to dlaczego? Zapewne nie przyszedł pan do mnie bez powodu. Chyba ma mi pan coś do powiedzenia o sprawach.

No, tak, mam do pani pewną prośbę powiedział z powagą Jan. Właściwie to muszę panią o coś poprosić.

Poprosić? Elżbieta, dyrektorka, spojrzała na niego z zaciekawieniem i pokręciła głową. Ostatnio nie bardzo mi się pan podoba, panie Janie.

Ostatnio?

Tak. Od dłuższego czasu chodzi pan przybity. Jakby jakaś tragedia wisiała nad pana rodziną. Czy wszystko u państwa w domu dobrze?

No… szczerze mówiąc… powiedział z ciężkim westchnieniem. Nie wiem, jak długo jeszcze tak będzie. Jeśli nie otrzymam od pani pewnego zaświadczenia, sytuacja w mojej rodzinie bardzo się pogorszy.

Zaświadczenia? wyraźnie się spłoszyła Elżbieta. Chyba nie do końca rozumiem, o czym pan mówi.

Rozumiem, pani dyrektor, ale… Jan przyjął dramatyczny wyraz twarzy. Innego wyjścia nie mam. Potrzebuję od pani zaświadczenia. Dla żony.

Słucham…? Elżbiecie aż wyciągnęła się twarz ze zdziwienia. Zaświadczenia? Dla pańskiej żony? Co pan ma na myśli?

Zaświadczenia, że nic nigdy nas nie łączyło, nawet śladu żadnych zażyłości.

Czego nie łączyło?

Bliskich stosunków… Jan poczerwieniał na twarzy. Jakie bywają między kobietą a mężczyzną.

Czy pan oszalał?! Elżbieta zbielała ze złości. Albo kpi pan sobie ze mnie?

Niestety, pani podpis na takim papierze zdecyduje o losie mojej rodziny! Rozumie pani, żona wyobraziła sobie, że jesteśmy kochankami…

Elżbieta zamarła z otwartymi ustami, po chwili zapytała niepewnie:

Czy pańska żona jest całkiem zdrowa na umyśle? Żądać od męża zaświadczenia… Czegoś takiego nigdy nie słyszałam, nawet w filmie nie widziałam.

Ja wszystko rozumiem! rozłożył ręce Jan. Ale co mam zrobić? Dzieci mamy, żona zapowiedziała, że jeżeli od pani nie dostanie potwierdzenia, że pana dyrektor i zastępca to tylko współpracownicy, będzie rozwód. Zabierze dzieci i wyjedzie do mamy, do Rzeszowa. A to przecież koniec świata! Błagam, napiszcie pani tę idiotyczną karteczkę.

Proszę pana, panie Janie! Elżbieta nie mogła uwierzyć, że te słowa naprawdę padły. A skąd jej się wzięło, że coś nas łączy? Nigdy nie byłyśmy razem! Nawet śladów szminki na pańskiej koszuli nie mogła znaleźć! Co jej się roi?

Patrzcie… Jan wyciągnął ze starej marynarki telefon, znalazł zdjęcie i pokazał je Elżbiecie. Żona zobaczyła to zdjęcie i coś przeskoczyło w głowie.

To? dyrektorka przyjrzała się zdjęciu, gdzie cała administracja stała razem. Też je mam. Przecież to z podziękowań od prezydenta miasta.

Tak, ale my stoimy razem, a ja mam rękę na pani ramieniu.

Bo wszyscy musieli się zmieścić w kadrze!

Aha. Ale spojrzy pani na głowę. Żona twierdzi, że na piersi mężczyzny tak się nachyla tylko zakochana kobieta…

Co?! oczy Elżbiety rozbłysły gniewem. Jakie zakochane?! Czy pańska żona ślepa? Nachyliłam się, żeby kwiaty trzymane przez Grażynę nie zasłoniły mi twarzy!

Wyjaśniałem jej to i tłumaczyłem bez końca, ale im bardziej się tłumaczyłem, tym większe miała podejrzenia. Bez pani zaświadczenia koniec z moim małżeństwem, przysięgam.

Tak nie można żyć! znów zawołała Elżbieta. Czy pan naprawdę jest aż tak pod pantoflem?

Tak, jestem pantoflarzem szepnął Jan, żeby słyszała. Ze względu na dzieci. Bez nich nie dam rady. Proszę o zrozumienie.

To doprawdy niewiarygodne mruknęła Elżbieta niezadowolona, wyciągnęła kartkę papieru. Dobrze, skoro to takie ważne… dyktuj pan.

Tak… Jan cicho chrząknął. Proszę napisać: Ja, Elżbieta Jankowska, oświadczam, że mojego zastępcy Jana Nowaka nie mogę znieść.

Elżbieta podniosła na niego zdumione oczy, ale uciszył ją gestem.

Tak, tak, proszę pisać. Nie mogę znieść. Dodać jeszcze: A nawet nie cierpię.

Jak to nie cierpię? oburzyła się Elżbieta. Przecież muszę pracować z zastępcą, którego nie cierpię?

Proszę dodać: nie cierpię jako mężczyzny. I za żadne pieniądze bym z nim nie poszła do łóżka. Nawet za milion złotych. Proszę podpisać i przybić pieczątkę, dla pewności.

Pieczątka jest w księgowości powiedziała Elżbieta automatycznie, przeczytała tekst i się przeraziła.

Przecież to czyste szaleństwo! Nigdy tak nie postąpię! powiedziała stanowczo, złożyła kartkę na pół, drastycznie ją podarła, jeszcze raz i jeszcze.

Co pani robi? Jan wystraszył się. Przecież to dokument! Potrzebuję go!

Słuchaj pan, panie Janie Elżbieta uśmiechnęła się dziwnym uśmiechem. Rozwiedź się pan z tą swoją Natalią, na zdrowie.

Jak to? Nie mogę! Ona zabierze dzieci! Na pewno!

Nie zabierze uśmiech nie schodził jej z ust. Mam znajomego, świetnego adwokata pomoże panu. Zadba, żeby dzieci zostały z panem.

Ale ja…

Jeśli co, przerwała mu Elżbieta, pomogę panu sama z wychowaniem dzieci.

Pani? Mnie? Osobiście?

Oczywiście. Jest pan bardzo sympatycznym zastępcą, więc znajdę panu znakomitą nianię. Będzie pan zadowolony.

A Natalia?

Natalia niechaj jedzie do Rzeszowa do mamy albo niech przyjdzie do mnie, pogadamy jak kobiety, od serca. To o wiele lepsze niż jakieś durne zaświadczenie z pieczątką.

Rate article
Fajna Tajna
– Pani Weroniko, można? – w progu gabinetu dyrektora zakładów spożywczych zatrzymał się jeden z jej zastępców.