Przybrana córka

Pasierbica

Gdy poznałem Martę i zakochaliśmy się w sobie, Kinga miała sześć lat. Wychowywała się bez ojca i tak bardzo pragnęła ciepła, że między nami szybko zrodziła się nić porozumienia bez większych problemów. Żyliśmy zgodnie, dopóki nie pojawił się on wiek dojrzewania!

Nie jesteś moim ojcem! krzyknęła pewnego dnia Kinga.

Niby nie ojcem? A kto przez te wszystkie lata wysłuchiwał twoich żalów na kolegów z klasy i bronił cię na wywiadówkach? Kto chował ostatnią czekoladkę w domu, żeby ci ją wręczyć, gdy miałaś zły humor? Kto podzielił się z tobą sekretem o tym, jak ukradłaś lalkę wrednej Patrycji z sąsiedniego podwórka? I kto późną nocą zakradał się po okolicy z tą lalką upchniętą za kurtkę, żeby odłożyć ją przypadkiem w krzaki? Poza tym, jeśli dobrze pamiętam, kilka lat temu uzgodniliśmy, że trzeba odpowiadać za swoje słowa skoro od dziecka nazywałaś mnie tatą, to czemu nagle stałem się nie-ojcem?

Słowa pasierbicy, którą zawsze traktowałem jak córkę, mocno mnie dotknęły, ale nie mogłem pozwolić, by zobaczyła tę ranę. Po pierwsze, jestem mężczyzną, po drugie obraza na Kingę nie rozwiąże problemu, tylko go pogłębi.

Argument przyjęty, zasalutowałem z powagą, stukając się w skroń. To może ustalmy nowe zasady? Prawa i obowiązki nie-ojca i nie-córki, powiedzmy.

Mimo że serce mi pękało, czułem, że to właściwa droga. Musiałem dać jej trochę swobody, ale w granicach, które ona sama zaakceptuje. Ale Kinga znów mnie zaskoczyła: Nie chcę rzuciła i zatrzasnęła drzwi tuż przed moim nosem. Takiego zachowania nie przejawiała nawet w dzieciństwie. Zawsze jasno wyrażała swoje potrzeby, a potem ustalaliśmy razem, czy są możliwe do spełnienia. Jeśli na przykład skakanie z dachu komórki nie było wskazane, spokojnie tłumaczyłem jej, czemu nie, nawet podpierając się zdjęciami obrażeń z internetu. Za to, gdy kiedyś w pierwszej klasie oznajmiła, że chce zostać żoną Kuby Stefańskiego i się do niego przeprowadzić, od razu powiedziałem, że jeśli prawo na to kiedyś pozwoli, osobiście przewiozę jej rzeczy. Zresztą, po miesiącu jej przeszło.

Zawsze rozmawialiśmy otwarcie i rozsądnie o wszelkich niedomówieniach, a tu nagle padło suche nie chcę i nie ojciec. Nawet niechęć do kaszy była wcześniej przez nią mocno uzasadniana.
Niesmaczna! oświadczała.
Dlaczego?
Mało cukru i jest kożuch na wierzchu.

Proste, uczciwe wytłumaczenie! Mój wybór był jasny: albo gotujesz inną kaszę, albo pozwalasz dziecku zjeść pragnione ciastko, w którym jeśli ufamy reklamom mleka w proszku nie brakuje.

Stałem przez chwilę przy zamkniętych drzwiach, wodząc wzrokiem po słojach drzwi i próbując znaleźć wyjście, ale żaden pomysł nie przychodził mi do głowy. Cóż, czas pokaże.

Marta podchodziła do zmian w zachowaniu córki ze spokojem. Powtarzała, że sama jako nastolatka potrafiła doprowadzić ojca do szału i pewnie ten cieszyłby się, gdyby wyjechała na drugi koniec Polski. Twierdziła, że kiedy hormony przestaną szaleć w tym rozchwianym wieku, wszystko minie. Choć u każdego trwa to różnie, a ja szczerze mówiąc tęskniłem już za Kingą. Nie miałem z kim oglądać sportu wieczorami czy śmiać się z koleżanki Marty, Zochy, która farbowała włosy szybciej niż zmieniała się pogoda za oknem.

Po jakimś czasie Kinga zaczęła okresami wychodzić ze swojej skorupy, ale, niestety, w innych momentach była jeszcze bardziej nieprzystępna. Grafik tych jej nagłych okienek pogodowych znała tylko ona sama i chyba tylko ona wiedziała, co je wywołuje. Ale w tych dobrych chwilach cieszyłem się jak dziecko.

Dziewczyny, może wyskoczymy w weekend na działkę? zaproponowałem. Pogoda ma być świetna, weźmiemy wędki, namioty.

Tak, Kinga, pojedziemy? podchwyciła z entuzjazmem Marta.

Nigdzie z wami nie jadę! Sami targajcie swoje wędki, pseudo-wędkarze! trzask drzwi i nasze zdumione miny. Ledwie chwila wcześniej była pogodna, a tu taki wybuch.

Widocznie i do wędkowania już zniechęciła się westchnąłem.

Aż raz Kinga po prostu zniknęła. Nie wróciła do domu po szkole, nie odbierała telefonu. Obdzwoniliśmy wszystkie jej koleżanki, w końcu nie mogąc już usiedzieć, pojechałem jej szukać. Najpierw odwiedziłem Marcina do niedawna jej najlepszego przyjaciela, choć dawno już się nie widzieliśmy.

Nie wiem, gdzie ona może być wymamrotał Marcin.

Może masz jakieś przypuszczenia?

Wie pan, od kiedy nazwała mnie nudziarzem, nasz kontakt się urwał.

Wiesz, nazwała mnie nie ojcem, a i tak się o nią martwię stare dzieje.

Odwróciłem się na pięcie. Wtedy Marcin mnie dogonił:
Może jest z Patrykiem? Z równoległej klasy, tylko on niezbyt dobrze się prowadzi, możecie się rozczarować.

Tym bardziej! To jedziemy, pokażesz mi, gdzie mieszka ten Patryk.

Nie jadę tam!

Marcin, czasem ludzie potrzebują pomocy, nawet jeśli jej nie chcą. Zawsze uważałem cię za silnego faceta, którego nie ruszą byle docinki.

Dobrze. westchnął i poszedł za mną.

Podjechaliśmy pod jakieś garaże już z oddali słychać było muzykę.
Jeśli się boisz, możesz zostać w samochodzie zaproponowałem mu.
Niczego się nie boję.

Przy wejściu stała paczka chłopaków i jedna dziewczyna Kingi nie było. Podszedłem bliżej.
Szukam Kingi, jest z wami? próbowałem ich przekrzyczeć.

Ty z Ochotniczej Straży Poszukiwawczej? ironizował któryś.

W tym momencie spod drzwi pojawiła się ona Kinga.
Po co tu przyjechałeś? wykrzyczała.

Po ciebie.

Sama trafię do domu.

Ale jest późno. Wolałbym nie odbierać cię z komisariatu, więc chodź, taxi czeka, księżniczko.

Fuknęła, ale w końcu wsiadła do auta, rzucając do Marcina:
Zdrajca!

Od tej pory coraz częściej znikała z domu. Uparcie zabierałem ją z tych garaży mimo żartów, że ma osobistego szofera. Do czasu, aż któregoś wieczoru odmówiła jazdy ze mną.

Czego chcesz?! krzyczała. Zostaw mnie! Jestem dorosła! Będę wychodziła, kiedy zechcę.

Napisz petycję do Sejmu odpowiedziałem. W Konstytucji są jasno określone prawa i obowiązki niepełnoletnich.

Wiesz co, lepiej się odczep! odwróciła się napięcie.
Wiesz, że i tak nie pójdę z tego miejsca bez ciebie, nawet tam, gdzie mnie wysyłasz.

Żałuję, że moja mama cię poznała, wolałabym, żeby cię nie było! szepnęła, siadając jednak w aucie.

To był cios poniżej pasa. Przez całą drogę czułem szczypanie w oczach i naprawdę pomyślałem, że powinienem odpuścić i zostawić ją w spokoju. Kim ja właściwie jestem? Obcym, zwykłym mężem jej mamy! Ale nie potrafiłbym, nigdy bym jej nie zostawił samej na tym krętym życiowym szlaku. A jeśli kiedyś upadnie i nie zdoła się sama podnieść? Potrzebna jej będzie ręka, a żadnej nie będzie. Niech sobie krzyczy, nazywa, jak chce ja się nie poddam.

Potem Kinga i jej ekipa zmienili miejsce spotkań. Garaż już był zamknięty, muzyka umilkła, nie wiedziałem, gdzie jej szukać. Marcin, pod moją presją, dorzucił jeszcze kilka lokalizacji, ale nigdzie jej nie było.

Wracała sama, kiedy tylko chciała. Często w środku nocy. Widziałem, jak Marta się tym wszystkim przejmuje. Jej spokój okazał się pozorny po prostu starała się trzymać fason i nie szerzyć paniki. Tak naprawdę leżeliśmy obok siebie, udając spokój, aż usłyszymy upragnione trzaśnięcie drzwi. Wtedy mogliśmy spokojniej oddychać.

Pewnej bezsennej nocy zadzwonił mój telefon. Drżącymi rękami odebrałem.

Tomasz, usłyszałem głos Marcina, dzwoniła Kinga, jest w jakimś mieszkaniu przy alei Jana Pawła II, nie potrafi się wydostać.

Numer wie?

Opisała budynek, wiem, gdzie to.

Jedziesz ze mną.

Spojrzałem na Martę. Jej usta drżały, słyszała całą rozmowę.
Proszę cię, nie martw się, wszystkim się zajmę! Zostań w domu, na wszelki wypadek przygotuj nam naleśniki wiesz, nie lubię wstawać w środku nocy, bo wtedy taki mi się apetyt włącza… Proszę, nie pozwól zginąć głodnemu kierowcy rajdowemu! Lecę. Liczę na twoją rozwagę pocałowałem ją w czubek nosa, czując słony smak łez.

Zgarnąłem Marcina i ruszyliśmy przez nocną Warszawę, czasem łamiąc przepisy, gnając przez prawie puste uliczki. W centrum, nawet po północy, ruch był spory taksówki i pijani spacerowicze krzyżowali naszą trasę. Złorzeczyłem pod nosem, gdy o mało nie wjechałem w dwóch facetów pijących piwo na pasie ruchu. Widocznie odwaga po alkoholu czyni cuda, bo obaj, oburzeni naszym autem, walnęli w drzwi i rzucili butelką na szczęście niecelnie.

Jak dotarliśmy na miejsce, poprosiłem Marcina, żeby został w aucie i pilnował, żeby następna przygoda nie skradła nam samochodu.

Przed wejściem oceniałem bloki, szukałem właściwych okien. Z kilku słychać było muzykę, gdzieś ktoś palił na balkonie. Zagadka, która z nich będzie właściwa, została rozwiązana przez staruszkę na klatce. Spragniona rozmowy, chciała wiedzieć wszystko.

Tu w bloku są trzy takie podejrzane mieszkania! powiedziała, zaraz mnie wysłuchawszy i wszędzie mieszkają narkomani!

Naprawdę? Uśmiechnąłem się krzywo.

Jak Boga kocham! Na własne oczy widziałam, jak ćpają i palą różne świństwa.

Trochę pewnie przesadzała, ale i tak zapisałem numery mieszkań.

W pierwszym mieszkał zwykły pijaczyna, w kuchni siedziała zmęczona życiem dziewczyna i pies całkiem rasowy, z bardzo mądrym spojrzeniem. Druga była pusta, nawet po kilku dzwonkach nikt nie otworzył.

Wreszcie, podchodząc na piętro, poczułem niepokój. Zaraz przede mną otworzyły się drzwi i wyszła dziewczyna, na pierwszy rzut oka łudząco podobna do Kingi, ale kiedy spojrzała mi prosto w oczy, przełapał mnie zimny dreszcz. Miała szklisty wzrok, przypominała marionetkę z teatru. Odsunąłem ją łokciem i wbiegłem do mieszkania.

Kinga! zawołałem, przemykając przez pokoje, przepychając się przez grupkę nieznajomych, omijając butelki i czyjeś nogi. Usłyszałem wreszcie jej krzyk.
Tato! Tato! dobiegło z zamkniętej łazienki. Chwyciłem za klamkę i szarpnąłem, zamek puścił po pierwszym pociągnięciu.

Tato! rzuciła się na mnie, cała roztrzęsiona, ale cała. Schowała się i nie umiała wyjść.

Gdy opuszczaliśmy mieszkanie, na klatce było już słychać policyjne kroki. Staruszka wezwała patrol, a że komisariat był niedaleko, szybko się pojawili.

Przetrzymywano ją siłą? zapytał policjant.

Tak, ale ja jestem tylko ojczymem wyjaśniłem.

To mój tata! krzyknęła Kinga.

Później, już w domu, jedliśmy naleśniki ze śmietaną chyba lekko przesolone łzami Marty, ale wyjątkowo smaczne. Wreszcie mogłem wygłosić wykład do córki, która przestała obrażać się na cały świat. Tłumaczyłem jej, że nawet jeśli będzie mnie wypychać ze swojego życia, nie odejdę, bo kocham zarówno ją, jak i Martę, a bez nich świat nie miałby już sensu. Mówiłem o tym, że życie jest jak żonglerka i nie zawsze łatwo się go uczy, a każdy upadek daje siłę, by się podnieść. Gadałem swoje, a one obie patrzyły na mnie z uśmiechem i podpartymi policzkami takie bliskie, kochane, moje.

Rate article
Fajna Tajna
Przybrana córka