Patrząc na to, jak Szymon w zeszycie rysuje kolejną wersję Spider-Mana zamiast rozwiązywać zadanie, my, jako rodzice, mieliśmy poczucie, że na beztroską i dostatnią przyszłość w naszej rodzinie może liczyć wyłącznie kot Łatek.
Dziesiątki korepetytorów nie potrafiły wzbudzić w Szymonie zamiłowania do matematyki czy polskiego. Przeciwnie z każdym kolejnym nauczycielem Szymon coraz bardziej pogrążał się w filozoficznych rozważaniach. Świat? Tylko marność nad marnościami; prawdziwe szczęście, według niego, kryje się w lenistwie, czekoladowych eklerkach i bajkach na telefonie.
Kiedy już niemal zupełnie straciliśmy nadzieję, a ręce zaczęły opadać do kolan, znalazłem w internecie dziwne ogłoszenie: Sprzedam sztangę i sprawię, że Twoje dziecko pokocha matematykę, historię, język polski, angielski, biceps, triceps, nogi, barki wszystko autorską metodą! Pracuję z literaturą, fizycznością, szkolnymi przedmiotami Janusz.
W obliczu bezsilności wszelka czujność ulotniła się bez śladu. Wybrałem numer, a po kilku sygnałach usłyszałem w słuchawce ciężki, zadyszany głos:
Słucham.
W tle słychać było rytmiczne łomotanie metalu.
Dzień dobry, dzwonię w sprawie ogłoszenia
Sztanga już nieaktualna odpowiedział i już miał się rozłączyć.
Nie, nie, chcę syna nauczyć matematyki, polskiego, literatury
Wiek, waga, umiejętności ucznia.
Konkrety Janusza były jednocześnie natchnieniem i przerażeniem. Hałas żelastwa zmienił się na świst skakanki. Przez chwilę wydawało mi się, że z głośnika czuć pot.
Dziewięć lat, dwadzieścia pięć kilo, już prawie dodaje w słupku i
Ile się pompuje?
Słucham?
Ile pompek i podciągnięć robi.
Nie wiem może z pięć.
Umie rozróżnić przyrostek od końcówki?
Eee Musiałbym zapytać żony.
Jakie macie w domu przyrządy?
Przyrządy?
Cyrkiel, ekierka, ekspander, hantle?
Mamy tylko drewnianą linijkę.
Dobrze. Wyślijcie adres, będę w godzinę powiedział Janusz, po czym wrzasnął: Nogi szerzej, plecy prosto! To nie do was, mam lekcję historii dodał, rozłączając się.
Zastygnąłem jeszcze chwilę w rozkroku, pilnując postawy i dopiero potem poszedłem do Szymona.
Na wieść o nowym korepetytorze Szymon, jak zwykle, podgłosił telewizor i poprosił o herbatę z kanapką. Zdawał się zupełnie nieporuszony wszelkimi formami edukacji.
Po chwili rozległ się dźwięk domofonu. Moja żona, Marta, zerknęła przez wizjer i zobaczyła tors, któremu sama zaczęła lekko zazdrościć.
Dzień dobry wszedł do przedpokoju ubrany w obcisły podkoszulek i pachnący kokosem bałwan mięśni o imieniu Janusz. Gdzie wasz olimpijczyk?
W-w-wejdź jęknęła, sztywniejąc na chwilę. To chyba ten zezowaty właściciel opla, któremu groziłeś poprawienie wzroku
Przepraszam dobiegł z głębi mieszkania mój głos zaszło nieporozumienie, okulistą byłem kiedyś.
A ja jestem Janusz Wojciechowicz, korepetytor tak obecnie.
Ach, to pan wybiegłem zza szafy. Przepraszamy, nie poznaliśmy. Pozwoli pan swoją torbę.
Janusz wręczył mi hokejową torbę, która, gdy puścił uchwyty, przycisnęła mnie jak kowadło. Nawet Łatek nasz kot z przerażenia teleportował się przez dwie zamknięte drzwi.
Co tam pan wiezie? sapałem, taszcząc torbę do pokoju Szymona.
Materiały dydaktyczne. Podstawa programowa i praktyka.
Szymon, jak zwykle, był wtopiony w kanapę, zapatrzony w telefon, gdy otworzyły się drzwi.
Do siebie! Do siebie! krzyknąłem, ale już było za późno. Janusz wszedł po prostu jak do siebie, ignorując nowego ucznia, obejrzał pokój.
Macie wiertarkę udarową?
Do czego? spytałem.
Polskiego będziemy ćwiczyć odpowiedział, po czym wyjął z torby drążek, worek bokserski i linę.
Z sąsiada pożyczę ledwo łapiąc oddech zdecydowałem, a wy się poznajcie, to Szymon. Podniosłem syna, który był niewiele wyższy od kolana Janusza. Szymku, to pan Janusz Wojciechowicz, korepetytor.
A skąd u pana tyle mięśni? rzucił Szymon zamiast dzień dobry.
Dodawałem w słupku uśmiechnął się Janusz, układając krążki obciążenia w stos.
No, działajcie rzuciłem i czmychnąłem z pokoju.
Jest pan silniejszy od Spider-Mana?
Spider-Man wyciska dwieście na klatę?
Szymon nie zrozumiał pytania, ale czuł, że chyba nie.
Nie lubię lekcji od razu zadeklarował.
Lekcje są dla przegranych. My będziemy robić brzuszki.
Janusz rozłożył się na podłodze i zaczął ćwiczyć. Szymon stał z boku, czekając, aż dziwny nauczyciel się zmęczy. Ten jednak tylko podkręcał tempo i dokładł obciążenia. Po brzuchach nadeszły hantle, ekspander, a na koniec pompki.
No i co, wszystko zapamiętane? Chcesz być silny? Czy jak twój mutatorek chcesz całe życie w pajęczynach i kurzu się babrać?
Szymon pokręcił głową.
To dobrze. Wszystkie ćwiczenia trzy razy po czterdzieści pięć minus trzydzieści dziewięć. Od brzuszków zaczynamy.
A ile to jest?
To mi powiedz.
Wiertarki udarowej nie mam, tylko zwykłą znalazłem wbiegłem do pokoju i zastygłem, widząc syna pompkującego na dywanie. Później zajrzę! wyszeptałem i zamknąłem za sobą drzwi, niemal je przytrzaskując.
***
Następnego dnia, tuż po piątej rano, zadzwonił dzwonek. Ledwo otworzyłem oczy, już szykowałem w myślach kulturalne przekleństwa, by odpowiedzieć niezapowiedzianemu gościowi. Jednak kiedy w drzwiach zobaczyłem łysinę Janusza, zrozumiałem, że na taki dach by mi przekleństw zabrakło. Wyglądał jeszcze masywniej niż poprzedniego dnia, a nawet worki pod oczami miały formę bicepsów.
Dzień dobry. Dziś historia i geografia, strój trampki, koszulka, spodenki. Będzie bieg z analizą flory i historii miasta.
On dopiero w trzeciej klasie, nie ma jeszcze tych przedmiotów wymamrotałem ziewając.
Po drodze będą wiersze. Dołączacie?
Nie, dzięki, uczyłem się dobrze w szkole.
Kiedy Tatarzy wycofali się z naszego rejonu?
E Za godzinę do pracy, pójdę budzić syna.
Po chwili wróciłem:
Nie wstaje, śpi jak kamień
Ubierzcie go, dojdzie do świadomości po drodze.
***
Trzy razy w tygodniu Janusz odwiedzał nas i zaczynały się ćwiczenia. Poniedziałek klata-triceps-barki-matematyka-polski; środa plecy-biceps-literatura-angielski; piątek nogi-geografia-historia.
Po trzech tygodniach Szymon wszedł do kuchni bez koszulki, a kiedy zobaczyłem mu kaloryfer, sam zakryłem brzuch czajnikiem. Stał się wyprostowany, nabrał krzepy, zaczął nas pouczać, że siedzący tryb życia to sama szkoda.
Wiesz co, coś mi się to wszystko przestaje podobać rzuciła Marta przy kolacji. Wiesz, co Szymon poprosił na urodziny?
Xbox, pewnie
Nie, drabinkę gimnastyczną i blender do smoothie! Boję się, że ten Janusz to żaden korepetytor. Kolejny fanatyk treningów, który wykończy naszego chłopca!
Przecież chyba się uczą też
Widziałeś u nich choć jeden podręcznik?
Tabelę kalorii
Właśnie. Przecież wiesz, jacy są ci mięśniacy
Jacy?
No niezbyt rozgarnięci postukała w blat dla podkreślenia. I nasz też taki będzie.
Ale może już lepiej głupi mięśniak niż cherlak-kujon?
A ja chcę po prostu normalnego dziecka! Niech to się skończy.
Zadzwonił telefon.
To wychowawczyni sprawdziła żona i odebrała.
Halo? Co się stało? Tak, już idę.
No i co?
Szymon wszczął bójkę. Mówiłam, że to się źle skończy.
Idę z tobą.
***
Taksówką podjechaliśmy pod szkołę. Od razu wezwano nas do dyrektorki.
To dzięki temu korepetytorowi, trzeciak u dyrektorki!
W gabinecie zgromadziło się pół rodziców z klasy, dzieciaki, psycholog i wychowawczyni. Zamieszanie takie, że w sąsiedniej sali pianino się rozstroiło.
Tu jest szkoła, a nie siłownia! rzuciła jedna z matek pod moim adresem.
Ale o co właściwie chodzi?
Głos zabrała wychowawczyni:
Szymon kazał innym chłopcom ćwiczyć podciąganie i liczyć powtórzenia metodą dzielenia ułamkowego.
Co proszę?
Po kolei podciągać na drążku i zwiększać obciążenie doprecyzował Szymon.
Cicho! Chłopcy nie chcieli, Szymon ich zmusił pogróżkami.
Ale to oni pierwsi mnie wyzywali, tylko prostowałem błędy językowe i wyjaśniałem, jak odmienia się przygłupi i zadymiarz. Rzucili się na mnie, a ja zrobiłem to, co Janusz powtarza masz dużo energii, podciągniesz się wiele razy, a zamiast bić się z dzikusami, podziel im liczby przez ułamki spuścił wzrok Szymon.
Mówił, że jak jeszcze raz podejdziemy, to nas wyciągnie do pierwiastków! jęczał inny chłopak.
To miejsce nie dla takiego neandertalczyka! wykrzyknęła matka.
Ale czekajcie, czyli bójki nie było? upewniłem się.
Wszyscy po stronie pokrzywdzonych pokręcili głowami.
Czyli syn zamiast agresji odpowiedział matematyką i drążkiem?
O, jeszcze biegał z nami na stadionie i kazał wkuwać Tuwima!
No widzisz, a mówiłaś, że mięśniak spojrzałem na żonę, a ona tylko skinęła.
Przepraszam odezwała się nagle dyrektorka.
To on powinien! wrzasnął jeden z rodziców, wskazując na Szymka.
Nie was przepraszam, lecz rodziców Szymona. Ma pan mądrego syna spojrzała na mnie i żonę. Ale, biorąc wszystko pod uwagę, musimy go przenieść.
Słusznie! Tak im trzeba, gówniarzom od treningów! triumfowali rodzice.
Przenoszę go do czwartej klasy. Znacznie wyprzedza program zakończyła dyrektorka.
W gabinecie zapanowała taka cisza, że aż słychać było, jak zawiść i złość dbyłują mózgi niektórych. Wszyscy powoli się rozeszli.
Halo, panie Januszu, jest sprawa Przenoszą nas do czwartej klasy, będą nowe przedmioty powiedziałem po wyjściu.
***
Gdy minął tydzień, Szymona przeniesiono do czwartej klasy, a po kolejnych dwóch jechał już na zawody crossfitowe i przygotowywał się do pierwszej olimpiady z literatury dziecięcej. Po miesiącu dostałem telefon od ojca jednego z tamtych pokrzywdzonych chłopaków z prośbą o numer do Janusza.
Z czasem powstała dziecięca sekcja rozwoju ogólnego, do której nie przyjmowano słabych uczniów najpierw trzeba było mieć dobre oceny w dzienniku, dopiero potem brać hantle do ręki.
Tego wszystkiego nauczyłem się, że czasami trzeba odważyć się na nieoczywiste kroki i nie wolno bać się nietypowych nauczycieli. Często wymagają od nas wysiłku ale pomagają też odkryć w dziecku prawdziwą siłę.



