Daria wraca do domu wcześniej, prosto od rodziców, wypełniona radością ze sprawienia niespodzianki mężowi. Miała walizki wypchane podarunkami od mamy. Pragnęła ciepłego powitania, lecz Sławek, zamiast uścisku i radości, wysłał ją do sklepu. A to, co się wydarzyło później, całkowicie ją zaskoczyło.
Torby były tak ciężkie, że Daria, podniósłszy je, niechcący jęknęła. Ból krzyża dokucza jej nieustannie od dwóch miesięcy od momentu, gdy nosi pod sercem dziecko. Ostrożnie odstawiła siatki na spękany chodnik przy przystanku autobusowym.
Oddycha głęboko. Maluszek w brzuchu daje znać o sobie kopnięciem. Szósty miesiąc nie żarty. Zwłaszcza, kiedy postanawia się zaskoczyć męża i wraca się trzy dni wcześniej niż ustalali. Tak tęskniła, że przez ostatnie kilometry do Warszawy liczyła każde drzewo widoczne zza szyby autobusu.
Ciekawe, co robi Sławek? Pewnie nie ma pojęcia, że ona już tu, dziesięć minut piechotą od mieszkania. Droga do bloku wydaje się nieskończona. Torby z matczynymi przysmakami dżemami, domowym smalcem, wielkimi jabłkami ważą chyba z tonę.
Po kilkudziesięciu metrach Daria zrozumiała, że nie da rady. Plecy odmawiają posłuszeństwa.
Wyciąga telefon i wybiera numer męża.
Sławku, to ja. Cześć szepcze w słuchawkę, kiedy w końcu odbiera.
Daria? Co się stało? w głosie Sławka słychać niepokój.
Nic się nie stało. Wróciłam. Stoję na przystanku przy naszym bloku. Bądź tak dobry i wyjdź po mnie. Mama tyle rzeczy dała, że sama nie doniosę…
Milczenie po drugiej stronie. Daria zerka, czy nie przerwało połączenia.
Jesteś na przystanku TERAZ? Dlaczego nie mówiłaś? Przecież miałaś wracać w czwartek!
Chciałam zrobić ci niespodziankę Sławek, nie cieszysz się? Mam dość, przyjdź.
Poczekaj! wykrzykuje. Nie wchodź! Wiesz, w domu nie ma nic do jedzenia. Wczoraj wszystko skończyłem. Może skoczysz do całodobowego spożywczaka za rogiem? Kup świeżą wołowinę. Wziąłem dziś urlop, chciałem przygotować ci coś pysznego i powitać jak należy.
Sławku, żartujesz? Słyszysz mnie w ogóle? Jestem w szóstym miesiącu ciąży, stoję z ogromnymi torbami i bolą mnie plecy! W domu są ziemniaki i jajka, wystarczy! Chcę po prostu wrócić i odpocząć.
Nie rozumiesz! przerywa jej. Chciałbym, żeby wszystko było takie idealne. To tylko szybki sklep przynieś mięso, kartofle, bo nasze zleżałe. Może pani z warzywniaka ci pomoże? Proszę cię, Daria, dla nas!
Spogląda na czerwone dłonie. Gorzkość wzbiera w środku.
Do ciebie to w ogóle dociera? Chcesz, żebym po tej podróży jeszcze latała do sklepu, zamiast zejść po mnie!?
Już kończę przygotowania. Jak wyjdę teraz, cały plan pójdzie na marne. Kup 800 gramów wołowiny, woreczek ziemniaków. Błagam, zaraz będzie gotowe!
Z rozgoryczeniem patrzy na przyciemniony ekran po rozłączeniu rozmowy. Najchętniej rozpłakałaby się na pustym przystanku, pod migoczącą żarówką. Zamiast powitania i czułości wędrówka po mięso.
Pcha wózek po sklepowych alejkach, kasjerka patrzy na nią ze współczuciem. Wołowina jest ciężka, a ziemniaki niemal niemożliwe do udźwignięcia. Po wyjściu z sklepu nie czuje już rąk.
Dzwoni telefon.
Kupiłaś? rozbrzmiewa entuzjazm Sławka.
Kupiłam. Czekam pod blokiem. Otwieraj.
Nie idź do góry! Poczekaj jeszcze dziesięć minut na ławce!
Sławek, do cholery! Serio? Stoję tu już kwadrans, nogi mam jak z ołowiu!
Szykuję niespodziankę! Trzymaj się jeszcze chwileczkę, proszę!
Siada ciężko na drewnianej ławce. Torby padają z łoskotem obok niej. Ma ochotę rzucić tym mięsem w okno na trzecim piętrze.
Dziesięć minut, dwadzieścia W końcu, po trzydziestu pięciu minutach, skrzypią drzwi klatki wychodzi Sławek. Wygląda na zaaferowanego, spocone czoło, wykrzywiona koszulka.
Siedzisz? I taka jesteś obrażona? Zobacz, jaka pogoda Daj te torby!
Czemu jesteś taki przemoczony? I czemu pachniesz jak szorowidło?
Zaraz zobaczysz mówi z zadowoleniem i rusza do windy.
Gdy wchodzą do mieszkania, Sławek teatralnie rozkłada ramiona. Daria wchodzi do korytarza, do nozdrzy uderza zapach chloru i taniego odświeżacza powietrza.
Odwiedza kolejne pomieszczenia. Wszędzie porządek aż dziwnie pusto. Typowy bałagan zniknął: fotele bez swetrów, dywan odkurzony, półki wypolerowane. Nawet jej figurki przestawione w kąt.
No i? Sławek promienieje jak złotówka. Widzisz, niespodzianka!
Daria obraca się powoli.
I to wszystko? szepcze ledwo słyszalnie.
Wszystko?! Dario, patrz ile zrobiłem myłem wszędzie podłogi, nawet pod wersalką, przemyłem naczynia, wyszorowałem łazienkę! Chciałem, żebyś od razu miała czysto. Cały czas biegałem, nie mogłem zejść ci na spotkanie!
Łzy palą jej oczy.
Dla takiego niespodziankowania kazałeś mi iść do sklepu w ciąży, z torbami? Nie mogłeś zejść na przystanek, tak jak prosiłam?
Chciałem jak najlepiej! Wiecznie narzekasz, że nic nie robię w domu. Chciałem pokazać, że potrafię! A ty zamiast podziękować, krzyczysz na mnie.
Sławku! głos jej łamie się w płacz. Nie dbam o twój mop! Mnie bolały plecy, ciężko mi! Spodziewamy się dziecka! Chciałam, żebyś mnie przytulił i poprowadził do domu, a nie machał ścierką w kuchni!
Sławek czerwienieje i rzuca ścierkę do zlewu.
O Jezu, znowu się zaczyna! krzyczy. Dla niektórych to byłby idealny mąż dom wysprzątany, obiad prawie gotowy, a ciebie wiecznie coś boli, tylko ty się liczysz! Może ja też jestem zmęczony, za tobą tęskniłem!
Daria zakrywa twarz dłońmi.
Nawet nie wiesz, jak bardzo mnie zawiodłeś Zamieniłeś mój komfort na czysty parapet.
Przestań mówić o parapecie! Sławek podnosi głos. Gdybyś wróciła w czwartek, wszystko bym zdążył, a ty musiałaś wrócić bez zapowiedzi i robisz ze mnie winnego! Jesteś niewdzięczna!
Ucieka do sypialni, trzaskając drzwiami.
Dziecko w brzuchu znowu się porusza. Daria siada ciężko na krześle i patrzy na worek mięsa. Niedobrze jej, łzy cisną się do oczu.
Po chwili Sławek znowu zagląda do kuchni.
To robić to mięso, czy znów będę do niczego? burknie.
Nie trzeba, zostaw mnie. Chcę się położyć.
Proszę bardzo! trzaska drzwiami.
Daria chwiejnym krokiem idzie do łazienki. W lustrze widzi zmęczoną, bladą twarz i rozmazany makijaż.
Jeszcze w autobusie wyobrażała sobie, jak Sławek ją przytuli i powie: Dobrze, że wróciłaś. Rzeczywistość była zupełnie inna. Gdy wróciła do kuchni, kłótnia rozgorzała na nowo.
Wysłała do rodziców wiadomość jeszcze tej samej nocy wraca do domu rodzinnego.
Rozwodu odradzali jej wszyscy: teściowie, kuzynki i dalsza rodzina. Sławek także dzwonił i obiecywał poprawę. Ale Daria wie jedno: nie potrzebuje męża, który stawia sprzątanie wyżej niż zdrowie ich dziecka. Rozwód jest nieunikniony. Po co jej taki mąż?



