Chcesz mojego męża? Proszę bardzo, oddaję ci go! powiedziała żona z lekkim uśmiechem do obcej kobiety, która pojawiła się u jej drzwi.
Zaczekaj chwilę, Kingo! Ktoś dzwoni do drzwi. Oddzwonię, gdy dowiem się, kto to i czego chce powiedziała Aniela z wahaniem, przerywając rozmowę telefoniczną z przyjaciółką z dzieciństwa. Kinga opowiadała jej właśnie zabawne historie z imienin swojej teściowej, rozśmieszając Anielę do łez, jakby oglądała świetną komedię.
Aniela ruszyła do drzwi, spojrzała przez judasza i zamarła. Spodziewała się raczej sąsiadki, bo do ich bloku nikt obcy nie miał łatwego wstępu. Tymczasem na korytarzu stała młoda kobieta o dziwnym wyglądzie, której Aniela nigdy wcześniej nie widziała.
Zdecydowała jednak, by nie otwierać. W tamtych czasach trzeba było ostrożnie podchodzić do nieznajomych, zwłaszcza że oszustów nie brakowało. Zasada była prosta obcych się nie wpuszcza. Naiwnych łatwo oszukać, ale Aniela do nich nie należała.
Sięgnęła po telefon, by wrócić do rozmowy z Kingą, lecz dzwonek rozległ się ponownie. Kobieta za drzwiami nie miała zamiaru odejść, była pewna, że ktoś jest w domu i zamierzała dopiąć swego.
Aniela była sama w mieszkaniu; mąż, Janusz, poszedł pomagać sąsiadowi przy remoncie w ogrodzie. Podeszła znów do drzwi, uważnie przyglądając się nieznajomej przez wizjer.
Coś w niej wydawało się dziwne, wręcz żałosne, ale Aniela nie czuła zagrożenia.
Najwyżej jej otworzę i powiem, żeby sobie poszła. Szybko załatwię sprawę i wrócę spokojnie do weekendu pomyślała. Pewnie pomyliła piętra albo coś próbuje sprzedać.
Zdecydowana, otworzyła drzwi. Kobieta na korytarzu wyprostowała się, nerwowo wygładzając włosy zanim przemówiła.
Dzień dobry! Czy pani to Aniela? spytała, bawiąc się szalikiem. Chociaż, no tak po co pytam, skoro pani to na pewno?
No, nieźle! pomyślała Aniela. Oszuści są dziś coraz sprytniejsi, zna nawet moje imię.
Kim pani jest i czego pani chce? Stoi tu już pani wystarczająco długo. Nie zapraszałam pani, więc proszę mówić, w czym rzecz, albo odejść dodała stanowczo.
Czy Janusz jest może w domu? zapytała obca niespodziewanie.
No to już coś! pomyślała Aniela, podejrzliwa. Zna nawet imię mojego męża. Musiała się przygotować.
Przyszła pani do Janusza? spytała z lekkim rozbawieniem, choć w głowie miała zupełnie inne słowa.
Nie, przyszłam do pani. Ale jeśli Janusz jest w domu, sprawa będzie trudniejsza odparła kobieta z niefrasobliwą szczerością.
Trudniejsza? Ale dla kogo? O co chodzi? coraz bardziej ciekawiła się Aniela.
Nie ma go. O co chodzi?
Może lepiej porozmawiajmy w środku. Głupio tak roztrząsać takie rzeczy na klatce zaproponowała nieznajoma, coraz śmielsza.
Nie ma mowy! Nie znam pani, więc obcych nie wpuszczam. Mówi pani, o co chodzi, i już zdecydowała Aniela.
Naprawdę chce pani tutaj rozmawiać o szczegółach mojego związku z Januszem, gdzie mogą wszystko słyszeć sąsiedzi? powiedziała kobieta z ironicznym uśmiechem.
Słucham? Jakiego związku? wyrwało się Anieli głośniej, niż zamierzała.
Anielo, wszystko w porządku? Słyszałam podniesiony głos odezwała się pani Kwiecińska, sąsiadka z naprzeciwka, która właśnie wychodziła z windy.
Dzień dobry, pani Kwiecińska! Nic się nie dzieje, wszystko w porządku. Jaka dziś pogoda? Aniela spróbowała odwrócić temat.
Chyba będzie padać, tak czuję odpowiedziała sąsiadka, nie spiesząc się jednak do mieszkania, wyraźnie zaintrygowana.
Proszę wejdź westchnęła Aniela, niechętnie wpuszczając kobietę za próg.
Gdy gość przekroczył próg, ciekawie rozejrzała się po mieszkaniu, zatrzymując wzrok na różnych drobiazgach.
Ma pani pięć minut. Proszę mówić powiedziała Aniela, nie pozwalając wejść dalej niż do przedpokoju. To nie muzeum.
Nazywam się Weronika zaczęła kobieta, zdejmując szalik i płaszcz. Janusz i ja jesteśmy zakochani.
O, co za banał! Nie mogła pani wymyślić czegoś ciekawszego? przerwała jej Aniela, uśmiechając się kpiąco.
Co w tym banalnego? Ludzie się zakochują. Nie jest pani pierwszą żoną, która została rzuciła pewna siebie Weronika, usiłując przejść obok Anieli.
Jest pani pewna, że on mnie już nie kocha, tylko panią? spytała Aniela, nadal się uśmiechając.
Oczywiście. Inaczej by mnie tu nie było odpowiedziała Weronika z odwagą.
Otóż mój mąż nikogo nie kocha. On po prostu nie umie. Myli się pani, kochana odparła spokojnie Aniela.
Weronika próbowała coś jeszcze powiedzieć, ale w tym momencie drzwi otworzyły się i wszedł Janusz…
Janusz stanął w progu, zdezorientowany na widok obcej kobiety w swoim przedpokoju.
Weronika? Co ty tu robisz w sobotę? Coś się stało w pracy? spytał zaskoczony.
Nie, ona przyszła tu po ciebie powiedziała Aniela, nie kryjąc rozbawienia.
Po mnie? O co chodzi? Coś się wydarzyło w firmie? dopytywał Janusz, coraz bardziej skołowany.
Nie, kochany. Przyszła cię ode mnie odebrać. Na zawsze oznajmiła Aniela z ironią.
Weronika, wyraźnie zbita z tropu, szybko narzuciła płaszcz i cofnęła się do drzwi.
Już wychodzisz? A co z Januszem? To nie przez niego przyszłaś? Powiem szczerze, bardzo chętnie oddałabym ci go w całości zażartowała Aniela.
Weronika nie odpowiedziała, znikając za drzwiami.
O co w ogóle chodziło w tej historii? spytał Janusz, wciąż nie rozumiejąc.
To ty mi powiedz! Dlaczego ta kobieta przyszła, ogłosiła rozwód i twierdziła, że się do niej przeprowadzisz? zapytała Aniela, zakładając ręce.
Serio? Nie mam pojęcia, co się dzieje. Ostatnio jest dziwna w pracy, ale nie dawałem jej żadnych powodów. Mam już tego naprawdę dość. Przecież ci obiecałem, pamiętasz? odpowiedział Janusz ze szczerym zdziwieniem.
Dobrze, bo znasz mnie, Janusz. Ja takich rzeczy nie toleruję. Ale powiedz sam kobiety dziś zrobią wszystko, by sobie ułatwić skomplikowane życie rzuciła Aniela, kręcąc głową.
Janusz zdjął buty i poszedł do kuchni, a Aniela przystanęła na moment. Przyrzekła sobie, że takie sytuacje nie zaburzą domowego spokoju. Bezwiednie uśmiechnęła się na myśl o nieudolnym planie Weroniki.
Wszystko wskazywało na to, że mimo prób innych relacja ich była mocniejsza niż przypuszczali.



