Małżeństwo na papierze

Małżeństwo na niby.

Mam z Przemkiem małżeństwo na papierze.

Tak się złożyło, że Przemkowi małżeństwo było potrzebne do rozwoju kariery pracuje w dużej warszawskiej korporacji, na czele której stoi pan Edmund Benedyktowicz, wielki zwolennik wartości rodzinnych. Pan Edmund to głowa szanowanego, licznego klanu ojciec pięciu dorosłych córek, teść pięciu zięciów i dumny dziadek dziewięciorga wnuków i wnuczek. Bardzo się swoją rodziną szczyci i w jego słowniku kawaler brzmi jak obelga. Pracownik nieżonaty to według niego ktoś nawet nie drugiej kategorii raczej społeczny wyrzutek, nieważne jakie by miał kompetencje czy osiągnięcia.

Przemek, kiedy to zrozumiał, uznał, że bez oficjalnego małżeństwa nie ma szans na stanowisko, które faktycznie mu się należy i na które zasługuje. Rozważył wszystkie “za” i “przeciw”, i zaproponował mi układ. Niczym nie ryzykował znamy się od przedszkola, nasze mamy przyjaźniły się od lat i nadal się spotykają. Przez całą podstawówkę siedzieliśmy w jednej ławce. Pomagał mi w matematyce, ja poprawiałam mu przecinki w wypracowaniach. Zna mnie lepiej niż ktokolwiek, wie, że nie jestem interesowna, nie rzucę się po rozwodzie na jego mieszkanie na Mokotowie, konto w złotówkach ani inne rzeczy.

Z mojej strony zgodziłam się właściwie od razu dopiero co rozstałam się z chłopakiem po trzech latach, przeżywałam to mocno i miałam wrażenie, że depresja czai się za rogiem. Musiałam się czymś zająć, żeby nie zwariować. Poza tym, chciałam pokazać exowi, że wcale nie jestem taka do niczego oto wychodzę za mężczyznę z klasą, z fajnym samochodem i trzypokojowym mieszkaniem w centrum lepiej nie mogło być! Przy koleżankach też łatwiej było zachować twarz: patrzcie, świetnie sobie radzę!

Nasze cele całkiem się zgrały i bez pompy zarejestrowaliśmy ślub w urzędzie stanu cywilnego na Ochocie. Bez białej sukni, bez limuzyny, bez tłumu znajomych. W zwykły dzień zwolniliśmy się wcześniej z pracy, szybki podpis w urzędzie. Ale obrączki, mimo wszystko, sobie założyliśmy.

Postanowiłam na czas małżeństwa zmienić nazwisko Tarczyńska brzmiało według mnie ciekawiej niż Górska.

Muszę przyznać, że nasze nadzieje zostały spełnione.

Już po miesiącu Przemek został zatwierdzony na stanowisko dyrektora jednego z działów zasłużenie.

A ja Status mężatki nagle dodał mi punktów w oczach rodziny i przyjaciółek. Największa satysfakcja? Gdy dostałam SMS-a od byłego chłopaka: życzę szczęścia, choć liczyłem, że kiedyś do siebie wrócimy ha, miałeś mnie, nie doceniłeś, to teraz żałuj!

Tak że nasz układ wypalił lepiej niż planowaliśmy.

Zamieszkałam z Przemkiem na jakiś czas to był jego pomysł, żeby dla wszystkich wyglądało to wiarygodnie.

Sobota rano.

Stoję w kuchni i smażę omlet. Do tego robię twarożkowe placuszki, zaparzam kawę z mlekiem Przemek lubi porządne śniadania. Za oknem wiosna, kwietniowy dzień zapowiada się pięknie kocham tę porę roku. Dzisiaj mnóstwo obowiązków: muszę odwiedzić rodziców, zrobić generalne porządki, nastawić pranie, na obiad coś typowo weekendowego może schabowe, zupę ogórkową, domowa pizza, do tego sałatka. Myśli krążą wokół zwykłych spraw, roboty jak zawsze pełno, jak to u każdej gospodyni.

Patrzę na Przemka jesteśmy już trzynasty rok w tym fikcyjnym związku, a nasza córka Weronika w tym roku idzie do pierwszej klasy. Nasz syn, Janek, kończy właśnie piątą zresztą jest prymusem, cały w ojca. Bo tata przecież naprawdę jest mądry i obecny.

Nie to, co w moim przypadku fikcyjny mąż…

Rate article
Fajna Tajna
Małżeństwo na papierze