Lenka śpiewała z radości, aż serce rosło!

Słuchaj, aż muszę Ci to opowiedzieć! Kasia dosłownie śpiewała ze szczęścia, no bo wyobraź sobie w końcu ma własne mieszkanie, swoje, bez żadnej zrzędliwej właścicielki, która gasiłaby światło o jedenastej i stała nad głową, patrząc ci na ręce przy gotowaniu. Żadnej babci Wandy wyłączającej gaz pod bulgoczącym garnkiem z zupą, nie pozwalającej używać suszarki i prostownicy bo kable się przegrzeją, ani krzyczącej, że kąpać się można tylko pod prysznicem raz dziennie, najlepiej o wyznaczonej przez nią porze.

Rok wytrzymała pod tą babciną tyranią, bo babcia Wanda uważała siebie za jej mentorkę i opiekunkę. Jak tylko Kasi stuknęła osiemnastka, wydębiła pozwolenie od rodziców na zamieszkanie w akademiku.

To też była przygoda pluskwy, karaluchy drobiazg. Ukradziona patelnia z smażącymi się ziemniakami, gdy się odwróciła? Klasyk. Sąsiadki jednak, co sprowadzały chłopaków, to już zupełnie inna liga. Wytrzymała rok, ale gdy tata przyjechał i zobaczył co się dzieje w tym akademiku, spakował ją natychmiast z powrotem na mieszkanie, które wynajmowała u babci Zosi.

Babcia Zosia była cudowna, może trochę ekscentryczna, ale serce miała ogromne. Po studiach Kasia zamieszkała u babci Zosi, dzielnie ciułała każdy grosz na wkład własny, bo miała wielkie marzenie: kupić swoje mieszkanie choćby najmniejsze, byle tylko swoje.

Gdy inne dziewczyny biegały na randki i trwoniły wypłaty na ciuchy i torebki z logo, Kasia pracowała na dwa etaty i każdy grosz wrzucała do koperty. Nawet babcia Zosia mówiła jej, żeby się nie zajeżdżała, ale Kasia uparcie dążyła do celu.

I pewnego dnia rodzice przyjechali w odwiedziny. Tata, cały rozemocjonowany mówi jej, że postanowili jej pomóc. Mama, on i jeszcze prabacia Helena to taka daleka kuzynka taty, która sama całe życie, żadnej rodziny, całe życie uczyła w szkole, aż do osiemdziesiątki piątki. Z charakteru dosyć trudna, pokłócona ze wszystkimi, ale tata Kasi był jedynym, kogo jako tako słuchała. Mamę Kasi bardzo lubiła, bo sama była nauczycielką.

Kiedyś babcia Helena poprosiła tatę Kasi, jak z mamą znów przyjechali z zakupami, czy by jej nie pomógł załatwić miejsce w domu seniora. Tata się nie odezwał, tylko zabrał ją z mamą do siebie i urządzili jej pokój u siebie w mieszkaniu, bo i tak ich córka już mieszkała w innym mieście.

Mimo sędziwego wieku babcia Helena miała jasny umysł i powiedziała po swojemu niech ich nie gryzie sumienie, wszystko rozumie i wie, że potrafi zepsuć każdą miłą atmosferę, ale rodzice Kasi nie chcieli słyszeć o żadnym domu spokojnej starości My sobie poradzimy, a ty nam spokojnie przypilnujesz kota i papugę Stefana jak gdzieś wyjedziemy.

No i została z nimi, wszyscy na tym skorzystali razem oszczędzali na zakupach, razem gotowali, a babcia Helena miała tyle miłości i towarzystwa, że aż młodniała! Po kilku latach zmarła po cichutku, zostawiając cały swój dobytek w spadku tacie Kasi, a jej samej przekazała naszyjnik po praprababci, który pieczołowicie przechowywała nawet w najgorszych czasach.

Kasia przyjęła naszyjnik z radością i wielkim wzruszeniem. Pewnego dnia tata zaproponował jej, by sprzedać mieszkanie babci Heleny, a jej kupić coś w Poznaniu, skoro tam się tak odnalazła.

W taki sposób Kasia została właścicielką dwupokojowego mieszkania. Kobieta, od której kupiła lokum, zapewniała, że zostawia po sobie dobrą energię, i rzeczywiście Kasi mieszkało się tam jak u siebie. Zaczęła remonty rodzice co chwilę jej pomagali, tata spełniał jej wszystkie pomysły od nowych płytek w łazience po przemalowanie kuchni. W efekcie odmieniła mieszkanie nie do poznania, a mama już planowała, co zmieni u siebie w domu, Kasia obiecała jej zaprojektować nowy wystrój salonu.

Szybko wrosła w nowe miasto i pokochała je. W pracy poznała Anię, dziewczyny od razu się zaprzyjaźniły, Ania była częstym gościem u Kasi. Pewnego dnia, przy kawie, Kasia zaczęła opowiadać, jak kiedyś z sąsiadką i koleżanką Zosią z bloku, w dzieciństwie, przemykały na dach ich siedmiopiętrowca i tam urządzały sobie opalanie.

-No weź, ale odjazd! zaśmiała się Ania. Czemu my byśmy nie mogły…?

Dziewczyny wybuchły śmiechem.

Tylko żeby nas tam nie zamknęli! Raz z Zosią przesiedziałyśmy przez nieuwagę do wieczora, bo pan Heniek, nasz dozorca, trochę głuchy, zamknął wejście na klucz i kompletnie nic nie słyszał, choć się wydzierałyśmy ile sił. Dobrze, że tata wcześniej wrócił z pracy, coś mu się podskórnie nie zgadzało, to nas wypuścił.

Dostałaś wtedy karę? spytała Ania.

E tam, tata mnie raczej rozpieszczał. Mama była bardziej surowa, więc on zwykle mnie przed nią osłaniał i wiele moich numerów nie zna do dziś. Kasia uśmiechnęła się z rozrzewnieniem.

Szczęściara! U mnie w domu sporo się za dzieciaka obrywało. Słuchaj, może pogadamy z dozorczynią, poprosimy o klucze i po prostu spokojnie się poopalamy?

No jasne, spróbujemy!

Pani Wiesia, dozorczyni, nie była zachwycona. Nie wolno, a jak spadniecie, to jeszcze na mnie pójdzie! marudziła, ale w końcu się zlitowała: Tylko bez żadnych wygłupów!

Dziewczyny pół wolnej soboty leniły się na dachu, a potem jeszcze parę razy kąpały się w promieniach słońca na wysokościach, kluczami od pani Wiesi.

Pewnego razu, gdy zbierały się już do domu, usłyszały skrzypienie drzwi. Zerkają zza komina, a tam starsza, zadbana pani, grzecznie siedzi z kanapką przy rurze i patrzy w dal.

A pani kto? pytają chórem.

Ja? kobieta uśmiecha się z zakłopotaniem. Jestem Jadwiga Gruszczyńska.

Kasieńce wydawało się, że już skądś zna tę panią.

Pani… nie była przypadkiem właścicielką mojego mieszkania?

Tak, to pani kupiła moje dwa pokoje! pani Jadwiga zarumieniła się i cicho dodała. Dziewczynki… po czym po prostu się rozpłakała.

Okazało się, że Jadwiga samotnie wychowała syna, Adama ojciec uciekł z inną, jak to w życiu bywa. Adam był chorowitym dzieckiem, więc cała opieka spadła na Jadwigę, a ona starała się, jak mogła. Adam był zdolny, zdał na Politechnikę, potem magisterkę…

W pracy sobie radził świetnie, tylko dziewczyn jakoś nie miał. Aż w końcu pewnego dnia przyprowadził Martę prostą, ciepłą, w mig zaprzyjaźniła się z Jadwigą, zaraz przejęła gotowanie, pranie, opiekę nad Adamem, i tak Jadwiga mogła odetchnąć.

Adam miał już dawno swoje M4, ale mieszkał z mamą, było im wygodnie. Gdy na świat przyszli: Staś, Kasia i Zosia, młodzi przekonali Jadwigę by sprzedała swoje mieszkanie przecież mieszkasz już u nas i pomagasz, szkoda by się marnowało.

I tu, powiedziała z goryczą, zaczęło się jej piekiełko. Marta wracała do pracy, dzieci zostały z Jadwigą. A że wtedy właśnie babci siadało zdrowie i lekarz kazał oszczędzać się, poleżeć, odpocząć nic z tego. Jadwiga miała doglądać dzieci, gotować, sprzątać, bajki czytać, wyprowadzać na spacer, robić pranie, gotować na powrót syna i synowej.

O żadnym wychowywaniu, karceniu czy nauce nie było mowy. Dzieci bałaganiły, a gdy Jadwiga próbowała coś powiedzieć, Marta się obrażała. Dopiero gdy wieczorem umyła naczynia, położyła dzieci i przeczytała im bajkę, mogła usiąść i mieć chwilę dla siebie.

Mamo, ruch to zdrowie śmiał się Adam, gdy Jadwiga skarżyła się na zmęczenie. Dobrze gotujesz, dzieci przy babci bezpieczne, możemy więcej zarabiać, rodzina razem!

Gdy latem dzieci z rodzicami pojechali nad Bałtyk, Jadwiga opiekowała się wnukami sama. Nie, kocham je, ale tamte tygodnie… Myślałam, że nie wytrzymam. Wymyśliła więc, że wyjeżdża do koleżanki na działkę w rzeczywistości przez cały weekend chodziła po mieście, do muzeum, na wystawy…

A gdzie pani wtedy spała? spytała Ania.

Jadwiga się uśmiechnęła. Latem w ogóle nie spałam! Chodziłam po nabrzeżu i siadałam na ławce z książką. A dziś… przyszłam pod dawne mieszkanie, weszłam na dach, bo Adam jako dziecko się tu chował. Pomyślałam, żeby się zdrzemnąć na noc…

Dziewczyny były w szoku. Mało co wzruszyły Jadwigę, żeby wróciła z nimi do Kasi.

Jakie tu macie piękne mieszkanie, dziewczyny! nie mogła się nacieszyć. Żałuję czasem, że dałam się przekonać Adamowi i Marcie…

Pani Jadwigo, ale co stało się z pieniędzmi za mieszkanie? zapytała ostrożnie Ania, bo jest prawniczką.

Wszystko im oddałam… Adam obiecał, że połowa będzie się obracać na moją emeryturę. zamyśliła się Jadwiga.

Może dałoby radę kupić za to kawalerkę? myśli Ania.

My pomożemy z remontem! rzuca ochoczo Kasia.

Ale ja… sama nie mam siły…

Spokojnie, damy radę!

I już miesiąc później Jadwiga dostała klucze do małej kawalerki ba, w tym samym bloku! Co Ania powiedziała Adamowi na spotkaniu w jego biurze, nikt poza nią nie wie. Adam najpierw się burzył, a potem skapitulował. Marta się nafukała i przestała rozmawiać z teściową. Wnuki uzgodniły, który śpią u której babci na zmianę. Z biegiem czasu Marta pogodziła się z nową sytuacją, dzieciaki trafiły do przedszkola.

A Jadwiga z Kasią wspólnie chodziły do muzeów, na koncerty, odwiedzały się. Cały blok był nimi zauroczony!

Wiesz co? śmieje się Ania Ja jak się zestarzeję, to będę mieszkać u siebie. Żeby potem nie spać po parkach i po dachach nie łazić!

No i słusznie! przytakuje Kasia.

Buziaki, kochani! Cieszę się, że tu jesteście, ściskam Was mocno!

Rate article
Fajna Tajna
Lenka śpiewała z radości, aż serce rosło!