Patrząc, jak Szymon zamiast rozwiązywać zadanie matematyczne rysuje w zeszycie kolejnego Spider-Mana, rodzice uświadamiali sobie, że na beztroską i dostatnią przyszłość w ich rodzinie może liczyć tylko kot.

Patrząc na to, jak Staś rysuje w zeszycie kolejnego Spider-Mana zamiast rozwiązywać zadanie z matematyki, moi rodzice mieli nieodparte wrażenie, że w naszej rodzinie bezproblemową i dostatnią przyszłość ma zapewnioną tylko kot Kubuś. Dziesiątki korepetytorów nie były w stanie zaszczepić chłopcu miłości do nauk ścisłych. Przeciwnie, z każdą kolejną nauczycielką Staś odpływał coraz bardziej w filozofię. Uważał, że świat to marność nad marnościami, a prawdziwe szczęście tkwi w leniwej bezczynności, czekoladowych eklerach i bajkach oglądanych na smartfonie.

Kiedy już całkiem opadli z sił, tata trafił w internecie na nietypowe ogłoszenie: Sprzedam sztangę i zaszczepię miłość do przedmiotów szkolnych oraz sportowych Waszym dzieciom, bliskim, znajomym lub sąsiadom. Metoda autorska. Pracuję z matematyką, historią, polskim i angielskim, bicepsem, tricepsem, nogami, barkami, literaturą, klatą. Feliks.

Czujność rodziców zwyczajnie się ulotniła w obliczu bezradności. Ojciec wykręcił numer, a po kilku sygnałach w słuchawce odezwał się ciężki, zdyszany głos.

Słucham. W tle, oprócz głosu, słychać było miarowe uderzenia żelaza.

Dzień dobry, dzwonię w sprawie ogłoszenia

Sztanga sprzedana rzucił Feliks i już miał się rozłączyć.

Nie, nie, chcemy, aby Pan nauczył naszego syna matematyki, polskiego, literatury…

Wiek, waga, umiejętności ucznia?

Zwięzłość Feliksa jednocześnie przerażała i budziła respekt. Stukanie metalu zmieniło się w świst skakanki. Ojcu wydawało się nawet, że poczuł woń potu przez telefon.

Dziewięć lat, dwadzieścia pięć kilo, już prawie dodaje w słupku…

Ile robi pompek?

Proszę?

Ile pompek i podciągnięć?

Nie mam pojęcia… może pięć?

Rozróżnia przyrostek od końcówki?

Yyy… nie wiem, musiałbym zapytać żony.

Jakie są przyrządy w domu?

Przyrządy?

Cyrkiel, kątomierz, ekspander, hantle?

Mamy tylko drewnianą linijkę.

Zrozumiałem. Proszę podać adres, będę w ciągu godziny, odparł Feliks, pokrzykując: Nogami szerzej, plecy prosto! Ale to nie do pana, mam tu lekcję historii dodał i rozłączył się.

Ojciec jeszcze chwilę stał z nogami w rozkroku i prostymi plecami, po czym ruszył do Stasia. Na wieść o nowym korepetytorze Staś zareagował jak zawsze podgłosił telewizor i poprosił o herbatę z kanapką. Zupełnie nie wykazywał zainteresowania nauką.

Nagle rozległ się dzwonek do drzwi. Mama Stasia zerknęła przez wizjer i ujrzała klatkę piersiową, która natychmiast wzbudziła w niej lekką zazdrość.

Dzień dobry wszedł do przedpokoju Feliks, pokaźna góra mięśni w obcisłej koszulce, pachnąca kokosowym szamponem. Który z was to olimpijczyk?

W-w-wejdziesz wydukała kobieta, lekko onieśmielona. To chyba ten facet od opla, któremu obiecałeś poprawić wzrok karteczką za wycieraczką.

Przepraszam, zaszło nieporozumienie, jestem okulistą byłem. Teraz nazywam się Feliks Januszewicz, jestem korepetytorem dodał Feliks.

A to pan! wybiegł zza lustra ojciec. Przepraszamy, nie poznaliśmy pana. Pozwoli pan z torbą?

Feliks podał hokejową torbę, która gdy tylko ojciec puścił rączkę przygniotła go do podłogi z trzaskiem. Kot Kubuś w panice przegalopował przez dwa pokoje i zamknięte na zamek drzwi.

Co tu pan niesie, cegły? jęknął taszcząc pakunek do pokoju syna.

Materiały dydaktyczne. Podstawówka i zajęcia z zastosowaniem.

Staś, jak zwykle, był zrośnięty z kanapą i telefonem, gdy drzwi do jego pokoju się otworzyły. To oderwało go od rutyny.

Do siebie! Do siebie! wołał ojciec, ale Feliks wszedł jak burza i nie zwracając uwagi na ucznia, przyjrzał się pokoju.

Macie wiertarkę udarową?

Po co?

Do ćwiczenia polskiego odpowiedział Feliks i wyjął z torby drążek do podciągania, worek bokserski i linę.

Zapytam sąsiada mruknął zmęczony ojciec. A wy się poznajcie: Staś, to pan Feliks Januszewicz korepetytor.

Skąd ma pan tyle mięśni? wykrztusił w końcu Staś, zamiast powiedzieć dzień dobry.

W słupku liczyłem odpowiedział Feliks, układając na podłodze talerze do sztangi jeden na drugim.

Dobrze, zostawiam was powiedział ojciec, wybiegając z pokoju.

Jest pan silniejszy od Spider-Mana?

A Spider-Man wyciska dwieście na klatę?

Staś nie do końca zrozumiał pytanie, ale poczuł, że chyba nie.

Nie lubię lekcji dzieciak od razu wyłożył kawę na ławę.

Lekcjami niech się zajmują cieniasy. My będziemy robić brzuszki.

Feliks usiadł na podłodze i zaczął ćwiczyć. Staś natomiast patrzył z boku, czekając, aż dziwny korepetytor się zmęczy, ten jednak tylko zmieniał tempo i dodawał ciężar. Po brzuszkach wziął się za hantle, potem ekspander, a na końcu za pompki.

Zapamiętałeś wszystko? Chcesz być silny? A może wolisz, jak twój mutant, całe życie grzebać się w pajęczynie i kurzu?

Staś stanowczo pokręcił głową.

No to świetnie! Wszystko trzy razy po czterdzieści pięć minus trzydzieści dziewięć. Zaczynamy od brzuszków.

Ile to będzie?

To ty mi powiedz.

Wiertarki udarowej nie ma, znalazłem tylko zwykłą wszedł do pokoju ojciec i ze zdziwieniem zamarł, widząc syna na podłodze. Przyjdę później szepnął na palcach i zamknął za sobą drzwi.

***

Następnego dnia, o wpół do szóstej rano, ktoś zadzwonił do drzwi. Ledwie otworzywszy oczy tata wyszedł do przedpokoju z zamiarem poczęstowania gościa porcją przekleństw, ale widok ogromnej łysiny Feliksa w futrynie drzwi sprawił, że nawet nie starczyłoby mu przekleństw na taką powierzchnię. Feliks wydawał się jeszcze większy niż dzień wcześniej, a worki pod oczami wyglądały jak bicepsy.

Dzisiaj historia i geografia. Strój: trampki, podkoszulek, spodenki. Bieg na dystan­sie z nauką o krajobrazie i kontekstem historycznym miasta.

On jest dopiero w trzeciej klasie, nie mają jeszcze tych przedmiotów ziewnął ojciec.

W programie są też wiersze. Idziecie z nami?

Nie, dziękuję, ja dobrze się uczyłem.

Kiedy z naszego regionu wycofało się najazd tatarsko-mongolski?

Ekhem, za godzinę muszę wstać do pracy, pójdę obudzić Stasia wymigał się tata, idąc do sypialni syna.

Po chwili wrócił szeptem:

Nie budzi się.

Ubierzcie go, po drodze się obudzi rzucił Feliks.

***

Trzy razy w tygodniu Feliks pojawiał się pod naszymi drzwiami i zaczynali ćwiczyć z Stasiem. Poniedziałek: klatka-triceps-barki-matematyka-polski; środa: plecy-biceps-literatura-angielski; piątek: nogi-geografia-historia.

Po trzech tygodniach mały Staś wparował do kuchni bez koszulki i tata, widząc jego kaloryfer na brzuchu, zakrył swoje piwne brzuszysko czajnikiem. Dzieciak wyprostował się, nabrał krzepy, a rodziców powoli zaczął zawstydzać za siedzący tryb życia.

Wiesz, coś mi się to wszystko nie podoba powiedziała kiedyś przy kolacji mama Stasia. Zgadnij, co syn poprosił na urodziny?

Wiem: X-box, mówił mi już.

Nie, drabinkę gimnastyczną i blender do smoothie. Boję się, że Feliks to nie żaden korepetytor, tylko świrnięty trener, który wykończy nasze dziecko.

Myślisz? Przecież podobno uczą się matematyki.

Ty widziałeś kiedyś u nich w rękach podręcznik?

Tabelę kalorii.

No właśnie! Przecież wszyscy tacy napakowani to raczej nie są orłami…

Z czego to wnosisz? tata spojrzał na żonę.

O rozum, stukając w szybę stołu dla podkreślenia. Jeszcze nam chłopak skończy jako taki sam osiłek.

Może lepszy głupi mięśniak niż cherlawy kujon?

Chcę, żeby został normalnym dzieckiem i koniec! Pragnę, by te zajęcia się skończyły.

Zadzwonił telefon.

To wychowawczyni spojrzała na ekran mama i odebrała.

Halo? Co zrobił? Tak, zaraz będę.

Co się stało?

Staś wszczął bójkę. I widzisz, mówiłam to się źle skończy.

Jadę z tobą.

***

Rodzice wzięli taksówkę do szkoły. Na miejscu, od razu wezwano ich do dyrektora.

Proszę bardzo, korepetytor, dziecko w trzeciej klasie i już do dyrektora zrzędziła mama.

W gabinecie zebrało się pół klasy, rodzice, psycholog szkolna oraz wychowawczyni. Taki był szum, że nawet fortepian w sąsiednim pokoju rozstroił się od tej wrzawy.

Tu nie siłownia, to szkoła rzuciła jedna z mam w stronę taty.

Ale o co chodzi, ktoś wyjaśni?

Głos zabrała wychowawczyni.

Staś kazał kolegom grać w drabinkę na przerwie i prowadzić liczenie przy użyciu dzielenia ułamkowego.

Co robić?

Podciągać się na drążku, stopniowo zwiększając liczbę powtórzeń wyjaśnił Staś.

Cisza! Koledzy tego nie chcieli. Staś ich przymuszał i groził.

Ale to oni pierwsi mnie zaczepiali, chcieli mnie pobić, bo poprawiałem, gdy się przezywali.

Poprawiałeś?

Tłumaczyłem jak odmienia się ciołek i zarozumialec. Ruszyli na mnie, więc musiałem się bronić. Feliks Januszewicz zawsze mówi: masz dużo energii zrób więcej podciągnięć, zamiast bić się z prostakami, naucz ich dzielić ułamki Staś spuścił głowę.

Groził, że jeśli jeszcze raz podejdziemy, to będzie wyciąganie pierwiastków! popiskiwał jeden z chłopców.

Temu jaskiniowcowi nie miejsce wśród naszych dzieci! krzyczała inna mama.

A więc bójki nie było? tata Stasia doszedł do głosu.

Obrażeni pokręcili głowami.

Syn odpowiedział ich agresji matematyką i drążkiem?

I jeszcze kazał biegać po boisku i uczyć się Mickiewicza!

Widzisz, a mówiłaś, że wyrośnie z niego tylko mięśniak rzucił tata do żony, która tylko przytaknęła.

Chciałabym was przeprosić odezwała się nagle pani dyrektor.

On powinien przeprosić! wrzasnął jeden z ojców, wskazując Stasia.

Nie was, lecz rodziców tego chłopca. Wasz syn gratuluję zwróciła się dyrektorka do moich rodziców. Ale biorąc pod uwagę wszystko, muszę go przenieść.

No proszę, sprawiedliwość! Tak wam i trzeba! triumfowali pozostali.

Przenoszę go do czwartej klasy. Ewidentnie wyprzedza program podsumowała dyrektor.

Zapanowała cisza. Czuć było, jak przez mózgi przeciwników przegryza się zazdrość zmieszana ze złością. Wszyscy pomału wyszli z gabinetu, unikając spojrzeń.

Halo, panie Feliksie, mam sprawę Przenoszą nas do czwartej klasy, dojdzie więcej przedmiotów zadzwonił po wyjściu ojciec do korepetytora.

***

Po tygodniu Staś rzeczywiście trafił do czwartej klasy. Dwa tygodnie później wystartował w miejskich zawodach crossfitowych i szykował się na swoją pierwszą dziecięcą olimpiadę literacką. A po miesiącu do mojego taty zadzwonił rodzic jednego z byłych kolegów z klasy tych, z którymi wtedy była cała sytuacja i poprosił o numer do Feliksa Januszewicza.

Stopniowo zebrała się dziecięca sekcja z łączonym profilem, gdzie nie wyrzucano za słabe wyniki sportowe, lecz w pierwszej kolejności za kiepskie oceny w dzienniku.

Rate article
Fajna Tajna
Patrząc, jak Szymon zamiast rozwiązywać zadanie matematyczne rysuje w zeszycie kolejnego Spider-Mana, rodzice uświadamiali sobie, że na beztroską i dostatnią przyszłość w ich rodzinie może liczyć tylko kot.