Dzisiaj znów nie mogłam przestać myśleć o wczorajszym spotkaniu z teściową. Doradzała mi, żebym zatrzymała się po trzecim dziecku. Nawet kupiła mi specjalne tabletki, mając nadzieję, że dwa razy się zastanowię nad kolejną ciążą. Jej wysiłki wydają się być na nic jestem przecież już w czwartej ciąży.
Ile jeszcze dzieci zamierzasz mieć? zapytała mnie z dobitnym sarkazmem.
Proszę, nie bądź sarkastyczna odpowiedziałam spokojnie. Denerwuje cię, że Piotr powiedział ci o mojej ciąży?
Oczywiście! oburzyła się teściowa, pani Maria. Przecież wyraźnie mówiłam, żebyś poprzestała na trójce! Przygotowałam dla ciebie nawet tabletki, żebyś przemyślała swoje decyzje. Szkoda tylko, że moje rady nie mają żadnego znaczenia.
Usłyszałam to już nie pierwszy raz. Znamy twoje stanowisko, ale nie zamierzamy postępować wbrew sobie odpowiedziałam, próbując zachować spokój.
Kpiny sobie ze mnie robicie? Z takim podejściem nie liczcie na moją pomoc! wykrzyknęła Maria, zanim zadzwonił jej telefon i rozmowa się urwała.
Pani Maria nigdy nie angażowała się w życie swoich wnuków. Nie zabierała ich nigdzie, nie spędzała z nimi czasu, nie przynosiła im też upominków lub słodyczy częściej niż raz do roku na urodziny. Finansowo z Piotrem byliśmy całkowicie samodzielni. Gdy byłam w trzeciej ciąży, teściowa bardzo nalegała na aborcję, ale nie ulegliśmy. Gdy już pojawiła się trzecia córka, Maria niespodziewanie się do niej przekonała. Teraz jednak znów jestem w ciąży, a napięcie powróciło.
Zawsze starałam się nie okazywać przy Piotrze, jak bardzo relacja z jego mamą mnie męczy na szczęście byliśmy szczęśliwi razem, a dzieci rosły zdrowo. Piotr dobrze zarabia jako inżynier w Gdańsku, ja prowadziłam własną działalność z domu i ostatnio zatrudniłam nawet pomoc do dzieci. Wszystko układałoby się idealnie, gdyby nie wieczna niechęć ze strony teściowej.
Od początku mnie nie polubiła i szczerze żywiła nadzieję, że Piotr się ze mną rozwiedzie. Jej marzenia okazały się bezpodstawne zaczęły pojawiać się dzieci. Według mnie Maria jest przeciwna czwartemu wnukowi, bo boi się, że finansowe wsparcie od Piotra skończy się wraz z naszym powiększającym się domem. Była przyzwyczajona do wygodnego życia syn płacił za jej wizyty u lekarzy, wysyłał na masaże do SPA, a nawet remontował jej mieszkanie w Sopocie. Teraz czuje się zagrożona, że coś straci już nie będzie jej stać na luksusy bez regularnych przelewów od syna.
Próbuję ignorować jej wieczne narzekania, ale nie da się ukryć, że wpływają na moje samopoczucie. Wiem, że jej słowa i gesty nie zmienią naszych planów będziemy mieć czwarte dziecko!
Czasem pytam siebie, jak postępować z matkami, które tak usilnie ingerują w życie własnych dzieci. Czy można nauczyć się żyć z takim nieustannym niezadowoleniem? Może trzeba po prostu nauczyć się stawiać wyraźne granice i zacząć myśleć przede wszystkim o swoim szczęściu.



