Wiktor dojechał samochodem do pewnej wsi, gdy nagle zauważył dziewczynę stojącą przy drodze. Było już późno i oprócz nich nikogo w okolicy nie było. Zatrzymał się. – Podwiezie mnie pan?

Dziś znów przyszło mi jechać nocą samochodem ciężarowym przez Polskę. Byłem już poza Krakowem, kiedy w pobliskiej wsi natknąłem się na niecodzienną sytuację. Zupełnie pusta szosa, a na przystanku, ledwo rozświetlonym przez reflektory, zobaczyłem smutną dziewczynę, samotnie czekającą przy drodze. Zatrzymałem się, rozejrzałem wokół cisza, nikogo więcej.

Podwiezie mnie pan? zapytała zachrypniętym głosem.

Jasne, proszę wsiadać. Teraz to już rzadko kto jedzie, późno się zrobiło. Chyba czeka pani już długo?

Skinała głową, a potem wybuchła płaczem. Patrzyłem na nią z wyraźnym zdziwieniem.

Stało się coś złego? zagadnąłem z troską.

Słyszałem tylko jej ciche pociąganie nosem, ale po chwili zebrała się na odwagę i zaczęła opowiadać:

Mam na imię Jagoda. Jest dziś wigilia starego sylwestra, zapowiadał się wolny weekend, więc koleżanka zaprosiła mnie na wieś do jej rodziny, na działkę pod Wieliczką. Jej mąż obiecał grilla, miało być świątecznie, tak po naszemu. Powiedziała, że jak dotrę autobusem, to mam zadzwonić i przyjdzie po mnie na przystanek obok sklepu.

Chciałam trochę o sobie zapomnieć, bo tuż przed świętami rozstałam się z chłopakiem. Nie miałam ochoty siedzieć sama w czterech ścianach, więc przyjęłam zaproszenie koleżanki.

No i cóż, wsadziłam się nie w ten autobus, co trzeba miał pojechać do Wieliczki, a ja, rozkojarzona, wsiadłam do tego, co jechał do Oświęcimia. Wysiadłam, patrzę czas zadzwonić. Koleżanka mówi: “Poczekaj chwilkę, zaraz idę do sklepu obok.” Spojrzałam, a tu wokół pustka, sklep zamknięty, a wieś dopiero kilkaset metrów dalej.

Zdałam sobie sprawę, że jestem nie tam, gdzie powinnam. Autobus już odjeżdżał i zobaczyłam kartkę Oświęcim, czyli w złym kierunku! Krzyknęłam, ale kierowca nie usłyszał, a chwilę później dotarło do mnie, że to był ostatni kurs tego dnia. Próbowałam łapać stopa, ale szosa całkiem wymarła. Wsi spokojna, droga ciemna, a ja sama. Marzłam tak ponad dwie godziny, aż w końcu pojawił się pan.

Nie wiem, co by się ze mną stało, gdyby nie pan… Bardzo, bardzo dziękuję…

Przestańmy sobie “panować”, jestem Jarek uśmiechnąłem się.

Jagoda odwzajemniła uśmiech. Spodobała mi się naturalna, sympatyczna, bezpośrednia. Ja w trasie, ona taka niezależna, a jednocześnie pogubiona. Zatrzymałem samochód.

Rozgrzałaś się trochę? Teraz czas coś zjeść. Moja mama robi rewelacyjne pierogi z ziemniakami i cebulką. Zostały mi jeszcze świeże, chcesz spróbować?

Wyciągnąłem z torby ciepłe pierogi, a Jagoda wyjęła ze swojej torby kawałek śląskiej, trochę żółtego sera i czekoladę gorzką Wedla. Zjedliśmy w ciszy, czasem tylko wymienialiśmy uśmiechy.

Potem próbowałem wygodnie ułożyć się do spania ja na fotelu, Jagoda na górnym łóżku szoferki.

Nagle spytała cicho:

Jarku, żonaty jesteś?

Nie.

To czemu?

Widzisz, dopiero co spotkałem dziewczynę, która wpadła mi w oko, ale jeszcze nie miałem okazji jej o tym powiedzieć.

Uśmiechnęła się tylko, a ja rzuciłem: Dobra, śpimy, jutro muszę zdążyć z rozładunkiem.

Podróż minęła nam szybko. Jagoda żartowała, że nigdy wcześniej nie przeżyła takiej przygody i nawet jest zadowolona, że w ten sposób się wszystko potoczyło.

Siedząc obok niej, coraz mocniej czułem, że to nie był przypadek.

Kiedy wracaliśmy już w stronę Krakowa, poprosiłem ją o numer telefonu.

A ta dziewczyna, która ci się spodobała?

Mówiłem o tobie roześmiałem się. Naprawdę chciałbym, żebyśmy jeszcze się zobaczyli, jeśli się zgodzisz.

Oczywiście, bardzo mi się spodobałeś, jeszcze nikt nie był dla mnie taki troskliwy, a w dodatku miałeś pierogi na ratunek! zażartowała.

W kwietniu wzięliśmy z Jagodą ślub. Tak właśnie los potrafi zaskakiwać…

Rate article
Fajna Tajna
Wiktor dojechał samochodem do pewnej wsi, gdy nagle zauważył dziewczynę stojącą przy drodze. Było już późno i oprócz nich nikogo w okolicy nie było. Zatrzymał się. – Podwiezie mnie pan?