Wyjdę za mąż, ale na pewno nie za tego przystojniaka. Tak, jest wspaniałym chłopakiem pod każdym wzg…

Wyjdę za mąż, ale na pewno nie za tego przystojniaka. Tak, jest naprawdę wyjątkowym chłopakiem pod każdym względem. Ale nie dla mnie.

Znowu mama przyszła ze swoim partnerem, a do tego z jakimś jeszcze facetem. Już trochę podpici Ola przesunęła się w kąt za szafką.

Nie było się gdzie schować, a za oknem już sypał śnieg. Wszystko mnie już męczyło. Latem skończę dziewiątą klasę i pojadę do miasta. Zdam do kolegium pedagogicznego, zostanę nauczycielką. Choć do miasta tylko dziesięć kilometrów, będę mieszkać w internacie.

Mama i goście rozlokowali się w kuchni. Usłyszałam bulgot, jak lała się wódka do szklanki, poczułam zapach kiełbasy. Mimowolnie przełknęłam ślinę.

Ej, ty tam! zawołała mama.

Czemu się krygujesz?

Was jest dwóch…

Nie pierwszy raz z dwoma zaśmiał się partner mamy, Marek.

Zadźwięczało coś, jakby talerz upadł. Szuranie, pomrukiwanie. Ola wcisnęła się jeszcze bardziej w kąt. Hałas nagle ucichł.

Słuchaj, Wojtek, śpi. odezwał się Marek.

Sam mówiłeś, fajna dziewczyna, coś mnie do niej ciągnie…

Przecież ona ma córkę…

Jaką córkę?

Ola, już całkiem duża. Pewnie schowała się w pokoju.

Zawołaj ją tutaj! rozradował się Wojtek.

Ola, gdzie jesteś? Marek zajrzał do pokoju i, widząc Olę, posłał jej nieprzyjemny uśmiech. Chodź, posiedzisz z nami!

Tu jest mi dobrze.

Czemu się wstydzisz? Marek spróbował ją objąć.

Ola złapała stojący na szafce wazon i z całej siły uderzyła go nim w głowę. Szklany dźwięk rozniósł się po pokoju. Ola wyrwała się z rąk i wybiegła na korytarz.

Łap ją! ryknął Marek.

Ale była już przy drzwiach wejściowych. Nie zdążyła założyć butów, więc wybiegła w samych skarpetkach, starych szortach i podkoszulku na zasypaną śniegiem ulicę.

Za nią ruszyli mężczyźni. Wieczorna ulica w osiedlu była pusta. Gdzie biec w śniegu? Za plecami słyszała krzyki. Gdy przebiegała obok dużego domu, rozległo się szczekanie. Potem czyjś głos, który uciszył psa.

Ola podbiegła do furtki i zaczęła pukać. Drzwi otworzył mężczyzna, około czterdziestki.

Proszę, pomóż mi! wyszeptała, patrząc błagalnie.

Wchodź! pociągnął ją za rękę i zamknął drzwi.

Adamie, kto tam? z kuchni wyszła kobieta.

Jacyś typy gonią tę dziewczynę powiedział gospodarz, wskazując Olę.

Szybko do środka! kobieta złapała Olę za rękę. Opowiesz wszystko.

Ola, wyłaź grzecznie! rozległ się głos Marka.

Adam, nie wdawaj się w to! krzyknęła gospodyni. Chodź do domu!

Z podwórza dochodziły wrzaski i szczekanie psa.

Musimy zadzwonić na policję kobieta wyciągnęła telefon.

Pola, poczekaj. Sam to załatwię. Wygląda na to, że to miejscowe chłopy.

I jak zamierzasz ich spacyfikować?

Porozmawiam. Ty uspokój dziewczynę.

Gospodarz wziął reklamówkę, podszedł do lodówki. Włożył tam butelkę i kawał kiełbasy.

Na podwórzu pogłaskał psa i wyszedł na ulicę. Marek podbiegł do niego:
Oddawaj Olę!

Bierz to i znikajcie!

Co tam masz? Marek zajrzał do środka, uśmiechnął się do kolegi. Spadamy, Wojtek!

***
Tak! Mam na imię Pola Adamowicz gospodyni postawiła wodę na herbatę. Siadaj, opowiedz, kim jesteś i co ci się stało.

Ola jestem zaczęła dziewczyna, zęby jej szczękały z zimna. Mieszkam tu na ulicy, na końcu.

Jesteś córką Kingi?

Tak.

My tu dopiero zamieszkaliśmy, ale o twojej mamie już słyszeliśmy.

Ola spuściła głowę i rozpłakała się.

Już, już, nie płacz Pola podeszła i delikatnie ją objęła. Ten gest był dla Oli czymś niezwykłym. Przytuliła się i rozpłakała jeszcze mocniej.

W porządku, w porządku! Zaraz napijemy się herbaty.

Wszedł Adam:

Wszystko załatwione.

A z tą pięknością, co zrobimy? Pola uśmiechnęła się do Oli.

O tym pogadamy jutro! Teraz herbatka i kąpiel.

Chcesz coś zjeść? Pola postawiła przed nią kubek herbaty, uśmiechnęła się. Widzę, że chyba głodnaś.

Na stole pojawiły się kanapki i resztka tortu.

Jedz uśmiechnął się Adam, widząc jej nieśmiałe spojrzenie w stronę jedzenia.

Nikt nie dopytywał jej więcej. Nawet starali się nie zwracać uwagi, widząc jak się wstydzi.

Po kolacji Pola zaprowadziła ją do łazienki:

Wykąp się, załóż ten szlafrok!

***
Ola chciała tylko, żeby tej nocy jej nie wyrzucili z domu. Jak przyjemnie leżeć w ciepłej wannie, a za oknem taki mróz. Ale trzeba wychodzić, gospodarze czekają.

Wyszła. Adam i Pola siedzieli na kanapie.

Dziękuję bardzo!

Ola, jak rozumiem, nikt raczej nie będzie cię szukał. Rozumiem, że nie chcesz wracać do domu?

Ola spuściła głowę jeszcze niżej.

Jutro wcześnie rano wyjeżdżamy…

Rozumiem Ola niemal szepnęła.

Zostaniesz sama. Nikomu nie otwieraj drzwi! Na podwórku nasz Rex nikogo nie wpuści. Zrozumiałaś?

Tak! wyrwało się jej z wdzięczności.

Jak masz ochotę, możesz ugotować barszcz do naszego powrotu Adam uśmiechnął się pod nosem. Umiesz?

Oczywiście! zaczęła gorączkowo, bojąc się, że ją wyrzucą. Dobrze gotuję i sprzątam też mogę.

Sprzątnij też na dole, jeśli ci nie ciężko zgodziła się Pola.

***

Wstała razem z gospodarzami. Leżała cicho w łóżku, wciąż obawiając się, że ją wyrzucą. W końcu w podwórzu zgasł silnik auta i wszystko ucichło.

Wstała. Umyła się. Na kuchni stał gorący dzbanek herbaty, na stole chleb, kiełbasa, ser, na blacie wieprzowe żeberka.

Zjadła śniadanie, uprzątnęła po sobie, umyła podłogę.

W korytarzu dostrzegła odkurzacz. Włączyła go i przejechała po wszystkich pokojach.

Ledwo zdążyła wyłączyć odkurzacz…

A co tu się dzieje? usłyszała głos za plecami.

Odwróciła się gwałtownie. Wysoki, przystojny chłopak osiemnastoletni, ciekawość w brązowych oczach.

Sprzątam wyszeptała Ola. A ty kto jesteś?

Chłopak pokręcił głową, wyjął telefon:

Mamo, wróciłem już. A kto tu?

Synku, pozwól, żeby ta dziewczyna chwilę u nas pomieszkała.

Mi to obojętne.

Schował telefon, zmierzył Olę wzrokiem i poszedł do kuchni.

Naparzyć ci herbaty? zapytała dziewczyna.

Sam sobie poradzę.

***

Ola schowała odkurzacz, zaczęła wycierać kurze, nasłuchując każdego dźwięku z kuchni.

Chłopak zjadł śniadanie, poszedł do łazienki. Wyszedł ogolony, pachniał wodą kolońską.

Hej, gospodarz! Daj jeszcze jedną flaszkę! ktoś krzyczał z ulicy.

Co znowu? chłopak podszedł do okna.

Nie otwieraj im! Ola przerażona krzyknęła.

Spojrzał na nią z ciekawością, uśmiechnął się i ruszył do wyjścia.

Ola podbiegła do okna. Marek i Wojtek stali pod płotem i krzyczeli coś niewybrednego. Ola ogarnął strach.

Wyszedł syn gospodarzy. Tamci rzucili się ku niemu. I nagle… obaj runęli w śnieg, Ola nie mogła uwierzyć własnym oczom.

Chłopak nachylił się, coś powiedział, tamci podnieśli się i zawstydzeni poszli w stronę domu Oli.

***

Chłopak wrócił. Spojrzał na zastygłą Olę, podszedł:

Co, przestraszyłaś się?

Nie kontrolując się, przytuliła się do niego i rozpłakała.

Jak masz na imię? spytał.

Ola.

Ja jestem Michał. Nie płacz, już tu nie przyjdą.

***

Michał poszedł na górę do swojego pokoju i nie schodził aż do wieczora. Ola ugotowała barszcz. Usiadła w kuchni i zamyśliła się.

Oczywiście, bardzo chciała z nimi zostać, bo to byli wspaniali ludzie. Ale wiedziała, że przekroczyła już granice przyzwoitości.

Gospodarze wrócili. Pola spojrzała z uznaniem na porządek. Adam docenił barszcz.

Chyba pójdę do domu powiedziała cicho Ola. Dziękuję wam za wszystko.

Ola, zostań z nami jeszcze parę dni!

Dziękuję, Pani Polo, ale ja muszę wracać.

Zrobiła krok do drzwi i zawahała się. Od wczoraj chodziła po domu w cudzym szlafroku i kapciach.

Chodź! gospodyni złapała ją za ramię, zaprowadziła do garderoby.

Otworzyła szafę, długo przeglądała ubrania. Wyjęła dżinsy, sweter, ciepłą kurtkę sportową.

Ubieraj się! Mamy podobny wzrost.

Nie trzeba, naprawdę…

Nie pójdziesz przecież w samym szlafroku. Zakładaj! Ja przez to nie zbiednieję.

Założyła. Przez chwilę zerknęła w lustro. Takich ubrań nigdy nie miała.

W korytarzu Pola dała jej czapkę i zimowe buty.

Ola, niech ci służą!

Dziękuję, Pani Polo!

***

Życie wróciło do starego biegu. Choć nie całkiem do starego. Mama zatrudniła się w gospodarstwie. Jej partner zniknął gdzieś z kolegą.

Nadeszła wiosna. Pewnego dnia siedziałam przy lekcjach. Ktoś zapukał do furtki. Spojrzałam przez okno i nie mogłam uwierzyć pod ogrodzeniem stał Michał. Przywitał się ruchem głowy.

Wybiegłam mu na spotkanie.

Cześć! uśmiechnął się.

Dzień dobry!

Mama cię szukała.

***

I tak znów znalazłam się w tym domu, w którym spędziłam jeden z najszczęśliwszych dni.

Cześć, Ola! Pola uściskała mnie na progu.

Dzień dobry, Pani Polo!

Usiądź, napijemy się herbatki!

Gospodyni nalała mi herbaty, sama usiadła przy stole.

Mam sprawę. Lecimy z Adamem na miesiąc do Turcji uśmiechnięta spojrzała w okno. Michał rzadko bywa w domu. Czy mogłabyś zaopiekować się domem? Musisz karmić Rexa i kota. Podlewać kwiaty, mam ich dużo.

Oczywiście, Pani Polo!

Świetnie wyjęła pieniądze. Masz tu dwa tysiące złotych.

Ale po co, przecież…

Zabierz! Dla nas to drobiazg. Chodź, wszystko ci pokażę!

Uważnie oglądałam, gdzie stoją doniczki i kwiaty. Gdzie leży karma dla kota i mięso dla psa.

Pola od razu głośno zawołała:

Michał! Syn natychmiast zszedł. Pokaż Oli, gdzie jest Rex!

Chodź! lekko położył mi rękę na ramieniu.

Wyszliśmy na podwórko, odpięliśmy Rexa i poszliśmy na spacer.

Michał opowiadał mi po drodze o studiach, karate i biznesie jego taty.

A ja myślałem o czymś zupełnie innym. Wiedziałem, że między mną a Michałem jest taka sama przepaść, jaka dzieli moją mamę od rodziców Michała. Owszem, to ludzie dobrzy, ale to nie bajka o Kopciuszku, tylko życie.

Za dwa miesiące będę miał egzaminy do kolegium, na pewno zdam. Będę się uczyć, pracować, starać się ale stanę się kimś. Wyjdę za mąż, ale nie za tego przystojniaka. Tak, jest świetny, pod każdym względem… Ale nie mój!

Jestem wdzięczny Pani Poli za ubrania i te dwa tysiące złotych. Dzięki nim przeżyję pierwsze tygodnie w mieście.

Wiedziałem, że właśnie w tym momencie zakończyło się moje trudne dzieciństwo. Teraz zaczyna się dorosłe życie równie trudne, ale gdzie wszystko zależy już tylko ode mnie.

Doszliśmy do domu. Pogłaskałem Rexa po karku, uśmiechnąłem się do Michała i ruszyłem do siebie. Jutro zaczynam pracę tutaj, tylko praca nic więcej.

Ta historia nauczyła mnie, że nawet gdy los daje się we znaki, można znaleźć ludzi, którzy nas wesprą. Ale najważniejsze, by nie zatracić siebie i mieć odwagę budować własne życie od nowa.

Rate article
Fajna Tajna
Wyjdę za mąż, ale na pewno nie za tego przystojniaka. Tak, jest wspaniałym chłopakiem pod każdym wzg…