Zdradził i stawia warunki
Słuchaj, Justyna, nie mam ani czasu, ani ochoty słuchać twoich ciągłych narzekań.
Albo w tej chwili przestajesz grać obrażoną ofiarę i po prostu żyjemy dalej normalnie, albo jutro pakuję walizkę i sama wyjaśnisz córce, czemu tata odszedł.
Sama! Rozumiesz?
Normalnie, czyli jak, Bartek? zapytała cicho. Tak jakby nic się nie stało? Jakbym nie widziała tych wiadomości?
Jakby Andrzej Auto-Części nie pisał ci o drugiej w nocy, że tęskni za twoimi rękami?
Bartek ciężko westchnął i zaczął zdejmować adidasy, depcząc brutalnie tył butów, nie rozsznurowując ich.
Znowu… Ciągle to samo. Powiedziałem ci po polsku: koniec tego. Jestem w domu? Jestem. Jestem z tobą? Jestem. Pieniądze daję? Daję.
Czego ci jeszcze brakuje? Mam uklęknąć? Nie doczekasz się.
Nie trzeba. Chcę tylko, żebyś przestał traktować mnie jak problem. Wiecznie jesteś opryskliwy. Podśmiewasz się, dogryzasz…
Bo jesteś nie do wytrzymania! przerwał jej. Snujesz się po domu jak duch, masz minę, jakbyś cały dzień żuła cytrynę.
Myślisz, że mam ochotę tu wracać? Wracam i od razu przesłuchanie albo cisza!
Każda normalna kobieta już by dawno przestała rozdrapywać ranę dla dobra rodziny. Ale nie, ty musisz grzebać kijem w starym bólu.
Przeszedł obok niej do kuchni, zahaczając ją ramieniem. Justyna się zachwiała, ale nie upadła.
Zawsze myślała, że wygrała los na loterii. Bartek przebojowy, pewny siebie, świetny tata. Ich córka, pięcioletnia Zuzia, wspólne mieszkanie na Pradze, oboje nieźle zarabiali.
Zdrada, która wyszła na jaw pół roku temu, nie była przypadkiem mąż prowadził podwójne życie przez kilka miesięcy.
Justyna dowiedziała się o wszystkim przypadkiem Zuzia bawiła się taty telefonem, gdy pojawiło się powiadomienie: Andrzej Auto-Części pytał, czy Bartek kupił tę bieliznę, która tak jej pasuje.
Gdy prawda wyszła na jaw, Bartek nie zaprzeczał. Najpierw milczał, potem się wściekł, wreszcie stwierdził:
Tak, było. Przeszło. Nie rób afery z niczego, przecież jestem.
Przez te pół roku ani razu nie przeprosił, nie wyraził skruchy. W ogóle nie czuł się winny i to bolało Justynę najbardziej.
Kiedy weszła do kuchni, mąż już siedział przy stole, przeglądając wiadomości w telefonie. Na stole czekała na niego talerz z pieczonym sandaczem, ostrożnie przykryty innym talerzem, żeby nie wystygło.
Żałowałaś soli? rzucił, zdejmując nakrywkę. Czy może od płaczu nie czujesz już żadnych smaków?
Bartek, przestań. Zuzia siedzi w pokoju, wszystko słyszy.
Tym lepiej uśmiechnął się złośliwie, wkładając kawałek ryby do ust. Niech wie, że mama robi wszystko, żebym zwiał z domu. O to ci chodzi? Żeby mnie nie było?
Chcę tylko, żebyś był człowiekiem. Obiecałeś, że będziesz pracował nad sobą, nad nami. Tak wygląda twoje ratowanie rodziny? Upokarzając mnie?
Bartek odłożył widelec.
Posłuchaj, kochana. Rodzina to projekt, w który inwestuję. Bawię się z córką, płacę za jej zajęcia, odwożę ją do przedszkola.
Chciałaś, żeby miała ojca? Ma ojca. I nie muszę cię lubić po tym, jak od trzech miesięcy ciągle drążysz ten temat!
Stawiam sprawę jasno: zamykamy sprawę na amen, albo się wyprowadzam. Ale pamiętaj jak się wyniosę, zostajesz bez złotówki.
Mieszkanie dzielimy będziesz musiała sprzedać. Mi oddać połowę. Masz tyle? Nie. To wynajmiesz coś w innym rejonie, inne przedszkole dla Zuzi. Chcesz ją tak szarpać?
Justyna milczała. Mąż znał jej słabe strony lepiej niż ona sama. Wizja wywracania życia dziecka, rozstawania się z koleżankami z przedszkola, mieszkania w obcej wynajmowanej norze, podczas gdy matka walczy w sądzie o każdy metr, przerażała Justynę.
No i dobrze, że milczysz podsumował Bartek. Jedz w końcu. Została z ciebie tylko skóra i kości, aż przykro patrzeć.
***
Wieczorem, gdy Zuzia już zasnęła, przytulając swoją ukochaną maskotkę pluszowego królika, Justyna siedziała na balkonie i rozmyślała.
Bartek w oczach znajomych był porządnym ojcem: nie pił, nie bił, Zuzia go uwielbiała.
Tatusiu, jesteś moim bohaterem szeptała mu co rano.
Jak Justyna mogłaby rozbić taki świat?
Z salonu dobiegał głos Bartka rozmawiał przez telefon. Justyna niechcący zaczęła się przysłuchiwać.
Tak, wszystko aktualne. Jasne. Słuchaj, mówiłem już załatwię sprawę. Pomarudzi i się uspokoi. Gdzie ona ucieknie?
Zamarła. Tak właśnie o niej myśli Justyna mocniej ścisnęła klamkę balkonowych drzwi.
Bartek rozłożył się wygodnie na kanapie, wyciągnął nogi. Gdy ją zauważył, od razu rozłączył się.
Z kim rozmawiałeś? zapytała.
Z kolegą z pracy. Chcesz listę kontaktów? teatralnie podał jej telefon. Proszę, sprawdzaj. Detektyw rodzinny.
Ale ostrzegam jeśli znajdę choć jedną usuniętą wiadomość, która ci się nie spodoba, jeszcze jutro wyjeżdżam do mamy. Na własne życzenie.
Kpisz sobie, Bartek? podeszła bliżej. Serio uważasz, że po tym, co zrobiłeś, masz prawo stawiać mi warunki?
Mam. Bo ja jestem facetem i to ja decyduję, jak żyje moja rodzina. Ty albo za mną, albo droga wolna.
Wstał, zbliżył się.
Wiesz dobrze, Justyna, że obcy facet nigdy nie pokocha Zuzi tak, jak ja. Będzie ją znosił, póki jesteś młoda i atrakcyjna.
Później stanie mu na drodze. Tego chcesz dla córki? Ojczyma, który ma ją gdzieś?
Jesteś podłym człowiekiem, Bartek wyszeptała.
Jestem realistą uśmiechnął się z satysfakcją. Dobra, idę pod prysznic. Przygotuj mi czystą koszulę na jutro, tę bordową.
I wyprasuj ją, bo dziś miała zagniecenie na kołnierzyku. Wkurzało mnie to cały dzień.
Odszedł do łazienki, a Justyna została na środku pokoju.
***
Rano wszystko wraca do normy: Justyna smaży twarogowe placuszki, Zuzia marudzi, nie chce wkładać rajstop.
Bartek pojawia się na kuchni w tej samej bordowej koszuli Justyna jednak ją wyprasowała.
Mamo, pójdziemy w sobotę do zoo?
Oczywiście, kochanie próbuje się uśmiechnąć Justyna.
Tato, pójdziesz z nami? Obiecałeś pokazać mi lwa!
Bartek głaszcze córkę po głowie, na twarzy pojawia mu się nagle czułość.
Oczywiście, słoneczko. Jeśli mama będzie się dobrze zachowywać i nie będzie tatusia złościć na pewno pójdziemy.
Justyna ledwo trzyma łyżkę.
Bartek, co ty wygadujesz? syknęła, kiedy Zuzia zapatrzyła się w kreskówkę.
O co chodzi? niewinnie unosi brwi. Uczę dziecko hierarchii rodzinnej.
Przecież nie chcesz, żeby przez twoje histerie nie było nam razem dobrze w weekend?
Justyna milczy. Nie ma jak się przeciwstawić znów zasłania się dzieckiem.
***
Cały dzień w pracy była rozkojarzona. Koleżanki pytały, czy wszystko w porządku, zbywała je, mówiąc o złym śnie.
W porze lunchu weszła na stronę z mieszkaniami do wynajęcia. Ceny straszyły, a atrakcyjne kawalerki w okolicy znikały w mgnieniu oka.
Tańsze były tylko po drugiej stronie miasta.
Dwie godziny w jedną stronę. Przedszkole do szesnastej. Nie będę jej odbierać na czas pomyślała, zamykając laptopa. I co dalej? Jak to wszystko ogarnąć?
Godzinę przed końcem pracy zadzwonił Bartek:
Słuchaj, dziś się spóźnię. Sprawy. Zjedz kolację z Zuzią beze mnie. I jeszcze jedno, Justyna…
Co?
Kup dobre półsłodkie czerwone wino. Pogadamy spokojnie wieczorem, bez twoich wybuchów.
Bartek, ale ja…
Nie pytam, tylko sugeruję ci szansę na polepszenie atmosfery. Nie zmarnuj jej. Pa, pozdrów Zuzię.
Rozłączył się. Justyna wpatrywała się w zgaszony ekran. Spróbować porozmawiać? I tak gorzej już nie będzie
***
Zuzia zasnęła szybko, a Justyna siedziała drugi godzinę w kuchni. Butelka półsłodkiego czekała na stole kupiła je, choć nienawidziła siebie za tę miękkość.
Mąż wrócił koło jedenastej w świetnym humorze.
No, dobra robota cmoknął ją w policzek, a Justyna się nawet odsunęła. Dałabyś już spokój, usiądź. Wypijemy trochę.
Wiesz co? Musimy odpocząć. W przyszłym miesiącu pojedźmy do Chorwacji. We troje. Zuzia kocha morze, już znalazłem hotel.
Bartek, jaki odpoczynek? nie dowierzała Justyna. Przecież żyjemy jak współlokatorzy!
To twoja wina, upił łyk wina. Ja staram się to posklejać. Ale mam warunek: ani słowa więcej o tej sprawie.
Żadnych kontroli telefonu, żadnych aluzji, żadnych łez. Po prostu żyjemy dalej jakby nic się nie wydarzyło!
A co z zaufaniem? spojrzała mu w oczy.
Zaufanie to luksus, którego nie możesz sobie pozwolić uśmiechnął się zimno. Potrzebujesz stabilności, dziecko potrzebuje ojca, a dom gospodarza.
Masz to wszystko. Cena to twoje milczenie. Dobry układ.
A jeśli się na to nie zgodzę?
Bartek powoli odstawił kieliszek.
Wtedy jutro pakujesz rzeczy. Mówię poważnie, Justyna. Mam dosyć tej huśtawki.
Jestem mężczyzną, potrzebuję bezpieczeństwa, a nie wiecznie niezadowolonej żony.
Nie wybaczysz i nie zapomnisz to nasze drogi się rozchodzą.
Ale pamiętaj: zabiorę ci wszystko, co tylko zdołam. I za wszystko obwinisz tylko swoją dumę!
Wstał i wyszedł. Justyna siedziała w ciemności, słuchając szumu wody w łazience. Miała świadomość, że to czyste chamstwo, bezczelny szantaż.
Że każda silna kobieta już dawno rzuciłaby mu ten kieliszek w twarz i odeszła w siną dal. Ale ona taka nie jest
Jest przede wszystkim matką, musi myśleć o córce. W końcu każdy ma prawo do błędu.
Mąż pomylił się tylko raz, zasługuje na wybaczenie. Choćby tylko dla dobra dziecka powinna spróbować zapomnieć o zdradzie
Mamusiu? cichy, senny głosik z korytarza.
Justyna natychmiast wytarła łzy i odwróciła się w drzwiach stała Zuzia.
Mamo, śnił mi się zły sen. Gdzie jest tata?
Tata jest w domu, kochanie Justyna chwyciła córkę na ręce, tuląc przy sobie. Tata w łazience, nie martw się. Chodź tutaj, wszystko dobrze. Jesteśmy razem.
Naprawdę? Zuzia wtuliła twarz w jej szyję. Zawsze będziemy razem?
Justyna zamknęła oczy, czując, jak jej serce pęka na kawałki.
Zawsze, kochanie. Zawsze.
Niosąc Zuzię do jej pokoju, Justyna podjęła decyzję: uratuje rodzinę. Od jutra zrobi wszystko, by zapomnieć o zdradzie. Ale to będzie dopiero jutro…



