Nie podoba się wam, że chcę mieć swoją własną rodzinę? Uciekłem od was, zacząłem budować swoje życie…

Nie podoba się wam, że chcę mieć własną rodzinę? Uciekłem od was, zacząłem układać swoje życie, a wy przyjechaliście i znowu wszystko po staremu

Dobrosiu, no nie denerwuj się tak! Wiem, że na wsi miastowej dziewczynie będzie ciężko. Ale pomogę ci! próbowałem przekonać Dobrosię. Wszystko wiem. Sam sobie poradzę. Bądź tylko przy mnie!

Dobrosia była pełna rozterek.
Po co ona się zakochała w chłopaku ze wsi? I to jak! Do miękkich kolan!

Ma już dwadzieścia osiem lat i świetną karierę. A trzydziestoletni Damian cała rodzina i własny dom na wsi, niedaleko Poznania.

Poznaliśmy się przypadkiem w wesołym miasteczku Damian wpadł tam, gdy jego mama buszowała po sklepach, a mnie koleżanki wyciągnęły na relaks.

Wymieniliśmy się numerami, rozmawialiśmy przez telefon, a Damian starał się zrobić na mnie wrażenie przyjeżdżał do miasta, był troskliwy, czuły, a ja zmiękłem w środku. W odróżnieniu od innych, był szczery, otwarty i dobry!

Potem zaproponował mi małżeństwo. Zgodziłam się.

No cóż, córciu? Spróbuj. Damian to chłopak z krwi i kości, pracowity, uczciwy stwierdziła mama. Nie wyjdzie wrócisz do Poznania.

Nie miałam nic do stracenia. Pracowałam zdalnie, więc i na wsi dalej mogłam zarabiać. Trzydziestka blisko, a świeże powietrze ponoć zdrowe! Tylko

Damianie, a jak mam jechać? Kim tam będę? dopytywałam się.

Narzeczoną. Za rok urządzimy wesele i pojedziemy gdzieś na urlop. Wtedy już na pewno uzbieram tyle złotych, że o pieniądze nie będziemy się martwić zawstydził się. Wiem, że przywykłaś do lepszego standardu.

Teoretycznie wszystko było w porządku, ale coś mnie niepokoiło. W końcu postanowiłam dać sobie szansę!

Spakowałam się, zamknęłam swoje dwupokojowe mieszkanie, na które ciężko pracowałam, i wyjechałam własnym samochodem na wieś, gdzie czekał już Damian.

Pierwszy wieczór bardzo mi się spodobał. Było upalne lato razem podlaliśmy ogródek, zrobiliśmy kolację, i we dwoje wszystko szybciej poszło.

Kochana, moi rodzice przyjeżdżają! wszedł Damian do kuchni w piątek.

Po co? zaskoczona zapytałam.

Poznać cię i pomóc nam. Jeszcze brat z żoną będzie. Damian krążył nerwowo po pokoju.

Na długo? bałam się.

Mam nadzieję, że nie! spojrzał na mnie czule. Poradzimy sobie, nie martw się.

Po tych słowach naprawdę zaczęłam się martwić.

Mama przez telefon śmiała się:
Nie przejmuj się, każda teściowa to próba. Nie wyjdzie wracasz! Najważniejsze, że masz dokąd wrócić. Rób po swojemu. Albo się przyzwyczają, albo nie. To już Damiana sprawa.

Pomyślałam: Faktycznie, jeszcze nawet nie jestem żoną! Nie zjedzą mnie przecież!

Kończyłam właśnie nakrywać do stołu, gdy usłyszałam nadjeżdżający samochód.

Są! Damian wszedł do kuchni. Wyszliśmy razem na spotkanie.

Witaj, synowo! duża kobieta w barwnej sukience, z krótkimi, czarnymi włosami i imponującymi rzęsami, szeroko uśmiechnęła się do Damiana i mnie uściskała.

Jej mąż, barczysty z brzuszkiem, kiwnął mi głową na przywitanie.

Wysoki mężczyzna, brat Damiana, zażartował ze mną przy powitaniu, lecz jego żona, pulchna blondynka o swojskim wyglądzie, obrzuciła mnie niechętnym spojrzeniem i zwróciła się do męża:

Staś, nie gap się, tylko pomóż! i poszła wyciągać bagaże.

Zaprosiłam wszystkich do stołu, licząc, że atmosfera się rozluźni. Gotować umiałam!

O, jak się postarałaś! pochwaliła pani Genowefa.

Pan Marian tylko chrząknął.

A co to? Kurczak? Kto tak gotuje? kręciła nosem Elżbieta. Naprzyrządzają, a potem jedz to

Dobrze jest, daj spokój! Staś rzucił ostro do żony.

Tobie byle co pod nos podsunąć! prychnęła Elżbieta i odłożyła widelec.

Damian rzucił mi przepraszające spojrzenie.
Elżbieta, miej szacunek. Zosia się napracowała, stanął w mojej obronie.

I kto w ogóle wymyślił takie imię? Jak nasza krowa Zosia. parsknęła blondynka.

Zachichotałem cicho.

Czemu się śmiejesz? zapytał Damian.

Bo przyjaciółka Elżbiety nazywa świnkę morską właśnie Elżbieta wyszeptałem.

Ale słyszeli wszyscy.

Teściowa spojrzała krzywo na synową, mężczyźni próbowali nie wybuchnąć śmiechem, a Elżbieta aż poczerwieniała.

Ty, kim jestem, żebyś mnie obrażała? patrzyła z nienawiścią.

Skoro ty możesz, to i ja. ~ odpowiedziałem wzruszając ramionami.

Staś spojrzał z uznaniem na przyszłą bratową.

Ja jestem żoną Stasia, a ty? Tylko narzeczona! wykrzyknęła Elżbieta. Teściowa przytaknęła.

Przynajmniej jestem wychowana i jako gość nie robię problemów odpowiedziałem spokojnie.

Nie jestem twoim gościem! triumfowała blondynka.

A ja cię nie zapraszałem, odparł Damian. Zostajecie na długo?

Zapadła cisza. Wszyscy patrzyli ze zdziwieniem na Damiana.

Nauczymy twoją panienkę wiejskiego życia i wracamy stwierdziła mama.

Nie trzeba! Daliśmy sobie radę i damy radę dalej rzekł Damian.

Zadurzyłeś się, wziąłeś nieroba na utrzymanie i się cieszysz. Ciekawe, ile ci to potrwa mruknęła Elżbieta.

W rodzinie mamy tylko jedną nierobę i to nie jest Zosia odpowiedział Damian dobitnie. Goście, dziękujemy za kolację, możecie odpocząć.

Razem z Zosią posprzątaliśmy po kolacji ignorując niezadowolone spojrzenia.

Pomyślałem, że mieć wsparcie to sprawa spokojna i bezpieczna. Nie dam się tu poniżyć! A jeśli co, zawsze mogę wrócić do siebie.

Poranek w sobotę nie należał do najlepszych.

Śpimy sobie? Do południa się tu nie leży! wpadła do pokoju teściowa. Śniadanie już czas szykować!

Spojrzałem na zegarek ósma rano!

Pani Genowebo, wszystko do śniadania jest w lodówce powiedziałem nieco zza kołdry. Mogę się ubrać?

O, jaka paniusia! machnęła ręką. Co z tego, że w lodówce? Trzeba zrobić! Wstawaj!

Wyszedłem na śniadanie. Damian przy kuchence.

Kochana, już wstałaś? spytał.

Inaczej byś mnie nie zobaczył, rzuciła mama.

Zgrzytnąłem zębami.

Mamo, po co w ogóle wchodziłaś do nas? Damian patrzył na nią zaskoczony. Prosiłem

Z jednej mamy niedołęgę, a do tego leniwą parsknęła Elżbieta.

Kto cię pytał! odburknąłem.

Na wsi wcześnie się wstaje! Będziecie hodować krowę, trzeba ją o szóstej rano doić złośliwie dodała Elżbieta.

Krowy nie planujemy, spokojnie odpowiedział Damian.

A czemu? Mleko, śmietana A! Zosia nie umie doić! Jeszcze wcześnie wstawać… roześmiała się Elżbieta.

Ty też nie umiesz, a jakoś żyjesz rzucił Damian.

Odkąd Zosia się pojawiłaś, Damian jest zły i drażliwy obruszyła się mama Genowefa.

Damian, jadę do domu. Jak to towarzystwo pojedzie, daj znać, jeśli się odważysz nie chciałem już dłużej znosić tego chamstwa.

Co?! Jak się pojawiłaś, mój syn przestał o nas pamiętać! Nie pomaga! Do niego trudno się dodzwonić! wykrzyknęła teściowa. Myślisz, że cię przyjmiemy? Niszczysz naszą rodzinę!

Dosyć! krzyknął Damian. Zapanowała cisza.

Nie podoba się wam, że chcę mieć swoją rodzinę? Uciekłem od was, zacząłem własne życie, a wy znowu swoje!

Synku, zwariowałeś! Wszystkie pieniądze i czas dla tej! Ona tylko pieniędzy od ciebie potrzebuje! Usiodłała cię i jedzie! Staramy się cię ratować, bo chcemy twojego szczęścia!

Mamo, Zosia sama zarabia, a ja odkładam na wesele Damian zatrzymał mnie, gdy chciałem wychodzić. Chcecie szczęścia? Wracajcie do domu! A do nas tylko na zaproszenie! Zwłaszcza Elżbieta.

Zanim rodzina doszła do siebie po szoku, Damian zaprowadził mnie do pokoju, a sam wrócił do reszty, która w pośpiechu zbierała się do wyjazdu.

Wybieraj: oni albo ja zapowiedziała matka.

Elżbietę przyjęliście bez problemu rozczarował się Damian.

Czego ty porównujesz! prychnęła Elżbieta.

Tata i brat wszystko śledzili z zainteresowaniem.

No? ponagliła matka.

Wybieram szczęście! powiedział z przekąsem Damian.

Dla mnie nie masz już syna! trzasnęła drzwiami. Jej śladem poszła Elżbieta.

My jesteśmy z tobą uśmiechnął się tata. Zrozumiał mnie lepiej niż mama. Mamą się zajmę!

Brat uścisnął Damiana:
Dbaj o swoje szczęście! Coś trzeba u nas zmienić!

I rodzina pojechała.
Było mi trochę niezręcznie, ale poczułem, że Damian naprawdę traktuje mnie poważnie.

Znowu robiliśmy wszystko razem, a ja starałem się go wspierać, bo nie było mu łatwo.

Tymczasem w domu Stasia zrobiło się wesoło…

Mamo, Elżbieto! Kupiliśmy wam krowę! Staś śmiał się do mam i żony.

Co?! Zwariowałeś? mama patrzyła z niedowierzaniem.

Nie. Elżbieta będzie ją doić co rano i wypasać. Staś był poważny.

Staś, to nie jest śmieszne! Elżbieta zbladła.

Uczyłyście Zosię? Teraz same się uczcie! dodał tata. I śniadanie na siódmą ma być! Nie kanapki, a coś ciepłego i konkretnego. Wieś wcześnie wstaje!

I ruszyło wychowanie kobiet!
O jakże się bawiły!

Wszystko, czego wymagały od Zosi, wróciło do nich. Mama zrozumiała, że przesadziła z nową synową, bo od leni wymagano teraz takiej samej zaradności jak u Zosi!
Ale nie mogły sprostać. Wykształcenia nie miały, a gospodarstwo spore.

Nie było czasu!

Po pewnym czasie mama pogodziła się z Damianem, ale do nas przyjeżdżać się bała może Zosia jeszcze czymś ją zaskoczy?

W końcu Damian poprosił Zosię o rękę na poważnie.
Na weselu bawiła się cała wieś!

Nie, żeby pani Genowefa z Elżbietą pokochały synową, ale wolały już się nie narażać. To mogło być niebezpieczne.

A Zosia była szczęśliwa! Robiliśmy wszystko razem, wspieraliśmy się na dobre i złe, i już nie baliśmy się żadnych nieproszonych gości.

Z tej historii nauczyłem się jednego: rodzina to ta, którą budujesz, a szczęście trzeba umieć wybrać i chronić, nawet jeśli to kosztuje.

Rate article
Fajna Tajna
Nie podoba się wam, że chcę mieć swoją własną rodzinę? Uciekłem od was, zacząłem budować swoje życie…