Maluszek

Malutka

Już przy pierwszym spotkaniu nazwał ją Malutką, kiedy bezceremonialnie usiadł w czerwonym, welurowym, nieco już przetartym fotelu obok mnie. Sala była szczelnie wypełniona ludźmi, światła lekko przygaszone, atmosfera duszna jak to na konferencjach bywa. Przez chwilę rozglądał się dookoła, a potem rzucił na mnie spojrzenie.

Nudno ci, malutka? westchnął, próbując założyć nogę na nogę, ale wąska przestrzeń między rzędami w Filharmonii Narodowej w Warszawie nie pozwoliła na taki komfort. Jego elegancki, zwężany but wbił się w oparcie przede mną, a noga trochę niezręcznie się podwinęła. Michał skrzywił się z grymasem.

Udałam, że nie słyszę, wpatrując się intensywnie w niewiele ciekawe zamieszanie na scenie. Biurko, mównica, mnóstwo techników ustawiających sprzęt zupełnie jak zawsze. I ten duszny zapach potu, perfum i stresu.

Nie czułam się dobrze wśród tłumów, przyciśnięta ramieniem do ramienia. Nie było nawet jak wyjść.

Hm przeciągnął Michał, drapiąc się po brodzie. Katastrofa! Słuchaj, malutka, niczego nowego się nie dowiemy. Naprawdę! Przeczytałem już wszystkie materiały taki zawód, rozumiesz. Tam nie ma żadnych rewelacji.

Odwróciłam się do niego, patrząc surowo. Wyglądał elegancko: garnitur, krawat, buty aż lśniły. Ale był “jakiś nie taki”, jakby ktoś wbił figlarza do stroju dorosłego. Huligan, śmieszek, gaduła. Włosy miał sterczące i dwie zawijające się lekko czupryny na czubku głowy miękkie i przyjemne.

Michał przedstawił się, nie pozwalając mi nawet się odezwać, wyciągając wielką dłoń. Mam pomysł chodźmy coś zjeść. Jesteś taka drobniutka, muszę cię nakarmić. Tak właśnie zrobimy. No, wstawaj!

Światła już powoli przygasały i na scenę weszli dyrektorzy oraz wyróżnieni pracownicy. Sala biła brawo, a Michał nie zważając na nic, ciągnął mnie, depcząc ludziom po nogach i przepraszając po drodze, wciskając niesforny krawat z powrotem do marynarki. Zachowywał się tak, jakby dokładnie wiedział, jak bardzo nie pasuje do tej poważnej atmosfery.

Co pan wyprawia? Proszę mnie puścić! próbowałam wyszarpnąć rękę, ale byłam zbyt zaskoczona, żeby się przeciwstawić, więc tylko człapałam za nim do wyjścia.

Wypadliśmy do foyer w chwili, kiedy prowadzący walili mikrofonem, prosząc o ciszę.

Da pani spokój z tą notatką! Wszystko ci wyślę, mam już gotowy plik z prezentacjami. A teraz jedzenie! Ale najpierw woda jesteś blada. I szybki puls! chwycił moje nadgarstki, cmoknął z dezaprobatą. Powietrze, jedzenie i żadnych konferencji!

Serce waliło mi jak oszalałe, aż dzwoniło mi w głowie.

Nikt nigdy tak o mnie nie dbał. Zazwyczaj to ja troszczyłam się o mamę, o męża, o córkę. To wydawało się naturalne, choć czasem marzyłam, żeby ktoś się mną zaopiekował, żebym mogła choć na chwilę być lekkomyślna, odpocząć, roześmiać się bez powodu.

Michał dał mi tę szansę.

Nie wiem, kiedy znalazłam się przy małym stoliku w restauracji U Chłopa, zaraz przy Nowym Świecie, gdzie kelner przyniósł nam szklanki świeżo wyciskanego soku tak jaskrawego, jakby w środku zamknięto całe słońce i pomarańcze z Sycylii.

Pij! I jeszcze wodę. A co zamówimy?… zastanowił się, przeglądając menu.

Nie byłabym może wcale obojętna mężczyznom: szczupła, delikatna, nawet ładna. Ale wiecznie miałam w oczach cień zmęczenia i rezygnacji. Czterdziestka na karku, rutyna, wszystko opatrzone, o jakiej tu radości?…

A jednak jego zauroczyłam właśnie taką zmęczoną, zwykłą Malutką.

Ja nie potrzebuję wyjęczałam. Zaraz wrócę na konferencję. Już mi lepiej.

Jasne! przytaknął wesoło. Ale najpierw dorada z warzywami, sałatka i No co pijesz, Malutka?

Oderwał wzrok od karty, spojrzał na mnie swoimi niespokojnymi, wesołymi oczami, z lekko rozczochranymi włosami, pachnący wodą kolońską i lekką nutą papierosów.

Poczerwieniałam i aż się zgniewałam na samą siebie.

Przecież oszalałam! Obcy facet wyciąga mnie do restauracji, dba, nazywa Malutką, a ja robię się miękka jak plastelina

Uczucie gorąca rozlało mi się po ciele, a od miejsca, gdzie dotknął mojego nadgarstka przeszły ciarki.

Zamówiliśmy białe wino. Opowiadał, że w młodości pracował na budowach, jeździł do Skandynawii, potem kilka lat szwendał się po Polskim Wybrzeżu, na różnych projektach budowlanych A potem

Potem, Malutka, z Igorem, moim ziomkiem, założyliśmy firmę budowlaną. Nic wielkiego, trochę domów na Żoliborzu, ekipa, wieśka robota. Każdy chce mieszkać wygodnie, a my umiemy to zrobić! Jedz, jedz! kiwał z troską na moją porcję. Za ciebie, Malutka! Bo ja jak cię ujrzałem, to od razu pomyślałem: Tę dziewczynę trzeba porządnie nakarmić! Chcesz dokładkę?

Kręciłam głową. Było mi lekko, jak dawno nie. Dobre wino, dobra kolacja i pierwszy raz od niepamiętnych czasów czułam się czyjąś dziewczyną, zaopiekowaną.

W domu nigdy tak nie było. Całe dzieciństwo spędziłam z mamą. Ciężko pracowała, rano już jej nie było, śniadanie robiłam sobie sama, wieczorem przychodziła zmęczona, jadła, a ja zmywałam naczynia, dopóki mama brała prysznic.

Na Sylwestra mama, Maria, wracała na chwilę przed północą prowadziła kiosk, przed nowym rokiem sprzedawała fajerwerki. Przyjeżdżała biała ze zmęczenia, a ja przygotowywałam dla niej sukienkę i wiązałam jej włosy w kok. Potem wspólnie szłyśmy do gości.

Zawsze byli jacyś sąsiedzi, przyjaciele, dalekie ciotki, już lekko pijani i bardzo radośni. Siedzieli przy stole, a ja pilnowałam, żeby mama nie zasnęła po pierwszym kieliszku.

Pijała tylko wódkę, uważała szampana za fanaberię. Wódka, swojska, polska!

Niestety, jej zmęczony organizm szybko się wyłączał, już po pierwszym kieliszku głęboko spała, aż pochrapywała przy stole. Budziłam ją, a ona po chwili rozglądała się, mrużyła oczy, szukała następnego kieliszka, wygłaszała toast wesoła, lecz ze smutkiem w głosie. W takiej atmosferze nie było miejsca na bycie słabą dziewczynką. Nie ten adres

Wyszłam za mąż wcześnie. Andrzej był ode mnie o dekadę starszy, spokojny, wykształcony, poważny, ale mało czuły, raczej oschły. Po prostu wpisał mnie do swojego uporządkowanego świata, przyjął do niego jak pasujące dobrze kółko zębate.

Może i dobrze, bo mi nie zależało na romantyzmie. Liczyło się poczucie stabilności, własny dom, a nie szare nogi mamy czy ściany z odpadającą tapetą. Mieszkanie Andrzeja na Bielanach, jasna kuchnia, szeroka łazienka, balkon, biblioteka, zazdrościły mi koleżanki. Mało kto startuje tak łatwo, i jeszcze teściowa daleko

Zawsze byłam tylko Irką, albo Irminą dla urzędów czy znajomych mamy. Andrzej, mama, przyjaciółki wszyscy mówili Irka.

A tutaj nagle Malutka. Wino, przystawki I komuś zależy, co czuje i czego chce Malutka.

Andrzej nigdy się tym nie interesował. Owszem, radził się mnie w sprawach domowych, ale właściwie informował o swoich decyzjach. Dyskusji nie było: on lubił otwarte okna i świeże powietrze, a moje marudzenie o przeciągach go nie ruszało.

Za to Michał, kiedy tylko weszliśmy do restauracji, zadbał, żebyśmy siedzieli w przytulnym miejscu, z dala od przeciągów. Troskliwy

Rozmawiał ze mną, pytał. Przyznałam, że mam męża i córkę. Jak się nazywa? Tamara. Tomka studiuje romanistykę, udało mi się znaleźć dla niej świetnego korepetytora, teraz planuje staż za granicą.

Tamary ani nie planowaliśmy, ani nie wyczekiwaliśmy z Andrzejem. Po prostu przyszedł czas, tak wskazała teściowa, i trzeba było wykonać zadanie. Ale długo nie wychodziło pracowaliśmy nad dzieckiem.

W końcu byłam w ciąży. Andrzej przez dziewięć miesięcy raczej trzymał się na dystans, nie dotykał brzucha, nie rozmawiał z dzieckiem. Było mu to obce. Jak się urodzi, wtedy będę go wychowywać. I ciebie podrzucę do lekarza, jak trzeba kwitował, gdy sugerowałam trochę więcej wsparcia.

Podrzucał, odbierał ze szpitala jak wypadało, czuwał nad dietą, kupował najlepsze jedzenie, wstawał do Tomki w nocy. Kto jak kto, ale był odpowiedzialny.

Zmęczona? dopytywała się przyjaciółka Gosia. Taa, dziecko to wyzwanie. Andrzej pomaga?

Wzruszałam ramionami. Pomaga, ale jakoś to mało.

Może nawet było mi to na rękę. Roztkliwiałam się nad sobą, wszyscy mi współczuli, a Andrzeja krytykowali, że nie dba o swoją Irkę.

A Michał mnie żałował, karmił, obsypywał komplementami, aż znów czułam się jak zagubiona dziewczyna.

No jedzże, Malutka! burknął z niezadowoleniem. Nie wypuszczę cię na głodnego.

Spojrzałam na niego żałosnym wzrokiem i jadłam.

Odwiózł mnie potem do metra, dalej odmówiłam. Wieczorem dostałam na maila notatki z konferencji.

Dla Malutkiej od Michała :) napisał.

Szybko zamknęłam laptopa, a Tomka zerknęła mi przez ramię.

Głupie ksywki sobie wymyślają! zaperzyłam się. Oficjalne maile, a oni takie bzdury piszą!

Tomka już mnie chyba nie słuchała, wsadziła słuchawki w uszy

Irka, Tomka, wróciłem! Kolacja gotowa? zabrzmiał głos męża z przedpokoju.

Andrzej, spocony i zmęczony po tłoku w metrze i autobusie, ściągnął koszulę, potem spodnie, wskoczył w krótkie spodenki z palmami i rozparł się przy otwartym balkonie.

Czuć było od niego wczorajszy pot.

Nie będę codziennie się kąpał! odburknął na moje ciche upomnienie. Skóra mnie potem swędzi! Jutro się wykąpię. Jestem padnięty, podaj jedzenie.

Jedliśmy w milczeniu; ja myślałam o Michale, jego świeżości i takcie

Zadzwonił do mnie następnego dnia w pracy.

Hej, Malutka! Tęskniłem. Jadłaś? usłyszałam jego głos z komórki, spłonęłam rumieńcem i rozglądałam się, czy koleżanki nie słyszą tej czułości.

Nie Jeszcze nie zdążyłam

No to chodź na dół czekam w waszej kawiarni. Nic specjalnego, ale coś zjemy. Czekam!

Wymigałam się od pracy, zjechałam windą. Policzki miałam gorące, cała drżałam z nerwów, jakby wszyscy już wiedzieli, że spotykam się z kochankiem.

Tak, w myślach właśnie tak nazwałam Michała kochankiem. To było nowe, odważne.

Tym razem był w dżinsach i t-shircie, znowu lekko rozczochrany.

Piliśmy kawę, a ja opowiadałam coś z dzieciństwa, a on słuchał.

Malutka, jesteś śliczna, wiesz? przerwał nagle. Chodź, kupimy ci sukienkę! Mam znajomych w tych butikach. Chcę cię zobaczyć w sukience.

I rzeczywiście zobaczył. Wieczorem, kiedy zabrał mnie do Vitkaca i usiadł na sofach, kiedy przemiłe sprzedawczynie dobierały mi kreacje.

O mój Boże, jak on na mnie patrzył! Tak łapczywie, z głodem w oczach Andrzej nigdy tak nie patrzył.

Nie wierzę! szeptałam potem Gosi przez telefon. Tylko w filmach tak patrzą. Nigdy nie sądziłam, że ktoś się mną tak zachwyci. Poczułam się kobietą. To straszne, ale… podobało mi się.

A Andrzej? dopytywała Gosia.

Nic nie wie i nie powinien się dowiedzieć! A ty nie wygadaj się, jasne? Sukienkę schowaj u siebie na razie. Jak to wytłumaczę? Kosztowała majątek! Co teraz będzie?!

Gosia wzruszyła ramionami. Co będzie, to będzie.

Od tego czasu wracałam do domu coraz później, coś szykowałam na szybko, sama nie jadłam, tylko grzebałam łyżką w zimnej herbacie.

Mamo, czemu siedzisz jak zamurowana? Piąty raz proszę o kromkę chleba! marudziła Tomka, sama sięgała po chleb. Skończył się!

Zamyślona kiwałam głową i wychodziłam z kuchni. Zaszywałam się w pokoju, marząc.

Andrzej i Tomka patrzyli na mnie z zaskoczeniem, nie rozumieli co się dzieje.

Marzyłam długo, z bijącym sercem i spoconymi rękoma.

Michał był czuły, wiedział jak całować, śmiał się z mojej nieporadności, żałował mnie i nazywał Malutką, karmił, kupował prezenty (które chowałam u Gosi), przelewał pieniądze na konto, a czasem nawet w nocy wysyłał wiadomości. Biegałam do łazienki, czytałam, kasowałam, nerwowo szarpałam ręcznik.

Andrzej przewracał się na drugi bok, przytulał mnie niezdarnie ciężką ręką i mamrotał przez sen. Czułam się wtedy podwójnie winna, żałowałam, że jest ten Andrzej, że gubiłam tyle lat lata, w których mogłam być Malutką, ładną, pożądaną. A wszystko przeleciało

Teraz jest Michał moje nieoczekiwane szczęście.

Spotykaliśmy się u niego na Powiślu, w dużym, jasnym mieszkaniu z oknami na całą ścianę. Za szybą nocna panorama Warszawy. Głowa mi się kręciła od bąbelków Prosecco i perfum Michała. Pościel gładka jak jedwab

Świat rozpadał się na tysiące iskierek, eksplodował jak pokaz sztucznych ogni i opadał miękko na chłodne prześcieradła.

W domu było coraz bardziej obco, chłodno. Wydawało mi się, że wszyscy o nas wiedzą, Tomka patrzy spode łba, Andrzej zmienia ton.

Zmyślałam powody, by wracać późno, kiedy już zasypiali. Mogłam wtedy długo siedzieć sama w kuchni, pić rozpuszczalną kawę i marzyć

… Irka! Gdzie ty się podziewasz? Kupiłem kapustę, trzeba poszatkować, pamiętasz? usłyszałam głos Andrzeja przez telefon, a jednocześnie zerkałam na Michała pływającego w odkrytym basenie przy Gwardii na Solcu. Było zimno i powietrze parowało nad wodą.

Nigdy wcześniej tam nie byłam, ale dziś Michał mnie tam zaciągnął, kazał wyciągnąć strój, pływaliśmy w ciszy wśród pary, tylko gdzieniegdzie ktoś się pluskał. Z wysokości wieży można było zobaczyć światła PGE Narodowego, ale ja patrzyłam tylko na niego. Wreszcie znalazłam. Wreszcie się zakochałam. Boże…

Kapusta? wyjąkałam, owijając się ręcznikiem. Zrób sam, dzisiaj będę późno. Jesteśmy z Gosią poszłyśmy na basen. Lekarz zalecił mi ćwiczyć kręgosłup. Mamy karnet, pomożemy sobie z kapustą jutro. Muszę kończyć Gosia mnie woła. Pa!

Od razu zadzwoniłam do Gosi, ostrzec ją na wszelki wypadek.

Kiedy oddzwoniła, opowiadałam jej po cichu o basenie, ale Gosia tylko się roześmiała.

Irka, ja wam kupiłam kminu do tej kapusty. Byłam na bazarku, przyniosłam wasz ulubiony dodatek. Andrzej już czajnik nastawił… Przyniosłam wam ten kmin… powtórzyła z akcentem.

Ugryzłam się w wargę, rozejrzałam się za Michałem. Stał już na wieży, prężył muskuły, dziewczyny piszczały na widowni.

No to, malutkie! Raz, dwa, trzy! krzyknął, wskoczył do wody. Wyłonił się i pomachał mi, wołając: Irka, dołącz do nas! Wieczór się dopiero zaczyna!

Dziewczyny spojrzały na mnie, a ja nagle znowu stałam się szarą, przeciętną, z lekko wypukłym brzuszkiem i obwisłymi udami. Płynęłam niezgrabnie, a na twarzy pojawiła się znajoma taka rezygnacja.

Tymczasem nowe “malutkie” Michała już urządzały zawody w piłkę wodną i zerkały na niego z kokieterią.

Michał śmiał się, nie wyglądał na zmartwionego, że mnie przy nim nie ma. Zrozumiał dom, rodzina, kapusta Idź!

W przedpokoju było ciemno. W kuchni świeciło się tylko światło.

Andrzej bez słowa postawił przede mną patelnię z jajecznicą.

Głodna pewnie po tym waszym basenie. Jeść. Pokroić trochę kiełbasy? nalał mi dużą szklankę herbaty.

Pokręciłam głową. Bałam się na niego patrzeć. Szybko zaczęłam grzebać widelcem w jajecznicy.

Wie czy nie? I co teraz? Dlaczego jest taki spokojny?

Irka po dłuższej ciszy odezwał się Andrzej. Tu Gosia przyniosła jakieś rzeczy. Pomagać chciała, ale ją wygnałem. Co się wtrąca. Twoja kuchnia, a ona coś nosi. Te torby Powiedziała, że twoje. No co twoje?

Uniosłam obrus, spojrzałam na reklamówki i wzruszyłam ramionami.

No, właśnie! jakby się ucieszył Andrzej. Dolej mi tej herbaty. Albo daj koniaka. Mam ochotę. poprosił.

Wyskoczyłam, pobiegłam do szafki, i nagle zatrzymałam się w pół kroku.

Malutka, usłyszałam głos męża tuż za sobą, odwróciłam się gwałtownie. Spojrzał mi w oczy. Mówię, malutka bułka na stole, okruszki, przetrzyj. Tomka znowu narobiła bałaganu. Trzeba ściereczką

Usiedliśmy, piliśmy koniak. Milczeliśmy, bojąc się spojrzeć sobie w oczy.

Wreszcie Andrzej wstał i wyszedł.

***

Gosiu, rozumiesz, on odszedł! Ubrał się, zostawił klucze na szafce. Gosia! płakałam do słuchawki, patrząc w lustro, wykrzywiając twarz, tak niewyjściowa była nagle Malutka, która jeszcze trzy godziny temu pluskała się w basenie z Michałem. Włosy wciąż pachniały chlorem, a kręgosłup bolał bardziej niż zazwyczaj. Gosia! Jak on mógł?! Tak się zachowuje prawdziwy facet? Zostawił mnie i Tomkę, po prostu zostawił!

Aż się rozzłościłam, zacisnęłam pięść i stuknęłam w stół.

Właśnie jak prawdziwy mężczyzna, Irka. Inny by cię przećwiczył, nie oszczędził. A Andrzej po prostu poszedł. I jeszcze z własnego mieszkania! I ty się ośmielasz coś na niego mówić? parsknęła Gosia. Wiesz, nie rozumiałam wcześniej, co u was nie gra. Macie wszystko, i dobra pensja, i Tomka to mądrala, Andrzej też nie nierób, fachowiec. Małomówny, okej, ale przynajmniej nie pijak, nie ściąga kolesi do domu. Ty po prostu chciałaś lepszej, kolorowej bajki, tej czułości! A sama ani słowa miłego, żadnej pochwały. A faceci są jak dzieci! Pochwal, to góry przeniesie. Nie, Irka, tu ci nie współczuję. Dobranoc.

Odstawiłam telefon i zapłakałam po cichu.

Tomka zdała sesję, wyjechała z przyjaciółmi na Mazury. Nie rozmawiała ze mną, zostawiła kartkę, żebym jej nie szukała.

***

Michał zjawił się po tygodniu, czekał na mnie pod klatką, ukryty w kołnierzu kurtki przed mrozem.

Cześć, Malutka! Tęskniłaś?

Dzwoniłam do niego kilka razy, chciałam wypłakać się w słuchawkę, ale nie odbierał. Teraz sam przyszedł.

Michał odpowiedziałam bez życia. Po co przyszedłeś?

Rozejrzałam się, szukając jego auta.

A, do ciebie. Czas rozliczyć rachunki, Malutka! objął mnie.

Jakie rachunki? Co ty

Próbowałam się wyswobodzić, ale trzymał mocno.

Karmiłem cię? Tak! Rozpieszczałem? Oho! wyszeptał śliskim głosem wprost do mojego ucha. A teraz mam kłopoty, musisz mi pomóc, kotku. Weź sprzedaj mieszkanie po matce, zgarniemy pięć milionów złotych. I to, w którym teraz mieszkasz. No, wchodzimy do środka, musimy to przegadać!

Przerażona zaczęłam się wyrywać, ale było za późno, już ciągnął mnie w stronę klatki, błagałam w duchu, by ktoś się zjawił. Ale podwórko było puste

Otwieraj, Malutka, zamarzam szturchnął mnie.

Zaczęłam płakać, osuwać się na zmrożony śnieg, aż nagle Michał puścił mnie, zatoczył się, padł na bok, jęknął.

Nad nim stał Andrzej, nieogolony, rozczochrany i wściekły, z zaciśniętymi pięściami.

Spadaj! Słyszysz? Zanim policzę ci kości! ryknął, rzucił się na Michała, ale chwyciłam go za rękę, powstrzymując.

Michał, dochodząc do siebie, parsknął śmiechem: Teraz już masz rogi, Andrzeju!, ale szybko zamilkł, kiedy dostał sierpowym.

Nie pokazuj się więcej przy Irce! warknął Andrzej, podniósł czapkę, wytarł sobie nos, odwrócił się do mnie: Idziemy do domu. Zimno!

Tylko księżyc, co zaglądał w okno, i wiatr plączący się po parapecie wiedzą, o czym rozmawialiśmy przez całą noc, w co wierzyliśmy i dlaczego postanowiliśmy żyć dalej razem…

Nikt już nigdy nie nazwał mnie Malutką. A gdyby się ktoś odważył, tylko bym się wzdrygnęła i odwróciła.

Michała więcej nie widziałam. Nie wyszło mu ze mną, Andrzej miał za twardy charakter.

Pewnego razu, słysząc moją rozmowę przez telefon o odziedziczonym mieszkaniu po mamie, o tym, jak bardzo jestem zmęczona, osamotniona, Michał uznał, że może pomóc Trochę ulżyć dziewczynie i zarobić. Gdyby był bardziej przebiegły, owinąłby mnie wokół palca. Ale pospieszył się, nacisnął za mocno. Igor coraz mocniej naciskał trzeba było spłacić dług.

Musiał się wycofać. Ale świata pełno takich malutkich, nieprzytulonych, smutnych kobiet. Michał jeszcze się odkuje. Chyba że Igor zdecyduje inaczejI choć przez wiele miesięcy budziłam się jeszcze zlękniona, z gorzkim smakiem upokorzenia, z czasem nauczyłam się oddychać pełną piersią. W naszej kuchni nigdy już nie rozchodził się zapach obcych perfum ani nie szeptano do mnie pieszczotliwych przezwisk. Zamiast tego nauczyliśmy się z Andrzejem rozmawiać, choćby o drobiazgach, których nie dostrzegaliśmy przez lata o pogodzie, o Taninie, o drożdżach, co nie wyrosły w cieście na pączki.

Kiedy Tomka wróciła z Mazur, nie zadała wielu pytań rzuciła mi się tylko na szyję, śmierdząc mokrą bluzą. A Andrzej, piekąc swoją popisową jajecznicę, zawołał ją do pomocy: Malutka, podrzuć mi szczypiorek! Oboje zamarliśmy na ułamek sekundy, patrząc sobie w oczy. Po chwili wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem, głośno, szczerze, tak, jakby śmiech był antidotum na wszystko, co rozpadło się wcześniej.

A ja, choć nigdy już nie byłam Malutką, byłam wreszcie sobą Irką, którą można kochać albo złościć się na nią, która czasem płacze, czasem puszcza muzykę zbyt głośno, a czasem idzie sama na spacer i nie musi czekać na cudzy zachwyt. W oknach mojej kuchni grały promienie słońca, a ślady dawnych łez rozpuszczały się wśród śmiechu i ciepłych zapachów drożdżówek, jajek, herbaty i codziennej zwyczajności, której przez chwilę tak bardzo nie doceniałam.

Czasem, gdy patrzę w lustro, widzę kobietę, która pozbyła się lęków i próżnych marzeń. Może nie jest już drobna ani delikatna ale jest silna i wystarczająco dobra. I to musi wystarczyć.

Rate article
Fajna Tajna
Maluszek