Zgromadzę wszystkich u siebie

Zbiorę wszystkich u siebie

Iwona Wiosenna odłożyła tablet i sięgnęła po telefon:
Babciu, jak się masz? Dobrze się czujesz? A dziadek? Skoro smaży ziemniaki, to chyba wszystko w porządku. Skończyłam już pracę na dziś, odbiorę Damiana z treningu, wstąpimy do sklepu i niedługo będziemy w domu.

Potem Iwona wykręciła inny numer:
Jarosław, cześć, już wracam do domu, a wy z Malwiną kiedy? Już jedziecie? Super, bo dziadek smaży ziemniaki, razem zjemy kolację.

Iwona wstała i schowała wszystko potrzebne do torebki. Zawołała do koleżanek:
Do widzenia, do jutra!
Pa, pa, Iwona, miłego wieczoru!

Szybko zmieniła buty pod biurkiem, narzuciła płaszczyk i automatycznie spojrzała przez przyciemniane okno. Był ciepły, jesienny wieczór. Światła miasta migotały przyjaźnie, ludzie spieszyli do domów po pracy. Iwona dostrzegła swoje odbicie w szybie i uśmiechnęła się kto by pomyślał, że i ona będzie kiedyś prowadziła takie spokojne, codzienne życie? Że będzie miała własną rodzinę i tak jak inni będzie wieczorem biegła tam, gdzie czeka na nią ktoś bliski. Niegdyś była pewna, że tego nie dostanie.

Jej rodzina może nie była typowa, ale byli bardzo szczęśliwi i kochali się szczerze.

Iwonę matka zostawiła urodziła ją i uciekła ze szpitala. W krótkim papierze z domu dziecka widniał napis: matka nieznana, brak dokumentów, ojca nie wskazano. Imię dziewczynce nadali obcy ludzie. Nazwisko Wiosenna dostała, bo przyszła na świat wiosną. Czemu Iwona? Tego nikt nie potrafił wyjaśnić. Zawsze trzymała się z chłopakami, najbliższym jej przyjacielem był Jarek o rok starszy, także Wiosenny z tego samego powodu. Była pilna, dobrze się uczyła, uprzejma i pracowita bardzo chciała zostać zaadoptowana, mieć dom, jak inne dzieci. O tym, co to znaczy być w rodzinie, wiedziała tylko z filmów. Może była zbyt wysoka i szczupła, nie budziła sympatii dorosłych. Może to kwestia pecha.

Kiedy Jarka adoptowali, całą noc przepłakała. Nie z zazdrości po prostu straciła jedynego przyjaciela. On patrzył na nią nieśmiało przez okulary:
Wiesz co, mogę się wycofać.
Zwariowałeś? Takiej szansy się nie odrzuca. Jedź, każdemu pisane co innego.
I tak cię znajdę, przysięgam obiecał Jarek, a ona machnęła ręką, nie wierząc.

Po ukończeniu szkoły średniej Iwona poszła do technikum budowlanego, zamieszkała w internacie. Po zdaniu matury dostała przydział kawalerkę, jako sierota. Mieszkanie było na obrzeżach miasta, ale jej to nie przeszkadzało! Pracę zdobyła w biurze projektowym. Zaczęła dorosłe życie. W pracy miała mnóstwo koleżanek, o rodzinie jeszcze nie myślała, uznała, że wszystko w swoim czasie. Marzyła tylko o dużym domu, ukochanym mężu i dzieciach dwoje, może troje. By biegały, śmiały się i wołały: mamo, tato! słowa, których tak bardzo pragnęła słyszeć. Otwierasz drzwi i słyszysz: mama przyszła, tata przyszedł! jak w bajce.

Pewnego dnia, gdy wróciła do klatki schodowej, wybiegł z niej chłopak z torbą w ręce i niemal ją potrącił. W środku na schodach leżała starsza pani:
Emerytura… torbę mi wyrwał… Gdzie mam okulary, nic nie widzę!
Iwona pobiegła za złodziejem, ale zniknął bez śladu. Pomogła staruszce wstać na szczęście nie stało się nic poważnego.
Jak można być aż tak złym, dziecko… czemu to zrobił? płakała starsza pani.

Zaniosła panią Helenę do mieszkania, okazało się, że jej mąż, pan Stanisław, leży chory, nie wstaje z łóżka. Od tego czasu Iwona zaczęła do nich zaglądać, przynosić zakupy przecież okradziono ich z emerytury. Zgłosili sprawę, ale złodzieja nie odnaleziono, choć Iwona dobrze go zapamiętała. Torbę z dokumentami znaleziono po paru dniach pod klatką dobre i to.

Coraz częściej odwiedzała babcię Helenę. Wezwała lekarza do dziadka Staszka, trochę się polepszyło i starsi państwo od tej pory byli radośniejsi. Iwonę zaczęli nazywać wnuczką, zapraszali do siebie. Rodziny nie mieli żadnej.

Kiedyś w autobusie Iwona poznała chłopaka. Zauważyła, jak na nią patrzy i się uśmiecha.
Znamy się skądś, pani jest bardzo znajoma zagaił.
Iwona roześmiała się:
Wątpię, pierwszy raz chyba się widzimy.
Chłopak był sympatyczny, wszystko o sobie opowiedział po drodze do jej domu nazywał się Jędrzej, mieszkał z mamą, miał pracę. Wydał się Iwonie jak stary znajomy.

Jędrzej zaczął ją odprowadzać po pracy, odwiedzać, aż w końcu zaprosiła go do siebie na herbatę i kanapki. Wtedy nieoczekiwanie opowiedziała mu o dzieciństwie w domu dziecka. Przez chwilę patrzył na nią dziwnie, jakby chciał coś powiedzieć, ale się wahał. Może ją żałował. Polubiła go, a jednak czuła niepokój.
Przy kolejnej wizycie zdarzyło się coś, czego się nie spodziewała Jędrzej objął ją mocno.
Jędrek, może nie spieszmy się? powiedziała.
A on ją tylko ściskał i nagle wysyczał:
Oddałaś mnie… wiedziałem, że ciebie gdzieś już widziałem. Pomogłaś im, ktoś mi powiedział, że ta dziewczyna z domu dziecka! Widziałem portret pamięciowy. Ledwo się wymigałem. Teraz lepiej, żebyś siedziała cicho jak piśniesz słowo, to będzie ci gorzej. I tak nikomu nie jesteś potrzebna!

Iwona nie zgłosiła sprawy bała się rozgłosu.
A miesiąc później, prosto z pracy, trafiła do szpitala ciąża pozamaciczna, komplikacje, lekarz powiedział, że dzieci może już nie mieć.

Babcia Helena czuwała przy niej. Szeptała czułe słowa, poiła rosołem, ziołami, żeby nabrała sił. Po wyjściu ze szpitala, Iwona czuła się zagubiona. Jak dalej żyć? Po prostu przestała mówić. Pewnego dnia nogi same zaprowadziły ją pod bramę krakowskiego klasztoru. Późna jesień, niebo sine i głębokie, złote kopuły błyszczą, dzwony snują się po mieście. Pracownicy porządkują kwietniki.
Wiosenna, Iwona? nagle usłyszała. Odwróciła się to był jeden z pracujących, szczerze się uśmiechał:
Iwona, szukałem cię!
Jarek!? rozpoznała go wreszcie. Podeszli do siebie, Iwona się rozpłakała, a on otarł jej łzy:
Chodź na ciepłą kaszę, jest jeszcze herbata i drożdżówki. Pogadamy!

Nie pamiętała nawet, jak wylała Jarkowi całe serce, a on jej swoje. Jak został adoptowany, ojczym bił go za byle co, w końcu uciekł, połamał nogę, błąkał się, aż schronił się tutaj, w klasztorze. Znalazł spokój.

Wracając do domu, Iwona po raz pierwszy od dawna poczuła, że może być jeszcze szczęśliwa. Przez kilka dni została w klasztorze. Tam podjęli decyzje razem.

Babcia Helena i dziadek Stanisław od dawna proponowali jej, by przepisała na siebie mieszkanie. Ale Iwona i Jarosław uznali, że lepiej zamieszkajmy razem.

Dla starszego małżeństwa to było, jak wygrana w totolotka nie marzyli, że ktoś młody, zdrowy zdecyduje się z nimi żyć. A jednak!

Od pięciu lat Iwona i Jarosław Wiosenni są małżeństwem, kilka lat temu przeprowadzili się do podkrakowskich Bronowic. Ich duże mieszkanie pomieściło wszystkich babcię Helenę, dziadka Staszka. Teraz to oni są głowami rodziny, szczęśliwi, że nie są już sami.
Dwa lata temu spełniło się marzenie Iwony z Jarosławem adoptowali dwójkę dzieci: Damiana i Malwinę, z tego samego domu dziecka, w którym oni spędzili dzieciństwo.

Jarek, pamiętasz, jak marzyliśmy, że ktoś nas weźmie? Że będziemy mieli dom? śmiała się Iwona. Spójrz na ich oczy. Obiecajmy sobie, że będziemy dla nich takimi rodzicami, o jakich śniliśmy.

Dziś
Mamo, gdzie jest tata? Babciu, chodź, zobacz, co z dziadkiem zbudowałem!
Iwona nie chce już nawet wspominać złych chwil. Babcia Helena kiedyś szepnęła jej, że napastnik został złapany przy kolejnej kradzieży na długo trafił do więzienia.

Bo każdemu w życiu odpłaca się za uczynki. I w tym życiu, i w wieczności.

Warto wierzyć, że po burzy przyjdzie słońce i nie wolno przestawać marzyć o domu, o rodzinie, o szczęściu.

Rate article
Fajna Tajna
Zgromadzę wszystkich u siebie