Olga właśnie wekowała leczo, gdy z pracy wrócił jej mąż. – Jestem w domu! – zawołał Sergiusz, wszedł do kuchni i zamarł.

Oliwia właśnie kończyła wekować leczo, kiedy z pracy wrócił jej partner.

Jestem w domu! zawołał Marek, wszedł do kuchni i zamarł w miejscu. Co tu się dzieje?

No jak to co? Leczo robię, sam prosiłeś uśmiechnęła się Oliwia.

Pytam, co tu się stało z kuchnią? Markiem zawładnęło rozdrażnienie, gestem objął całe pomieszczenie.

O co ci chodzi, kochanie? Możesz jaśniej? odrzekła zdezorientowana kobieta.

Nie udawaj niewiniątka. Przecież dokładnie wiesz, o co mi chodzi rzucił już podniesionym głosem.

Oliwia patrzyła na Marka kompletnie zaskoczona, nie rozumiejąc, skąd ta nagła złość.

Minęło kilka miesięcy od momentu, kiedy się poznali i zamieszkali razem. Oboje byli już po czterdziestce. Oliwia miała dorosłą córkę, która już pracowała w Warszawie, a Marek dziesięcioletniego syna z pierwszego małżeństwa, z którym, przez odległość, widywał się bardzo rzadko.

Na początku wydawało się, że znaleźli w sobie bratnie dusze. Oliwia zrezygnowała z wynajmowanego mieszkania i, przyjmując propozycję Marka, wprowadziła się do jego dwupokojowego mieszkania na Mokotowie.

Kobieta bardzo się starała chciała być dobrą partnerką, marzyła o ciepłej, kochającej rodzinie. Po pracy zawsze spieszyła się do domu, by ugotować coś pysznego. Często robiła to z ostatnich sił, lecz z poczuciem radości wierzyła, że wszystko, co robi, wynika ze szczerego uczucia.

W pierwszych tygodniach unosiła się niemal pół metra nad ziemią. Gotowała gołąbki, piekła szarlotki, kisiła ogórki nawet wtedy, kiedy była naprawdę zmęczona.

Ale z biegiem czasu Marek zaczął się zmieniać. Z pracy wracał często naburmuszony, wiecznie niezadowolony, czepiał się o byle drobiazg a to filiżanka została nieumyta od razu po herbacie, a to kurz w przedpokoju, albo nieskładnie ułożona pościel.

Oliwia początkowo nie reagowała, sądziła że mężczyzna po prostu stresuje się w pracy, przeczekiwała fochy i liczyła, że przejdzie. Ale z czasem coraz bardziej zaczęły ją irytować marudzenia Marka.

Ona też pracowała, a i tak była w domu wcześniej niż on. Zdążała posprzątać, przygotować kolację, zrobić drobne zakupy. Wiedziała jednak, że nigdy nie dogodzisz komuś, komu wiecznie coś nie pasuje.

Może przyzwyczajeniem Marka było mieszkanie w pojedynkę? Może nie umiał już żyć z kimś? Ona próbowała zająć się domem, przygotować przetwory, bo zawsze lubiła planować zimowy zapas w spiżarni.

Właśnie tego dnia, gdy Marek wrócił z pracy wcześniej niż zwykle (zazwyczaj w weekendy był u szwagra i pomagał mu naprawiać samochód), Oliwia była w ferworze wekowania. Na stole piętrzyły się misy i talerze, 10-litrowy garnek pełen leczo kipiał na kuchence, wszędzie były porozstawiane słoiki, papryka, czosnek i przyprawy.

Zaraz wszystko posprzątam, nie martw się rzuciła pogodnie.

Tak, na pewno… Znowu zostawisz tu ten bajzel odburknął Marek.

Marek, czy kiedykolwiek widziałeś, żebym zostawiła po sobie brud, kiedy gotuję? Skąd u ciebie tyle nerwów?

Bo w domu gorąco, zapachy leczo rozchodzą się wszędzie!

To siedź w pokoju i oglądaj telewizję, nie musisz tu stać.

Jestem głodny! Co mogę zjeść?

Zaraz ci podgrzeję obiad. Tylko daj mi skończyć!

Znowu makaron z kotletem, już trzeci dzień z rzędu?

Przecież nie mam czterech rąk. Leczo samo się nie zrobi, a prosiłeś o nie! Dziś dwa razy biegałam do sklepu i dźwigałam torby pełne warzyw. Mnie też tu gorąco, a jeszcze muszę ci tłumaczyć, czemu tak wygląda kuchnia!

Nie krzycz na mnie!

To ty robisz awanturę! Próbuję zachować spokój, a ty ciągle wytykasz mi błędy. Dość mam tego!

W końcu Oliwia nie wytrzymała.

Co tak naprawdę cię denerwuje? Że masz ugotowaną kolację, czystą pościel i ktoś z uśmiechem czeka na ciebie w domu? Czy może to, że jestem tutaj? Powiedz!

Tak, mam już tego dość! Twoje obiady, czysta pościel, te wszystkie konfitury i leczo!

Wiesz co? Ja też mam dość! Ciągłego marudzenia, bałaganu, który zostawiasz, kiedy sam nie sprzątasz po sobie naczyń, a ode mnie oczekujesz nie wiadomo czego. Jak chciałam, żebyś zawiózł mnie po warzywa, to wolałeś naprawiać auto Sławkowi! Mam już tego serdecznie dosyć! krzyknęła.

Marek najwidoczniej nie zdzierżył krytyki. Oliwia nie spodziewała się, że tak wybuchnie. I wtedy postanowiła, że nie będzie dalej walczyć.

To koniec między nami! oznajmiła i wyszła z kuchni.

Drżącymi rękami spakowała swoje najpotrzebniejsze rzeczy do dwóch walizek, wciągnęła dżinsy i opuściła mieszkanie.

Marek widział, jak wychodzi, ale nie próbował ją powstrzymać.

Tamtej nocy Oliwia przespała się u koleżanki z pracy. Rano wynajęła kawalerkę przez Olx musiała zapłacić za najem, prowizję dla pośrednika i kupić trochę rzeczy do nowego mieszkania. Sporo wydała dobre kilkaset złotych.

Przez pierwsze dni nie myślała nawet o powrocie do Marka. Jednak po kilku dniach zrobiło się jej smutno wracała myślami do kłótni, powtarzała w myślach te gorzkie słowa. Zaczęła się zastanawiać może przesadziła, może powinna była spróbować naprawić ich relację?

Marek się nie odezwał przez tydzień. Tylko tuż po jej wyjściu wysłał krótkiego smsa:

I co mam zrobić z tym twoim leczo?

Możesz zrobić z nim, co ci się podoba. Mam to gdzieś! odpisała rozgoryczona.

Było jej żal tego leczo, pieniędzy, czasu… Jeszcze pół godziny, a wszystko byłoby już w słoikach. A tak wszystko się posypało…

W duchu jednak miała nadzieję, że Marek jednak zrozumie swoje błędy i pójdzie za nią, zadzwoni chociaż, ale nic takiego się nie wydarzyło.

Minął tydzień. Pogodziła się z myślą, że to definitywny koniec. Postanowiła odebrać resztę swoich rzeczy z mieszkania Marka i oddać mu klucze.

Mogła wejść, gdy go nie było, ale napisała mu, że przyjedzie. Gdy otworzył drzwi, wyglądał na skruszonego, ale ona była już wewnętrznie pogodzona ze wszystkim. Wiedziała, że nie może tak dalej być.

Przestań okłamywać mnie i siebie! Gdybyś naprawdę mnie kochał, zrobiłbyś więcej, niż tylko milczeć przez tydzień…

Przepraszam, nie wiem, co mnie wtedy opętało! Jestem winny…

Zostań z tym sam. Ja przyszłam po swoje rzeczy.

Zabrała z łazienki kosmetyki i szampon, ze spiżarki swoją ulubioną herbatę, różowy kubek, który dostała od córki, pled od siostry wszystkie te drobiazgi złożyła do toreb. Marek krążył za nią, próbując przekonać, żeby została, ale już jej to nie obchodziło.

Tydzień ciszy wystarczył, by zrozumieć wszystko. Gdyby Markowi rzeczywiście na niej zależało, nie czekałby tyle, by odezwać się z byle powodu.

Kiedy zapakowała swoje rzeczy do taksówki, Marek próbował ją jeszcze zatrzymać:

Nie odchodź, zgubię się bez ciebie!

A ja się przy tobie zatracę odpowiedziała stanowczo, przekręcając klucz w zamku.

Wyszła. Marek stał w progu, nie wiedząc, co dalej. I chyba nigdy nie zrozumiał, że liczą się nie tylko słowa, ale też czyny i szacunek.

Oliwia wsiadła do taksówki i patrzyła przez okno. Była jesień, i w jej duszy także. Nagle przypomniało jej się, że właśnie jesień zawsze była jej ulubioną porą roku. Za dwa tygodnie miała urodziny.

Wszystko ułoży się dobrze… wyszeptała do siebie i pierwszy raz od dłuższego czasu uśmiechnęła się szczerze.

Czasem odejść to jedyny sposób, by odzyskać siebie. Szczerość i szacunek wobec siebie samego to najważniejsze, by budować zdrowe relacje, a życie zawsze da szansę na nowy początek.

Rate article
Fajna Tajna
Olga właśnie wekowała leczo, gdy z pracy wrócił jej mąż. – Jestem w domu! – zawołał Sergiusz, wszedł do kuchni i zamarł.